Pisarz Jurij Andruchowycz: Tej nienawiści do Ukraińców, tak wszechobecnej w sieci, nie czuć w polskim powietrzu

Popularne

Strony Internetowe / SEO
Realizacja w jeden dzień!
TEL/SMS: +1-773-800-1520

Polska i Ukraina są na siebie skazane i mimo obecnych napięć powinny poradzić sobie z trudnościami w relacjach – ocenił w rozmowie z PAP pisarz Jurij Andruchowycz. Jak podkreślił, oba kraje w przeszłości potrafiły współżyć w trudniejszych czasach.

PAP: Coraz więcej Ukraińców mieszkających w Polsce pada ofiarą ataków. Są lżeni, a niekiedy bici np. za to, że mówią po ukraińsku. Co takiego się stało? Skąd ta agresja?

Jurij Andruchowycz: Przypuszczam, że powodów jest wiele, a na pytanie, dlaczego tak się dzieje, nie ma prostej odpowiedzi. To z czym mamy do czynienia jest kolejnym etapem procesu powolnej, ale metodycznej i coraz intensywniejszej demonizacji Ukraińców w oczach Polaków. To proces, który rozpoczął się co najmniej 15 lat temu. Odbywa się to głównie w mediach, które nazywam „antyspołecznościowymi”, bo wcale nie służą wzmacnianiu społeczności.

PAP: Chodzi panu o aktywność antyukraińskich hejterów w social mediach?

J.A: Zauważam dużą dysproporcję między natężeniem hejtu w mediach społecznościowych, a tym, co dzieje się w codziennym życiu. Tę internetową nienawiść podsyca oczywiście Rosja, która utrzymuje w tym celu całe fabryki trolli. Znamy to z własnego doświadczenia. Polska okazała się na tego typu manipulacje zupełnie nieprzygotowana. Swoją drogą nie wiem czy demokratyczny kraj, w którym panuje wolność słowa jest w stanie zatrzymać taką falę. Na szczęście tej nienawiści do Ukraińców, tak wszechobecnej w sieci, nie czuć w polskim powietrzu. Wróciłem właśnie z dwutygodniowego pobytu w Polsce. Bywam tam często, ale przyznam, że nigdy w życiu nie jechałem z taką trwogą. Tym razem gościłem najpierw u przyjaciół na Mazurach. Potem na kilka dni zatrzymałem się w Warszawie. Skończyłem swą podróż w Przemyślu, na polsko-ukraińskim festiwalu literackim „Miasto z rzeką”. Nigdzie nie odczułem tych faszystowskich nastrojów, o których rozmawiamy. Nikt mnie nie zaatakował. Może dlatego, że mówię po polsku lepiej niż większość moich rodaków? A może nie natknąłem się na tych, którzy wyłapują obcy akcent? Tak czy owak wróciłem z przekonaniem, że choć dzieje się coś niedobrego, Polska aż tak się nie zmieniła. Wciąż mam do niej słabość, nadal lubię Polaków.

PAP: Czy pana zdaniem niechęć do Ukraińców nasiliła się po ostatniej odsłonie sporu o postrzeganie UPA i akcji z orderami?

J.A: Nie sądzę, choć na pewno więcej uwagi tym napięciom zaczęły poświęcać tradycyjne media. Z własnego doświadczenia wiem, że niechęć do wszystkiego co ukraińskie dało się wyczuć w Polsce na długo przed akcją z orderami. Nie można więc powiedzieć, że wszystko zaczęło się pod koniec maja, kiedy prezydent (Wołodymyr) Zełenski podpisał dekret o nadaniu jednej z jednostek wojskowych imienia Bohaterów UPA. Jeśli chodzi o mnie, byłem celem antyukraińskiego ataku w 2023 roku w Piotrkowie Trybunalskim, a więc w czasach, kiedy takie przypadki wydawały się czymś odosobnionym. Było późno, siedzieliśmy sobie gdzieś na rynku, Polacy i Ukraińcy. Rozmawialiśmy w obu językach doskonale się rozumiejąc, ale jakiemuś nieznajomemu młodzieńcowi, który jechał na rowerze, najwyraźniej to się nie podobało. Zaczął bowiem na nas krzyczeć. Życzył zwycięstwa Putinowi. Sypał przekleństwami w rodzaju „J*** Ukrainę!”. W końcu doszło do bójki. Niestety proces, o którym rozmawiamy sięga korzeniami jeszcze czasów sprzed wielkiej, rosyjskiej inwazji 2022 roku.

PAP: Skąd bierze się ta niechęć do Ukraińców?

