Niemcy: Związek Wypędzonych chce, by w berlińskim muzeum było… „więcej empatii” wobec Niemców, a mniej opowieści, dlaczego do wojny w ogóle doszło

Popularne

Strony Internetowe / SEO
Realizacja w jeden dzień!
TEL/SMS: +1-773-800-1520

Berlińskie muzeum wysiedlonych znowu może się stać przedmiotem międzynarodowego sporu. Związek Wypędzonych chce, by było w nim „więcej empatii” wobec Niemców, a mniej opowieści, dlaczego do wojny w ogóle doszło – pisze w czwartek „Gazeta Wyborcza”.

W czwartek ma dojść do wyłonienia nowego dyrektora berlińskiego centrum opowiadającego losy Niemców, którzy zostali przesiedleni w trakcie II wojny światowej z terenów dawnej Rzeszy

Jak pisze „GW” – po zmianie rządu w maju 2025 roku, muzeum, podobnie jak wiele innych instytucji związanych z ziomkostwami, zostało podporządkowane ministerstwu spraw wewnętrznych, którym kieruje polityk bawarskiej CSU Alexander Dobrindt. Bawaria jest landem, w którym wpływy ziomkostw są szczególnie silne.

Tak więc muzeum znowu może się stać przedmiotem międzynarodowego sporu, tak jak po otwarciu w 2008 roku przez pierwszy rząd Angeli Merkel. Wówczas nie tylko Polska, ale i inne kraje Europy Środkowo-Wschodniej, zarzucały Niemcom, że czczą pamięć wypędzonych, pomijając historyczny kontekst i zbrodnie, jakich dopuścili się wtedy na okupowanych terenach.

Przez lata centrum miało kłopot z powołaniem dyrektora – kolejne osoby rezygnowały ze stanowiska, z jednej strony pod presją środowisk wypędzonych, a z drugiej – oskarżeń, że muzeum służy niemieckiemu rewizjonizmowi historycznemu. Spór zakończyła nominacja Gunduli Bavendamm w 2016 roku, która stworzyła wystawę ukazującą zarówno dramat wysiedlanych Niemców, jak i kontekst historyczny, w jakim to się stało – czytamy w „GW”.

Wystawa nie antagonizowała, a łączyła. Zwiedzający musi przejść przez ekspozycję pokazującą niemiecką agresję na Polskę w 1939 roku i niemiecką okupację. Dopiero potem wchodzi do części poświęconej powojennym wysiedleniom Niemców – pisze „GW”.

Jak podaje gazeta powołując się na niemiecki „Der Spiegel”, Kanclerz Fredrich Merz apeluje by rozpisać nowy konkurs na dyrektora placówki i stworzyć możliwość, żeby nowym dyrektorem został Roland Borchers, który dotąd kierował berlińskim centrum dokumentacji nad pracą przymusową w czasach narodowego socjalizmu. Jest on uważany za naukowca, za którym nie stoją żadne afiliacje polityczne.

– Nasza praca stanie się bezcelowa, jeśli dojdzie do upolitycznienia tej instytucji – mówi „Wyborczej” prof. Piotr Madajczyk, członek rady naukowej fundacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie, który jest w niej jedynym Polakiem.

Hanna Radziejowska, kierowniczka Instytutu Pileckiego w Berlinie, powiedziała „GW” – upolitycznienie wystawy i zmiana jej koncepcji przyczyni się do wymazania pamięci o zbrodniach, jakie Niemcy popełniły podczas II wojny światowej. Ta wiedza już i tak dzisiaj jest niewielka. W szkołach uczniowie znacznie częściej dowiadują się o zbrodniach, jakie popełnili na terenie III Rzeszy, a nie w krajach Europy Wschodniej – zaznacza Hanna Radziejowska. (PAP)

jszt/ san/

Podobne

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ostatnio dodane