Szef Rady Europejskiej Antonio Costa ocenił w czwartek na X, że nocny atak rosyjski na Ukrainę, podczas którego doszło do naruszenia polskiej przestrzeni publicznej, po raz kolejny pokazał, że agresja Rosji stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa całej Europy.
Costa wskazał, że w nocy ze środy na czwartek Rosja przeprowadziła potężny, połączony atak na Ukrainę, podczas którego doszło także do naruszenia przestrzeni powietrznej nad Polską. Jak ocenił polityk, to po raz kolejny pokazało, że Moskwa stanowi zagrożenie nie tylko dla Ukrainy, ale i dla europejskiego bezpieczeństwa.
– Moje myśli kierują się ku ofiarom tych ataków. Unia Europejska wyraża pełną solidarność z władzami Ukrainy i Polski, które niestrudzenie działają na rzecz ochrony i obrony swoich obywateli – napisał polityk.
Szef Rady zapewnił też, że UE zwiększa swoje wsparcie na rzecz wzmocnienia obrony powietrznej Ukrainy, w tym zwiększenia jej zdolności przeciwrakietowych i przeciwdronowych i zapowiedział, że Europa będzie nadal zjednoczona w obliczu rosyjskiej agresji.
Komentarz zamieściła na X także szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, która napisała, że Rosja po raz kolejny w trakcie ataków na Ukrainę dopuściła się naruszenia przestrzeni powietrznej UE , tym razem nad Polską. Polityczka oceniła to jako niedopuszczalne, dodała jednak, zwracając się we wpisie do premiera Donalda Tuska, że „Polacy słyną z tego, że się nie boją”.
– Aby położyć temu (tym atakom) kres, pomagamy Ukrainie wygrać tę wojnę wszelkimi możliwymi sposobami. Budujemy też solidną europejską architekturę bezpieczeństwa na lądzie, morzu i w powietrzu – napisała von der Leyen.
Jak poinformowało Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych (DORSZ) w nocy ze środy na czwartek, w związku z atakiem Rosji na Ukrainę, w polskiej przestrzeni powietrznej wykryto niezidentyfikowany obiekt; dla jego rozpoznania i przechwycenia skierowano myśliwiec F-16 ale obiekt zniknął z radarów; miejsce jego upadku zlokalizowano koło miejscowości Tarnawa-Kolonia w województwie lubelskim.
Z powodu rosyjskich ataków lotniczych na Ukrainę w Lublinie oraz w kilku innych rejonach województwa lubelskiego uruchomione zostały syreny alarmowe. W czwartek rano na Lubelszczyznę udał się premier Donald Tusk, który zwołał zespół koordynacyjny z udziałem szefa MON, szefa MSWiA i odpowiednich służb.
Rosja uderzyła w Kijów i obwód kijowski, a także obwody dniepropietrowski, lwowski, połtawski, charkowski, mikołajowski, sumski, winnicki, czerkaski oraz iwanofrankiwski. Zginęło 6 osób, w tym dwójka dzieci. Jak poinformował mer Lwowa Andrij Sadowy, w wyniku ataku na miasto około 20 osób zostało rannych.
Z Brukseli Jowita Kiwnik Pargana (PAP)
Ekspert: Rosjanie mogli skierować rakietę do Polski specjalnie
Rosyjska rakieta mogła znaleźć się nad Polską w wyniku wcześniejszego uszkodzenia, np. przez ukraińską obronę przeciwlotniczą, ale mogła też zostać tu skierowana przez Rosjan celowo – uważa komandor, porucznik rezerwy Maksymilian Dura.
W czwartek o godz. 3.40 w polskiej przestrzeni powietrznej wykryto niezidentyfikowany obiekt; do jego rozpoznania i przechwycenia skierowano myśliwiec F-16. O godz. 3.46 obiekt zanikł, miejsce jego upadku zlokalizowano w pobliżu miejscowości Tarnawa-Kolonia – podało w czwartek Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych.
