Jonathan Gardiner, jeden z 11 ocalałych z katastrofy samolotu u wybrzeży Florydy, został aresztowany w związku z federalnym śledztwem narkotykowym. Mężczyźnie zarzuca się udział w procederze przemytu kokainy do Stanów Zjednoczonych.
Do katastrofy doszło w ubiegłym tygodniu, gdy samolot Beechcraft 300 King Air lecący z Marsh Harbour na Międzynarodowe Lotnisko Grand Bahama doznał awarii silnika.
Pilot wodował około 50 mil od Vero Beach, po czym skutecznie umieścił dziesięciu pasażerów w żółtej tratwie ratunkowej. Trzy osoby odniosły niewielkie obrażenia. Pozostałych 10 ocalałych przetransportowano na Międzynarodowe Lotnisko Melbourne Orlando, gdzie udzielono im pomocy medycznej. Wszyscy byli w stabilnym stanie.
Gardiner miał jednak do czynienia nie tylko z ratownikami, ale także z policjantami. Przy mężczyźnie znaleziono trzy telefony oraz torbę na ramię z około 30 tys. dolarów bahamskich. Banknoty miały być oznaczone odręcznie zapisanym nazwiskiem bahamskiego polityka, który – według śledczych – był powiązany z planowanym transportem kokainy z Kolumbii na Bahamy.
Chodziło o przesyłkę od 900 do 1000 kilogramów narkotyku z listopada 2024 roku. W aktach sprawy wspomniano także o nagranym w 2024 roku spotkaniu, podczas którego bahamski polityk miał omawiać szczegóły tego transportu z kolumbijskim handlarzem narkotyków.
Federalne dokumenty wskazują, że Gardiner – w aktach sprawy nazywany pseudonimem „Player” – miał uczestniczyć w spisku narkotykowym co najmniej od 2023 roku i działać jako zagraniczny dostawca kokainy dla organizacji przestępczej w stanie Georgia, której dostarczał narkotyk przez port w Miami.
Gardiner był już wcześniej skazany za przestępstwa narkotykowe i pranie brudnych pieniędzy – w 2006 roku skazano go na 18 lat więzienia. Po odbyciu części kary został deportowany na Bahamy w 2014 roku.
Red. JŁ