Strona główna Blog Strona 17

Trump: Każdy kraj pozwalający na pomoc Iranowi poniesie ogromne konsekwencje gospodarcze

0

Prezydent USA Donald Trump ogłosił w środę wojnę gospodarczą przeciwko Iranowi. Zapowiedział, że każdy kraj, który pozwala na pomoc Teheranowi, poniesie „ogromne” konsekwencje gospodarcze. Wezwał sojuszników, by dołączyli do USA w izolacji Teheranu.

„Nikt nie dał Islamskiej Republice Iranu lepszej możliwości zawarcia umowy niż ja. Ku ich NIESZCZĘŚCIU, nie wykorzystali jej. Dlatego dzisiaj ogłaszam NAJBARDZIEJ DOTKLIWĄ OPERACJĘ GOSPODARCZĄ, JAKĄ KIEDYKOLWIEK PRZEPROWADZONO PRZECIWKO JAKIEMUKOLWIEK KRAJOWI! Będzie to wojna gospodarcza i izolacja na niespotykaną dotąd skalę” – napisał Trump w swoim serwisie Truth Social.

„Dzisiaj ogłaszam również, że KAŻDY kraj, który pozwoli swoim instytucjom finansowym, przedsiębiorstwom, lotniskom lub podmiotom rządowym udzielać Iranowi jakiegokolwiek rodzaju pomocy, sam poniesie OGROMNE konsekwencje gospodarcze” – zapowiedział.

„Przemyt ropy, linie swapowe, transfery gotówkowe, kantory wymiany walut, rejestry statków, firmy fasadowe — wszystko to musi się skończyć NATYCHMIAST. Ci, których to dotyczy, wiedzą o kim mówię” – oświadczył prezydent. Nie sprecyzował, które kraje ma na myśli, ani jakie konsekwencje mogą im grozić.

„Będzie to GOSPODARCZY D-DAY i potrzebujemy, żeby wszyscy nasi sojusznicy stanęli wraz z USA, aby odizolować Iran i pokonać zagrożenie z jego strony” – wezwał Trump.

Uznał, że Irańczycy, których określił jako „szaleńcy”, są pod ścianą. Ocenił też, że ogłoszone przez niego działania „sparaliżują ich oraz ich zdolność do szerzenia terroru na całym świecie”. Wpis zakończył stwierdzeniem, że Iran nigdy nie będzie miał broni nuklearnej.

We wtorek Trump przekazał, że żadne rozmowy z Iranem nie są obecnie prowadzone, ani nie ma negocjacji w planach. Według źródła stacji CNN tego dnia Trump miał polecić członkom swojej administracji, by wstrzymali rozmowy ze stroną irańską. Źródła CNN powiadomiły, że polecenie Trumpa skierowane do jego zespołu negocjacyjnego pojawiło się po kilku „pozytywnych rozmowach” z Irańczykami. Jednak Trump wciąż był niezadowolony z tego, że Teheran nie chciał poczynić ustępstw wobec jego żądań.

Według źródeł jeszcze w tym tygodniu USA mogą ogłosić nowe „miażdżące” sankcje na Iran. Trump i jego zespół uważają, że presja gospodarcza na Iran ostatecznie skłoni tamtejszy reżim do zaakceptowania jego warunków zakończenia wojny.

Z Waszyngtonu Natalia Dziurdzińska (PAP)

Średnio 3,5 mln rubli. Rosjanie płacą za auta 76% więcej niż przed wojną

0

3,5 mln rubli, tyle średnio trzeba było w lipcu zapłacić za nowy samochód- czytamy w czwartkowym wydaniu „Pulsu Biznesu”. Sprzedaż aut wciąż jest niższa niż przed atakiem na Ukrainę w 2022 roku. Od stycznia do lipca 2026 roku sprzedano ich o prawie 184 tys. mniej niż w tym samym czasie w 2021 roku.

W pierwszym półroczu br. z rosyjskich taśm zjechało 378 tys. aut czyli niespełna 50 proc. mniej niż 5 lat wcześniej (w 2021 r. produkcja wyniosła 736 tys. egzemplarzy).

Fabryki, które dawniej należały do zachodnich koncernów zostały przejęte przez Rosjan, produkujących w nich modele wzorowane na chińskich.

Największym producentem pozostaje Łada, ale produkowane w Rosji Moskwicze i Tenety są już oparte na kontrukcjach takich marek jak JAC, Chery czy Hongqi H9 – pisze „PB” powołując się na Autonews.

W wyniku m.in. nałożonych przez Europę sankcji ceny nowych rosyjskich aut podskoczyły o ok. 76 proc. „Według Autostatu średnia ważona cena nowego auta wynosiła w Rosji w 2021 r. 1,99 mln rubli. W lipcu 2026 było to już 3,51 mln” – czytamy w „PB”.

Mimo nałożonych przez UE ograniczeń do Moskwy wciąż trafiają zachodnie auta. Jest to możliwe dzięki pośredniczeniu m.in. Chin czy Kazachstanu. Sprowadzenie auta tą drogą podnosi cenę średnio o 19 tys. euro względem pierwotnej stawki oferowanej np. w Niemczech.(PAP)

Dług publiczny USA po raz pierwszy przekroczył 40 bln dolarów. Zadłużenie podwoiło się pod rządami Trumpa i jego poprzednika Bidena

0

Całkowity dług publiczny USA po raz pierwszy przekroczył 40 bln dolarów – wynika z najnowszych danych ministerstwa finansów, opisywanych w środę przez media. Zadłużenie podwoiło się pod rządami obecnego prezydenta Donalda Trumpa i jego poprzednika Joe Bidena.

Z bilansu opublikowanego przez resort finansów wynika, że we wtorek całkowite zadłużenie publiczne USA wynosiło 40,047 bln dolarów. Składało się na nie 32,266 bln dolarów w skarbowych papierach wartościowych i zadłużenie wewnątrzrządowe na kwotę 7,782 bln dolarów.

Dług publiczny wzrósł ponad dwukrotnie pod rządami Trumpa i Bidena. Gdy w 2017 roku Trump obejmował urząd prezydenta po raz pierwszy, zadłużenie wynosiło 19,95 bln dolarów – przypomniał Reuters.

Mniej więcej jedną trzecią wzrostu, jaki nastąpił od tamtego czasu, odnotowano w czasie pandemii covid-19, gdy rząd pożyczał pieniądze, by finansować odpowiedź na ten kryzys zdrowia publicznego. Za pozostałą częścią wzrostu stoi polityka fiskalna obu prezydentów i utrzymująca się od wielu lat nierównowaga pomiędzy wpływami z podatków, a wydatkami budżetowymi.

„Dług w wysokości 40 bilionów dolarów nie istnieje jedynie w księgach rządu; jest odczuwalny w całej gospodarce i w ten czy inny sposób uderza w kieszeń obywateli (…) Im więcej pożyczamy, tym bardziej napędzamy inflację, ograniczamy inne priorytety w budżecie i narażamy się na sytuacje kryzysowe w kraju i niepokoje za granicą” – oceniła przewodnicząca organizacji Komitet na rzecz Odpowiedzialnego Budżetu Federalnego Maya MacGuineas.

Podkreśliła, że zadłużenie wzrosło z 39 do 40 bilionów dolarów w ciągu niespełna pięciu miesięcy i powiększyło się czterokrotnie w ciągu niecałych 20 lat. Barierę biliona dolarów przekroczyło po raz pierwszy w 1981 roku. Według Komitetu wzrost zadłużenia przyspieszają decyzje podjęte zarówno przez Bidena, jak i Trumpa, który – jak przypomniał Reuters – w czasie swojej drugiej kadencji kreował wizerunek swojego rządu jako skupionego na cięciu wydatków budżetowych.(PAP)

Kolejny taki incydent w nowojorskim metrze. 72-latek zepchnięty na tory

0

72-letni mężczyzna został zepchnięty na tory na stacji metra Rockefeller Center na Manhattanie. Do zdarzenia doszło w środę przed godz. 4:00 nad ranem. Mężczyzna zdołał samodzielnie wrócić na peron i został przewieziony do szpitala w stanie stabilnym.

Jak ustaliła nowojorska policja (NYPD), mężczyzna stał na peronie przy torze w kierunku północnym linii F/D, po czym został niespodziewanie popchnięty od tyłu. W wyniku ataku upadł na tory, jednak po chwili zdołał wspiąć się z powrotem na peron.

W związku ze zdarzeniem policja zatrzymała na tej samej stacji 40-letniego Francisco Garcię. Mężczyzna usłyszał zarzuty napaści oraz lekkomyślnego narażenia na niebezpieczeństwo.

Według policyjnych śledczych atak był niesprowokowany.

Red. JŁ

Kalifornia wprowadza ogólnostanową kontrolę czynszów. Podwyżki tylko o określony procent

0

Od 1 sierpnia 2026 roku w Kalifornii weszły w życie nowe stanowe limity podwyżek czynszów. Zgodnie ze stanową ustawą AB 1482 – właściciele objętych nią nieruchomości mogą podnieść czynsz maksymalnie o 5 proc. plus inflację lub o 10 proc., przy czym przyjmuje się niższą z tych wartości. Obecne ograniczenia mają obowiązywać do 31 lipca 2027 roku.

Według Biura Prokuratora Generalnego Kalifornii maksymalna podwyżka wynosi obecnie do 8,8 proc. w San Francisco, do 8,7 proc. w powiecie Los Angeles, do 8,1 proc. w Riverside i do 8,2 proc. w San Diego. W pozostałych powiatach limit wynosi do 8,6 proc. San Diego jest jedynym wymienionym regionem, w którym limit spadł w porównaniu z poprzednim rokiem – z 8,8 do 8,2 proc.

Przepisy nie obejmują m.in. budynków wzniesionych w ciągu ostatnich 15 lat, części dupleksów, w których właściciel mieszka w jednym z lokali, oraz domów jednorodzinnych i kondominiów spełniających określone warunki własności i wymogu pisemnego powiadomienia najemcy.

W niektórych miastach i powiatach obowiązują dodatkowo bardziej restrykcyjne regulacje. W Los Angeles podwyżka jest ograniczona do 100 proc. zmiany wskaźnika CPI (inflacji konsumenckie), maksymalnie do 8 proc. Na przykład, jeżeli inflacja wynosi mniej niż 3 proc., możliwa jest podwyżka do 3 proc., podobnie jak w poprzednim roku.

Red. JŁ

 

Wicegubernator Teksasu chce karać szkoły za udostępnianie uczniom „obscenicznych” książek

0

Wicegubernator Teksasu Dan Patrick zapowiedział projekt ustawy, który przewiduje obniżenie stanowej oceny szkoły publicznej, jeśli w jej bibliotece pozostanie choć jedna książka uznana za „obsceniczną”. Propozycja jest kolejną odsłoną trwającego w Teksasie sporu o dostęp uczniów do publikacji dotyczących m.in. tematyki LGBTQ+ i kwestii rasowych.

Patrick przedstawił pomysł w środę podczas konferencji w teksańskim Kapitolu. Zgodnie z zapowiedzią szkoła, w której znajdzie się „obsceniczna” książka, mogłaby stracić całą ocenę w stanowym systemie, np. otrzymać „B” zamiast „A”. W konsekwencji rozwiązanie mogłoby ułatwić przejęcie przez stan okręgów uznanych za „niewydolne”.

Podczas konferencji Patrick zaprezentował okładki publikacji, które określił jako „tak obrzydliwe, wulgarne i pornograficzne”, że – jak powiedział – nie chciał ich otwierać z szacunku dla kobiet. Część kwestionowanych treści zawiera opisy masturbacji i grafiki przedstawiające genitalia.

W 2025 roku przyjęto w Teksasie ustawę SB 13, która przekazała radom szkół kompetencje w zakresie zatwierdzania i usuwania książek w odpowiedzi na skargi rodziców i organizacji pozarządowych. Wcześniej decyzje w tej sprawie podejmowali arbitralnie bibliotekarze. Według Patricka większość rad szkolnych nie podjęła jednak żadnych działań w ciągu pierwszego roku obowiązywania przepisów.

