Kryzys demograficzny coraz mocniej wpływa na biznes. 14 mln Polaków pod koniec wieku?! (wywiad z demografem)

Popularne

Strony Internetowe / SEO
Realizacja w jeden dzień!
TEL/SMS: +1-773-800-1520

Przedsiębiorstwa pomagające godzić życie zawodowe z rodzinnym, zyskają bardziej lojalnych pracowników, niższą rotację kadr i większą stabilność – ocenił w rozmowie z PAP Mateusz Łakomy, współautor raportu „Biznes wspierający demografię”. Uważa, że kryzys demograficzny coraz mocniej wpływa na biznes.

W wielu krajach firmy oferują rodzicom dodatkowe urlopy, premie za narodziny dziecka, wspierają młodych ludzi w budowaniu relacji, a nawet pomagają im znaleźć partnera – powiedział PAP Mateusz Łakomy, dyrektor nowo powołanego Programu Demograficon w Polskim Towarzystwie Gospodarczym, ekspert ds. polityki demograficznej i dzietności , współautor raportu „Biznes wspierający demografię”. Jego zdaniem podobne rozwiązania będą coraz bardziej potrzebne także w Polsce.

PAP: Dzień Dziecka zwykle kojarzy nam się z radością, rodziną i przyszłością. Tymczasem dziś coraz częściej pojawia się pytanie, jaka będzie przyszłość dzieci i rodzin w Polsce. Patrząc na dane demograficzne, widzi pan więcej powodów do nadziei czy do niepokoju?

Mateusz Łakomy: Niestety raczej do niepokoju. W ubiegłym tygodniu GUS opublikował oficjalne dane dotyczące dzietności za 2025 rok i okazało się, że była ona jeszcze niższa niż rok wcześniej. Współczynnik dzietności wyniósł 1,068 dziecka na kobietę, czyli o około 5 proc. mniej niż w 2024 roku. To poziom bardzo niski, zdecydowanie poniżej progu zastępowalności pokoleń, który wynosi około 2,1 dziecka na kobietę.

Prognozy są bardzo niepokojące. Według GUS, jeśli nic się nie zmieni w 2060 roku Polska może liczyć około 28 mln mieszkańców. Z kolei prognoza ONZ mówi o około 14 mln mieszkańców pod koniec wieku.

PAP: Dzisiaj opublikował Pan raport „Biznes wspierający demografię” oraz rozpoczął program przyznawania pracodawcom tytułu „Firma Wspierająca Rodziców”. Dlaczego?

Wnioski z badań naukowych są takie, że nasze miejsce pracy bardzo istotnie wpływa na nasze możliwości posiadania dzieci. Jednocześnie wielu przedsiębiorców dostrzega problem demograficzny i chciałoby coś zrobić, by mu przeciwdziałać. W związku z tym raport przedstawia bardzo konkretne wskazówki, co można robić pracodawca, a tytuł „Firma Wspierająca Rodziców” ma nagrodzić tych, którzy realizują działania sprzyjające realizacji planów pracowników o posiadaniu dzieci.

Takie działania nie tylko sprzyjają demografii, ale pozwolą też pozytywnie wyróżnić się pracodawcom na rynku pracy. Na szczęście też nie robię tych działań sam, tylko wspólnie z Polskim Towarzystwem Gospodarczym, które jako organizacja pracodawców znakomicie rozumie wyzwania stojące przed biznesem.

PAP: Dlaczego młodzi ludzie coraz rzadziej decydują się na dzieci?

M.Ł.: Problem polega nie tylko na tym, że rodziny mają mało dzieci, ale również na tym, że coraz trudniej w ogóle stworzyć rodzinę. Wielu młodych ludzi doświadcza samotności, ma trudności ze znalezieniem partnera, a kiedy już stworzą związek, pojawia się lęk o stabilność finansową i zawodową.

Coraz częściej słyszymy: „nie stać mnie na dziecko”, „nie mam stabilnej pracy”, „boję się utraty jakości życia”. Szczególnie kobiety obawiają się, że macierzyństwo będzie oznaczało problemy zawodowe, utrudniony awans czy ograniczenie możliwości rozwoju kariery.