Jak poinformował szef ukraińskiego MSZ Andrij Sybiha, podczas nocnego, zmasowanego ataku Rosji na Ukrainę w czwartek, przestrzeń powietrzną Polski naruszył rosyjski pocisk manewrujący Ch-101.
CH-101 to pocisk przenoszony przede wszystkim przez bombowce Tu-95MS i Tu-160. Jak czytamy w branżowym serwisie Missile Threat, został zaprojektowany do precyzyjnego rażenia celów naziemnych z odległości przekraczającej 2,5 tys. km, lecąc na bardzo małej wysokości i wykorzystując systemy nawigacji inercyjnej, GLONASS oraz dopasowanie ukształtowania terenu, co utrudnia jego wykrycie. Jego zasięg maksymalny to 4 tys. km. Może przenosić konwencjonalną głowicę bojową o masie ok. 400–450 kg, natomiast nie można instalować na tej platformie głowicy jądrowej (tę możliwość posiada CH-102 zdolny do przenoszenia głowicy jądrowej o mocy do 250 kt). Od początku pełnoskalowej inwazji na Ukrainę jest jednym z podstawowych środków rosyjskich uderzeń dalekiego zasięgu.
W rozmowie z PAP kmdr Dura wyraził wątpliwość, czy strona ukraińska ma podstawy, żeby już teraz twierdzić, że obiektem, który spadł w Polsce był akurat CH-101. Przyznał natomiast, że obecnie można uznać, że to rzeczywiście była rosyjska rakieta manewrująca.
– Obiekt spadł ok. 40 km od granicy. Z tego, co przekazało ministerstwo obrony, dystans od granicy pokonał w 6 minut, więc musiał lecieć z prędkością powyżej 400 km/h. Teoretycznie mógł to być też dron z silnikiem odrzutowym, bo i takie są stosowane do ataków na Ukrainę. Natomiast z całą pewnością nie był to dron kamikadze typu Gierań czy Shahid, bo te latają z prędkością 200 km/h – zauważył ekspert.
Zapytany o powód tego, że obiekt znalazł się nad Polską, Dura ocenił, że jest mało prawdopodobne, by był to skutek działania ukraińskich systemów walki elektronicznej, przez które rakieta się „zgubiła”.
– Używane przez Rosjan rakiety manewrujące mają możliwość tzw. mapowania terenu. Orientują się nie tylko na podstawie GPS-u, ale też na podstawie różnych innych systemów. Zakłócanie GPS-u z poziomu ziemi, jest zakłóceniem idącym do odległości horyzontalnej. Oznacza to, że promień systemu zakłócającego wynosi ok. 30 km. Rakieta, po wyjściu z obszaru zakłócenia wraca na swój tor – wyjaśnił kmdr Dura.
Jak wskazał, prawdopodobnie rakieta została uszkodzona przez systemy obrony przeciwlotniczej, albo Rosjanie skierowali ją nad Polskę specjalnie. – Biorąc pod uwagę desperację Rosjan i to, w jak trudnej są obecnie sytuacji, może być tak, że oni po prostu nas punktują. Takie przypadki będą się zdarzały – podkreślił.
Ekspert zapytany, jaki ładunek mogła przenosić rakieta, ocenił, że tego typu środki są zazwyczaj wyposażane w głowice odłamkowo-burzące, które nie służą do głębokiej penetracji, np. w celu niszczenia bunkrów, lecz do niszczenia budynków i powodowania jak największych strat. – Rosjanie uzbrajają je różnie – pamiętajmy, że im większy ładunek, tym mniejszy zasięg rakiety. W tym przypadku można stwierdzić, że przenosiła głowicę bojową, kilkaset kilogramów ładunku. Gdyby była nieuzbrojona, wbiłaby się po prostu w ziemię, jak w grudniu 2022 r. pod Bydgoszczą – ocenił kmdr Dura. (PAP)
gru/ bst/ par/ js/