„To prawo i oczekujemy, że będziecie go przestrzegać” – powiedział Patrick i dodał, że władze Teksasu „idą po książki”. „Prosimy, żebyście zrobili to sami i usunęli je [z bibliotek szkolnych – red.]” – zaapelował wicegubernator.

Później podkreślił, że „w Ameryce nie ma zakazanych książek”. „Możecie kupić dowolną książkę, jaką chcecie, ale nie wykorzystujmy pieniędzy podatników i nie kupujemy tych książek dla naszych szkół” – zaznaczył.

Red. JŁ

Zwolennik kary śmierci za pedofilię oskarżony o pedofilię. Gubernator zawiesił go w obowiązkach

0

Gubernator Florydy Ron DeSantis zawiesił w obowiązkach swojego byłego sojusznika, Michaela Caruso. 67-letni urzędnik sądowy i kontroler powiatu Palm Beach oraz były poseł stanowy został niedawno aresztowany pod zarzutem popełnienia przestępstw seksualnych wobec dziecka poniżej 12. roku życia. W przeszłości Caruso był zagorzałym zwolennikiem zaostrzenia kar dla pedofilów – był m.in. za karą śmierci dla sprawców gwałtów na dziecku w wieku poniżej 12. roku życia – czynu, o który sam jest oskarżany.

Caruso usłyszał łącznie pięć zarzutów za przestępstwa o charakterze pedofilskim. Ofiarą był chłopiec spokrewniony z urzędnikiem. Do wykorzystywania miało dochodzić wielokrotnie w 2024 i 2025 roku, m.in. podczas świąt oraz rejsu po Karaibach.

Wśród zarzutów znalazły się porwanie, molestowanie dziecka, lubieżne obnażanie się, nakłanianie dziecka do czynów pedofilskich oraz znęcanie się nad dzieckiem powodujące skutki psychiczne. Caruso został zatrzymany we wtorek rano przez funkcjonariuszy Departamentu Egzekwowania Prawa Florydy (FDLE) i lokalnej policji. O aresztowaniu poinformował prokurator generalny Florydy James Uthmeier.

DeSantis zdecydował o zawieszeniu Caruso na stanowisko powiatowego kontrolera. „Bardzo łatwo było mi odsunąć go od obowiązków” – zapewnił DeSantis.

W przeszłości Caruso był bliskim współpracownikiem DeSantisa. W sierpniu 2025 roku gubernator powołał go na stanowisko urzędnika sądowego powiatu Palm Beach. Wcześniej Caruso był republikańskim posłem stanowym w latach 2018-2025. DeSantis określał go wówczas jako „legendę”.

Caruso uchodził za jednego z najzagorzalszych zwolenników zaostrzenia kar dla pedofilów. W 2023 roku poparł przepis umożliwiający wymierzenie kary śmierci za gwałt na dziecku poniżej 12. roku życia.

Adwokat urzędnika, Jason Weiss, zaprzecza zarzutom. „Pan Caruso jest niewinny tych zarzutów i zamierza energicznie bronić się przed tymi zarzutami” – stwierdził obrońca.

Red. JŁ

Czechy/ Sąd oddalił skargę Ukraińca na odmowę tymczasowej ochrony. To… były żołnierz, który obawiał się wojny!

0

Sąd w Pilźnie oddalił skargę obywatela Ukrainy na decyzję czeskiego MSW, które odmówiło mu udzielenia ochrony międzynarodowej. Mężczyzna argumentował, że po powrocie do kraju grozi mu niebezpieczeństwo z powodu wojny i możliwego powołania do wojska. Sąd uznał, że obawa nie jest podstawą do przyznania ochrony.

Wyrok zapadł w ubiegłym tygodniu, a w środę sprawę opisały czeskie media. Sąd w Pilźnie rozpatrywał w ostatnim czasie kilka skarg na obywateli Ukrainy, dotyczących ochrony międzynarodowej oraz umieszczenia cudzoziemców w ośrodkach dla osób ubiegających się o ochronę.

Ukrainiec V.K. we wniosku do czeskich władz wskazał, że obawia się powrotu do kraju ze względu na działania wojenne i możliwość powołania do armii. W odwołaniu do sądu oświadczył również, że ze względów osobistych i moralnych nie chce uczestniczyć w operacjach bojowych.

Sąd uznał jednak, że sam obowiązek służby wojskowej oraz możliwość powołania do wojska nie stanowią podstawy do przyznania ochrony międzynarodowej. Sąd zwrócił także uwagę, że V.K. jest żołnierzem rezerwy. W swoim pierwotnym wniosku do MSW nie powoływał się na względy moralne jako przyczynę odmowy udziału w działaniach wojennych; argument ten przedstawił dopiero w odwołaniu. Ustalono również, że mężczyzna przez około półtora roku służył w armii.

Od 5 sierpnia UE zaostrzyła warunki dla nowo przybyłych z Ukrainy. Tymczasową ochronę otrzymają teraz tylko osoby, które wypełniły swoje obowiązki wojskowe na Ukrainie i mogą to udokumentować.

 

Z Pragi Piotr Górecki (PAP)

Syn ministra zdrowia Kennedy’ego ścigany przez Rosję za walkę po stronie Ukrainy

0

Syn amerykańskiego ministra zdrowia Roberta F. Kennedy’ego Jr. – Conor, został wpisany przez Rosję na listę poszukiwanych w związku z tym, że walczył na wojnie po stronie Ukrainy – napisał w środę magazyn „Hollywood Reporter”. Moskwa uznała syna Kennedy’ego za najemnika.

Conor Kennedy udał się na Ukrainę w 2022 roku, by walczyć w szeregach Legionu Międzynarodowego. Nie miał wcześniejszego doświadczenia wojskowego. Przez około dwa i pół miesiąca służył na północno-wschodnim odcinku frontu, po czym wrócił do USA, aby kontynuować studia prawnicze. Conor Kennedy, który obecnie ma 32 lata, nie poinformował o swoim wyjeździe rodziny.

Swoje doświadczenia Conor Kennedy opisał później na Instagramie. Zaznaczył, że wydarzenia w Ukrainie głęboko go poruszyły i że od razu wiedział, że chce pomóc. Przekazał, że niemal nikomu nie zdradził, dokąd się wybiera, ani nie ujawnił, jak naprawdę się nazywa, ponieważ nie chciał być traktowany inaczej.

Jak podały rosyjskie media, 12 sierpnia moskiewski sąd zarządził aresztowanie Kennedy’ego zaocznie pod zarzutem najemnictwa. W przypadku zatrzymania Kennedy’emu groziłoby od siedmiu do 10 lat więzienia.

RFK Jr., który pełni funkcję ministra zdrowia w administracji Donalda Trumpa, powiedział wówczas, że razem z żoną zaczęli podejrzewać, gdzie przebywa Conor, dopiero gdy na karcie kredytowej pojawiły się transakcje z Polski, a następnie z Ukrainy. Później powiedział, że jest dumny z syna. RFK Jr. ani Conor Kennedy nie skomentowali publicznie decyzji rosyjskiego sądu.

Z Waszyngtonu Natalia Dziurdzińska (PAP)

 

ndz/ mal/

Włochy/ Watykan usunął z parafii księdza, który mimo protestów parafian, masowo przyjmował imigrantów na plebanii

0

Watykan usunął z posługi duszpasterskiej w dwóch parafiach w mieście Pistoia w Toskanii księdza Massimo Biancalaniego, który zasłynął z masowego przyjmowania imigrantów na plebanii i w kościele – podały w środę włoskie media. Protestowali przeciwko temu parafianie.

Agencja ANSA i lokalny dziennik „La Nazione” poinformowały, że Dykasteria ds. Duchowieństwa odrzuciła odwołanie złożone przez kapłana przeciwko decyzji o usunięciu z parafii, podjętej przez byłego biskupa Pistoi i Pescii Fausto Tardellego. Tym samym zakończyło się postępowanie kanoniczne w tej sprawie.

Uznana za wyjątkową ze względu na okoliczności sprawa księdza Biancalaniego trwała ponad 10 lat. Od 2015 roku jego parafia w dzielnicy Vicofaro stała się jednym z szeroko dyskutowanych we Włoszech miejsc ze względu na masowe przyjmowanie tam imigrantów. Przebywało tam jednocześnie nawet 200 osób, co wywoływało kontrowersje, związane również z problemami sanitarno-higienicznymi, incydentami i napięciami, a także protestami mieszkańców.

Parafianie zaczęli unikać mszy i innych kościelnych wydarzeń – przypomniano.

W związku z tymi protestami imigranci zostali eksmitowani, a siły porządkowe nie pozwoliły im tam wrócić.

Media wyjaśniły, że postępowanie kanoniczne wobec ks. Biancalaniego nie dotyczyło naruszenia przez niego dyscypliny jako kapłana, lecz wynikało z oceny celowości i stosowności jego postępowania z punktu widzenia duszpasterskiego.

W 2024 roku ksiądz odmówił przeniesienia się do diecezjalnego biura misyjnego, co zaproponowano mu jako rozwiązanie pozwalające zachować ciągłość jego posługi, związanej z działalnością pomocową. Duchowny odrzucając tę propozycję odwołał się na drodze prawnej do Stolicy Apostolskiej. Obecnie ma jeszcze 60 dni na złożenie ostatecznej apelacji od decyzji o usunięciu go z parafii.

 

Z Rzymu Sylwia Wysocka(PAP)

Petru o proponowanych zmianach podatkowych: Efekt może być negatywny jak w przypadku Polskiego Ładu, gdzie jednym obniżamy podatki, a drugim je podwyższamy

0

Efekt zmian w podatkach proponowanych przez rząd może być negatywny – ocenił w rozmowie z PAP szef sejmowej komisji do Spraw Deregulacji, poseł klubu Centrum Ryszard Petru. Jego zdaniem lepszym rozwiązaniem jest uproszczenie systemu podatkowego i waloryzowanie progów podatkowych na bieżąco.

Chodzi o pakiet zmian podatkowych, który zapowiedzieli w środę premier Donald Tusk wraz z ministrem finansów i gospodarki Andrzejem Domańskim. Głównym założeniem jest podniesienie progu podatkowego ze 120 do 130 tys. zł oraz wprowadzenie nowego progu dla osób zarabiających od 130 do 150 tys. zł ze stawką na poziomie 24 proc. Tym samym najwyższa stawka podatku, wynosząca 32 proc., będzie dotyczyła osób z zarobkami powyżej 150 tys. zł.

Tusk przyznał, że propozycje te oznaczają wielomiliardowe koszty, dlatego rząd proponuje podwyżki niektórych podatków. Chodzi o: podniesienie CIT-u z 19 do 22 proc. dla podmiotów osiągających roczne przychody przekraczające 50 mln euro, czyli 200 mln zł; zwiększenie daniny solidarnościowej dla tych, którzy zarabiają ponad 1 mln zł rocznie do 5 proc. (czyli o 1 pkt proc.) oraz powrót do wcześniejszego limitu przychodów dla podatników ryczałtowych wynoszącego 250 tys. euro, czyli ok. 1 mln zł. Obecnie limit przychodów na ryczałcie to 2 mln euro.

Petru w rozmowie z PAP skrytykował konstrukcję zmian podatkowych proponowanych przez rząd, porównując ją do rozwiązań z poprzednich lat. – O ile dostrzegam sens obniżki podatków dla części podatników, o tyle cała ta zmiana za bardzo przypomina Polski Ład, gdzie jednym obniżamy podatki, a drugim je podwyższamy. Efekt ogólny dla gospodarki może być negatywny – ocenił polityk.