W naszym raporcie przywołujemy badania pokazujące, że 14 proc. młodych kobiet uważa, iż planowanie lub posiadanie dziecka było powodem odmowy zatrudnienia. Z kolei 17 proc. kobiet deklaruje utratę pracy po powrocie z urlopu macierzyńskiego, a 13 proc. mówi o przeniesieniu na gorsze stanowisko. Jednocześnie 21 proc. kobiet uważa, że pojawienie się dziecka ograniczyło możliwości rozwoju ich kariery zawodowej.

To pokazuje, że dla wielu młodych ludzi decyzja o dziecku nie jest dziś wyłącznie decyzją emocjonalną czy rodzinną, ale bardzo często kalkulacją dotyczącą bezpieczeństwa ekonomicznego i zawodowego.

PAP: W swoim raporcie pokazujecie państwo, że demografia to nie tylko problem państwa, ale również ogromne wyzwanie dla biznesu. Dlaczego?

M.Ł.: Najczęściej mówi się o tym, że zaczyna brakować pracowników. I rzeczywiście, już od lat funkcjonujemy w warunkach niedoboru rąk do pracy. Firmy próbują sobie z tym radzić poprzez automatyzację, robotyzację czy wykorzystanie sztucznej inteligencji, choć w Polsce tempo automatyzacji nadal jest niższe niż w wielu krajach Europy Zachodniej czy Azji.

Ale ten kij ma też drugi koniec – nie rodzą się przyszli klienci. Gdyby dzietność przez ostatnie 35 lat utrzymywała się na poziomie z początku lat 90., w Polsce urodziłoby się ponad 5 mln osób więcej. Większość z nich byłaby dziś w wieku produkcyjnym – zakładałaby rodziny, kupowała mieszkania, korzystała z usług i napędzała gospodarkę.

To oznacza, że niż demograficzny uderza nie tylko w rynek pracy, ale również w rynek konsumencki. Już dziś obserwujemy starzenie się klientów i zmianę struktury popytu.

PAP: Czy polskie firmy już odczuwają skutki niżu demograficznego?

M.Ł.: Tak, szczególnie branże związane z dziećmi i młodymi rodzinami. Widać to choćby w sektorze zabawek, odzieży dziecięcej, produktów dla niemowląt czy wyspecjalizowanej żywności dla dzieci.

Firmy zaczynają dochodzić do pewnego sufitu wzrostu, bo rodzi się po prostu mniej dzieci. Dlatego część przedsiębiorstw szuka nowych grup klientów. Dobrym przykładem jest Lego, które coraz mocniej rozwija ofertę skierowaną do dorosłych. Z kolei producenci kosmetyków czy artykułów higienicznych coraz częściej rozwijają segment produktów dla seniorów.

Biznes jest proaktywny i szuka nowych rynków, ale nie wszystkie firmy będą w stanie się przebranżowić. Część przedsiębiorstw może zostać zmuszona do konsolidacji albo nawet zamknięcia działalności.

Musimy pamiętać, że kryzys demograficzny działa trochę jak fala przesuwająca się przez kolejne grupy wieku. Dziś najmocniej odczuwają go branże związane z dziećmi, ale z czasem będzie obejmował również produkty i usługi kierowane do młodzieży, młodych dorosłych czy rodzin.

PAP: Twierdzi pan, że wspieranie rodzin może zwiększać konkurencyjność firm. W jaki sposób?

M.Ł.: Pracownicy mający rodzinę na utrzymaniu są często bardziej lojalni, bardziej produktywni i bardziej związani z miejscem pracy. W warunkach niedoboru pracowników zaczyna to mieć ogromne znaczenie.

Firmy oferujące rozwiązania ułatwiające godzenie życia zawodowego z rodzinnym ograniczają rotację kadr, koszty rekrutacji i wdrażania nowych ludzi. Zmniejszają też ryzyko utraty wiedzy i doświadczenia zgromadzonego przez pracowników.

W raporcie przywołujemy badania pokazujące, że aż 81 proc. spółek notowanych na GPW uważa, iż większa stabilność zatrudnienia zwiększa lojalność pracowników, a 79 proc. dostrzega wzrost ich zaangażowania. Z kolei 77 proc. pracodawców uważa, że elastyczny czas pracy zwiększa produktywność. To jest bardzo ważne, bo często myślimy o polityce prorodzinnej wyłącznie jako o koszcie. Tymczasem wiele rozwiązań może być korzystnych również biznesowo.

PAP: Jakie działania mogłyby najszybciej poprawić komfort życia młodych rodziców?

