Zmagania polskich klubów w Lidze Konferencji. „Rano, gdy się obudzę, będę zadowolony z tego punktu”

Popularne

Strony Internetowe / SEO
Realizacja w jeden dzień!
TEL/SMS: +1-773-800-1520

Po zwycięstwie w Sosnowcu nad Zrinjskim Mostar 1:0 w przedostatniej, 5. kolejce piłkarskiej Ligi Konferencji Raków Częstochowa awansował na trzecie miejsce w tabeli i zapewnił sobie udział w fazie pucharowej. Legia Warszawa po porażce w Erywaniu z Noah FC 1:2 straciła szansę na awans.

Raków, dla którego zwycięską bramkę uzyskał w doliczonym czasie pierwszej połowy z rzutu karnego Norweg Jonatan Braut Brunes, zgromadził 11 punktów i ustępuje tylko Strasbourgowi – 13 i Szachtarowi Donieck – 12.

Częstochowianie pozostają jedną z trzech niepokonanych drużyn w tych rozgrywkach – obok Strasbourga i AEK Larnaka. Do tego w pięciu meczach stracili tylko dwie bramki, więc mogą pochwalić się drugą najlepszą defensywą. Lepsza pod tym względem jest tylko AEK Larnaka z jednym puszczonym golem (dwa straciła też HNK Rijeka).

W ostatniej kolejce – 18 grudnia – Raków zmierzy się na Cyprze z Omonią Nikozja. Jeśli wygra, na pewno zakończy fazę ligową w pierwszej ósemce i tym samym awansuje bezpośrednio do 1/8 finału. Ma na to szansę również w przypadku remisu lub nawet porażki, ale wtedy zdecydują o tym wyniki na innych stadionach. W najgorszym razie znajdzie się wśród ekip z pozycji 9-24, które trafią do baraży o 1/8 finału.

To nie był jednak „polski dzień” w Lidze Konferencji, bo poza Rakowem inne klubt znad Wisły nie zdołały wygrać swojego meczu, a kompletu punktów nie zdobyła też żadna z drużyn, w których kadrach znaleźli się polscy piłkarze.

W spotkaniach o 18.45 Legia przegrała z Noah FC 1:2, a Jagiellonia Białystok takim samym wynikiem uległa u siebie Rayo Vallecano.

Warszawianie nie zdołali wygrać już 10. kolejnego meczu o stawkę i znaleźli się na 30. pozycji. Mają trzy punkty, a do zajmującej 24. lokatę ekipy Lincoln Red Imps tracą cztery. Właśnie z tym rywalem zagrają u siebie w ostatniej kolejce, ale nawet wysokie zwycięstwo nie uchroni ich przed odpadnięciem z rozgrywek.

Wprawdzie na początku spotkania w Erywaniu prowadzenie gościom dał Duńczyk Mileta Rajovic (3.), który wykorzystał złe podanie kapitana rywali do bramkarza, ale później inicjatywę mieli już gospodarze.

Do wyrównania doprowadził Brazylijczyk Matheus Aias (57.), natomiast w końcówce równie poważny jak Silva błąd popełnił Arkadiusz Reca, który źle zgrał piłkę do Kacpra Tobiasza, a Bośniak Nardin Mulahusejnovic (84.) wykorzystał okazję, by dać FC Noah prowadzenie i – jak się okazało – zwycięstwo.

Była to piąta bramka Mulahusejnovica w tej edycji LK, co daje mu pierwsze miejsce w klasyfikacji strzelców, ex aequo z Chorwatem Franko Kovacevicem z NK Celje.

Jagiellonia poniosła natomiast pierwszą porażkę w tych rozgrywkach, ale trzecią z rzędu, licząc też ekstraklasę i Puchar Polski. Na gola Sergio Camello dla Rayo (6.) odpowiedział wprawdzie jeszcze przed przerwą jego rodak Jesus Imaz (44.), ale o wygranej gości przesądził Urugwajczyk Alfonso Espino (61.).

Z ośmioma punktami drużyna z Białegostoku zajmuje 18. miejsce i dopiero ostatnia kolejka zdecyduje o jej dalszych losach. Zadanie będzie trudne, bo wyjedzie do Holandii na spotkanie z AZ Alkmaar.

W podobnej sytuacji jest Lech Poznań, który zremisował z FSV Mainz 1:1, choć od 67. minuty grał w przewadze, bo czerwoną kartkę zobaczył Austriak Nikolas Veratschnig. Wówczas wynik był już ustalony – w stolicy Wielkopolski gościom prowadzenie dał Japończyk Sota Kawasaki (28.), który na boisku pojawił się chwilę wcześniej, zastępując kontuzjowanego Szwajcara Silvana Widmera, a wyrównał z rzutu karnego Szwed Mikael Ishak (41.).

„Kolejorz” ma siedem punktów i w tabeli jest 20. W ostatniej kolejce zmierzy się w Czechach z Sigmą Ołomuniec, która w czwartek przegrała z Lincoln Red Imps 1:2 – podobnie jak wcześniej Lech.