Przekonywał, że lepszym rozwiązaniem jest uproszczenie systemu podatkowego i waloryzowanie progów podatkowy na bieżąco. – Punkt drugi – podwyżka CIT-u dotyczyć będzie prawie 4500 tys. firm zatrudniających prawie 3 milionów pracowników i w istotny sposób uderzy w planowane inwestycje, co jest, groźne dla Polski. Wszyscy planowali inwestycje, zakładając 19 proc. PIT-u, a nagle jest on podwyższany 22 proc. – wskazywał.

Zapowiedział też, że w trakcie prac legislacyjnych na bieżąco będzie składać poprawki do projektu. Zastrzegł, że za wcześnie by mówić o konkretach, gdyż projekt jeszcze nie trafił do Sejmu. (PAP)

Mentzen: Symboliczne podwyższenie progu podatkowego, ale w zamian potężne uderzenie w polskie małe firmy

0

Symboliczne podwyższenie progu podatkowego, ale w zamian potężne uderzenie w polskie małe firmy; to kolejna negatywna rewolucja podatkowa – ocenił jeden z liderów Konfederacji Sławomir Mentzen, odnosząc się do rządowej propozycji zmian w podatkach.

Chodzi o pakiet zmian podatkowych, który zapowiedzieli w środę premier Donald Tusk wraz z ministrem finansów i gospodarki Andrzejem Domańskim. Głównym założeniem jest podniesienie progu podatkowego ze 120 do 130 tys. zł oraz wprowadzenie nowego progu dla osób zarabiających od 130 do 150 tys. zł ze stawką na poziomie 24 proc. Tym samym najwyższa stawka podatku, wynosząca 32 proc., będzie dotyczyła osób z zarobkami powyżej 150 tys. zł.

Tusk przyznał, że propozycje te oznaczają wielomiliardowe koszty, dlatego rząd proponuje podwyżki niektórych podatków. Chodzi o: podniesienie CIT-u z 19 do 22 proc. dla podmiotów osiągających roczne przychody przekraczające 50 mln euro, czyli 200 mln zł; zwiększenie daniny solidarnościowej dla tych, którzy zarabiają ponad 1 mln zł rocznie do 5 proc. (czyli o 1 pkt proc.) oraz powrót do wcześniejszego limitu przychodów dla podatników ryczałtowych wynoszącego 250 tys. euro, czyli ok. 1 mln zł. Obecnie limit przychodów na ryczałcie to 2 mln euro.

Mentzen odniósł się do sprawy w środowym wpisie na X. „Symboliczne podwyższenie progu podatkowego, ale w zamian potężne uderzenie w polskie małe firmy. Dopiero co rząd PiS wyrzucał setki tysięcy przedsiębiorstw z podatku liniowego na ryczałt, a teraz rząd KO obniża limit ryczałtu prawie dziesięciokrotnie” – napisał polityk. W jego ocenie to „kolejna negatywna rewolucja podatkowa dla mnóstwa polskich małych firm”. (PAP)

pab/ sdd/

Kolejni poszkodowani w wypadku na Węgrzech wrócili do kraju; prokuratura chce przenieść śledztwo do Polski

0

W środę kolejnych 12 poszkodowanych w wypadku polskiego autokaru na Węgrzech zostało przetransportowanych do szpitali w Rzeszowie. Prokuratura Okręgowa w Krośnie chce natomiast przenieść śledztwo w sprawie wypadku z Węgier do Polski. Wniosek w tej sprawie jest przygotowywany.

W środę kolejnych 12 poszkodowanych w wypadku polskiego autokaru na Węgrzech zostało przetransportowanych do szpitali w Rzeszowie. Transport pierwszej grupy Polaków poszkodowanych w wypadku autokaru na Węgrzech odbył się w poniedziałek. Na pokładzie samolotu znalazło się wtedy 21 osób, z których pięć wymagało dalszej hospitalizacji. Dwie z nich już zostały wypisane do domów.

Środowy transport poszkodowanych odbywał się dwoma samolotami Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, które wykonały po dwa loty na trasie Debreczyn-Jasionka. Na pokładzie każdego lotu przebywało troje pacjentów. Ostatni transport wylądował w Jasionce po godz. 16.

Wszystkie osoby, które przyleciały do kraju zostały przetransportowane karetkami do rzeszowskich szpitali. Według wojewody podkarpackiej Teresy Kubas-Hul stan dwunastu pacjentów jest dobry, jednak wymagają oni dalszej hospitalizacji.

Wiceminister zdrowia Katarzyna Kacperczyk na briefingu w Warszawie przekazała, że w węgierskich szpitalach pozostało jeszcze pięć osób. Dwie z nich mają wrócić do kraju w piątek, a trzy muszą pozostać na Węgrzech, bo są w ciężkim stanie.

Śledztwo w sprawie wypadku prowadzi Prokuratura Okręgowa w Krośnie we współpracy ze stroną węgierską.

Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Krośnie prok. Marta Kolendowska-Matejczuk poinformowała w środę, że prokuratura chce przenieść śledztwo do Polski. Polski prokurator nadzorujący śledztwo otrzymał już od prokuratury w Miszkolcu informacje potwierdzające fakt zatrzymania i przedstawienia zarzutu kierowcy autokaru, polegającego na nieumyślnym spowodowaniu wypadku drogowego skutkującego śmiercią wielu osób. Węgierski sąd aresztował mężczyznę na 30 dni, tj. do 18 września.

– Z uwagi na przedmiot postępowania, w szczególności mając na względzie okoliczności, że podejrzanym, a także pokrzywdzonymi w sprawie są wyłącznie obywatele Polski, w tutejszej jednostce podjęto decyzję o skierowanie do polskiego ministra sprawiedliwości, prokuratora generalnego wniosku o przejęcie ścigania od strony węgierskiej, co jest uzasadnione interesem polskiego wymiaru sprawiedliwości – powiedziała.

Podkreśliła, że obecnie prokurator „pracuje” nad wnioskiem w tej sprawie, który następnie trafi do ministra sprawiedliwości, prokuratora generalnego w Polsce, który „rozważy” jego przedłożenie minister sprawiedliwości na Węgrzech. Wyjaśniła, że śledztwo zostanie przekazane do kontynuowania stronie polskiej, jeśli zgodzi się na to strona węgierska. Wówczas prokurator w Polsce otrzyma dokumentację w sprawie, dowody zebrane przez stronę węgierską do momentu przejęcia ścigania, a polskiej prokuraturze przekazany zostanie podejrzany, który obecnie przebywa w areszcie.

Prokurator dopytywana o czas, jaki mogą potrwać te procedury, odpowiedziała, że nie ma z góry przyjętych ram czasowych. – Mamy nadzieję, że stanie się to w pierwszym możliwym terminie – dodała.

Poinformowała też, że w polskim śledztwie w tej sprawie, we wtorek rozpoczęły się przesłuchania pierwszych pokrzywdzonych (pasażerów autokaru). Planowane są kolejne przesłuchania, w tym organizatorów wycieczki.

Podkreśliła, że polska prokuratura oczekuje na dokumenty, w tym te, o które w niedzielę Prokuratura Okręgowa w Krośnie wystąpiła do strony węgierskiej z europejskim nakazem dochodzeniowym. Wniosła wtedy o zabezpieczenie i przekazanie m.in. protokołów oględzin miejsca katastrofy i autokaru, listy pasażerów, dokumentacji medycznej dotyczącej rannych i ofiar, protokołów sekcji zwłok oraz przesłuchań świadków.

Powiedziała też, że polski prokurator wziął na Węgrzech udział w ponownych oględzinach autokaru, ale dokumentację w tej sprawie sporządziła strona węgierska. Poinformowała także, że dalsze informacje będą przekazane po otrzymaniu dokumentów od strony węgierskiej.

Do wypadku doszło w niedzielę około godz. 1 na węgierskiej autostradzie M3, w rejonie miejscowości Mezokeresztes we wschodniej części kraju. Autokarem podróżowało 59 obywateli Polski wracających z pielgrzymki do Medjugorie (Bośnia i Hercegowina).

W wyniku wypadku śmierć poniosło 12 osób; wszystkie ofiary to dorośli mieszkańcy województwa podkarpackiego. Wszystkie ciała zostały już zidentyfikowane. (PAP)

kblu/ mark/

Szefernaker: Rząd chce jeszcze bardziej skomplikować podatki

0

Rząd chce jeszcze bardziej skomplikować podatki – ocenił w środę szef gabinetu prezydenta RP Paweł Szefernaker komentując zapowiedziane przez premiera zmiany podatkowe. Przypomniał, że prezydent Karol Nawrocki w sierpniu ub. roku złożył projekt „PIT Zero. Rodzina na plus”.

Premier Donald Tusk zapowiedział w środę podniesienie drugiego progu podatkowego do 130 tys. zł z obecnych 120 tys. zł. Ponadto, osoby zarabiające powyżej 130 tys. zł, ale mniej niż 150 tys. zł miałyby być objęte 24-proc. stawką podatku. Obecnie osoby, których dochody przekroczą poziom 120 tys. zł dochodu, od nadwyżki płacą stawkę 32 proc.

Przyznał, że propozycje te to wielomiliardowe koszty, dlatego rząd proponuje podwyżki niektórych podatków. – Zaproponujemy podniesienie CIT-u z 19 do 22 proc. dla podmiotów osiągających roczne przychody przekraczające 50 mln euro, czyli 200 mln zł, oraz dla podatkowych grup kapitałowych, a więc tych osiągających największe przychody koncernów i dużych przedsiębiorstw – powiedział szef rządu.

Do przedstawionych przez Tuska zapowiedzi odniósł się szef gabinetu prezydenta RP.

„Mamy skomplikowane podatki? Rząd chce je jeszcze bardziej skomplikować zamiast podnieść kwotę wolną tak, jak obiecywali w kampanii wyborczej. Nowa stawka PIT: 24 proc. i do tego wyższy CIT dla firm i niższy limit dla ryczałtowców. Krótko mówiąc: więcej liczenia, więcej zasad, więcej zamieszania” – napisał na platformie X Szefernaker.

Ocenił jednocześnie, że „można prościej” dokonać zmian w systemie podatkowym. Przypomniał, że prezydent Karol Nawrocki 8 sierpnia 2025 roku złożył projekt „PIT Zero. Rodzina na plus”.

Szefernaker wskazał, że prezydencka propozycja zakłada podniesienie progu podatkowego do 140 tys. zł dla wszystkich oraz brak PIT dla rodziców z co najmniej dwojgiem dzieci – do 140 tys. zł na osobę. „Propozycja Prezydenta Nawrockiego to prostsze podatki i więcej pieniędzy w kieszeniach Polaków” – napisał Szefernaker.

W komunikacie kancelarii premiera podano, że wprowadzenie nowych parametrów skali podatkowej od 2027 r. sprawi, że odsetek osób płacących stawkę 32 proc. wyraźnie spadnie i wyniesie 7,2 proc., zamiast przewidywanych 14 proc. (PAP)

kos/ mro/

BCC: Za zapowiedziane zmiany podatkowe zapłacą głównie duże firmy i osoby o najwyższych dochodach

0

Na zapowiedzianych przez rząd zmianach podatkowych zyskają przede wszystkim podatnicy zarabiający powyżej 120 tys. zł, ale zapłacą za to głównie duże firmy, osoby o najwyższych dochodach i część przedsiębiorców – ocenił dla PAP główny ekonomista Business Centre Club Paweł Wojciechowski.

W środę premier Donald Tusk oraz minister finansów i gospodarki Andrzej Domański zapowiedzieli pakiet zmian podatkowych. Głównym założeniem jest podniesienie progu podatkowego ze 120 do 130 tys. zł oraz wprowadzenie nowego progu dla osób zarabiających od 130 do 150 tys. zł ze stawką na poziomie 24 proc. Tym samym najwyższa stawka podatku, wynosząca 32 proc., będzie dotyczyła osób z zarobkami powyżej 150 tys. zł.

