Koszt budowy linii szybkiej kolei łączącej Los Angeles z San Francisco wzrósł do około 126 mld dolarów, wobec szacowanych w 2008 roku 33 mld dolarów. Po blisko dwóch dekadach od rozpoczęcia inwestycji nie uruchomiono jeszcze żadnego odcinka trasy, a termin oddania projektu przesunięto co najmniej do 2033 r.
Dotychczasowe prace koncentrują się głównie na odcinku w Dolinie Centralnej między Bakersfield a Merced. Mimo postępów budowlanych w tym rejonie, całość projektu pozostaje daleka od ukończenia, a luka finansowa szacowana jest na około 90 mld dolarów, czyli blisko trzy razy więcej niż szacowano przeznaczyć na całość projektu przed niespełna dwoma dekadami.
Wzrost kosztów nie odpowiada jedynie skumulowanej inflacji, która między 2008 a 2026 rokiem wyniosła w USA około 52 proc. Korygując ówczesne szacunki o spadek siły nabywczej dolara projekt mógłby być droższy o nieco ponad 15 mld dolarów, natomiast błąd oszacowania wynosi kilkukrotnie więcej.
Sekretarz ds. transportu stanu Kalifornia przyznał, że część krytyki wobec inwestycji jest zasadna. Wskazał, że w trakcie realizacji „popełniono błędy”, a zarówno wyborcy, jak i urzędnicy nie w pełni rozumieli skalę wyzwań związanych z projektem.
Finansowanie przedsięwzięcia było również przedmiotem sporów politycznych. Administracja Donalda Trumpa wstrzymała wsparcie federalne, określając inwestycję mianem „pociągu donikąd” i przykładu nieefektywnego wydatkowania środków publicznych.
Red. JŁ