Tusk: W Polsce tylko idioci albo zdrajcy mogą się cieszyć z tryumfu AfD w Niemczech

0

W Polsce tylko idioci albo zdrajcy mogą się cieszyć z tryumfu AfD w Niemczech; trochę się ich nazbierało w Konfederacjach i PiS – tak premier Donald Tusk skomentował wynik wybory do parlamentu kraju związkowego Saksonia-Anhalt. Jak wynika z exit polls, wygrała prawicowo-populistyczna AfD.

W niedzielnych wyborach Alternatywa dla Niemiec (AfD) zdobyła ok. 44 proc. głosów – wynika z dwóch sondaży exit poll.

Do wyników tych wyborów odniósł się we wpisie na X premier Tusk. „W Polsce tylko idioci albo zdrajcy mogą się cieszyć z tryumfu AfD w Niemczech. Trochę się ich nazbierało w Konfederacjach i PiS” – napisał.

Na razie nie jest jasne, czy AfD będzie mogła stworzyć samodzielny rząd. Gdyby tak się stało, byłby to pierwszy przypadek przejęcia władzy na szczeblu kraju związkowego przez to antyestablishmentowe ugrupowanie.

AfD jest określana jako partia prawicowa, nacjonalistyczna, populistyczna czy antyestablishmentowa. Jej program zakłada m.in. znaczne ograniczenie imigracji do Niemiec, zmniejszenie kompetencji instytucji UE i przekazanie ich państwom narodowym, a także „normalizację” stosunków z Rosją, w tym zniesienie sankcji oraz odbudowę i uruchomienie gazociągu Nord Stream.

Według badaniem ośrodka Forschungsgruppe Wahlen dla stacji ZDF, AfD wygrała wybory, uzyskując 44,1 proc głosów. Chadecka CDU zdobyła 18,5 proc. Kolejne miejsca zajęły: Lewica (9,2 proc.), socjaldemokratyczna SPD (8,8 proc.) oraz Zieloni (8,7 proc.).

Podobne wyniki przedstawiono w exit pollu ośrodka Infratest dimap dla stacji ARD. AfD ma w nim 44,5 proc. Drugie CDU – 18,5 proc. Według tego badania do parlamentu w Magdeburgu wejdą jeszcze: Lewica (9,4 proc.), Zieloni (8,9 proc.), SPD (8,2 proc.) oraz skrajnie lewicowa BSW (5 proc.).(PAP)

Niemcy/ Triumf AfD w Saksonii-Anhalcie. „Inna Europa jest możliwa” kontra „jestem przerażony”

0

Z poparciem na poziomie 44,1 proc. prawicowo-populistyczna Alternatywa dla Niemiec (AfD) zwyciężyła w niedzielnych wyborach do parlamentu kraju związkowego Saksonia-Anhalt – wynika z exit pollu przeprowadzonego dla stacji ZDF. Zgodnie z sondażem partii zabraknie jednego mandatu do większości w landtagu.

Według badaniem ośrodka Forschungsgruppe Wahlen dla stacji ZDF, AfD wygrała wybory, uzyskując 44,1 proc głosów. Chadecka CDU zdobyła 18,5 proc. Kolejne miejsca zajęły: Lewica (9,2 proc.), socjaldemokratyczna SPD (8,8 proc.) oraz Zieloni (8,7 proc.).

Podobne wyniki przedstawiono w exit pollu ośrodka Infratest dimap dla stacji ARD. AfD ma w nim 44,5 proc. Drugie CDU – 18,5 proc. Według tego badania do parlamentu w Magdeburgu wejdą jeszcze: Lewica (9,4 proc.), Zieloni (8,9 proc.), SPD (8,2 proc.) oraz skrajnie lewicowa BSW (5 proc.).

Gdyby prognozowane wyniki sprawdziły się, to rezultat AfD byłby nieco wyższy niż w ostatnich przedwyborczych sondażach. Zgodnie z prognozą stacji ZDF, AfD zabraknie jednego mandatu do osiągnięcia większości w parlamencie w Magdeburgu.Wstępne dane pokazują, że frekwencja była bardzo wysoka, sięgnęła 80 proc.

Lider AfD w Saksonii-Anhalcie Ulrich Siegmund po ogłoszeniu pierwszych prognoz wyborczych powiedział, że jego partia „napisała historię”, a wyborcy opowiedzieli się za zmianą w tym wschodnim landzie rządzonym przez CDU nieprzerwanie od 2002 roku.

Siegmund przekazał, że jest otwarty na współpracę ze wszystkimi siłami, które chcą doprowadzić do zwrotu politycznego.

Współprzewodnicząca AfD Alice Weidel wynik ugrupowania nazwała historycznym. Jak oceniła: „Mamy mandat do rządzenia od wyborców”.

W sztabie CDU w Magdeburgu wynik został przyjęty z konsternacją.

Reprezentująca CDU szefowa urzędu kanclerskiego Nina Warken oceniła w późniejszej rozmowie z ZDF, że zdecydowane zwycięstwo AfD stanowi „punkt zwrotny” dla jej partii oraz Niemiec.

Premier Saksonii-Anhaltu i lider CDU w tym kraju związkowym Sven Schulze pogratulował natomiast AfD zwycięstwa wyborczego. – Dla nas to porażka – przyznał.

Ze strony polityków chadecji płyną zarazem zapewnienia, że w partii nie ma dyskusji na temat przyszłości politycznej ich lidera oraz kanclerza kraju Friedricha Merza. Czołowi politycy CDU podtrzymują przy tym, że nie będą współpracować z AfD.