M.Ł.: Po pierwsze wcześniejsze oferowanie stałych umów. W Polsce młodzi ludzie bardzo długo funkcjonują na umowach czasowych. W grupie wiekowej 20–24 lata na czas określony pracuje ponad połowa kobiet i niemal połowa mężczyzn. Tymczasem, jeżeli pracownik nie ma poczucia stabilności zatrudnienia, trudniej mu zdecydować się na dziecko.

Po drugie większa dostępność pracy na część etatu. W Polsce z takiej formy pracy korzysta jedynie około 5 proc. pracowników, podczas gdy średnia unijna wynosi około 17 proc.

Część rodziców, szczególnie matek, nie jest w stanie wrócić od razu do pracy w pełnym wymiarze godzin. Możliwość pracy przez cztery czy sześć godzin dziennie sprawia, że pozostają w firmie zamiast całkowicie wypadać z rynku pracy.

Z badań wynika np., że 32 proc. matek małych dzieci deklaruje możliwość powrotu na rynek pracy, gdyby dostępna była oferta pracy na część etatu. Jednocześnie około 60 proc. pracodawców uważa, że pracownicy zatrudnieni w niepełnym wymiarze czasu są bardziej produktywni.

Po trzecie, bardzo ważna jest kultura organizacyjna i otwarte podejście do rodzicielstwa. Chodzi o atmosferę, w której pracownik nie boi się powiedzieć, że planuje dziecko albo że potrzebuje większej elastyczności po narodzinach dziecka.

PAP: W raporcie dużo miejsca poświęcacie problemowi elastycznego czasu pracy i pracy zdalnej.

M.Ł.: Pandemia pokazała, że wiele firm potrafi skutecznie organizować pracę zdalną. Po covidzie widzimy jednak częściowy odwrót od tego modelu. Części kadry kierowniczej, zwłaszcza tej, która swoją karierę zaczynała w latach 90. i na początku XXI wieku, łatwiej zarządzać pracownikami obecnymi fizycznie w biurze. Problemem może być też brak zaufania wobec młodych pracowników i brak kompetencji menedżerów związanych z zarządzaniem zespołami hybrydowymi.

A przecież dla rodziców możliwość pracy zdalnej bywa kluczowa. Badania pokazują, że aż 47 proc. młodych matek uważa, iż możliwość pracy zdalnej ułatwiłaby im powrót na rynek pracy. Z kolei 61 proc. matek deklaruje, że elastyczne godziny pracy zwiększyłyby ich szanse na pogodzenie życia rodzinnego z zawodowym.

PAP: W raporcie pojawiają się również pomysły na umożliwienie przychodzenia do pracy z dziećmi albo zabierania ich na wyjazdy integracyjne. W Polsce brzmi to dość rewolucyjnie.

M.Ł.: A jednocześnie wielu pracodawców zgadza się dziś na przychodzenie do pracy z psami. Tymczasem w wielu krajach funkcjonują żłobki przyzakładowe czy specjalne przestrzenie dla dzieci, gdy w Polsce takie przykłady można liczyć na palcach rąk.

W tym tygodniu jadę na kilkudniową konferencję naukową do Włoch i organizatorzy od razu założyli, że uczestnicy, z całej Europy, mogą przyjechać z dziećmi. Dla maluchów będzie zapewniona opieka, zajęcia i zabawy. Dzięki temu rodzice nie muszą rezygnować z udziału w wydarzeniu, nie muszą wybierać między rodziną a rozwojem zawodowym. W Polsce takie rozwiązania nadal są rzadkością, ale myślę, że stopniowo będziemy się na nie otwierać.

PAP: Opisujecie też ciekawe rozwiązania prorodzinne z innych krajów, szczególnie z Korei Południowej i Japonii.

M.Ł.: Azja Wschodnia jest dziś takim laboratorium działań prodemograficznych ze strony firm, ponieważ kraje takie jak Korea Południowa czy Japonia od lat mierzą się z dramatycznie niską dzietnością i bardzo szybko starzejącym się społeczeństwem. Firmy zaczęły podchodzić bardzo afirmatywnie do tworzenia rodzin przez pracowników i pojawiania się w nich dzieci.