Premier przyznał, że propozycje te oznaczają wielomiliardowe koszty, dlatego rząd proponuje podwyżki niektórych podatków. Chodzi o: podniesienie CIT-u z 19 do 22 proc. dla podmiotów osiągających roczne przychody przekraczające 50 mln euro, czyli 200 mln zł; zwiększenie daniny solidarnościowej dla tych, którzy zarabiają ponad 1 mln zł rocznie do 5 proc. (czyli o 1 pkt proc.) oraz powrót do wcześniejszego limitu przychodów dla podatników ryczałtowych wynoszącego 250 tys. euro, czyli ok. 1 mln zł. Obecnie limit przychodów na ryczałcie to 2 mln euro.

Główny ekonomista BCC Paweł Wojciechowski ocenił w komentarzu dla PAP, że proponowana reforma, choć nie ma charakteru systemowego, jest krokiem w dobrym kierunku. Jak zauważył, przesuwa ona część ciężaru podatkowego z klasy średniej pracującej na etatach na większe przedsiębiorstwa, osoby o wysokich dochodach oraz część podatników korzystających z ryczałtu. Podkreślił, że – zgodnie z zapowiedzią ministra Domańskiego – zmiana ma polegać na przesunięciu obciążeń wewnątrz systemu podatkowego, a więc powinna być neutralna dla finansów publicznych.

„Zyskają przede wszystkim podatnicy na skali z dochodami powyżej 120 tys. zł, natomiast zapłacą za to głównie duże firmy objęte wyższym CIT, osoby o najwyższych dochodach oraz przedsiębiorcy wypadający z ryczałtu po obniżeniu limitu przychodów do 1 mln zł” – przekazał ekonomista.

Wojciechowski ocenił też, że wprowadzenie pośredniej stawki 24 proc. podarku jest krokiem w dobrym kierunku, bo „łagodzi bardzo gwałtowny skok opodatkowania” z 12 do 32 proc. „W połączeniu z zapowiedzianymi zmianami dotyczącymi ryczałtu zmniejsza też arbitraż podatkowy, czyli różnice w opodatkowaniu podobnych dochodów w zależności od formy zatrudnienia, a tym samym bodziec do przechodzenia ze skali podatkowej na działalność gospodarczą” – wskazał ekonomista.

Jego zdaniem wątpliwość budzi jednak wąski, bo 20-tysięczny przedział między progami 130 i 150 tys. zł. Dodał, że jeśli stawka w wysokości 24 proc. ma być trwałym elementem systemu podatkowego, „logiczne byłoby z czasem rozszerzenie tych widełek”.

Ekonomista BCC pozytywnie ocenił też to, że reforma ma być neutralna dla finansów publicznych, szczególnie przy deficycie sektora finansów publicznych zbliżonym do 7 proc. PKB. Podkreślił jednak, że jest to neutralność statyczna, a z czasem pojawią się efekty dynamiczne, ponieważ podatnicy i przedsiębiorstwa dostosują swoje decyzje do nowych stawek podatkowych.

„Reforma ma przede wszystkim charakter redystrybucyjny i częściowo koryguje złe rozwiązania, w tym nadmierny arbitraż podatkowy wzmocniony przez Polski Ład. Bardziej równomierny rozkład dochodów może sprzyjać stabilności społecznej, konsumpcji i w dłuższym okresie wzrostowi gospodarczemu” – przekazał. Zaznaczył przy tym, że nie każda redystrybucja jest prorozwojowa, a o inwestycjach i rachunku ekonomicznym decydują przedsiębiorcy. Jego zdaniem, szczególnie podwyżka CIT może wpływać na ich decyzje inwestycyjne, a w konsekwencji również na wzrost gospodarczy i przyszłe dochody budżetu. (PAP)

 

bpk/ drag/

Skarbnik powiatu Cook potwierdza: Rachunki podatku za nieruchomości są już dostępne online

0

Po dwumiesięcznym opóźnieniu wkrótce zostaną wysłane rachunki za drugą ratę podatku od nieruchomości w powiecie Cook w Illinois. Termin płatności upływa 1 października.

 

Biuro skarbnik powiatu Cook, Marii Pappas, poinformowało, że rachunki za drugą ratę podatku od nieruchomości są już dostępne online na stronie cookcountytreasurer.com, a ich kopie zostaną wysłane pocztą do wszystkich 1,8 miliona właścicieli nieruchomości w powiecie Cook do 1 września.

Zazwyczaj rachunki za drugą ratę są wysyłane w lipcu, a termin ich płatności przypada na sierpień. Z powodu utrzymujących się problemów związanych z modernizacją systemów informatycznych, rozpoczętą w 2015 roku, w ostatnich latach rachunki za podatek od nieruchomości w powiecie Cook były wielokrotnie wysyłane z opóźnieniem.

W tym roku zawiadomienia o pierwszej racie podatku od nieruchomości za rok 2025 wysłano z miesięcznym opóźnieniem. W ubiegłym roku zawiadomienia dotyczące drugiej raty podatku za 2024 wysłano aż z czteromiesięcznym opóźnieniem. Opóźnienia w wysyłce rachunków i pobieraniu opłat spowodowały również problemy z płynnością finansową samorządów, które polegają na wpływach z podatku od nieruchomości przy regulowaniu swoich zobowiązań.

Powiat Cook utworzył fundusz o wartości 300 milionów dolarów, z którego udzielane będą nieoprocentowane pożyczki, mające pomóc lokalnym samorządom w pokryciu kosztów w oczekiwaniu na opóźnione wpływy z podatku od nieruchomości.

 

BK

Uczelnia z Illinois ma przeprowadzić audyt. Zlecił go Pentagon w związku z obawami o bezpieczeństwo badań

0

Pentagon zalecił przeprowadzenie audytu bezpieczeństwa badań na 30 uczelniach w Stanach Zjednoczonych w tym na Uniwersytecie Illinois. Uczelnia w Urbana-Champaign potwierdziła we wtorek, że otrzymała pismo z departamentu obrony, zapowiadające przeprowadzenie „audytów bezpieczeństwa badań” na 30 uczelniach w całym kraju.

 

Departament obrony ogłosił te audyty w poniedziałek, wyjaśniając, że mają one na celu „ochronę inwestycji w badania finansowane przez amerykańskich podatników przed nieuprawnionym transferem technologii, kradzieżą własności intelektualnej oraz wykorzystaniem wyników badań przez przeciwników”.

Rzecznik Uniwersytetu Illinois, Pat Wade potwierdził otrzymanie pisma i oświadczył, że uczelnia „poważnie traktuje swoją odpowiedzialność za ochronę amerykańskiego sektora badawczego oraz zabezpieczenie badań wrażliwych i objętych kontrolą eksportu”, a także że będzie „przestrzegać obowiązujących federalnych wymogów w zakresie bezpieczeństwa badań, wspierając jednocześnie właściwą i przejrzystą współpracę akademicką”. Wade w opublikowanym komunikacie prasowym dodał, że uczelnia „uruchomiła skoordynowany proces weryfikacji z udziałem odpowiednich jednostek administracyjnych i będzie współpracować z departamentem energii (DoE) w celu udzielenia odpowiedzi na jego żądania. Przejrzysta i bezpieczna współpraca międzynarodowa stwarza możliwości pogłębienia zrozumienia globalnych wyzwań, sprzyja odkryciom naukowym oraz wzmacnia innowacyjność Stanów Zjednoczonych”.

Departament obrony poinformował, że uniwersytety są zobowiązane do przedstawienia wyników swoich ustaleń najpóźniej do 31 sierpnia 2026 roku, aby „zachować prawo do ubiegania się o przyszłe federalne fundusze na badania”. Pentagon nie ujawnił nazw uczelni objętych audytem, ​​jednak przedstawiciel władz USA – proszący o zachowanie anonimowości w związku z omawianiem spraw wewnętrznych – przekazał agencji Associated Press, że na liście tej znajdują się Uniwersytet Harvarda, Massachusetts Institute of Technology (MIT) oraz Uniwersytet Johnsa Hopkinsa.

Sarah Spreitzer, wiceprzewodnicząca American Council on Education, organizacji reprezentującej władze amerykańskich uczelni, wyraziła zaniepokojenie, że komunikat ten sugeruje, iż placówki te dopuszczają się nieprawidłowości, nie przedstawiając na to żadnych dowodów. Pentagon zdecydował o przeprowadzeniu audytu po tym, jak w zeszłym miesiącu opublikował zaktualizowaną listę 130 zagranicznych instytucji, którym zarzucono prowadzenie „działań zwiększających ryzyko sprzeniewierzenia wyników prac badawczo-rozwojowych finansowanych przez rząd USA”. Choć zdecydowaną większość stanowiły podmioty chińskie – takie jak Chiński Uniwersytet Nauki i Technologii czy tamtejsza Akademia Wojskowych Nauk Medycznych – na liście znalazły się również instytucje z Iranu i Rosji.

Jak poinformowała Spreitzer, pierwsza wersja tej listy powstała w czasie pierwszej kadencji prezydenta Donalda Trumpa przy udziale American Council on Education. Stwierdziła, że ​​w kolejnych latach większość instytucji członkowskich rady wycofała się ze współpracy badawczej z tamtymi podmiotami. Wyraziła też obawę, że amerykańskie uczelnie mogą zostać pociągnięte do odpowiedzialności za partnerstwa nawiązane jeszcze przed powstaniem tej listy.

Audyt ten odbywa się w czasie, gdy administracja Trumpa nieustannie wyraża głębokie zaniepokojenie działaniami Chin w obu Amerykach, sprzeciwiając się m.in. chińskiej własności portów położonych na obu krańcach Kanału Panamskiego, projektom infrastrukturalnym finansowanym w tym regionie w ramach chińskiej inicjatywy „Pasa i Szlaku” oraz chińskim inwestycjom w sektorze telekomunikacyjnym. Departament sprawiedliwości sprawdza również, czy Uniwersytet Harvarda pozwala chińskim darczyńcom na fundowanie stypendiów wykluczających amerykańskich studentów i jest to kolejne z serii dochodzeń federalnych wszczętych przez administrację Trumpa w ramach działań wymierzonych w tę uczelnię należącą do elitarnej Ligi Bluszczowej.

Rzecznik ambasady Chin oświadczył, że jego kraj sprzeciwia się temu, co określił mianem upolityczniania „normalnej wymiany naukowej, edukacyjnej i akademickiej”. W oświadczeniu ambasady czytamy: „Strona amerykańska powinna porzucić mentalność zimnowojenną i tworzyć otwarte, uczciwe oraz wolne od dyskryminacji warunki dla wymiany edukacyjnej, naukowej i międzyludzkiej między Chinami a Stanami Zjednoczonymi”.

 

BK

Nowi obywatele USA złożyli przysięgę w Chicago. Takich ceremonii jest jednak coraz mniej

0

Blisko stu nowych amerykańskich obywateli złożyło przysięgę na wierność Stanom Zjednoczonym. Ceremonia odbyła się w sądzie federalnym Driksen w Chicago.

 

Przysięgę złożyło dokładnie dziewięćdziesięciu siedmiu nowych obywateli z 34 krajów. Grupa ta jest znacznie mniej liczna niż blisko tysiąc osób, które składały przysięgę na stadionie Wrigley Field w analogicznym okresie ubiegłego roku. Mniej przysięg notuje się nie tylko w Chicago. Według danych udostępnionych przez sąd federalny dla Północnego Okręgu Illinois, w ciągu pierwszych siedmiu miesięcy bieżącego roku sąd ten przeprowadził niespełna 4500 procedur nadania obywatelstwa. Stanowi to mniej więcej jedną czwartą średniej liczby 16 580 takich przypadków odnotowywanych w tym samym okresie w każdym z ostatnich czterech lat i oznacza spadek o ponad 75% w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego. Przewiduje się, że w środę podczas targów stanowych (State Fair) w Springfield obywatelstwo otrzyma kolejnych ponad 300 osób.