Gotowość do współpracy z CDU w parlamencie Saksonii-Anhaltu wyraziła Lewica. Landowa liderka ugrupowania Eva von Angern zarzuciła zarazem chadekom przejmowanie postulatów AfD, co jej zdaniem stanowiło strategię polityczną dodatkowo wzmacniającą to izolowane przez pozostałe partie ugrupowanie.

Wybory skomentował także reprezentujący SPD wicekanclerz Niemiec Lars Klingbeil. Jego zdaniem rezultat wyborczy stanowi ostrzeżenie dla rządu w Berlinie.

AfD jest określana jako partia prawicowa, nacjonalistyczna, populistyczna czy antyestablishmentowa. Jej program zakłada m.in. znaczne ograniczenie imigracji do Niemiec, zmniejszenie kompetencji instytucji UE i przekazanie ich państwom narodowym, a także „normalizację” stosunków z Rosją, w tym zniesienie sankcji oraz odbudowę i uruchomienie gazociągu Nord Stream.

Landowy oddział AfD w Saksonii-Anhalt od 2023 r. jest klasyfikowany przez Urząd Ochrony Konstytucji jako ugrupowanie prawicowo-ekstremistyczne.

W niemieckich mediach głosowanie w Saksonii-Anhalcie było uznawane za wielki test „zapory ogniowej”, czyli polityki izolowania AfD przez partie głównego nurtu, w tym blok CDU/CSU. Pojawiały się spekulacje, że od rezultatu wyborów w tym landzie zależy nawet przyszłość na stanowisku szefa rządu kanclerza Merza, zwolennika „zapory ogniowej”.

Saksonia-Anhalt liczy ok. 2,1 mln mieszkańców. W przeszłości był to ośrodek władzy Ottonów i miejsce rozkwitu Bauhausu. Pamięć o dawnym znaczeniu regionu łączy się z doświadczeniem bolesnej transformacji po zjednoczeniu Niemiec, po którym nastąpiła likwidację części przemysłu i utrata miejsc pracy.

Z Berlina Mateusz Obremski (PAP)

Włochy/ Salvini o wyniku AfD: inna Europa jest możliwa

Wicepremier Włoch, lider prawicowej Ligi Matteo Salvini skomentował w niedzielę, że wynik Alternatywy dla Niemiec (AfD) w niemieckim landzie Saksonia-Anhalt dowodzi, że „inna Europa jest możliwa”. Salvini złożył gratulacje współprzewodniczącej populistyczno-prawicowego ugrupowania Alice Weidel.

„Gratulacje dla przyjaciółki Alice Weidel i całej AfD w związku z triumfem w Saksonii-Anhalcie! To spektakularny sukces, który dowodzi silnej chęci zmian, bezpieczeństwa i pracy; wbrew tym, którzy na lewicy podsycali strach i katastroficzne scenariusze” – napisał Salvini w serwisie X.

„Strach? Groza? Niebezpieczeństwo. Nie, to się nazywa Demokracja. Inna Europa jest możliwa” – dodał wicepremier Salvini.

W niedzielnych wyborach do regionalnego parlamentu Saksonii-Anhaltu AfD zdobyła ok. 44 proc. głsów – wynika z dwóch sondaży exit poll.

Nie jest jasne, czy partia będzie jednak mogła stworzyć samodzielny rząd. Gdyby tak się stało, byłby to pierwszy przypadek przejęcia władzy na szczeblu kraju związkowego przez to antyestablishmentowe ugrupowanie. (PAP)

 

Niemcy/ Przewodniczący Centralnej Rady Żydów: jestem przerażony wynikiem w Saksonii-Anhalcie

Przewodniczący Centralnej Rady Żydów w Niemczech Josef Schuster stwierdził, że jest przerażony zdecydowanym zwycięstwem prawicowo-populistycznej Alternatywy dla Niemiec (AfD) w niedzielnych wyborach w Saksonii-Anhalcie.

– Wynik wyborów nie jest jeszcze przesądzony, ale jedno jest już pewne: partia sklasyfikowana jako prawicowo-ekstremistyczna była w jednym z niemieckich krajów związkowych o krok od samodzielnego sprawowania władzy – powiedział dziennikowi „Welt” Schuster.

Dodał, że jest „osobiście przerażony wynikiem wyborów”.

Po wyborach w Saksonii-Anhalcie w kilku niemieckich miastach odbyły się w niedziele wieczorem protesty przeciwko AfD, z hasłami wzywającymi do delegalizacji partii. Według policji we Frankfurcie nad Menem demonstrowało ok. 2,5 tys. osób. Do manifestacji doszło także w Berlinie oraz Moguncji.

AfD zwyciężyła w niedzielnych wyborach do parlamentu kraju związkowego Saksonia-Anhalt, osiągając 44,1 proc. poparcia – wynika z exit pollu przeprowadzonego dla stacji ZDF. Zgodnie z sondażem partii zabraknie jednego mandatu do uzyskania większości w landtagu.

Uwagę obserwatorów zwraca wysoka frekwencja. Wstępne dane pokazują, że sięgnęła 80 proc. W ostatnich wyborach do parlamentu Saksonii-Anhaltu w 2021 roku wyniosła ona 60,3 proc.(PAP)

mobr/ adj/

Ekstraklasa piłkarska/ Trener lidera Lecha Poznań: Nie często się zdarza wygrać pięć meczów z rzędu

0

Trener piłkarzy Lecha Poznań Niels Frederiksen cieszył się nie tylko z pokonania Rakowa 1:0, ale z dość długiej już zwycięskiej serii. – Pięć wygranych z rzędu – to jest coś, co się często nie zdarza w ekstraklasie, bo to jest trudna liga – przyznał.

