Dzień po przyjęciu przez właściciela klubu New York Knicks Jamesa Dolana zaproszenia dla drużyny do Białego Domu prokurator generalna Nowego Jorku przypomniała – a raczej zasugerowała – że wizyta u Donalda Trumpa „nie jest obowiązkiem zawodników”. „Dlatego jeśli zdecydują się nie jechać, uszanuję to” – stwierdziła Letitia James.
Podczas mistrzowskiej parady Knicks w miniony czwartek nowojorska prokurator generalna podkreśliła, że zawodnicy koszykarskiej dumy Wielkiego Jabłka „nie muszą” odwiedzać Donalda Trumpa w Białym Domu. „To ich osobiste prawo, ponieważ w swoich kontraktach mają autonomię nad własnymi ciałami. Dlatego jeśli zdecydują się nie jechać, uszanuję to” – powiedziała James.
Dzień wcześniej James Dolan – właściciel Knicksów – zadeklarował, że przyjął w imieniu drużyny zaproszenie do Białego Domu od prezydenta USA.
„Właśnie otrzymaliśmy zaproszenie z Białego Domu, które przyjęliśmy. Jest moim przyjacielem. Znam go od 30 lat i jestem bardzo dumny, że mogę zabrać drużynę do Białego Domu” – powiedział Dolan podczas występu w jednej ze stacji radiowych.
Niewykluczone, że James naciskała, aby kolejna drużyna NBA nie sfinalizowała spotkania z prezydentem USA. Mistrzowskie ekipy dotąd raczej „unikały” Donalda Trumpa. W 2017 roku Golden State Warriors odwołali spotkanie z prezydentem. Z kolei triumfatorzy poprzedniego sezonu, Oklahoma City Thunder, tłumaczyli brak swojej obecności w Białym Domu „nałożeniem się terminów”. Knicks byliby pierwszymi mistrzami, którzy odwiedziliby siedzibę prezydenta USA z Trumpem na stanowisku głowy państwa.
W zeszłym tygodniu New York Knicks zdobyli pierwsze od 53 lat mistrzostwo NBA, pokonując w pięciu meczach finałowych San Antonio Spurs. Donald Trump osobiście obserwował z trybun jedno ze spotkań w hali Madison Square Garden, stając się pierwszym prezydentem, który oglądał finały amerykańskiej ligi koszykarskiej na żywo.
Red. JŁ