Edwin Yohnka, dyrektor ds. komunikacji i polityki publicznej ACLU oddziału Illinois, stwierdził, że ten spadek nie jest przypadkiem, lecz wynikiem celowych działań administracji Donalda Trumpa. „Administracja ta niemal całkowicie zlikwidowała istniejące ścieżki prawne prowadzące do uzyskania obywatelstwa, a jednocześnie aktywnie dąży do pozbawienia statusu obywatela osób, które od dziesięcioleci mieszkają w Stanach Zjednoczonych i wnoszą wkład w rozwój tego kraju” – zaznaczył Yohnka. „Świadczy to o lekkomyślnym lekceważeniu naszej historii i tradycji narodowej, a także pozytywnego wpływu gospodarczego i kulturowego, jaki nowi obywatele wnoszą do naszych społeczności. Ślepa niechęć administracji do imigrantów wyrządza naszemu krajowi szkody, których naprawienie zajmie całe dekady” – dodał.

W październiku ubiegłego roku obecna administracja Białego Domu wprowadziła zmiany w egzaminie na amerykańskie obywatelstwo. Poszerzono pulę potencjalnych pytań, położono większy nacisk na historię USA i Konstytucję oraz podniesiono próg zaliczenia, wymagając udzielenia 12 poprawnych odpowiedzi na 20 pytań (wcześniej wymagano sześciu na 10). Wydane w sierpniu ubiegłego roku memorandum wprowadziło również nową procedurę „całościowej oceny”, wymagającą od kandydatów ubiegających się o obywatelstwo wykazania się „nienaganną postawą moralną” poprzez pozytywny wkład w życie społeczne, a nie jedynie brakiem kartoteki kryminalnej.

W wydanym oświadczeniu rzecznik Urzędu ds. Obywatelstwa i Imigracji (USCIS), Zach Kahler, stwierdził, że zmiana ta odzwierciedla odejście od praktyk administracji byłego prezydenta Joe Bidena, która „przedkładała automatyczne zatwierdzanie” wniosków nad ich rzetelną weryfikacją. „Pod kierownictwem prezydenta Trumpa Urząd ds. Obywatelstwa i Imigracji wdraża w całym kraju rygorystyczne procedury kontroli i weryfikacji” – powiedział Kahler. „USCIS nie będzie szedł na skróty w procesie nadawania obywatelstwa” – dodał.

 

BK

FAA dokładniej sprawdza przypadki pęknięć opon w samolotach na chicagowskim O’Hare

0

Federalna Administracja Lotnictwa (FAA) prowadzi dochodzenie w sprawie trzech przypadków pęknięcia opon w samolotach lądujących lub startujących z lotniska O’Hare w Chicago. Do incydentów doszło w ciągu zaledwie jednego tygodnia.

 

Według FAA wszystkie trzy przypadki miały miejsce na różnych pasach startowych. Do pierwszego doszło w miniony czwartek i pękniętą oponę miał samolot linii United zmierzający do Phoenix. W ostatni poniedziałek w samolocie United Airlines pękła opona tuż po wylądowaniu a trzy godziny wcześniej również podczas podchodzenia do lądowania w maszynie linii American doszło do uszkodzenia dwóch opon.

Ekspert ds. lotnictwa Peter Greenberg twierdzi, że przebicie opony w samolocie nie jest niczym niezwykłym. Dodał, że był świadkiem lądowań, podczas których dochodziło do pęknięcia opon. „W tej sytuacji decyduje połączenie temperatury na lotnisku, stopnia zużycia opony oraz masy samolotu” – powiedział. Greenberg zauważył, że ​​w szczycie sezonu wakacyjnego samoloty mogą osiągać maksymalną masę startową, a ich opony bywają zużyte lub nawet wadliwe, choć jak zaznaczył ten ostatni scenariusz jest mało prawdopodobny.

Odnosząc się do ostatnich przypadków na największym chicagowskim lotnisku powiedział, że przede wszystkim sprawdzone zostaną dokumentacje produkcyjne oraz rejestry serwisowe, w tym informacje o tym, kiedy opony były ostatnio przekładane oraz poddawane bieżnikowaniu. Greenberg dodał, że jeśli FAA stwierdzi wystąpienie systemowego problemu z oponami to Krajowa Rada Bezpieczeństwa Transportu (NTSB) będzie miała uprawnienia, by uziemić znaczną liczbę maszyn do czasu ich wymiany.

 

BK

Błąd pracownika obudził mieszkańców powiatu DuPage. Przypadkowo uruchomił syreny ostrzegające przed tornadem

0

Pracownik „przypadkowo” uruchomił w nocy syreny alarmowe ostrzegające przed tornadem na terenie całego powiatu DuPage w Illinois. Doszło do tego podczas przeprowadzania testu.

 

„Około godziny 3:00 w nocy 18 sierpnia pracownik DuComm przystąpił do planowanego testu systemów uruchamiania syren ostrzegawczych” – czytamy we wpisie opublikowanym na profilu DuPage Public Safety Communications na Facebooku. „Testy te mają na celu sprawdzenie sprawności technicznej systemu bez faktycznego uruchamiania syren”. Dalej we wpisie poinformowano, że podczas testu pracownik „przypadkowo uruchomił syreny” a gdy tylko zorientowano się, że doszło do pomyłki, pracownicy DuComm wyłączyli syreny.

Władze przeprosiły za zamieszanie. Władze miejscowości w powiecie DuPage również zamieściły informacje na ten temat, wyjaśniając, że był to fałszywy alarm. „Nie wystąpiły żadne groźne zjawiska pogodowe, które stanowiłyby powód do niepokoju” – poinformowały władze Downers Grove. W maju 2025 roku powiat DuPage uruchomił nowy, zautomatyzowany system syren alarmowych ostrzegających przed tornadami, działający w oparciu o komunikaty Krajowej Służby Meteorologicznej (NWS) i uruchamiający się bez udziału człowieka.

Przedstawiciele władz wyjaśniali, że system ma działać precyzyjniej, kierując sygnał ostrzegawczy do obszarów bezpośrednio zagrożonych. „Wcześniej konieczne było, aby ktoś odczytał komunikat NWS, określił obszar objęty ostrzeżeniem, a następnie ręcznie uruchomił syreny na podstawie mapy” – powiedział Tyler Benjamin, zastępca dyrektora DuComm.

Wiosną 2026 roku w Elgin syreny alarmowe kilkakrotnie włączyły się podczas gwałtownej pogody, mimo że nie wydano ostrzeżenia przed tornadem. Sytuacja ta wywołała wśród mieszkańców dezorientację. W opublikowanym wówczas komunikacie władze Elgin wyjaśniły, że syreny są uruchamiane „zawsze, gdy oddział Krajowej Służby Meteorologicznej w Chicago wydaje ostrzeżenie o niebezpiecznych zjawiskach pogodowych, takich jak tornada, wiatr wiejący z prędkością powyżej 70 mil na godzinę czy inne ekstremalne warunki”. Władze Elgin zaznaczyły, że syreny te mają za zadanie ostrzegać osoby przebywające na zewnątrz, by szukały schronienia. Nie służą one do powiadamiania osób, które już znajdują się wewnątrz budynków.

 

BK

W Springfield ktoś wygrał ponad pół miliona dolarów w Lucky Day Lotto

0

W Illinois ktoś wygrał 550 tysięcy dolarów – podała loteria stanowa. Szczęśliwy los Lucky Day Lotto sprzedano w Springfield w sklepie Hy-Vee Fast and Fresh przy Outer Park Dr. 1025.

 

Znalazły się na nim wszystkie liczby, które padły podczas poniedziałkowego losowania, a więc: 2, 7, 10, 33 i 41. Przypomnijmy, że w ubiegłym tygodniu w Illinois padła znacznie większa wygrana w Powerball. Los wart 1,04 miliarda dolarów sprzedano na stacji benzynowej w Quincy.

Illinois Lottery przypomina, że zwycięzcy mają rok od daty losowania na odebranie wygranej. Zaleca się im podpisanie kuponu i przechowywanie go w bezpiecznym miejscu do momentu jego realizacji. Lucky Day Lotto to gra dostępna wyłącznie w stanie Illinois, z dwoma losowaniami dziennie – popołudniowym i wieczornym – oraz głównymi wygranymi zaczynającymi się od 100 tysięcy dolarów. Aby wziąć udział w grze, trzeba mieć ukończone 18 lat.

A dziś losowanie amerykańskiej loterii Powerball. W puli jest 48 milionów dolarów. Podczas wczorajszego losowania Mega Millions nikt nie trafił „szóstki” i kumulacja wrosła do 113 milionów dolarów. Następne losowanie w piątek. Mieszkańcom Illinois przypominamy też o rosnącej puli w Lotto. Do wygrania 3,050 mln dolarów. Najbliższe losowanie w czwartek.

 

BK

Były minister środowiska: System ETS2 jest niepotrzebny i szkodliwy społecznie – konsumenci będą ponosić dodatkowe opłaty za emisje z silników i domów

0

ETS2 opiera się na założeniu, że to konsumenci będą ponosić dodatkowe opłaty za emisje z silników i domów – powiedział PAP b. minister środowiska Marcin Korolec. Jego zdaniem system jest niepotrzebny i szkodliwy społecznie, jednocześnie dodał, że propozycja prezydenta ws. referendum była „ politycznym kapiszonem”.

PAP: Pod koniec lipca prezydent Karol Nawrocki złożył drugi wniosek o referendum w sprawie tzw. Zielonego Ładu. Referendum klimatyczne z pytaniem „Czy jest Pan/Pani za realizacją przez Polskę polityki klimatycznej Unii Europejskiej?” to dobry pomysł?

Marcin Korolec, prezes Instytutu Zrównoważonej Gospodarki, minister środowiska w latach w 2011–2013 oraz pełnomocnik rządu ds. polityki klimatycznej w latach 2013-2015: Należałoby odbić piłeczkę i zapytać, czy pan prezydent ma jakiś pomysł na to, jak miałaby wyglądać polityka klimatyczna Polski. Myślę o redukcji emisji gazów i dostosowaniach do zmian klimatu. No chyba że prezydent uważa, że w Polsce nie ma suszy albo że negatywne efekty zmian klimatu nie są naszym strukturalnym problemem.

Zasadnicze pytanie brzmi więc, czy propozycja referendum to polityczny kapiszon, za którym nic się nie kryje, czy stoi może za nią propozycja jakiś nowych regulacji i konkretnych działań? Obawiam się niestety, że to tylko polityczny kapiszon. Coś, czym będą zajmowały się media, ale co nie ma kompletnego sensu.

PAP: Wiceprzewodniczący PiS Przemysław Czarnek idzie o krok dalej i zapowiada złożenie przez PiS projektu ustawy o wyjściu Polski z ETS, czyli Europejskiego Systemu Handlu Emisjami. Czy można wyjść z unijnej polityki klimatycznej i pozostać w UE?

M.K.: Nie można ustawą zmienić regulacji europejskich. Po prostu się nie da.

PAP: Pan Czarnek o tym nie wie?

M.K.: Nie wiem, co wie, a czego nie wie kandydat na premiera PiS. Mówi np., że OZE jest niedobre, a sam zamontował sobie panele fotowoltaiczne na dachu domu. Najwyraźniej brakuje mu konsekwencji.

PAP: ETS2 nie jest korzystny dla Polski. Inaczej rząd nie zabiegałby o opóźnienie wejścia w życie tego systemu, prawda?

M.K.: Europejska polityka klimatyczna wymaga refleksji i korekty. I to w wielu aspektach. Uważam, że ta cześć regulacji, którą potocznie nazywamy ETS2, czyli nałożenie opłat za emisję gazów z silników samochodowych i ogrzewanie domów paliwami kopalnymi, jest po prostu niepotrzebna.

PAP: Dlaczego?

