37-letni Steven Gress przyznał się w środę do porwania i zabójstwa 16-letniej Mirandy Corsette. Podczas rozprawy w w sądzie w powiecie Pinellas na Florydzie oskarżony domagał się, aby skazano go na karę śmierci. Wyjaśniając swoją decyzję, śmiał się…
Miranda Corsette została zwabiona przez Gressa do jego mieszkania w St. Petersburg na Florydzie 14 lutego 2025 roku. Mężczyzna wykorzystał do tego Grindr – aplikację randkową dla homoseksualistów. Jak ustaluli śledczy – Gress i jego partnerka, Michelle Brandes, przez około tydzień znęcali się nad nastolatką. Wcześniej 37-latek oskarżył dziewczynę o kradzież pierścionka. Nastolatka zmarła między 20 a 24 lutego.
Po śmierci Corsette jej ciało przewieziono do Largo, gdzie Gress miał je poćwiartować piłą łańcuchową. Następnie szczątki umieszczono w workach i wyrzucono do śmietnika.
Gress utrzymywał przed sądem, że nie zabił Corsette „bezpośrednio”, choć przyznał, że był „zaangażowany w wydarzenia, które doprowadziły do jej śmierci”. Ocenił również, że dziewczyna „zabiła się sama”, bo – jak stwierdził – „mogła zdjąć folię z twarzy”. Mimo to zdecydował się przyznać do winy, uznając to za „właściwe”. 37-latek poprosił także, aby skazano go na śmierć.
„Życie albo śmierć [w więzieniu] to [w obu przypadkach] przegrana” – powiedział Gress, po czym się zaśmiał. „Wolę odsiedzieć krótszy wyrok niż spędzić kolejne 53 lata życia za kratkami” – Dodał.
Przed zaakceptowaniem przyznania się do winy oskarżonego sąd zlecił badanie psychologiczne 37-latka. Psycholog ocenił, że Gress jest zdolny do świadomego i dobrowolnego podjęcia decyzji, a jego wybór nie wynika z choroby psychicznej.
Ława przysięgłych nie będzie brała udziału w wymierzeniu kary Gressowi, gdyż ten zrezygnował z możliwości włączenia organu do procesu.
Michelle Brandes nie przyznała się do zarzutów porwania i zabójstwa.
Red. JŁ