Podam kilka przykładów: koreańska firma budowlana oferuje pracownikom, którym urodzi się trzecie dziecko, mieszkanie o powierzchni do 85 mkw., lub jego gotówkową równowartość. Inna firma oferuje kobietom w ciąży możliwość skrócenia dnia pracy o 2 godziny bez obniżenia wynagrodzenia oraz opłaca 2-letni urlop wychowawczy. W Japonii i Korei Południowej zaczyna robić się standardem przyznawanie pracownikom „ślubnego” i „becikowego”, będących formą prezentu od firmy z okazji zawarcia małżeństwa czy urodzenia dziecka. Niektóre kwoty potrafią być naprawdę hojne.

Imponują mi także rozwiązania związane z kulturą pracy i ochroną czasu rodzinnego. W części koreańskich firm komputery młodych rodziców automatycznie wyłączają się po godzinie 18.00, żeby ograniczać nadgodziny i zachęcać pracowników do spędzania czasu z rodziną.

PAP: Azjatyckie firmy pomagają nawet młodym ludziom w poznawaniu potencjalnych partnerów…

M.Ł.: Tak, ponieważ dostrzeżono problem samotności młodych ludzi i ich trudności w budowaniu relacji. A bez trwałych relacji trudno mówić o poprawie dzietności.

W Japonii Toyota razem z ponad 1,5 tys. innych firm daje pracownikom dostęp do zamkniętej aplikacji randkowej Aill goen. Z kolei część przedsiębiorstw organizuje wydarzenia integracyjne dla singli zatrudnionych w różnych firmach.

To może wydawać się egzotyczne z polskiej perspektywy, ale warto pamiętać, że miejsce pracy od dawna jest jednym z najczęstszych miejsc poznawania przyszłych partnerów czy małżonków. Wielu polskich menedżerów to widziało, pytanie – czy zauważyło.

PAP: Coraz więcej firm kieruje swoje „prodemograficzne działania” nie tylko w stronę swoich pracowników, ale także klientów, starając się zachęcić ich do prokreacji. Dlaczego ma się im to opłacać?

M.Ł.: Firmy coraz wyraźniej widzą, że sytuacja demograficzna wpływa na ich przyszłość biznesową. Jeżeli rodzi się mniej dzieci, to za kilka czy kilkanaście lat będzie mniej klientów kupujących mieszkania, korzystających z usług czy wydających pieniądze na rynku.

Dlatego część przedsiębiorstw zaczyna traktować wspieranie rodzin jako inwestycję długoterminową. To nie jest już wyłącznie kwestia wizerunku czy działań CSR-owych, ale coraz częściej element strategii biznesowej.

W Polsce ciekawym przykładem jest Grupa Arche, która oferuje klientom becikowe po narodzinach dziecka w zakupionym mieszkaniu. Chodzi o pokazanie, że firma wspiera rodziny i chce uczestniczyć w budowaniu stabilności młodych ludzi.

Z kolei w Danii biuro podróży Spies prowadziło kampanię „Do it for Denmark”, zachęcającą młodych ludzi do wyjazdów wakacyjnych i zakładania rodzin. Firmie chodziło oczywiście o promocję własnych usług, ale jednocześnie kampania stała się głośnym elementem debaty o kryzysie demograficznym.

To pokazuje, że firmy mogą wykorzystywać swoją skalę, marketing i możliwości organizacyjne do promowania bardziej rodzinnego modelu życia, jednocześnie budując własną markę i lojalność klientów.

PAP: Czy pana zdaniem „firma wspierająca rodziców” stanie się nowym standardem rynku pracy?

M.Ł.: To jest nawet w naszym interesie. W krajach Europy Zachodniej czy Azji działania wspierające rodziców są coraz bardziej powszechne. To pewna miara dojrzałości rynku pracy i awansu cywilizacyjnego. Dlatego myślę, że także w Polsce będzie rosła świadomość, że wspieranie rodzin po prostu się opłaca – nie tylko społecznie, ale również biznesowo.

PAP: Na koniec – z okazji Dnia Dziecka – jakiej Polski życzyłby pan dzieciom, które rodzą się dziś?

M.Ł.: Chciałbym, żeby w Polsce w miejscach pracy codziennie był Dzień Dziecka. By młodzi ludzie nie bali się zakładać rodzin i realizować swoich marzeń o dzieciach.