M.K.: Po pierwsze realizujemy już ogólny cel polityki klimatycznej, jakim jest dojście do neutralności klimatycznej w 2050 roku. Po drugie regulacja ETS2 jest po prostu szkodliwa społecznie.

ETS2 dotyczy dwóch obszarów: transportu i ogrzewania domów. Jeśli chodzi o obszar transportu, to mamy w UE rozporządzenie dotyczące regulacji emisji z silników samochodowych. Uważam, że to wręcz modelowy sposób regulacji, gdyż zobowiązuje producentów samochodów do dostarczania na rynek coraz mniej emisyjnych aut. Celem jest zredukowanie do 2035 roku o 90 proc. emisji w nowych silnikach samochodowych. To zadanie dla producentów i to niejako podwójne, bo do tego czasu na rynku muszą pojawiać się auta, które my konsumenci będziemy mogli i chcieli kupować.

Tymczasem ETS2 opiera się na założeniu, że to konsumenci ponosić będą dodatkowe opłaty za emisje z silników i domów. Podsumowując, system jest niepotrzebny, dlatego że pożądane cele możemy osiągnąć w inny sposób. I szkodliwy społecznie, bo najbardziej dotknie tę uboższą cześć społeczeństwa polskiego.

PAP: ETS powszechnie jest też nazywany podatkiem od ogrzewania i paliw. Słusznie?

M.K.: – ETS2 jest rodzajem podatku, który w dodatku nie spowoduje zmiany, jaką w założeniu miałby wymusić. Ludzie, którzy palą węglem, robią to nie dlatego, że to lubią. Przynoszenie węgla czy miału węglowego w kuble z piwnicy trudno bowiem uznać za przyjemność. Ogrzewają domy w ten sposób, bo są w trudnej sytuacji ekonomicznej. Wielu mieszkańców Mazur czy Podlasia nie stać na ocieplenie domów czy wymianę pieców węglowych na pompy ciepła.

To między innymi dlatego jesienią zeszłego roku przywódcy krajów UE zdecydowali o tym, żeby przełożyć wejście w życie rozporządzenia o ETS2 z 1 stycznia 2027 roku na 1 stycznia 2028 r. Myślę, że to nie koniec. W 2027 r. odbędą się wybory parlamentarne w Polsce i we Włoszech oraz prezydenckie we Francji. Żaden z liczących się kandydatów na prezydenta Republiki Francuskiej nie jest entuzjastą ETS2. Wydaje mi się, że w przyszłym roku przywódcy Polski, Francji i Włoch zaproponują na szczycie UE, żeby albo przesunąć rok wejścia w życie tego systemu o kolejny rok, albo w ogóle z niego zrezygnować.

PAP: Skąd wiadomo, że ETS2 uderzyłby w najbiedniejszych Polaków?

M.K.: W Europie nie ma zbyt wielu miejsc, w których domy ogrzewa się wciąż węglem. Myślę, że robi się to jeszcze tylko w Polsce. Ze spalania węgla pochodzą największe emisje, więc ci, którzy tak się ogrzewają, ponieśliby najwyższe koszty. Gdyby ten system miał mimo wszystko wejść życie, mamy wszystkie argumentu ku temu, by wnosić o przyznanie nam derogacji. Sądzę jednak, że nie będzie takiej potrzeby, bo rozporządzenie o ETS2 trafi do lamusa.

Pewną wskazówką może być dla nas historia Ruchu Żółtych Kamizelek, który wymusił na francuskim rządzie rezygnację ze znacznie mniej dotkliwego rozwiązania (masowe protesty we Francji na przełomie 2018 i 2019 roku, ich przyczyną była podwyżka podatku od paliwa, z której prezydent Macron chciał sfinansować nowe źródła energii – red. PAP).

PAP: Nad UE wisi widmo kryzysu paliwowego z powodu konfliktu USA z Iranem. Czy to nie jest kolejny argument przeciw ETS2?

M.K.: Ta wojna potrwa długo, bo strony nie mają dość przestrzeni na rychłe porozumienie. Nawet jeśli się skończy, jej ujemne skutki czuć będziemy jeszcze przez wiele miesięcy. Na razie wyczerpujemy rezerwy strategiczne, więc prawdziwy kryzys może dopiero przyjść. Jeżeli oczywiście będzie przeciągać się blokada cieśniny Ormuz.

PAP: Wprowadzanie w życie ETS2 miałby ułatwić Społeczny Fundusz Klimatyczny. Polska będzie jego największym beneficjentem w UE. Co stanie się z tym funduszem, jeśli przepadnie cały system?

M.K.: Polska rzeczywiście byłaby największym beneficjentem Społecznego Funduszu Klimatycznego, który ma być zasilany wpływami z Europejskiego Systemu Handlu Emisjami drugiej generacji (ETS2). Pozwolę sobie zacytować raport, którego autorem jest Aleksander Szałański, ekspert z naszego instytutu: „Z puli 65 miliardów euro dostępnych w całej UE w kolejnych latach nasz kraj dostanie aż 11,4 miliarda euro. To więcej niż otrzymają kolejne na liście Francja i Włochy razem wzięte. Całkowity budżet dla Polski (z wkładem własnym) sięga niemal 65 miliardów złotych, z czego na transport przypadnie ok.13,6 mld złotych. To blisko połowa (43 proc.) całego krajowego budżetu na transport w 2026 roku albo odpowiednik budżetu Krakowa na komunikację miejską na 13 lat”.

Jeśli UE wycofa się z ETS2, po prostu nie będzie z czego utworzyć Społecznego Funduszu Klimatycznego. Wtedy będziemy musieli sobie poradzić z transformacją bez tych pieniędzy. Szczęście w niewszczęciu polski Plan Społeczno-Klimatyczny (PSK), który miał być podstawą wydatkowania owych 11,4 mld euro, jest – delikatnie mówiąc – nie taki, jak trzeba.

PAP: Dlaczego?

M.K.: Został zaprojektowany w duchu: jak tu wydać ogromną sumę pieniędzy. Tymczasem te środki mogłyby zmniejszyć ubóstwo transportowe i pomóc osobom o niskich dochodach. Plan skupia się na zakupach, a brakuje w nim planu reform, zaś efekty wydatków widoczne będą dla obywateli zbyt późno.

PSK powinien zawierać rozwiązania będące alternatywą dla masowego importu do Polski kilkunastoletnich samochodów z zagranicy, które dziś są praktycznie jedynym środkiem transportu w biedniejszych częściach Polski – na Mazurach, północnym Mazowszu, Podkarpaciu, itd.

Plan zakłada raczej modernizację istniejącej infrastruktury, w dużej mierze kolei, a nie np. stworzenie systemu ekologicznych połączeń autobusowych, które docierałyby do miasteczek pozbawionych dziś transportu publicznego. Rozwiązaniem dla mniejszych wsi i wiosek mogłoby być wyposażenie gmin w busy i stworzenie komunikacji za żądanie.

Na kolej można by wydać wszystkie pieniądze świata, ale naszych problemów nie rozwiąże zbudowanie 100 czy 200 km nowych połączeń kolejowych. Ludzie mieszkający poza metropoliami są dziś skazani na posiadanie samochodu. Z tego powodu Polska importuje prawie milion używanych aut rocznie. To jest nasze głębokie zaniedbanie transformacyjne.

PAP: A co zrobić z pewnie dziesiątkami tysięcy „podszytych wiatrem” domów na prowincji, których właścicieli, często osób starszych, nie stać na wymianę instalacji ciepła?

M.K.: Przyznam, że nie wiem. co zrobić ze znaczą częścią tzw. klocków polskich, czyli domów budowanych na wsiach w latach 70. Należałoby je ocieplić, wymienić okna, drzwi oraz dachy i wyposażyć w pompy ciepła. Byłyby to jednak ogromne wydatki pozbawione racjonalności społecznej i ekonomicznej. Uważam, że nie ma powodu, aby reszta społeczeństwa ponosiła tak duży wysiłek finansowy. Należy więc po prostu poczekać.

PAP: Na co? Aż popadną w ruinę?

M.K.: Na wymianę pokoleń. Część z tych klocków polskich została już zmodernizowana i ocieplona, bo zamieszkali w nich ludzie młodsi dysponujący odpowiednimi zasobami finansowymi. Powtarzam, nagła i kategoryczna transformacja w tej dziedzinie nie byłaby racjonalna społecznie. Trzeba to rozłożyć w czasie.

 

Rozmawiał Jacek Pawlicki (PAP)

 

jap/ugw/

130 lat temu urodził się Marian Walentynowicz, architekt, rysownik, współtwórca „Koziołka Matołka”

1

20 sierpnia 1896 r. urodził się Marian Walentynowicz, architekt, grafik, malarz, podróżnik, pedagog i żołnierz, korespondent wojenny, współtwórca postaci Koziołka Matołka i… wizjoner. Już w 1953 roku opowiadał w radio o przenośnych telefonach bez drutu transmitujących obraz telewizyjny.

„Jak miałem 10 lat to moja mama wysłała moje rysunki do radia, do audycji »Obrazki ze świata«, którą prowadził Marian Walentynowicz, ilustrator przygód Koziołka Matołka. Miał on zwyczaj recenzowania nadsyłanych prac. A więc ja dołączyłem list i czekałem z niecierpliwością na kolejne audycje” – opowiadał w radiowej „Stacji Kultura” (2014) Andrzej Mleczko. „Cały czas mam w głowie słowa, które powiedział: »Przysłał nam również rysunki Andrzejek Mleczko z Kolbuszowej. Ładnie rysujesz Andrzejku, ale dlaczego twoje rysunki są takie smutne?« zapytał na antenie Walentynowicz” – wspominał.

Słuchaczem tych audycji był też Adam Myjak, który uważał Walentynowicza za swego pierwszego nauczyciela rysunku. „Dawał porządne wskazówki” – wspominał zmarły w ub.r. rzeźbiarz i trzykrotny rektor warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych”. „Adaś interesuje się także rzeźbą i rzeźbi w kredzie szkolnej. Zaproponuję ci, Adasiu, wypróbowanie jeszcze jednego pseudomateriału, a mianowicie mydła” – mówił w radiu Walentynowicz.

W 1953 r. opowiadał w radiu o świecie przyszłości: zautomatyzowanych domach i przenośnych telefonach bez drutu transmitujących obraz telewizyjny.

„Był twórcą naprawdę wszechstronnym, pracowitym i utalentowanym. Znany często tylko jako rysownik postaci Koziołka Matołka, był także autorem grafik, plakatów, reklam, karykatur, okładek partytur, scenografii baletowych i reportaży z licznych podróży, tworzył audycje radiowe, a także robił naprawdę wyjątkowe fotografie” – powiedział Annie Kondek-Dyoniziak z PAP Marek Górlikowski, autor książki pt. „Ilustrator. Przygody ojca Koziołka Matołka tylko dla dorosłych” (2025).

Walentynowicz był też „operatorem” pierwszego „dzieła” Janusza Majewskiego – który, mając 7 lat, po obejrzeniu „Królewny Śnieżki” Walta Disneya zafascynował się filmem. Niestety, pod niemiecką okupacją skończyły się wizyty w kinie – chodziły do niego „tylko świnie”. „Wobec tego postanowiliśmy z kuzynem skonstruować kino domowe” – powiedział PAP Janusz Majewski w 2021 r. Z pudełek po butach i starych soczewek od latarki zrobili prymitywny projektor i wyświetlali „Przygody Koziołka Matołka” – pocięte kartki rysunkowej książeczki sklejali w „taśmy filmowe”.

Wedle usłyszanej w okolicach Pacanowa opowieści, „przed wojną w krakowskiej kawiarni nad filiżanką herbaty siadywał samotnie smętny pan. Dość skromnie, by nie rzec ubogo, odziany. Siedział tak długo, aż zaintrygował swą obecnością rozmawiających przy innym stoliku literatów. Zagadnęli go grzecznie i od słowa do słowa ustalili, że pan ów był z Pacanowa, bardzo biednej osady. I wówczas Kornel Makuszyński rzekł: „Trzeba by jakoś pomóc temu Pacanowowi. Ja coś napiszę…”. „To ja namaluję” – dorzucił Walentynowicz. Taką anegdotę przypomniano w artykule pt. „Podkowy Matołka”. („Magazyn Rzeczpospolitej”, 1998).

