Zdrowe żywienie dzieci to białko, wapń i witaminy, żelazo. Reforma w stołówkach szkolnych sprawiła że większość jedzenia trafia do kosza!
Szkoła jest ważnym miejscem kształtowania nawyków żywieniowych dzieci, które spędzają w niej dużą część dnia i spożywają posiłki – oceniły w rozmowie z PAP dietetyczki Irena Mankiewicz-Żurawska z Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach i dr Paulina Metelska z Polskiego Towarzystwa Otyłości Dziecięcej.
Pierwsze lata życia i nauki szkolnej to czas intensywnego wzrostu oraz rozwoju układu nerwowego. W tym okresie kształtują się również nawyki żywieniowe, dlatego istotne są zarówno jakość produktów, jak i regularność posiłków.
– Właściwe żywienie w pierwszych latach szkoły wspiera nie tylko prawidłowy wzrost i zdrowie fizyczne, ale także ten rozwój umysłowy, czyli koncentrację, pamięć, samopoczucie, zdolność do nauki – powiedziała Mankiewicz-Żurawska.
Według niej, w rozwoju fizycznym ważne są m.in. białko, wapń i witamina D, a dla układu nerwowego m.in. kwasy omega-3, żelazo i witaminy z grupy B. Dieta dziecka powinna zawierać warzywa, owoce, produkty pełnoziarniste, ryby, jaja, produkty mleczne, rośliny strączkowe oraz zdrowe tłuszcze. Ważne jest także odpowiednie nawodnienie.
– Dziecko, które jest głodne, nie jest w stanie skoncentrować swojej uwagi na nauce – zaznaczyła dietetyczka. Jak wyjaśniła, zbyt długie przerwy między posiłkami mogą też prowadzić do późniejszego przejadania się lub wybierania słodkiej przekąski zamiast pełnego posiłku.
Prawidłowo zbilansowana dieta może ograniczać ryzyko zarówno niedoboru masy ciała, jak i nadwagi i otyłości. Nie oznacza to jednak całkowitego wyeliminowania słodyczy czy fast foodów.
– Zdrowe żywienie nie wymaga całkowitego wykluczenia słodyczy ani też produktów tak zwanych mniej wartościowych. Jeżeli one będą spożyte okazjonalnie, to nic się złego nie wydarzy – wyjaśniła.
Ważnym elementem jest edukacja żywieniowa. Zdaniem dietetyczki najważniejszym środowiskiem, w którym dziecko uczy się nawyków, jest rodzina. Dzieci obserwują dorosłych i przejmują ich zachowania.
Według Mankiewicz-Żurawskiej edukacja żywieniowa powinna być prowadzona również w szkole, m.in. w ramach edukacji zdrowotnej. Dzieci mogą poznawać zasady komponowania posiłków, uczyć się przygotowywania kanapek czy zasad zdrowego talerza. Istotną rolę odgrywają także nauczyciele, którzy sami mogą być dla uczniów przykładem właściwych zachowań.
Do roli szkoły w kształtowaniu nawyków żywieniowych odniosła się ekspertka Polskiego Towarzystwa Otyłości Dziecięcej dr Paulina Metelska. Jak wskazała, dzieci spędzają w szkole dużą część dnia, jedzą tam, kupują przekąski i napoje oraz obserwują zachowania rówieśników i dorosłych.
Według niej, szkoła może też częściowo wyrównywać różnice wynikające z sytuacji rodzinnej. Nie wszystkie rodziny mają taki sam dostęp do wiedzy, czasu, pieniędzy czy usług wspierających zdrowie. – Dlatego istotne jest stworzenie środowiska, w którym każde dziecko ma dostęp do wody, wartościowego posiłku i podobnych warunków sprzyjających zdrowiu – wyjaśniła Metelska.
Jej zdaniem szkoła powinna nie tylko zapewniać odpowiednie posiłki, ale także prowadzić edukację żywieniową. Nie powinna ona jednak sprowadzać się do dzielenia produktów na „dobre” i „złe”, zakazów czy koncentrowania się na masie ciała i wyglądzie. Dzieci powinny uczyć się m.in. komponowania posiłków, rozpoznawania głodu i sytości, czytania informacji na opakowaniach oraz znaczenia różnorodności.
Metelska podkreśliła, że działania dotyczące żywienia powinny być prowadzone bez stygmatyzowania dzieci. – Otyłość jest chorobą wieloczynnikową, a profilaktyka powinna wzmacniać zdrowie, nie poczucie winy – zaznaczyła.
Ważne jest także samo szkolne otoczenie – dostęp do wody, odpowiednio długa przerwa na posiłek, oferta stołówki i różnorodne menu. – Trudno natomiast oczekiwać od dziecka, że będzie stale dokonywało „właściwych wyborów” w środowisku, które działa w przeciwnym kierunku – powiedziała ekspertka.
Zwróciła też uwagę na marketing żywności, który dociera do dzieci m.in. przez media społecznościowe, gry i treści tworzone przez influencerów. Dziecko nie ma takich samych możliwości jak dorosły, by krytycznie ocenić przekaz reklamowy. Dlatego – jej zdaniem – odpowiedzialność za zdrowie dzieci nie może spoczywać wyłącznie na nich i ich rodzicach, ale powinna być dzielona także przez szkołę, samorząd, państwo oraz podmioty kształtujące rynek żywności i przestrzeń medialną.(PAP)
Nowe zasady żywienia w szkołach budzą coraz więcej emocji. W założeniach znalazło się m.in. ograniczenie dań mięsnych i większy udział roślin strączkowych. Łukasz Warzecha, redaktor tygodnika „Do Rzeczy”, zwraca uwagę nie tylko na skład szkolnych posiłków, ale również na koszty, marnowanie jedzenia i brak możliwości wyboru przez rodziców.
Jednym z najważniejszych elementów nowych zasad jest ograniczenie częstotliwości serwowania dań mięsnych. Warzecha zwraca uwagę, że nie chodzi wyłącznie o sam jadłospis.
– Rodzicom narzuca się, jak powiedziałem, na bazie ideologicznej, na bazie, która mówi o ratowaniu planety, a nie tylko o tym, że to ma być zdrowe, narzuca się określony skład tych posiłków – mówi red. Warzecha.
– Do tej pory normalnie się zapisywało dziecko na obiady. Te obiady na ogół były dosyć dobrym poziomie. Ale była możliwość wyboru dania wegetariańskiego – zauważa.
Jak dodaje, rozwiązanie to mogło funkcjonować bez wykluczania dzieci, które nie jadły mięsa.
– Był mechanizm, który dobrze działał od lat. I ten mechanizm teraz został kompletnie rozrymionowany – ocenia.
Reforma budzi ogromne emocje. Krytycy (m.in. niektórzy publicyści i rodzice) obawiają się, że narzucenie dzieciom dań ze strączków i ograniczenie wyboru sprawi, że będą one jeszcze chętniej zostawiać posiłki, co paradoksalnie zwiększy ilość odpadów i podniesie koszty funkcjonowania stołówek.