Rozmawiała Mira Suchodolska (PAP)

 

IBRIS: 56,7 proc. badanych uważa, że warunki życia w Polsce sprzyjają posiadaniu dzieci

56,7 proc. badanych uważa, że warunki życia w Polsce sprzyjają posiadaniu dzieci; 81,3 proc. ocenia, że warunki rozwoju dzieci są lepsze niż 20 lat temu; 64 proc. jest zadania, że lepszy dostęp do lokali mieszkalnych poprawiłby dzietność w Polsce – wynika z badania IBRiS dla PAP.

W badaniu respondenci zapytani zostali o to czy ich zadaniem warunki życia w Polsce sprzyjają posiadaniu dzieci. 56,7 proc. odpowiedziało twierdząco. Przeciwnego zdania jest 36,6 proc. Mężczyźni częściej niż kobiety pozytywnie oceniają warunki do posiadania dzieci. Taką opinię wyraża 60,4 proc. mężczyzn i 53,4 proc. kobiet. Wśród osób posiadających dzieci odsetek pozytywnych ocen wynosi 60,7 proc., a wśród osób bezdzietnych 44,3 proc.

 

W ocenie 48 proc. respondentów dziś łatwiej być rodzicem niż 20 lat temu. 41,4 proc. ocenia, że jest trudniej. Różnice widać przede wszystkim w doświadczeniu rodzicielstwa. Wśród osób posiadających dzieci 52,3 proc. uważa, że dziś łatwiej być rodzicem. Jednocześnie wśród rodziców dzieci do 18 lat 47,7 proc. uważa, że dziś jest trudniej.

 

Respondenci bardzo dobrze oceniają warunki rozwoju dzieci. 81,3 proc. uważa, że są one dziś lepsze niż 20 lat temu. Przeciwnego zdania jest 13,5 proc. badanych.

 

50 proc. badanych uważa, że posiadanie dzieci oznacza więcej zysków i korzyści niż kosztów czy problemów. Przeciwnego zdania jest 36,1 proc. badanych. Mężczyźni częściej niż kobiety wskazują na przewagę korzyści. Tak odpowiada 55,8 proc. mężczyzn i 44,9 proc. kobiet.

 

Wśród osób posiadających dzieci odsetek ten wynosi 55,3 proc., a wśród osób bez dzieci 33,8 proc. W przypadku rodziców dzieci do 18 lat oceny są bardziej wyrównane. 46,7 proc. z nich widzi więcej korzyści, a 44,4 proc. więcej kosztów i problemów. Wśród osób bez dzieci w wieku do 18 lat o korzyściach przekonanych jest 62,7 proc.

 

Respondenci pytani byli też o różne ewentualne formy pomocy lub zachęty do posiadania dzieci.

 

46,5 proc. respondentów wskazuje, że rodzice, którzy mają co najmniej dwoje dzieci, nie powinni płacić podatku dochodowego (PIT). Przeciwnego zdania jest 39,7 proc. Zwolnienie z płacenia PIT najczęściej popierają rodzice dzieci do 18 lat – 57 proc.

 

71 proc. badanych nie zgadza się ze stwierdzeniem, że osoby bezdzietne powinny płacić dodatkowy podatek. Popiera go 19,6 proc. respondentów.

 

Opinie o większym wsparciu finansowym dla rodziców są prawie równo podzielone. 45,9 proc. respondentów zgadza się, że rodzice powinni otrzymywać większe wsparcie od państwa niż obecnie. 44,2 proc. się z tym nie zgadza. Największe poparcie widać wśród rodziców dzieci do 18 lat. Z takim rozwiązaniem zgadza się 58,9 proc. badanych z tej grupy. Wśród osób bez dzieci do 18 lat odsetek ten wynosi 43,1 proc.

 

64 proc. jest zadania, że lepszy dostęp do lokali mieszkalnych poprawiłby dzietność w Polsce. Odmiennego zdania jest 28 proc. badanych. Największy odsetek opowiadających się za tym, że lepszy dostęp do mieszkań dobrze wpłynie na demografię jest wśród respondentów mających dzieci do lat 18 – takie rozwiązanie popiera 73 proc. z nich.

 

64,7 proc. badanych zgadza się ze stwierdzeniem, że brak dzieci to efekt zmian społecznych i żadne działania państwa tego nie zatrzymają. Przeciwnego zdania jest 27,4 proc.

 

Badanie zostało przeprowadzone w dniach 27–28 maja 2025 roku na próbie 1000 dorosłych Polaków, metodą CATI/CAWI. (PAP)

 

dsr/ agz/

Podobne

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ostatnio dodane