Śmierć w altanie na terenie ROD „Tramwajarz” w Bydgoszczy. Piotr G. zaatakował żonę szpadlem i sekatorem

Śmierć w altanie na terenie ROD „Tramwajarz” w Bydgoszczy. Piotr G. zaatakował żonę szpadlem i sekatorem

 W piątek, 22 czerwca, w Sądzie Okręgowym w Bydgoszczy odbyła się kolejna część procesu w sprawie śmierci Alfredy G. Ciało kobiety znaleziono w altanie na terenie ROD „Tramwajarz” (to ogród położony na terenie kompleksu Janowo/Smukała) 29 października 2017.

W Sądzie Okręgowym w Bydgoszczy swoje opinie zaprezentowali biegli. – Bezpośrednią przyczyną zgonu był wstrząs pourazowy – mówił biegły z dziedziny medycyny sądowej. Stwierdził, że Alfreda G. była duszona przed śmiercią. – Duszenie wystąpiło, ale nie musiało mieć podłoża działania czynnego ze strony osoby trzeciej. Dodał, iż ślady duszenia sygnalizują, że mogło ono wynikać z ułożenia ciała. Ofiara leżała twarzą do podłogi. – Mamy tu do czynienia z wielokrotnym czynnym działaniem narzędzi tępych, tępokrawędzistych i ostrych – odniósł się do pozostałych obrażeń stwierdzonych u ofiary. W śledztwie ustalono, że oskarżony zaatakował Alfred G. szpadlem i sekatorem.

– Z sądowo-lekarskiego punktu widzenia nie można zaprzeczyć, że zmiany pourazowe mogły być wynikiem działania narzędzi jak sekator, czy szpadel. Wtedy spałem. Kiedy się obudziłem, żona nie żyła. Nie wiem, skąd wzięła się krew na szpadlu. Żona nie mogła się na niego przewrócić. Kiedy skończyliśmy pić, posprzeczaliśmy się. Nie pamiętam wszystkiego, co się tamtego dnia wydarzyło, prawdopodobnie przez alkohol Biegły zaznaczył jednak, iż to czy obrażenia zadano ofierze tymi właśnie narzędziami, powinny wyjaśnić badania genetyczne. – Obrażenia są różnoczasowe, ale nie zadano ich po śmierci pokrzywdzonej.

 

Powstały krótko albo bezpośrednio przed zgonem. W przypadku zasinień, gdzie stwierdzono barwę żółtą, brązową i zieloną przyjąć można, że do ich powstania doszło na pewien czas przed zgonem, kilkanaście bądź kilkadziesiąt godzin wcześniej. Zgon pokrzywdzonej jest sumą wstrząsu pourazowego, krwawienia związanego ze wszystkimi zmianami pourazowymi. Ale większe znaczenie miały tu obrażenia powstałe krótko przed zgonem, świeże. Alfreda G. w chwili śmierci miała w organizmie 2,65 promila alkoholu. Przypomnijmy, tragedia wydarzyła się w ubiegłym roku.

 

29 października, w niedzielę, w godzinach wieczornych właśnie w „Tramwajarzu” w jednej z działkowych altanek policja znalazła zwłoki 63-letniej kobiety, właścicielki altanki. Mężczyzna ma zarzut uszkodzenia ciała ze skutkiem śmiertelnym. Na pierwszej rozprawie 28 maja oskarżony oświadczył: – Wtedy spałem. Kiedy się obudziłem, żona nie żyła. Nie wiem, skąd wzięła się krew na szpadlu. Żona nie mogła się na niego przewrócić. Kiedy skończyliśmy pić, posprzeczaliśmy się. Nie pamiętam wszystkiego, co się tamtego dnia wydarzyło, prawdopodobnie przez alkohol – wyjaśniał przed sądem Piotr G. – Chcę tylko dodać, że to ja zgłosiłem sprawę na policję i czekałem na ich przyjazd. To ja reanimowałem żonę – zeznał Piotr G. wcześniej, w toku prowadzonego śledztwa.

 

MCH aip

COMMENTS

WORDPRESS: 0