Lechici po golu Szweda Leo Bengtssona pokonali ostatni w tabeli Raków Częstochowa 1:0 i pozostają na pozycji lidera.

– Piąta wygrana z rzędu – to jest coś, co się często nie zdarza w ekstraklasie, bo to jest trudna i silna liga. Jestem zadowolony z drugiej połowy, nieco mniej z pierwszej części meczu. Po przerwie zaczęliśmy kreować dużo więcej sytuacji i myślę, że zasłużyliśmy na to zwycięstwo – powiedział Duńczyk na konferencji prasowej.

Do przerwy Lech grał bezbarwnie, podobnie jak w czwartek w spotkaniu przeciwko Jagiellonii. Frederiksen przyznał, że trudno to nazwać jakąś regułą.

– Mecze w tym tygodniu miały taki wspólny mianownik. Po tym trudnym spotkaniu w czwartek, nasz silnik w niedzielę rozkręcał się powoli. Wiem, że wejściu w odpowiedni rytm służy rozgrzewka, ale my akurat potrzebowaliśmy czasu w trakcie gry – zaznaczył.

Szkoleniowiec był pytany o zmianę Yannicka Agnero, który został zastąpiony przez Mikaela Ishaka, chwilę po tym, jak zmarnował stuprocentową okazję. Frederiksen zapewnił, że ta roszada była zaplanowana już wcześniej.

– Wiem, że mogło to tak wyglądać, ale był plan, że Yannick zagra 45 minut i w przerwie „Mika” wejdzie za niego. Stało się jednak trochę inaczej, ale to nie była moja reakcja na to, że zmarnował znakomitą okazję. To było bardzo rozczarowujące, ale Yannick zagrał dobre spotkanie. Inni zawodnicy też mieli świetne sytuacje, których nie wykorzystali, tak po prostu bywa w futbolu – wyjaśnił.

Dawid Szulczek, który od niespełna tygodnia pełni funkcję pierwszego trenera Rakowa, przyznał, że terminarz nie jest sprzymierzeńcem jego drużyny.

– W trzech ostatnich meczach zmierzyliśmy się z zespołami, które w poprzednim sezonie zdobyły medale. Teraz zagraliśmy z mistrzem Polski, który w ostatnich dwóch latach zanotował ogromny progres. Lech, szczególnie po przerwie, pokazał, że odjeżdża innym drużynom w ekstraklasie. My mieliśmy dobre momenty w tym meczu, ale zdecydowanie było ich za mało. Rywal był drużyną lepszą – skomentował.

Szulczek liczy, że jego podopieczni wkrótce wrócą do poziomu, który prezentowali w ubiegłym sezonie.

– Kibicujemy też młodym chłopakom, którzy niedawno trafili do klubu, jak choćby Adam Basse. Mimo słabych wyników, spodziewam się, że wielu naszych piłkarzy dostanie powołania do reprezentacji młodzieżowych – zaznaczył.

Pytany o swoją przyszłość w Rakowie, przyznał, że nie jest to rzecz, na którą ma wpływ.

– Ja zajmuję się procesem treningowym, a to akurat wykracza poza to. Raków jest klubem świetnie zorganizowanym, wiele rzeczy funkcjonuje bardzo dobrze. Jesteśmy na etapie transformacji, takiej zmiany pokoleniowej. Jak pokazuje historia, wszystkie czołowe zespoły też to przechodziły, łącznie z Lechem, który kilka lat temu również miał słabszy sezon – podsumował opiekun częstochowskiej drużyny. (PAP)

lic/ pp/

ME siatkarek/ Polskie siatkarki przegrały mecz z Serbkami o brązowy medal. Turcja ze złotem

0

Polskie siatkarki przegrały w Stambule z Serbkami 1:3 (21:25, 19:25, 25:15, 18:25) w meczu o brązowy medal mistrzostw Europy. Drużyna trenera Stefano Lavariniego zajęła czwarte miejsce w turnieju. O godz. 18. rozpocznie się finał pomiędzy broniącą tytułu Turcją a Włochami.

Polska – Serbia 1:3 (21:25, 19:25, 25:15, 18:25).

Polska: Katarzyna Wenerska, Magdalena Stysiak, Magdalena Jurczyk, Maja Koput, Martyna Czyrniańska, Monika Lampkowska, Justyna Łysiak (libero) – Alicja Grabka, Julia Szczurowska, Paulina Damaske, Sonia Stefanik.

Serbia: Maja Ognjenović, Tijana Bosković, Hena Kurtagić, Mina Popović, Aleksandra Uzelac, Branka Tica, Aleksandra Jegdić (libero) – Sladjana Mirković, Ljubica Milojević, Vanja Ivanović.

Biało-czerwone powtórzyły wynik z 2019 roku, kiedy to w Ankarze także uplasowały się na czwartej pozycji. Ostatni medal mistrzostw Starego Kontynentu, brązowy, zdobyły 17 lat w Łodzi

Oba zespoły przystąpiły do spotkania po wyraźnych porażkach w półfinale – Serbki przegrały po dość jednostronnym pojedynku z Turczynkami (0:3), Polkom udało się „urwać” seta Włoszkom.

Na początku meczu to Polki sprawiały lepsze wrażenie. Skuteczność odnalazła Magdalena Stysiak, która dzień wcześniej zawiodła w starciu z mistrzyniami olimpijskimi. Tylko w pierwszej partii 25-letnia atakująca zdobyła 10 punktów, więcej niż w całym spotkaniu przeciwko Italii (6).