Rzeczywiście Matołek „poczyna się w kawiarni” ale warszawskiej. „Jan Gebethner z Marianem Walentynowiczem przy stoliku kawiarni Lourse’a w Hotelu Europejskim dochodzą do wniosku, że trzeba wydać w Polsce historię obrazkową” – napisał Marek Górlikowski. „Rok 1932 to wielki kryzys, bezrobocie, upadki firm, rok wcześniej z powodu bankructwa samobójstwo popełnia warszawski księgarz Jakub Mortkowicz, znajomy Gebethnera. Ale 1932 to też rok filmowej nagrody Oscara dla Walta Disneya za animowaną »Myszkę Miki«, na świat wybiegają z wielkim sukcesem pies Pluto i Kaczor Donald. Gebethner chce sprawdzić, czy i w Polsce to się może udać, na razie na papierze” – dodał. Gebethner i Walentynowicz pojechali do Otwocka, gdzie leczył się na cukrzycę Kornel Makuszyński, autor popularnych książek dla dzieci. „W pierwszej chwili Makuszyński poczuł się wręcz urażony tą propozycją, uważał, że jest poniżej jego ambicji. W końcu jednak się zgodził” – przypomniał Górlikowski.

Marian Walentynowicz urodził się 20 stycznia 1896 r. w Petersburgu jako syn inżyniera mechanika Rafała Antoniego i Wilhelminy z Siemaszków.

29 kwietnia 1915 r. ukończył ze złotym medalem Gimnazjum w Piotrogrodzie i podjął studia w prywatnej Szkole Rysunku i Malarstwa oraz Instytucie Politechnicznym. „Jednocześnie jesienią 1915 r. zmobilizowany został do armii rosyjskiej, ale po odniesieniu ran wiosną 1916 r. zwolniono go ze służby. W kwietniu 1917 r. otrzymał przydział do Pułku Zapasowego I Dywizji Gwardii. 9 sierpnia 1917 r. zgłosił się na ochotnika do nowo utworzonego I Korpusu Polskiego gen. Józefa Dowbór-Muśnickiego” – napisali Wojciech Walentynowicz (bratanek artysty) i Witold Tchórzewski (lekarz, kolekcjoner i entuzjasta Koziołka Matołka), w biogramie na portalu polskipetersburg.pl (2023). Służył w pułku ułanów do maja 1918 r. Powróciwszy do Piotrogrodu, podjął pracę w Szpitalu Polskim.

Już wówczas Walentynowicz działał w konspiracji niepodległościowej. „Pojmany na ulicy z bronią, został postawiony pod murem. Szczęśliwie tylko ranny, trafił do więzienia, skąd dzięki usilnym staraniom ojca zwolniono go po sześciu tygodniach. Posługując się fałszywymi dokumentami na nazwisko Okoński, uciekł wraz z rodziną do zajętej przez Niemców Warszawy, unikając tym samym wcielenia do sowieckiego wojska” – przypomnieli autorzy biogramu.

1 października 1918 r. Walentynowicz rozpoczął studia na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej. W czasie wojny polsko-bolszewickiej walczył w 1. Pułku Ułanów Krechowieckich – po jej zakończeniu wrócił na studia. Pierwsze czarno-białe ilustracje opublikował w książce „Bajki polskie” (1922). W 1924 r. został członkiem ekipy plastyków, która pod kierownictwem Karola Frycza (1877–1963) aranżowała Polską Wystawę Przemysłową, w Konstantynopolu. Po śmierci schorowanego ojca, 25 października 1927 r. Walentynowicz przejął utrzymanie matki i dwojga młodszego rodzeństwa – co skutkowało wzmożoną pracą artystyczną. W latach 1928–31 zaprojektował dla Wydawnictwa Gebethner i Wolff oraz Wydawnictwa Andrzeja Własta ponad 100 okładek do zeszytów z nutami ówczesnych przebojów. W 1928 r. współtworzył scenografię do filmu „Komendant” – o dziejach Legionów i życiu Józefa Piłsudskiego. Rok później zaprojektował wystrój pawilonu Ministerstwa Reform Rolnych (wspólnie z Władysławem Jastrzębskim), oraz ekspozycję wydawnictwa Gebethner i Wolff na Powszechnej Wystawie Krajowej w Poznaniu.

Studia ukończył dopiero w 1932 r. „Tematem pracy dyplomowej był projekt usytuowanego u zbiegu Alej Jerozolimskich i ul. Marszałkowskiej lotniska dla taksówek powietrznych, z obrotową płytą startową” – przypomnieli Walentynowicz i Tchórzewski. Podkreślili, że było to w przedwojennych dziejach Politechniki Warszawskiej „wielkie wydarzenie” – główny element dekoracji podczas balu absolwentów stanowił wielki napis: „Walentynowicz skończył!”.

Jako rysownik współpracował z: m.in. „Tygodnikiem Ilustrowanym”, „Z Całego Świata”, „Kurierem Warszawskim”, „Naokoło Świata” i „Małym Dziennikiem”. Ilustrował też książki dla dzieci. Zapewniało mu to środki na podróże po świecie, które były jego pasją – należał do towarzystwa National Geographic. W 1924 r. był w Turcji, rok później w Tunezji, w 1927 r. w Maroku, potem w Algierze i Egipcie, w 1934 r. zwiedził Bliski Wschód i kraje azjatyckie. W 1936 r. wyruszył w podróż dookoła świata dziewiczym rejsem „Batorego” do Nowego Jorku a potem przez USA do Azji i przez Bliski Wschód do Europy. W 1937 i 1938 r. odwiedził Afrykę Zachodnią i Kanadę. Nic dziwnego zatem, że „Przygody Koziołka Matołka” duetu Walentynowicz-Makuszyński są fascynującą „powieścią drogi”.

Książka „120 przygód Koziołka Matołka” była gotowa w grudniu 1932 r., by móc stać się prezentem gwiazdkowym – cały nakład został sprzedany do końca roku. Rezolutny Koziołek – szukający Pacanowa, w którym „kozy kują” – szturmem zdobył serca dzieci i rodziców.

„Jest to zadziwiający swą barwnością film” – reklamowały publikację wileńskie „Słowo” i „Wiadomości Księgarskie”. Nikt jeszcze wtedy nie słyszał o Indianie Jonesie – Steven Spielberg miał się urodzić dopiero za 14 lat. Tym, którzy zdążyli już zapomnieć o niezwykłych przygodach Matołka, przypomniał je w swej książce Górlikowski, wykazując niezbicie, że bohater Spielberga przy Koziołku to mały pikuś.

„Matołka znajduje Baba Jędza, on ją bodzie, ta topi się w wodzie, a dzięki temu wolne są dzieci przeznaczone na pożarcie. Dziatwa klęka i dziękuje Bogu. Koziołek wychodzi bez szwanku ze zderzenia czołowego: rogi–samochód osobowy, wpada do środka auta. Ale musi wiać, bo mijani na poboczu ludzie mają ochotę na kozinę, chcą go oddać rzeźnikowi. Nie umie czytać, więc mimo ostrzeżenia na rogatkach wkracza do miasta, gdzie za noszenie brody ścina się głowy, co też i jego spotyka. Ściętą przez kata głowę przyszywa szewc, następnie bohater śpiewa na balu, okrutnie fałszując. Nieco zdegenerowana królewna Zofia wyzywa go od trąb jerychońskich i każe upiec na rożnie. Matołek znów ucieka, trafia do armaty na statku, marynarze wystrzeliwują go wprost na grzbiet wieloryba, a stamtąd ptak przenosi na Księżyc, gdzie już czeka kolejny amator koziny. Ratunek przychodzi od Pana Twardowskiego żyjącego w kosmicznej okolicy. Jedynie w przedwojennych wydaniach Matołek z Twardowskim ewidentnie raczą się alkoholem. Przez trzy lata leci na gwieździe, wpada do Wisły, wychodzi na brzeg w sam środek polowania, zostaje trafiony śrutem pod ogon, ucieka wprost w kły wilka. Nagle ni stąd, ni zowąd pojawia się tęcza, którą koziołek przedostaje się do Chin” – czytamy z zapartym tchem.

„To jedna z najpiękniejszych scen historii, z moich obserwacji wynika, że najlepiej zapamiętana przez czytelników. Ilu z nas w ilu sytuacjach oddałoby wszystko za taką tęczę, by uciec z beznadziei!” – podkreśla autor „Ilustratora…”. Sukces skłonił autorów do wymyślenia jeszcze trzech części Matołka, a później przygód Małpki Fiki Miki (1934).

Jako architekt Walentynowicz wykonał projekty wnętrz willi – m.in. ministra spraw zagranicznych Józefa Becka – dworków, pawilonów, kawiarni i kaplic.

We wrześniu 1939 r. ewakuował się z Warszawy wraz z MSZ i przez Rumunię, Jugosławię, Włochy, dotarł do Francji. Służbę wojskową w Polskich Siłach Zbrojnych poza Krajem rozpoczął już 30 września w Coëtquidan jako dowódca 3. kompanii ciężkich karabinów maszynowych. W styczniu 1940 r. został przeniesiony do podchorążówki saperów w Angers. Po kapitulacji Francji służył w Biurze Propagandy i Oświaty w Londynie. Zaprojektował wówczas „Znak spadochronowy” – odznakę, którą nosili m.in. Cichociemni i żołnierze generała Stanisława Sosabowskiego.

Z misją werbunkową gen. Bolesława Ducha Walentynowicz udał się do Kanady. „Został tam kierownikiem graficznym dwujęzycznego pisma propagandowego wydawanego od lipca 1941 do kwietnia 1942 r. »Odsiecz«, w którym wspólnie z poetą, pisarzem i dziennikarzem Ryszardem Kiersnowskim (1912–1977) stworzył komiksową postać żołnierza – Walentego Pompki” – napisali Walentynowicz i Tchórzewski.

„»Walenty Pompka na wojnie« cieszył się wówczas dużą popularnością, opisując często dosyć fantastyczne i niepoprawne politycznie przygody żołnierzy, niestroniących od alkoholu czy romansów” – przypomniał Górlikowski. „Walentynowicz ma też zresztą na koncie rysunki stricte erotyczne, dystrybuowane trochę »spod lady«, do czego między innymi nawiązuje tytuł mojej książki »tylko dla dorosłych«” – dodał. Anonimowo ilustrował m.in. sprośne utwory Aleksandra Fredry.

11 czerwca 1943 r. Walentynowicz otrzymał legitymację Korespondenta Wojennego nr. 1 i wraz z Dywizją Pancerną gen. Maczka przeszedł jej cały szlak bojowy od Arromanches do Wilhelmshafen. Tworzone przezeń, często „na gorąco” na polu bitwy, rysunki, karykatury i szkice były wystawiane na wystawach indywidualnych w Anglii, Kanadzie, w Muzeum Polskim w Chicago oraz na terenie okupowanych Niemiec. Zilustrował też kilka wydanych w Anglii książek dla dzieci. „Po zakończeniu działań wojennych został oddelegowany na proces norymberski, a jego relacje i rysunki z tego wydarzenia były drukowane w polskiej prasie emigracyjnej” – przypomnieli Walentynowicz i Tchórzewski.

