Kalifornijski Departament Pojazdów Silnikowych (DMV) prowadzi dochodzenie dotyczące możliwości wystąpienia masowego oszustwa przy egzaminach na prawo jazdy. Około 11 tys. osób zostało wskazanych jako uczestnicy testów, w których wykryto nieprawidłowości mogące świadczyć o oszustwie. Kierowcy zostali wezwani do ponownego zdania egzaminu w ciągu 30 dni. DMV nadal nie ujawnia, na czym miało polegać „oszukiwanie” zdających.
Dyrektor kalifornijskiego DMV Steve Gordon poinformował w liście skierowanym do senatora stanowego Dave’a Cortese’a, że sprawa może mieć „potencjalne implikacje kryminalne”. Jak przekazał, część spraw została już skierowana do prokuratury w celu dalszego postępowania.
Departament odmówił ujawnienia szczegółów dotyczących sposobu, w jaki miało dochodzić do nadużyć, oraz informacji o organach ścigania zaangażowanych w dochodzenie. DMV uzasadnił to trwającym śledztwem oraz ochroną metod stosowanych do wykrycia nieprawidłowości.
Głośną sprawą zainteresowali się niektórzy politycy stanowi. Senator GOP Tony Strickland zwrócił się do DMV o wyjaśnienie, czy egzaminy odbywały się stacjonarnie czy w formie zdalnej oraz jakie środki nadzoru i zabezpieczenia obowiązywały podczas ich przeprowadzania. Zaapelował również o przedstawienie podstaw, na bazie których departament uznał, że nieprawidłowości mogły dotyczyć około 11 tys. osób.
Przewodniczący senackiej Komisji Transportu Dave Cortese zauważył z kolei, że w korespondencji DMV pojawia się odniesienie do 2017 roku. Zapytał, czy wykryte obecnie nieprawidłowości są pierwszym takim przypadkiem od dziewięciu lat oraz dlaczego osoby podejrzewane o oszustwo otrzymały możliwość ponownego przystąpienia do egzaminu. Według senatora w sprawie nadal pozostaje wiele niewyjaśnionych kwestii.
DMV nie przekazał dotychczas dodatkowych informacji na temat przebiegu dochodzenia ani liczby osób, którym mogą zostać postawione zarzuty.
Red. JŁ