Nieźle też pojedynek zaczęła Martyna Czyrniańska, która w pierwszej szóstce zastąpiła Julitę Piasecką. Po jej akcji biało-czerwone wygrywały 10:7, ale potem nastąpiła niemoc w ataku. Trzy punkty z rzędu zdobyły siatkarki trenera Zorana Terzicia, które powoli zaczęły przejmować inicjatywę. Polki nie tylko miały problemy z finalizowaniem akcji, ale także z przyjęciem zagrywki.

Serbki prowadziły 16:14, a potem wygrały pięć kolejnych akcji i końcówka nie była już emocjonująca. Ekipa Stefano Lavariniego obroniła cztery piłki setowe i nieco poprawiła wynik, który nie do końca odzwierciedlał przewagę przeciwnika. Przy piątym setbolu Czyrniańska zaserwowała w aut.

Podobnie wyglądała druga partia, w której początkowo to biało-czerwone prowadziły. Powtórzył się jednak scenariusz z pierwszej. Polki miały dwupunktową przewagę (12:10), ale wtedy do głosu doszły rywalki. Bosković weszła na nieco wyższe obroty, a drużyna Lavariniego nie istniała w ataku. Serbki wygrały sześć kolejnych akcji, a na boisku w polskim zespole pojawiły się zmienniczki. Obraz gry się jednak nie zmienił, a Terzić mógł dać chwilę wytchnienia rozgrywającej Mai Ognjenović, bowiem jego zespół miał wyraźną przewagę.

Na początku trzeciej odsłony Terzić z powodu złego samopoczucia musiał opuścić halę. Jego podopieczne zaczęły tę część meczu od mocnego uderzenia i prowadziły 4:0. Lavarini poprosił o czas i po chwili Polki wróciły do gry. Bosković straciła skuteczność, a Stysiak kończyła niemal każdy atak. Losy seta szybo się odwróciły, bowiem po chwili było 8:5 dla Polski. Zastępujący Terzicia Branko Kovacević musiał poprosić o przerwę.

Biało-czerwone dwukrotnie jeszcze zatrzymały Bosković, a Serbkom nie pomógł powrót na ławkę ich pierwszego trenera. Ten fragment spotkania biało-czerwone zagrały koncertowo – po ataku Stysiak wygrywały 18:12 i mogły już myśleć o kolejnym secie.

Polski mogły też mieć nadzieję na doprowadzenie do tie-breaku, ale Bosković wróciła na swój poziom. Od stanu 12:12 w czwartej partii zarysowała się przewaga siatkarek z Bałkanów, a w polskim zespole znów szwankowała skuteczność ataku. Jeszcze po bloku Magdaleny Jurczyk Polki zbliżyły się na dwa „oczka” (15:17), ale i Serbki zatrzymały Monikę Lampkowską, a poza tym posyłały trudne zagrywki. Po asie serwisowym Julii Szczurowskiej biało-czerwone przerywały 18:21 i znów pojawiła się nadzieja, która też równie szybko zgasła. Ta sama zawodniczka zepsuła serwis, a Lampkowska posłała piłkę w aut i Polki nie powiększyły już dorobku.

Marcin Pawlicki (PAP)

 

ME siatkarek – Turcja obroniła tytuł (opis)

Siatkarki Turcji po raz drugi z rzędu wywalczyły mistrzostwo Europy. W finale rozegranym w Stambule pokonały Włoszki 3:2 (16:25, 25:22, 12:25, 25:21, 15:10). Brązowy medal zdobyła Serbia po zwycięstwie nad Polską 3:1.

Turcja – Włochy 3:2 (16:25, 25:22, 12:25, 25:21, 15:10).

 

Turcja: Elif Sahin, Melissa Vargas, Zehra Gunes, Eda Erdem Dundar, Hande Baladin, Ilkin Aydin – Gizem Orge (libero) – Eylul Akarcesme Yatgin, Saliha Sahin, Yaprak Erkek, Cansu Ozbay, Derya Cebecioglu.

 

Włochy: Alesia Orro, Paola Egonu, Anna Danesi, Sarah Fahr, Ekaterina Antropova, Miriam Sylla, Eleonora Fersino (libero) – Ilaria Spirito, Gaia Giovanni, Merit Chinenyenwa Adigwe, Carlotta Cambi.

 

To był dość nietypowy finał i choć do rozstrzygnięcia potrzebny był tie-break, a mecz trwał dwie godziny i 20 minut, to widowisko nie było zacięte ani emocjonujące. Turcja triumfując w ME zapewniła sobie jednocześnie kwalifikację do igrzysk olimpijskich w Los Angeles w 2028 roku.

 

Po dość wyrównanym początku, Włoszki przy stanie 10:8 w ciągu kilku minut wypracowały ośmiopunktową przewagę (17:9). Po takim pokazie siły drużyny trenera Julio Velasco wydawało się, że starcie o złoty medal nie potrwa zbyt długo. Tym bardziej, że przez długie momenty drugiej partii Italia nadal dominowała, prowadziła m.in. 12:8.

 

Wśród miejscowych rozkręciły się jednak Melissa Vargas oraz wprowadzona w drugim secie Darya Cebecioglu. Turczynki wykorzystały moment przestoju rywalek i dzięki wygranej 25:22 doprowadziły do remisu.

 

Kolejny set znów bez historii – Włoszki szybko wypracowały kilkupunktową przewagę, a po dwóch z rzędu asach serwisowych Ekateriny Antropovej urosła ona do 11 „oczek” (19:8), partia skończyła się wynikiem 25:12.

 

Po kilku minutach przerwy kolejna zmian ról – gospodynie zaczęły od mocnego uderzenia (6:1 i 14:7). Mistrzynie olimpijskie zaczęły niwelować dystans, przegrywały już tylko 16:17 i zanosiło się na emocjonującą końcówkę, ale tak się nie stało. 25:21 dla Turcji.