W innych spotkaniach tego wieczoru wystąpiło dwóch polskich piłkarzy: Piotr Parzyszek z KuPS Kuopio (remis z FC Lausanne-Sport 0:0) oraz Łukasz Bejger z NK Celje (porażka HNK Rijeka 0:3). Obaj grali od pierwszej do ostatniej minuty.

Z kolei Albert Posiadała był rezerwowym bramkarzem Samsunsporu w spotkaniu z AEK Ateny (1:2), a Karol Angielski oglądał z ławki AEK Larnaka wyjazdowy remis z BK Haecken 1:1.

Liga Konferencji to najniższy szczebel rozgrywek UEFA, ale jest świetną okazją m.in. do zbierania ważnych punktów rankingowych. Głównie dzięki postawie Legii i Jagiellonii, które dotarły w poprzedniej edycji do ćwierćfinału LK, w sezonie 2026/27 w europejskich pucharach wystąpi po raz pierwszy pięć polskich zespołów, w tym dwa w kwalifikacjach Ligi Mistrzów.(PAP)

Frederiksen: rano, gdy się obudzę, będę zadowolony z tego punktu

Trener piłkarzy Lecha Niels Frederiksen z umiarkowanym optymizmem przyjął podział punktów w meczu Ligi Konferencji z niemieckim FSV Mainz (1:1). – Myślę, że gdy rano się obudzę, będę z tego wyniku zadowolony – powiedział.

Lechici zremisowali z ostatnim zespołem Bundesligi, choć przez ponad 20 minut grali w przewadze liczebnej. Frederiksen miał mieszane uczucia po spotkaniu, ale docenił ten punkt.

– Nie często mamy okazję grać zespołami z Bundesligi. I mimo że nasz rywal to drużyna z dołu tabeli, to wciąż mocna ekipa. Myślę, że gdy jutro rano się obudzę, będę zadowolony z tego remisu. Ten punkt mocno nam pomoże w walce o awans do rundy play off – skomentował szkoleniowiec „Kolejorza”.

Jak dodał, jest zadowolony z samej gry swoich piłkarzy i z tego, jak realizowali założenia taktyczne.

– Zagraliśmy całkiem dobre spotkane, kontrolowaliśmy grę, kreowaliśmy sytuacje, szczególnie w momencie, gdy graliśmy w liczebnej przewadze. Oczywiście, zdecydowanie łatwiej jest wtedy je stwarzać, natomiast możemy czuć się rozczarowani, że nie potrafiliśmy wykorzystać tych okazji. Muszę przyznać, że Mainz bardzo dobrze się bronił – ocenił.

Zdaniem niezwykle ważnym momentem było anulowanie drugiego gola dla gości z powodu pozycji spalonej.

– Myślę, że po utracie pierwszego gola byliśmy trochę roztrzęsieni i szybko straciliśmy drugą bramkę. Na szczęście sędzia jej nie uznał i nie ukrywam, że ciężko byłoby nam wrócić do meczu przegrywając 0:2. Na szczęście dobrze i w miarę szybko zareagowaliśmy, udało się wywalczyć rzut karny i myślę, że to też był bardzo ważny moment tego spotkania – ocenił.

Za tydzień mistrzowie Polski zmierzą się w Ołomuńcu z Sigmą, która w czwartek, podobnie jak Lech, sensacyjnie przegrała na Gibraltarze z Lincoln Red Imps.

– To w sumie dobrze, że nie jesteśmy jedynym zespołem, który przegrał z Lincoln. Widocznie zespół z Gibraltaru nie jest taki słaby, jak wcześniej sądzono. Nie analizowaliśmy jeszcze gry Sigmy, zaczniemy od jutra. To będzie niezwykle ważne spotkanie dla obu zespołów, bo każdy będzie potrzebował punktów – podsumował.

Trener FSV Mainz Urs Fischer był dość zadowolony ze zdobycia jednego punktu, choć czuł niedosyt po pierwszej połowie.

– Zaczęło się bardzo dobrze dla nas. Przeważaliśmy, strzeliliśmy bramkę na 1:0, a później minimalny spalony nie pozwolił nam prowadzić 2:0. Kilka minut później tracimy gola „z niczego”. W przerwie przekazałem kilka uwag, co powinniśmy lepiej robić. Niestety, przytrafiła nam się druga żółta kartka i musieliśmy bronić tego remisu. Mecz nie zakończył się dla nas tak źle i tym razem musimy być zadowoleni z tego wyniku. Muszę pochwalić moich piłkarzy, bo zostawili na boisku dużo serca – podkreślił.

Dla Fischera był to debiut w roli szkoleniowca FSV Mainz – objął zespół dopiero w niedzielę.

– Jak wyszedłem na boisko to czułem, że wraca to, co była do niedawna dla mnie codziennością. Przeżywa to się na swój sposób. Miałem długą przerwę w pacy, ale cieszę się, że mogłem stać przy linii bocznej i znów kierować drużyną. I nawet nie czuję tego, że ta moja przerwa trwała tak długo – skomentował szwajcarski szkoleniowiec.(PAP)

lic/ cegl/

Podobne

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ostatnio dodane