Okres letni zamiast spadku przyniósł lekki wzrost bezrobocia. Rynek pracy w Polsce jest w etapie „łagodnego schładzania się”

Popularne

Niewielki wzrost wskaźnika szacowanej stopy bezrobocia nie oznacza nagłych problemów. Bezrobocie w Polsce wciąż jest niskie – ocenił dla PAP główny ekonomista Konfederacji Lewiatan Mariusz Zielonka. Zdaniem eksperta odstępstwo od reguły spadków w okresie letnim spowodowały m.in. zmiany w prawie.

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej poinformowało w piątek, że szacowana stopa bezrobocia rejestrowanego w lipcu wyniosła 5,9 proc. i w porównaniu do czerwca wzrosła o 0,1 pkt. proc. Na koniec lipca w urzędach pracy zarejestrowanych było 907,3 tys. bezrobotnych, czyli o 5,8 tys. więcej niż w ubiegłym miesiącu.

Główny ekonomista Konfederacji Lewiatan Mariusz Zielonka w rozmowie z PAP podkreślił, że choć historycznie w okresach letnich sezonowe zatrudnienie wpływało pozytywnie na wskaźnik bezrobocia, to w tym miesiącu mamy odstępstwo od tej reguły. Zaznaczył jednak, że wzrost szacowanego wskaźnika bezrobocia rejestrowanego o 0,1 pkt. proc. nie oznacza, że rynek pracy nagle zaczyna mierzyć się z większym problemem. Dodał, że bezrobocie w Polsce wciąż jest niskie.

– Nadal mówimy o stopie bezrobocia, która jest poniżej 6 proc. Jeszcze trzy lata temu rozmawialiśmy o stopie bezrobocia, która oscylowała w granicach 8 proc. – zaznaczył.

Ekspert zauważył również, że na niskie bezrobocie w kraju wskazują też dane, publikowane przez Eurostat. Zgodnie z metodologią Eurostatu, stopa bezrobocia w Polsce wyniosła w czerwcu 3,1 proc., a w Unii Europejskiej niższą odnotowały jedynie Bułgaria i Cypr (po 3,0 proc.).

Zaznaczył, że niewielki wzrost stopy bezrobocia wskazuje na to, że rynek pracy w Polsce nadal jest w etapie „łagodnego schładzania się”. – Mówimy o sytuacji, w której większość firm w Polsce deklaruje jednak, że raczej utrzyma zatrudnienie z ostatniego kwartału w kolejnym kwartale, co pokazuje tylko to, że będą niewielkie zmiany jeśli chodzi o zatrudnienie i o bezrobocie – podkreślił.

Ekonomista wskazał również na trzy potencjalne przyczyny niewielkiego wzrostu wskaźnika w lipcu. Pierwszą są zmiany w prawie dotyczące tego, kto może rejestrować się w urzędach pracy. Podkreślił, że na sezon letni przypada szczyt zapotrzebowania do pracy przy żniwach, a nowelizacja ustawy o rynku pracy i służbach zatrudnienia z ubiegłego roku zezwoliła, aby wszyscy rolnicy i pomagający członkowie rodziny, którzy pomagają w gospodarstwach, mogli rejestrować się w urzędach pracy jako osoby bezrobotne.

– One w tej chwili prawdopodobnie są zarejestrowane w urzędach pracy jako bezrobotne, a jednocześnie dalej pomagają w tym gospodarstwie, więc mamy pewnego rodzaju sztuczny wzrost tego bezrobocia – podkreślił.

Drugą potencjalną przyczyną są ekstrema pogodowe – wiosenne przymrozki, czy susza z początku lipca, w wyniku których ucierpiały plony. Zdaniem eksperta prawdopodobnie doprowadziło to do niższego zapotrzebowania na zatrudnianie osób wspomagających przy zbiorach.

Trzecim czynnikiem jest połączenie ekstremów pogodowych z pragmatyzmem polskich przedsiębiorców. Zdaniem ekonomisty, przedsiębiorca nauczony tym, co dzieje się na świecie, „prawdopodobnie trzy razy zastanowi się”, zanim podejmie decyzję np. o zatrudnieniu. Podkreślił, że chociażby wzrost cen paliw skutecznie mógł wstrzymać dodatkowe rekrutacje np. w sektorze usług. Dodał, że w tym przypadku widać najszybciej moment, w którym wyższe koszty działalności przekładają się automatycznie na wyższe ceny.

– Ten pragmatyzm połączony z dosyć dużymi zawirowaniami pogodowymi prawdopodobnie spowodował, że np. branża turystyczna nie zatrudniała w takiej liczbie pracowników, oczekując, że jednak ten boom wakacyjno-turystyczny może być mniejszy, niż się spodziewają – wskazał Zielonka. (PAP)

Podobne

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ostatnio dodane