 

W tie-breaku 39-letnia turecka środkowa Eda Erdem Dundar, która po raz 10. wystąpiła w mistrzostwach Europy, zdobywała punkty w ataku i blokiem. Turczynki szybko „odjechały” rywalkom na kilka punktów i nie roztrwoniły zaliczki.

 

Organizatorzy wybrali dream team turnieju. MVP została Vargas, która jednocześnie otrzymała statuetkę najlepszej atakującej. Wyróżnione zostały także rozgrywająca Alessia Orro (Włochy), przyjmujące Cebecioglu (Turcja), Miriam Sylla (Włochy), środkowe Hena Kurtagić (Serbia), Zehra Gunes (Turcja) oraz libero Gizem Orge (Turcja). (PAP)

 

lic/ pp/

Polski naukowiec: Teleskop Roman może zebrać miliony gigabajtów danych o kosmosie

0

Wszystkie dane z Kosmicznego Teleskopu Nancy Grace Roman będą publicznie dostępne – powiedział PAP dr hab. Radosław Poleski z Obserwatorium Astronomicznego UW, który uczestniczył w przygotowaniu misji. Dodał, że w ciągu ok. 5 lat misji teleskop może zebrać nawet petabajty (czyli miliony gigabajtów) danych.

Kosmiczny Teleskop Nancy Grace Roman wystartował 30 sierpnia na pokładzie rakiety Falcon Heavy. Misja ma trwać pięć lat, ale – jak poinformowała NASA – teleskop ma zapasy paliwa wystarczające na kolejne pięć. Głównymi międzynarodowymi partnerami NASA w projekcie są Europejska Agencja Kosmiczna (ESA), japońska agencja kosmiczna JAXA, Francuska Agencja Kosmiczna (CNES) oraz niemiecki Instytut Maxa Plancka ds. Astronomii (MPIA).

Dr hab. Radosław Poleski, profesor Uniwersytetu Warszawskiego (UW), jest pracownikiem Obserwatorium Astronomicznego UW. Zajmuje się poszukiwaniem i badaniem planet pozasłonecznych za pomocą technik mikrosoczewkowania grawitacyjnego, metody opisanej po raz pierwszy przez prof. Bohdana Paczyńskiego. Od ponad 30 lat Polacy doskonalą mikrosoczewkowanie w ramach eksperymentu OGLE (The Optical Gravitational Lensing Experiment).

Jak przypomniał badacz w rozmowie z PAP, teleskopy kosmiczne pozwalają zbierać zdjęcia, jakich nie można zrobić z Ziemi, ponieważ w obserwacji nieba przeszkadza atmosfera ziemska. – Teleskop Nancy Grace Roman jest takiej klasy jak teleskop Hubble’a i pod pewnymi względami do niego podobny, ale ma 100 razy większe pole widzenia niż Hubble. Dzięki temu do niektórych zadań naukowych jest 100 razy bardziej odpowiedni – wyjaśnił prof. Poleski.

Zaznaczył, że dla niego szczególnie istotne będzie wykorzystanie nowego teleskopu do poszukiwania planet pozasłonecznych metodą mikrosoczewkowania grawitacyjnego. – Roman będzie bardzo dobry do przeglądów nieba. Sprawdzi się w sytuacjach, gdy chcemy przejrzeć duży obszar nieba albo wielokrotnie obserwować ten sam obszar – ocenił naukowiec.

Mikrosoczewkowanie grawitacyjne to technika badania niewidocznych obiektów polegająca na obserwacji zakrzywienia czasoprzestrzeni. Zjawisko mikrosoczewkowania polega na tymczasowym wzmocnieniu światła odległych gwiazd przez zakrzywienie czasoprzestrzeni wywołane przez obiekt znajdujący się na linii między gwiazdą a obserwatorem (w tym przypadku – teleskopem).

Prof. Poleski dodał: – Spodziewamy się, że metodą mikrosoczewkowania odnajdziemy około 1,5 tys. planet pozasłonecznych, czyli krążących wokół innych gwiazd – dziś znamy ich ok. 6 tys. Sądzimy, że znajdziemy też kilkaset planet swobodnych, czyli takich, które nie krążą wokół żadnej gwiazdy, tylko samotnie przemierzają wszechświat.

Zdaniem naukowca UW niektóre z planet odkrytych za pomocą mikrosoczewkowania będą podobne do Ziemi. – Będą się poruszać po orbitach podobnych do Ziemi wokół gwiazd miejmy nadzieję podobnych do Słońca. Poszukujemy więc drugiej Ziemi i chcemy stwierdzić, jak często takie planety występują. Temu mają służyć badania tych 1,5 tys. planet, które spodziewamy się odkryć – tłumaczył.

Astronomowie oczekują również, że dodatkowo, dzięki wykorzystaniu metody tranzytu, znajdą ok. 100 tys. kolejnych planet. Jak opisał prof. Poleski, metoda tranzytu polega na obserwacji tranzytów innych ciał na tle obserwowanych gwiazd.

Prof. Radosław Poleski opracował oprogramowanie, które będzie użyte do analizy danych z teleskopu Roman, konkretnie pomiarów jasności gwiazdy. – Jeśli zobaczymy, że zachodzi zjawisko mikrosoczewkowania, określimy, z jaką planetą mamy do czynienia: czy bardziej podobną do Ziemi czy do Jowisza, wokół jakiej gwiazdy i po jakiej orbicie krąży – powiedział astronom.

