Na Florydzie stracono mężczyznę skazanego za uprowadzenie, zgwałcenie i morderstwo 21-letniej kobiety w 2008 roku. Głośna sprawa obnażyła luki w amerykańskim systemie alarmowym 911 i doprowadziła do jego zreformowania.
Jak podał dziennik „USA Today”, 54-letni Michael King został stracony we wtorek (czasu miejscowego) poprzez zastrzyk trucizny za uprowadzenie i zamordowanie kobiety w mieście North Port. Sprawa wstrząsnęła opinią publiczną, gdy na jaw wyszło, że jego ofiara Denise Amber Lee mogła przeżyć, gdyby nie poważne uchybienia operatorów numeru alarmowego 911.
King porwał kobietę w biały dzień sprzed jej domu. Ofiara zdołała zadzwonić pod numer alarmowy z telefonu porywacza, jednak dyspozytorka wykazała się brakiem empatii i zignorowała jej błagania o pomoc. Kluczowych informacji nie przekazano policji również po telefonie od naocznego świadka, który przez kilkanaście minut relacjonował dokładne położenie samochodu, widząc szarpiącą się na tylnym siedzeniu ofiarę.
Z powodu rażących błędów i sporów między dyspozytorami funkcjonariusze szukający 21-latki nie otrzymali tych informacji na czas. King wywiózł kobietę do lasu i zastrzelił.
Mąż zamordowanej Nathan Lee po tragedii założył fundację, której działalność zaowocowała zaostrzeniem wymogów szkoleniowych dla dyspozytorów w wielu amerykańskich stanach. Sprawa Denise Amber Lee do dziś stanowi obowiązkowe studium przypadku dla nowych pracowników centrów alarmowych w całym kraju.
Podczas wtorkowej egzekucji, której przyglądała się rodzina ofiary, King nie przeprosił za swoje czyny, ale powiedział, że podczas pobytu w więzieniu się nawrócił.
To siódma egzekucja w USA w tym roku i czwarta na Florydzie. W minionym roku w kraju wykonano łącznie 47 wyroków śmierci, najwięcej od 2009 roku; rekordową liczbę 19 egzekucji przeprowadzono na Florydzie. Kolejna zaplanowana jest na 31 marca w tym samym stanie.
Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski (PAP)