MLS/ Rekordowa frekwencja i rzesza polskich kibiców na meczu Lewandowskiego z Messim

Popularne

Rekordowa liczba ponad 60 tys. widzów oglądała na Soldier Field w Chicago pierwszy pojedynek dwóch największych gwiazd piłkarskiej MLS – Lionela Messiego z Interu Miami i Roberta Lewandowskiego z miejscowych Fire. Na trybunach była rzesza polskich kibiców, ale mimo to fani Argentyńczyka przeważali.

Na imponującym stadionie Soldier Field, który zespół Fire dzieli z lokalną drużyną futbolową Chicago Bears, zasiadł niemal komplet 63 094 widzów, bijąc klubowy rekord frekwencji. W dużej mierze stało się to dzięki Messiemu. Choć wśród kibiców w czerwonych koszulkach „Strażaków” wiele było dziewiątek z nazwiskiem Lewandowskiego, to jeszcze godziny przed meczem na ulicach Chicago dominowały biało-niebieskie trykoty Argentyny i jaskraworóżowe Interu z nazwiskiem Messiego.

– W jakimkolwiek mieście Messi się nie pojawi, to wyprzedaje wszystkie bilety. Lewandowski ma podobny efekt w niektórych miejscach, zwłaszcza tych z dużą Polonią, ale jednak pod względem rozpoznawalności nie jest to ten sam poziom – powiedział PAP Alex Calabrese, dziennikarz oficjalnego portalu MLS.

Polonia i Polacy na Soldier Field również stawili się tłumnie. I to nie tylko z Chicago. Aż z Detroit przyjechali Franciszek i jego synowie Jakub i Maks.

– Nic takiego, to tylko pięć godzin jazdy – machnął ręką Maks. Jak dodał, pokonali taki kawał drogi, by zobaczyć w akcji polską gwiazdę.

– No na pewno więcej kibiców przyjeżdża teraz na mecze w Chicago. Właściwie Polaków najwięcej. To była dobra decyzja, że Lewandowski tu przyszedł – skomentował Franciszek.

O ile synowie przyjechali w koszulkach biało-czerwonych, to tata – jak tysiące innych kibiców – miał na sobie trykot Interu z nazwiskiem Argentyńczyka. – Byłem na meczu w Miami i kupiłem – tłumaczył i dodał jednak, że nie ma wyraźnych sympatii klubowych, a przyjechał zobaczyć po prostu dobry mecz.

Jeszcze większy dystans pokonali Dorota i Marek, którzy przyjechali z… Torunia.

– Marek ma urodziny i syn zafundował bilety na mecz – wyjaśniła Dorota. Jak przyznała, od przyjścia Lewandowskiego do Fire, mimo różnicy czasu śledzi, poczynania polskiego gwiazdora.

– Na początku mu nie szło, ale teraz się rozkręca. Myślę, że będzie jeszcze lepiej – dodał Marek.

Mimo licznej reprezentacji kibiców Messiego, pojedynek Fire z Interem nie miał atmosfery meczu wyjazdowego. Przez cały mecz o głośny doping dbali ultrasi „Strażaków”, wśród których wyróżniali się ci z polskimi flagami. Na każde zagranie Lewandowskiego podnosiła się wrzawa, zaś kiedy Polak czubkiem buta skierował piłkę do bramki Interu, stadion wybuchł i to niemal dosłownie, bo za bramkami wystrzeliły wielkie kolumny ognia. Być może jeszcze głośniej zrobiło się, gdy Polak niemal pobił się z jednym z obrońców Miami. „Le-wan-do-wski!” – krzyczeli kibice.

– Wiadomo, że zagłuszymy tych „plastików” od Messiego – skomentował Mariusz w czerwono-białej koszulce z dziewiątką. – A „Lewy” pokazał, że też wcale mu nie ustępuje – dodał.

Frank Klopas – legenda Fire, były gracz i szkoleniowiec – liczy na to, że Lewandowski na nowo zmobilizuje chicagowską Polonię.

– Kiedy graliśmy tu z „Kosą” (Romanem Koseckim), Jerzym (Podbrożnym) i Piotrem (Nowakiem), regularnie przychodziło po 50 tys. ludzi, w większości Polaków. Musimy do tego wrócić – zaznaczył.

Podobną nadzieję wyraził obecny trener ekipy Chicago Gregg Berhalter.

– Widzieliśmy, że przeżyli świetne doświadczenie, więc mam nadzieję, że wielu z tych polskich fanów przyjdzie z powrotem w niedzielę. To będzie wieczór pierogów za darmo! – zażartował. – Wystarczy pokazać polski paszport, to jedyny warunek – dodał.

Z Chicago – Oskar Górzyński (PAP)

Podobne

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Mojbilet imporezy w USA

Ostatnio dodane

Mojbilet imporezy w USA