Wspominał, że do przygotowań do misji teleskopu Nancy Grace Roman został włączony ok. 11 lat temu: – Pierwsze propozycje naukowe zbudowania teleskopu kosmicznego rozmiarów powyżej 1 m pojawiły się 30 lat temu. Roman na 2,5 m średnicy zwierciadła i został stworzony z myślą m.in. właśnie o mikrosoczewkowaniu.

W opinii badacza rozpoczęcie misji nowego teleskopu to kolejny przełom w astronomii, jak każde wielkie obserwatorium kosmiczne – teleskop Hubble’a, Spitzera, a także niedawno wystrzelony teleskop Jamesa Webba. – Webb jest bardziej uniwersalny, ma większe zwierciadło, ale jego kamery mają małe pole widzenia. Dlatego mniejszy teleskop Roman jest optymalny w innych zadaniach – ocenił ekspert.

Wspomniał, że Roman, którego całkowity koszt wyniósł ok. 4 mld dolarów, jest też znacznie tańszy niż teleskop Webba (10 mld dolarów).

Prof. Poleski osobiście obserwował z Centrum Kosmicznego Kennedy’ego na Florydzie start rakiety Falcon Heavy z teleskopem. – Widziałem start rakiety po raz pierwszy w życiu i to niezapomniane przeżycie. Uczestniczyłem w tym wydarzeniu niemalże jako prywatna osoba. Teleskop był wcześniej gotowy i zamontowany, więc w części startowej ani ja, ani osoby, z którymi bezpośrednio współpracowałem, nie braliśmy udziału służbowo. Nie byłem zatem w centrum kontroli lotów, nic nie mogłem zepsuć ani naprawić. Dostaliśmy jednak możliwość obserwowania startu bliżej niż z publicznie dostępnych miejsc. W Centrum Kennedy’ego jest kilka takich punktów obserwacyjnych, ja byłem od 6.30 rano w Banana Creek, ok. 6 km od platformy startowej – opowiadał.

Wspominał, że przez ostatnią godzinę przed chwilą, kiedy teleskop wyruszył w przestrzeń kosmiczną, towarzyszyło mu uczucie niepewności, czy wszystko pójdzie zgodnie z planem, czy start nie zostanie opóźniony lub przełożony, co na Florydzie często się zdarza. – Tu obyło się bez niespodzianek. Ale byłem ogromnie zaskoczony, z jakim potężnym hałasem lądowały potem boczne boostery rakiety Falcon Heavy – przyznał.

Teleskop Roman do miejsca docelowego dotrze pod koniec listopada 2026 r. To punkt libracyjny Lagrange’a, oddalony od Ziemi o ok. 1,6 mln km, w którym działają już m.in. Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba oraz obserwatorium Euclid. Bilansujące się oddziaływanie grawitacyjne Ziemi i Słońca pozwala satelitom orbitować tam z tym samym okresem co Ziemia.

– Kiedy Roman tam doleci, nastąpi faza testów, czy wszystkie jego elementy i cała aparatura działają poprawnie, czy nie za bardzo „wytrzęsły” je przeciążenia podczas startu. Pierwsze obserwacje zaczną spływać na Ziemię na początku przyszłego roku – zapowiedział prof. Poleski.

Uściślił, że teleskop Roman jest tak zbudowany i będzie krążył po takiej orbicie, że może odkrywać planety metodą mikrosoczewkowania dwa razy w roku – po 70 dni na przełomie zimy i wiosny oraz jesienią. – Wtedy właśnie może obserwować interesujący nas fragment nieba w pobliżu centrum galaktyki. Zatem interesujące mnie dane powinienem mieć już wczesną wiosną, i wiążę z nimi wielkie nadzieje – oszacował.

Dodał, że teleskop zbierze ogromne ilości danych. – Co ważne, wszystkie te dane będą publicznie dostępne, każdy będzie mógł je ściągnąć i przeanalizować w ramach tzw. otwartej nauki. Chociaż zapisanie całości na własnym dysku będzie raczej niemożliwe – mogą to być nawet petabajty (czyli 1 mln gigabajtów). Ale rzeczywiście po tym, jak dotrą na Ziemię i po wstępnej obróbce, która może potrwać jakieś dwa dni, wszyscy będą mieli do nich dostęp: badacze, astronomowie amatorzy i ci, którzy chcieliby udowodnić, że potrafią więcej niż naukowcy – podsumował prof. Radosław Poleski.

Anna Bugajska (PAP)

Starzenie się polskiego społeczeństwa to nie tylko problem demograficzny

0

Starzenie się polskiego społeczeństwa w połączeniu z umiarkowanym wzrostem dochodów istotnie przesunie strukturę konsumpcji gospodarstw domowych – podkreślił Polski Instytut Ekonomiczny (PIE), powołując się na badania.

Instytut zwrócił uwagę, że starzenie się populacji jest jednym z najważniejszych procesów strukturalnych, przed którymi stoi polska gospodarka – obecnie odsetek osób w wieku 65 lat i więcej sięga 21 proc. populacji. Według prognozy Eurostatu, którą przytoczył PIE, w perspektywie 2070 r. procesy starzenia się polskiego społeczeństwa przybiorą na sile – odsetek osób powyżej 65. r.ż. wyniesie 32,2 proc.

„Zjawiska te nie pozostaną bez znaczenia dla struktury popytu konsumpcyjnego: gospodarstwa domowe w różnym wieku mają odmienne potrzeby wydatkowe. Oznacza to, że wraz ze starzeniem się społeczeństwa powinien zmieniać się także udział poszczególnych kategorii dóbr i usług w koszyku konsumpcyjnym Polaków” – dodał Instytut.

