Kalifornijska polityka klimatyczna okazała się zbyt problematyczna nawet dla samej Kalifornii. Nieprzyjazne środowisko biznesowe skłoniło koncerny rafineryjne do całkowitego wycofania się ze stanu, a razem z nimi znikają rafinerie, które zaspokajają wciąż ogromny popyt na tradycyjne paliwo – benzynę i olej napędowy. Na kwiecień przyszłego roku zaplanowano zamknięcie rafinerii Valero Energy w Benicii, która przetwarza 145 tys. baryłek ropy dziennie. Wobec groźby destabilizacji stanowego rynku paliw, władze Kalifornii poszukują inwestora, który zgodzi się odkupić rafinerię i kontynuować produkcję.
Kalifornijska Komisja Energii potwierdziła, że podjęła działania, które mają na celu znalezienia nowego właściciela rafinerii Valero Energy w Benicii k. San Diego, która przetwarza na paliwa ok. 145 tys. baryłek ropy dziennie.
Chociaż pośredniczenie w sprzedaży takich obiektów pomiędzy prywatnymi podmiotami jest dość nietypowe – zwłaszcza dla Kalifornii, która przoduje w dążeniach do osiągniecia neutralności klimatycznej – dopuszczenie do zamknięcia rafinerii mogłoby zdestabilizować rynek paliw w stanie. Przede wszystkim chodzi o powstrzymanie wzrostu cen, które już należą do najwyższych w kraju. Według AAA średnia cena benzyny w Kalifornii wynosi obecnie 4,48 dolara za galon – przy średniej krajowej na poziomie 3,16 dolara za galon.
Koncern Valero zdecydował o zamknięciu rafinerii w Benicii, uzasadniając ten krok „trudnym środowiskiem regulacyjnym” w obszarze przetwórstwa ropy – wysokich kosztów, generowanych przez politykę klimatyczną stanu. Potentat paliwowy posiada w Kalifornii jeszcze jedną rafinerię – zakładu Wilmington, który przetwarza ok. 91 tys. baryłek ropy dziennie. Niewykluczone, że Valero podejmie niebawem decyzję o zamknięciu także tego obiektu, co dla Złotego Stanu oznacza kolejne kłopoty.
Z każdą kolejną zamykającą się rafinerią Kalifornia będzie musiała coraz bardziej uzależniać się od importu paliw z zagranicy. Z powodu braku rurociągów, które mogłyby zaspokoić popyt paliwem wytwarzanym w innych stanach, Złoty Stan musiałby sprowadzać je tankowcami zza oceanu, co przełożyłoby się na wyższe ceny na stacjach ze względu na wysokie koszty transportu.
Red. JŁ