J.A: Sięgnę do opowieści znajomych. Jedna z nich, Polka ukraińskiego pochodzenia, ostatnio niemal rozpłakała się, mówiąc, że to co się dzieje, przypomina jej czasy dzieciństwa na początku lat 60. „Mama i tata tłumaczyli mi wtedy, że w domu rozmawiamy po ukraińsku, ale jak wyjdę na ulicę, to ani słowa w rodzinnym języku, bo źle się to dla mnie skończy” – wspominała. Wydawałoby się, że po obaleniu komunizmu Polska zmieniła się na lepsze, że stała się krajem bardzo otwartym, w którym żartowano z dawnych przywar. Pamiętam początek lat 90., kiedy w większych miastach w dobrym tonie były kpiny z hasła „Polska dla Polaków”. Zapamiętałem jedno z graffiti na murach Warszawy: „Ziemia dla ziemniaków, piwo dla pijaków!”. Niestety teraz hasło „Polska dla Polaków” przeżywa złote czasy. Można zaryzykować tezę, że w Polsce macie problem z jakimś postkolonialnym kacem, z kompleksem wyższości, który części społeczeństwa każe patrzeć na Ukraińców jak na ludzi niższej kategorii. Zgodnie z tym paradygmatem Ukraińcom można okazywać współczucie tylko wtedy, kiedy są ofiarami, kiedy cierpią biedę. Jak tylko stają na nogi, zaczyna im się powodzić i demonstrują swoją tożsamość, odwołując się do własnych bohaterów, to budzą wrogość, która przeradza się w agresję.

PAP: Nie jest pan rozczarowany tym, że polsko-ukraińskie braterstwo, które zawiązało się po pełnoskalowej inwazji okazało się płytkie?

J.A: Doświadczyłem tej zmiany już we wrześniu 2023 roku w Piotrkowie Trybunalskim, o czym wspomniałem. Wtedy narastał już ten resentyment. Fala entuzjazmu, serdeczności, ciepła i solidarności minęła po niecałym roku. Z punktu widzenia psychologii jest to zrozumiałe – Ukraina nie upadła, wygasł cały ten patos ratowania Ukraińców. Uaktywniły się destrukcyjne siły – hejterzy, przemocowcy. Byli przyczajeni przez te kilkanaście miesięcy, a teraz dostali jakby carte blanche.

PAP: Czy ukraińscy politycy nie ponoszą za to części winy?

J.A: Wina za ten stan rzeczy nie leży tylko po jednej stronie. Nasza elita polityczna nie wykazała się wielkim wyczuciem. Ukraińscy politycy nie byli gotowi do szczerej rozmowy z Polakami na trudne tematy. Na szczytach władzy mamy ludzi, którym brak nie tylko wiedzy historycznej, ale i opanowania. Ukraińskie elity należałoby wysłać na intensywny kurs historii.

PAP: Były szef ukraińskiego IPN Wołodymyr Wiatrowycz zasugerował niedawno, że Polacy mogą stać się nowymi Rosjanami, bo brak im krytycznego spojrzenia na własną historię. Takie słowa nie zaogniają czasem wzajemnych relacji?

J.A: Myślę, że w Polsce niesłusznie demonizuje się Wiatrowycza, gdyż należy on do tej grupy ukraińskich historyków, którzy dość spokojnie i obiektywnie odnoszą się do wydarzeń z czasów II wojny światowej. Jeśli chodzi o stosunek Polaków do UPA to znacznie się zmienił z upływem czasu. Doskonale pamiętam jak jeszcze w latach 90. można było bez problemu wygłosić referat o UPA i Banderze nawet w Moskwie, nie mówiąc już o Warszawie. Wówczas ton debacie narzucali eksperci, którzy nie skakali sobie do gardeł, słuchali wzajemnych argumentów. Na początku lat 90. można było bronić nawet – metaforycznie mówiąc – narodowych demonów, bo chodziło o to, by rzucić więcej światła na to, co pozostawało w ciemności. Wracając do Wiatrowycza, myślę, że chciał on zwrócić uwagę na to, iż upraszczanie skomplikowanej i wielowymiarowej historii OUN czy UPA jest jej fałszowaniem. A to przecież droga donikąd.

PAP: Czy gdyby interpretacją historii zajmowali się tylko historycy nie doszłoby do eskalacji napięć?

J.A: Historycy też nie są neutralni, bo mają jakieś pochodzenie, jakąś narodowość i zwykle bronią racji swego narodu. Oczywiście kiedy spierają się ze sobą, debata pozostaje w granicach rozsądku. Wiatrowycz Wiatriowyczem, ale niedawno czytałem wywiad z Normanem Daviesem, który cieszy się w Polsce ogromnym autorytetem. Otóż Davis mówił, że 90 proc. oddziałów UPA nie miała nic wspólnego ze zbrodnią na Wołyniu.

PAP: Skoro politycy zaognili spór, co mogą zrobić intelektualiści, pisarze, artyści, by zapobiec rozprzestrzenianiu się tego pożaru?

J.A: Na pewno nie powinni dolewać oliwy do ognia.

PAP: Co dalej z relacjami polsko-ukraińskimi?

J.A: Mam nadzieję, iż nie dojdzie do katastrofy. I że nie pogrzebiemy tego, co osiągnęliśmy przez ostanie kilka dekad. Kiedy w Ukrainie działo się coś niedobrego, Polska zawsze jako pierwsza dodawała nam otuchy. Udało nam się dobrze współżyć w dużo trudniejszych czasach, więc i teraz sobie poradzimy. Jesteśmy na siebie skazani.

Rozmawiał Jacek Pawlicki (PAP)

Podobne

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Mojbilet imporezy w USA

Ostatnio dodane

Mojbilet imporezy w USA