PIE, powołując się na badania przeprowadzone w Polsce, wskazał, że starzenie się polskiego społeczeństwa, w połączeniu z umiarkowanym wzrostem dochodów, istotnie przesunie strukturę konsumpcji gospodarstw domowych.

„Model mikrosymulacyjny przygotowany przez naukowców z Uniwersytetu Łódzkiego wskazuje, że największy wzrost udziału przewidywany jest dla kategorii związanych z mieszkaniem (+3,2 pkt. proc., głównie za sprawą nośników energii i wyposażenia domu, z 25,4 proc. do 28,6 proc.), rekreacją i kulturą (+2,2 pkt. proc., z 5,9 proc. do 8,1 proc.) oraz zdrowiem (+2,0 pkt. proc., z 6,7 proc. do 8,7 proc.) – kategorii typowo kojarzonych ze starszymi gospodarstwami domowymi” – przekazał Instytut.

Jednocześnie najmocniej skurczy się udział wydatków w kategorii „inne” (higiena, ubezpieczenia, pozostałe usługi) – o 4,5 pkt. proc. (z 14,6 proc. do 10,1 proc) oraz żywności i napojów bezalkoholowych – o 3,3 pkt. proc. (z 19,6 proc. do 16,3 proc.). W ocenie PIE spadek ten może jednak bardziej wynikać z przewidywanego wzrostu dochodów niż ze starzenia się społeczeństwa (tzw. efekt Engla). Transport i alkohol oraz sprzedaż wyrobów tytoniowych utracą po około 1 pkt. proc. udziału.

W publikacji wskazano, że badania prowadzone w innych państwach potwierdzają, że starzenie się społeczeństwa idzie w parze ze wzrostem wydatków na usługi oraz spadkiem wydatków na dobra konsumpcyjne. Usługami najczęściej konsumowanymi przez seniorów są usługi zdrowotne, usługi w obszarze prac domowych oraz usługi związane z konsumpcją mediów, podczas gdy młodzi ponoszą znaczne wydatki na zakup pojazdów oraz benzynę.

Polski Instytut Ekonomiczny to publiczny think tank ekonomiczny; przygotowuje raporty, analizy i rekomendacje dotyczące kluczowych obszarów gospodarki oraz życia społecznego. (PAP)

 

fos/ mrr/

Prokrastynacja czyli po prostu elegancka nazwa… lenistwa? 15–20 proc. ludzi nagminnie odkłada ważne sprawy i nie robi tego, co chciałoby i powinno zrobić

0

Osoby z dużą skłonnością do prokrastynacji, czyli chronicznego odkładania spraw na później, przeciętnie gorzej zarabiają, rzadziej awansują i częściej są bezrobotne – powiedział PAP dr hab. Marek Wypych. Dodał, że prokrastynacja nagradza sama siebie, a kary nie działają, by się jej pozbyć.

6 września obchodzony jest Dzień Walki z Prokrastynacją, który ma zwrócić uwagę na problem chronicznego odkładania spraw na później. Zjawisko to nie wynika z lenistwa, lecz z barier psychologicznych, takich jak lęk przed porażką czy perfekcjonizm.

O prokrastynacji PAP rozmawiała z dr. hab. Markiem Wypychem, neurobiologiem poznawczym, badaczem w Pracowni Obrazowania Mózgu Instytutu Biologii Doświadczalnej im. Marcelego Nenckiego PAN.

PAP: Prokrastynacja to po prostu elegancka nazwa lenistwa?

Prof. Marek Wypych: Nie wiem nawet czy lenistwo w sensie naukowym w ogóle istnieje. Żeby to rozstrzygnąć, należałoby je najpierw precyzyjnie zdefiniować i zbadać, a ja takich badań nie znam. W przypadku prokrastynacji wiemy natomiast, że człowiek odkłada zadanie, choć chciałby je wykonać i zdaje sobie sprawę z negatywnych konsekwencji. Zwykle czuje przy tym dyskomfort, wyrzuty sumienia, lęk albo złość na samego siebie.

PAP: Skoro chce coś zrobić i wie, że zwłoka mu zaszkodzi, dlaczego mimo wszystko nie zaczyna działać?

M.W.: Najczęściej dlatego, że samo zadanie wywołuje dyskomfort. Nie ma jednej emocji wspólnej dla wszystkich „prokrastynatorów”; nawet u tej samej osoby przy różnych zadaniach przyczyny mogą być inne. Jedno jest po prostu nieprzyjemne, drugie nudne, przy trzecim boimy się, że nie zdążymy albo nie wykonamy go wystarczająco dobrze. W grę może więc wchodzić niechęć, lęk przed porażką czy perfekcjonizm.

Kiedy zajmujemy się czymś innym, od razu czujemy ulgę. Odkładam nieprzyjemne zadanie, przenoszę uwagę na oglądanie kotów w internecie, grę albo sprzątanie mieszkania i przestaję się źle czuć. Ta ulga jest dla mózgu nagrodą. Następnym razem w podobnej sytuacji powtarzamy zachowanie, które wcześniej poprawiło nam nastrój. W ten sposób prokrastynacja utrwala się i może stawać się coraz bardziej nawykowa.

PAP: Ilu osób dotyczy ten problem?

M.W.: Wyniki zależą od tego, w jaki sposób zadamy pytanie i jak zdefiniujemy problem, dlatego nie przywiązywałbym się nadmiernie do jednej liczby. Badania dorosłych sugerują, że mniej więcej 15–20 proc. ludzi nagminnie odkłada ważne sprawy i nie robi tego, co chciałoby i powinno zrobić.

PAP: A studenci? Można znaleźć dane mówiące nawet o 80–90 proc.

