W poniedziałek wieczorem śmigłowiec lotniczego pogotowia rozbił się na autostradzie w Sacramento. Pilot i pozostali członkowie załogi przeżyli, ale zostali ciężko ranni. W trakcie akcji ratunkowej kilkanaście osób musiało podnieść maszynę, aby uwolnić zakleszczoną pod nią, poszkodowaną osobę. Żaden z uczestników ruchu na trasie nie ucierpiał w wyniku zdarzenia, co kapitan lokalnej straży pożarnej określił mianem „cudu”.
Do zdarzenia doszło 6 października w godzinach wieczornych na autostradzie Highway 50 w Sacramento. W maszynie należącej do firmy REACH Air Medical Services, która wracała ze szpitala po dostarczeniu pacjenta, doszło do „nagłej awarii”. Śmigłowiec zaczął tracić wysokość, aż runął na jedną z jezdni autostrady.
W wyniku zdarzenia ciężko rannych zostało troje członków załogi – pilot, pielęgniarka i ratownik medyczny. Jedna z poszkodowanych osób została uwięziona pod śmigłowcem. Konieczne było uniesienie maszyny przez ok. piętnaście osób, aby wydostać ją spod maszyny.
Służby poinformowały, że w wyniku rozbicia się śmigłowca nie ucierpiał nikt jadący autostradą. „To naprawdę zdumiewające, że nikt na autostradzie nie ucierpiał, biorąc pod uwagę, że śmigłowiec rozbił się na środku drogi” – powiedział kapitan straży pożarnej w Sacramento Justin Sylvia. „Ludzie zgłaszali, że widzieli, jak helikopter gwałtownie spadał. Wtedy cały ruch zaczął zwalniać” – dodał.
Świadkiem wypadku była radna Sacramento Lisa Kaplan, która brała udział w patrolu z funkcjonariuszami Kalifornijskiego Patrolu Autostradowego (CHP).
Przyczyna wypadku jest nadal badana.
Red. JŁ