O jego powrocie do kraju informowała w 1947 r. Polska Kronika Filmowa. Walentynowicz został kierownikiem graficznym Wydawnictwa MON, szybko jednak – jako żołnierz Maczka i przyjaciel Becka – być nim przestał. Współpracował m.in. z „Życiem Warszawy”, „Ekspresem Wieczornym”, „Przygodą”, „Światem Młodych”, „Horyzontami Techniki”, „ABC Techniki”; ilustrował książki, projektował również plakaty i dyplomy okolicznościowe, okładki do rozkładów jazdy i foldery turystyczne. Przez prawie 20 lat miał w Polskim Radiu pogadanki pt. „Wędrujemy z malarzem”. W styczniu 1953 r. zilustrował pierwszy program dla dzieci wyemitowany przez TVP.

„Chociaż przeszedł szlak bojowy z żołnierzami gen. Maczka, jakoś odnalazł się w nowym systemie. Myślę, że był w pewien sposób konformistyczny, po prostu rysował dla wszystkich. Zilustrował więc np. książkę Wandy Wasilewskiej i stworzył socrealistyczną postać Felka Tarapaty albo Don Kichota jako przodownika pracy, choć wprawne oko może się tu doszukać wyszydzenia systemu komunistycznego” – ocenił Marek Górlikowski. Jego zdaniem, Walentynowicz pokazywał dynamicznie zmieniający się świat XX wieku. „Przed wojną pracował dla gazet o różnym zabarwieniu politycznym, ma więc też na koncie rysunki o charakterze antysemickim. A z niektórych reportaży z Afryki przebija głos ówczesnych elit, takiej »wyższości białego człowieka«, który dzisiaj byłby uznany prawdopodobnie za rasistowski. Z drugiej strony to jednak także ciekawe studium zmian, jakie zaszły w mentalności Europejczyków. On zresztą miał też chyba w tych kwestiach trochę wyższą świadomość i w niektórych artykułach trochę się naśmiewa z tego białego człowieka stereotypowo patrzącego na Afrykę” – wyjaśnił.

Marian Walentynowicz zmarł 26 sierpnia 1967 r. w Warszawie – miał 71 lat. W 1969 r. wyszła książka pt. „Wojna bez patosu”, w której barwnie, z humorem i sarkazmem opisał swoje wojenne losy.

Nieco paradoksalnie, w pamięci fanów „Koziołka Matołka” Walentynowicz wciąż pozostaje w cieniu Makuszyńskiego. Jednak, zdaniem literaturoznawcy Jerzego Szyłaka, „to nie słowo tu kupiło czytelników” tylko „obrazek” Walentynowicza. „Makuszyński pewnie by się z tym nie zgodził, jak nie zgadzał się od razu, by słowo podporządkowywać obrazkowi” – ocenił Szyłak, cytowany w książce Górlikowskiego. (PAP)

Anna Kondek-Dyoniziak, Paweł Tomczyk

Trauma w dzieciństwie zaburza odczuwanie przyjemności i nasila tendencje do apatii w dorosłym wieku

0

Przebyta w dzieciństwie trauma może osłabić zdolność do przeżywania przyjemności i nasilić tendencje do apatii w dorosłym wieku. Pośredniczą w tym zaburzenia ośrodków odpowiedzialnych za motywację.

Naukowcy z Temple University i innych ośrodków w USA, na łamach „Journal of Neuroscience” opisali mechanizm, za pośrednictwem którego doświadczane w dzieciństwie traumy mogą prowadzić w dorosłości do anhedonii czyli zaburzenia przeżywania przyjemności ze skłonnością do apatii.

Jak przypomnieli, wiadomo już, że takie traumy wiążą się z zachodzącymi w mózgu zmianami aktywności szlaków związanych z odczuwaniem nagrody, wychodzących z obszaru zwanego hipokampem. Badania na zwierzętach sugerowały natomiast, że zmiany w hipokampie mogą przyczyniać się do rozwoju obniżonej zdolności do odczuwania przyjemności. Nie było jednak wiadomo, czy u ludzi zmiany w hipokampie związane z traumą z dzieciństwa zwiększają ryzyko pojawienia się anhedonii.

W nowym badaniu naukowcy postarali się odpowiedzieć na to pytanie. W tym celu w grupie dorosłych kobiet i mężczyzn przeprowadzili ankietę sprawdzającą doświadczenie traum w dzieciństwie oraz badania mózgu z pomocą fMRI.

Z anaiz wynika, że osoby, które doświadczyły traum i miały zmiany w hipokampie, częściej cierpiały z powodu anhedonii, niż osoby z traumami, ale bez widocznych w fMRI zaburzeń pracy hipokampa. Badacze wnioskują, że trauma z dzieciństwa przyczynia się do rozwoju anhedonii za pośrednictwem zaburzenia szlaków mózgowych związanych z motywacją.

To, jak twierdzą, pierwsze badanie pokazujące znaczenie hipokampa w powstawaniu tendencji apatycznych u ludzi.

Dodają, iż liczą na zidentyfikowanie w tej strukturze mózgu celu dla terapii, która mogłaby zwiększać zdolność odczuwania przyjemności u ofiar traumy w dzieciństwie.

Ponieważ hipokamp pełni kluczową rolę w pracy pamięci, zamierzają także dalej badać związek między pamięcią a anhedonią.

Marek Matacz (PAP)

Polacy mnie jedzą niż jeszcze 10 lat temu. Żywność tanieje, ale.. będzie drożej

0

Polak spożywa miesięcznie o niemal 4 kg mniej żywności niż jeszcze 10 lat temu – wskazali analitycy BNP Paribas. Zastrzegli jednak, że dane nie obejmują posiłków m.in. w restauracjach, zatem nie muszą oznaczać, że faktycznie jemy o tyle mniej.

W swoim raporcie pt. Luźne Analizy Tematów Osobliwych (LATO) eksperci banku, powołując się na dane GUS, zaznaczyli, że w 2015 r. miesięczne spożycie żywności – poza punktami gastronomicznymi – przypadające na jedną osobę w Polsce wyniosło 32 kg, a w 2025 r. było to 28 kg. Oznacza to spadek o 11,8 proc., czyli 3,8 kg w ciągu dekady.

„Największe spadki dotyczyły produktów stanowiących podstawę tradycyjnej diety m.in.: cukru (-40 proc.), ziemniaków (-36 proc.), pieczywa (-33 proc.) i produktów niższego rzędu typu margaryna (-49 proc.). Jednocześnie wzrosło spożycie serów i twarogów (+33 proc.), masła (+31 proc.) oraz owoców (+10 proc.), co wskazuje na zmianę preferencji żywieniowych i większą różnorodność diety” – podali analitycy BNP Paribas.

W ich ocenie zmiany w strukturze spożycia wskazują na stopniowe odchodzenie od diety opartej na produktach skrobiowych i cukrze na rzecz większego udziału owoców i produktów mlecznych. „Jednocześnie spadek całkowitego spożycia żywności może odzwierciedlać zarówno zmiany stylu życia (np. częstsze wychodzenie do restauracji) jak i większą świadomość żywieniową konsumentów” – dodali.

Zwrócili uwagę, że dane GUS dotyczą wyłącznie spożywania żywności w gospodarstwach domowych i nie obejmują posiłków w placówkach gastronomicznych, np. restauracjach. Zatem obserwowany w ciągu ostatnich 10 lat spadek spożycia żywności o ok. 12 proc. nie musi oznaczać, że Polacy faktycznie jedzą o tyle mniej. „Część konsumpcji mogła bowiem przenieść się po prostu poza dom” – zastrzegli.

Wskazali, że potwierdzają to dane HICP (zharmonizowane wskaźniki cen konsumpcyjnych) dotyczące struktury wydatków konsumpcyjnych. W ciągu ostatnich 15 lat udział wydatków na żywność i napoje bezalkoholowe w wydatkach gospodarstw domowych obniżył się z ok. 21 proc. do 19 proc., a przed pandemią wynosił ok. 18 proc. Jednocześnie udział wydatków na restauracje i usługi gastronomiczne rósł – z ok. 2,5 proc. do ponad 4 proc. wszystkich wydatków.

„Pandemia i związane z nią ograniczenia czasowo zahamowały ten trend, jednak od 2022 r. wydatki na gastronomię ponownie bardzo dynamicznie rosną. Co istotne, kategoria ta obejmuje nie tylko restauracje z pełną obsługą, ale również placówki typu fast food, lokale samoobsługowe, usługi cateringowe (w tym rosnące na popularności diety pudełkowe), a także kantyny i stołówki” – zauważyli analitycy banku.

Zwrócili uwagę na wyraźne różnice w strukturze spożycia żywności pomiędzy grupami społeczno-ekonomicznymi. „Najwyższe spożycie odnotowano w gospodarstwach domowych emerytów i rencistów, którzy konsumują więcej pieczywa, mięsa, warzyw, owoców oraz jaj niż pozostałe grupy. Rolnicy wyróżniają się relatywnie wysokim spożyciem produktów tradycyjnej diety tj.: mąka, mięso, mleko czy ziemniaki” – wskazali eksperci.

Z kolei w gospodarstwach domowych pracowników i samozatrudnionych spożywa się znacznie mniej pieczywa i cukrów. „Różnice pomiędzy grupami wynikają m.in. z odmiennej struktury wieku, aktywności zawodowej i stylu życia” – przekazali analitycy BNP Paribas.

Jak dodali, w porównaniu z 2015 r. spadek łącznego spożycia żywności odnotowano we wszystkich grupach. Najsilniej zmniejszyło się ono w gospodarstwach rolników (o 22 proc.), podczas gdy najmniejszy spadek wystąpił u pracowników (o 9 proc.). W ocenie przedstawicieli banku oznacza to, że zmiany nawyków żywieniowych mają charakter powszechny, choć ich skala różni się pomiędzy poszczególnymi grupami.

„Prezentowane dane dotyczą spożycia w gospodarstwach domowych i nie obejmują wszystkich kategorii żywności, w tym m.in.: słodyczy, przekąsek, dań gotowych, a także żywności spożywanej w placówkach gastronomicznych. Częstsze korzystanie z restauracji, barów czy cateringu, zwłaszcza przez osoby aktywne zawodowo, może częściowo tłumaczyć niższe spożycie części produktów w domu” – zastrzegli analitycy. (PAP)

 

 

Żywność tanieje, ale będzie drożej

Zbieg korzystnych okoliczności chroni Polskę przed światowymi zwyżkami cen żywności. Ekonomiści prognozują jednak, że w 2027 r. pójdą one w górę nawet o 7 proc. – pisze w środę „Rzeczpospolita”.

W lipcu światowy indeks cen żywności FAO wzrósł o 1 proc. rok do roku, osiągając najwyższy poziom od stycznia 2023 r., podczas gdy w Polsce żywność potaniała o 0,8 proc. r/r przy ogólnej inflacji 3 proc. – wynika z danych przytoczonych przez „Rz”.

Cytowany przez dziennik Adam Antoniak, ekonomista ING BSK, przewiduje, że w najbliższych miesiącach deflacja cen żywności w ujęciu rocznym utrzyma się. Prognozuje natomiast wzrost cen na przełomie roku. Pod koniec 2027 r. – jak wskazuje – tempo wzrostu cen żywności ma przewyższyć ogólny wskaźnik cen z powodu wygasania korzystnych czynników.

Jakub Olipra, starszy ekonomista Banku Credit Agricole, w rozmowie z „Rz” tłumaczy spadek cen owoców napływem taniego importu z południa Europy, który kompensuje mniejszą podaż krajową wywołaną przymrozkami i suszą. W sierpniu spodziewa się utrzymania deflacji żywności. Pod koniec roku oczekuje odbicia cen mleka, a od przyszłego roku – wieprzowiny. Olipra ocenia, że splot sytuacji pogodowej, trudności na rynku nawozów, dołka cyklu produktów oraz niskiej bazy sprawi, iż w II połowie 2027 r. inflacja cen żywności może zbliżyć się do 7 proc.

Kluczowym czynnikiem dla przyszłorocznych cen produktów rolnych – jak podaje „Rz” – pozostają ceny nawozów, na które wpływ ma napięta sytuacja wywołana wojną w Zatoce Perskiej.(PAP)

gru/ piu/