W miniony weekend skrzyżowanie w chicagowskiej dzielnicy Morgan Park zamieniło się w tor wyścigowy. Dziesiątki samochodów driftowały i kręciły „bączki” na ruchliwej ulicy.
Radny twierdzi, że policja ma związane ręce, jeśli chodzi o reagowanie na tego typu zdarzenia. Nagranie zarejestrowane późnym wieczorem w sobotę uchwyciło kilka samochodów wykonujących gwałtowne manewry, podczas gdy kilkadziesiąt innych aut blokowało skrzyżowanie ulic 111 i Western. Departament policji Chicago podał, że funkcjonariusze dotarli na miejsce trzy minuty po pierwszym zgłoszeniu pod numer alarmowy 911.
„Niektóre społeczności zmagają się z tym na ogromną skalę. W Morgan Park mamy z tym do czynienia po raz pierwszy” – powiedział radny Matt O’Shea z 19. okręgu komentując weekendowe tzw. przejęcie ulicy. Dodał, że w nocy z soboty na niedzielę policja odebrała ponad 170 zgłoszeń dotyczących driftowania. Na skrzyżowaniu nadal widoczne są ślady opon. O’Shea poinformował, że tamtej nocy funkcjonariusze aż z 12 dystryktów policyjnych interweniowali w związku z różnymi zdarzeniami, jednak to właśnie blokada skrzyżowania przyciągnęła największą uwagę. Matt O’Shea wyjaśnia, że policja nie może podejmować pościgu za kierowcami, chyba że jest to konieczne w sytuacji ratowania życia.
Przedstawiciele departamentu policji Chicago przekazali, że w celu ustalenia numerów rejestracyjnych samochodów i ujęcia sprawców, funkcjonariusze analizują nagrania wideo. „Mam nadzieję, że uda nam się zidentyfikować część tych samochodów, zająć je i uderzyć sprawców po kieszeni” – powiedział radny O’Shea. Zaznaczył, że grupa uciekła na południe, w kierunku Blue Island, a mieszkańcy tej okolicy postąpili słusznie, dzwoniąc pod numer alarmowy.
Radny zaznaczył, że chce pracować nad zaostrzeniem miejskich przepisów i prawa, aby pociągnąć te osoby do odpowiedzialności. Jego zdaniem uczestnicy takich zdarzeń powinni nie tylko tracić swoje samochody na rzecz policji, ale także trafiać do aresztu.
BK