M.W.: Takie wyniki dotyczą zwykle pytania, czy zdarza im się prokrastynować. Jeśli pytamy o trwały, poważny problem, odsetek jest znacznie niższy. Tych badań nie można bezpośrednio porównywać, bo stosują różne kryteria.

Życie studenckie rzeczywiście może sprzyjać odkładaniu: trzeba uczyć się wielu przedmiotów, przełączać między tematami, a do tego dochodzi bogate życie towarzyskie. Student to trochę odrębny „gatunek człowieka” i może sobie pozwolić na więcej, bo niezdany egzamin bywa mniej dotkliwy niż zawalenie ważnego zadania w pracy. Nie mówiłbym jednak, że niemal wszyscy studenci mają chroniczny problem z prokrastynacją.

PAP: Popularne wyjaśnienie mówi „o wojnie pod czaszką”: racjonalna kora przedczołowa przegrywa z impulsywnym układem limbicznym. Tak to działa?

M.W.: To atrakcyjna opowieść, ale badania nie pozwalają tak prosto wskazać układu limbicznego jako winowajcy. Wiemy natomiast, że jednym z ważnych czynników ryzyka jest impulsywność. Różnimy się pod tym względem, a badania bliźniąt wskazują, że zarówno impulsywność, jak i jej związek z prokrastynacją mają częściowo podłoże genetyczne.

Z ewolucyjnego punktu widzenia zróżnicowanie grupy mogło być korzystne. Potrzebni byli i ci bardziej rozważni, i ci, którzy – mówiąc obrazowo – gdy trzeba komuś „dać w mordę”, robili to, zanim zdążyli się zastanowić. Dzisiaj większa impulsywność może jednak zwiększać ryzyko, że natychmiastowa ulga wygra z odległą korzyścią.

PAP: Co pokazały państwa badania mózgu osób prokrastynujących?

M.W.: Badaliśmy – ale tylko – prawą grzbietowo-boczną korę przedczołową, zaangażowaną między innymi w kontrolę zachowania. U osób o małej skłonności do prokrastynacji jej aktywność wzrastała pod wpływem negatywnych emocji: pojawiało się dodatkowe obciążenie, więc mózg uruchamiał silniejszą kontrolę. U osób wysoko prokrastynujących takiego wzrostu nie obserwowaliśmy, aktywność mogła nawet nieznacznie spadać. Interpretujemy to tak, że negatywne emocje osłabiają u nich mechanizm kontroli właśnie wtedy, kiedy jest najbardziej potrzebny.

Inni badacze wykazali z kolei, że objętość istoty szarej w lewej grzbietowo-bocznej korze przedczołowej, która również zaangażowana jest w kontrolę zachowania, ujemnie koreluje ze skłonnością do prokrastynacji: im większa objętość, tym mniejsza tendencja do odkładania. Trzeba jednak zachować ostrożność.

PAP: Może prokrastynują przede wszystkim ludzie inteligentni i twórczy, bo potrzebują czasu, żeby pomysł dojrzał?

M.W.: To wygodny mit. Większość badań nie potwierdza związku prokrastynacji z inteligencją. Nie ma też korelacji między jej nasileniem a kreatywnością. Kreatywne zadanie może wymagać czasu na inkubację pomysłu, ale ten czas trzeba sobie zaplanować. Odkładanie pracy do ostatniej chwili nie czyni nas bardziej twórczymi.

PAP: Smartfony i media społecznościowe wychowały kolejne pokolenie prokrastynatorów?

M.W.: Nie jestem badaczem uzależnień behawioralnych ani nowych technologii, więc nie stawiałbym tak daleko idącej tezy. Natomiast telefon i komputer na pewno znakomicie ułatwiają prokrastynację: wystarczy otworzyć kolejne okno w przeglądarce i natychmiast przenieść uwagę z niepożądanego zadania na coś przyjemniejszego.

Nie wiemy jednak, czy technologia sama tworzy problem na masową skalę. Podejrzewam – i podkreślam, że to moja opinia, a nie wynik badań – że człowiek ze skłonnością do prokrastynacji także bez telefonu znajdzie sobie inne zajęcie. Sięgnie po książkę, zacznie sprzątać albo malować ściany. Jeśli ktoś ma prokrastynować, zwykle znajdzie na to sposób.

PAP: Jest jeszcze odkładanie pójścia spać, czyli bedtime procrastination. Człowiek wie, że rano będzie nieprzytomny, ale ogląda następny odcinek serialu, bo kiedyś musi mieć trochę czasu dla siebie.

M.W.: Takie zjawisko istnieje i jest badane. Część osób odkłada sen i w rezultacie jest niewyspana, co może wpływać na jakość życia i zdrowie. Nie wiem natomiast, czy skłonność do późnego kładzenia się spać wiąże się z prokrastynacją dotyczącą innych zadań. Nie chciałbym tutaj spekulować.

PAP: Skutki prokrastynacji mogą być poważniejsze niż zwłoka w opróżnieniu zmywarki z naczyń?

M.W.: Zdecydowanie. Niektórzy odkładają wizytę u lekarza, bo boją się diagnozy. Kiedy w końcu zgłaszają się po pomoc, choroba może być zaawansowana, leczenie trudniejsze, a czasami niemożliwe. Koszty ponosi pacjent, jego rodzina i system ochrony zdrowia.

Badania pokazują też, że osoby z dużą skłonnością do prokrastynacji przeciętnie gorzej zarabiają, rzadziej awansują i częściej są bezrobotne. Zwykle mają niższe poczucie własnej wartości, są bardziej zestresowane, mniej siebie lubią i częściej doświadczają obniżonego nastroju.

W jednym z badań osoby silniej prokrastynujące miały po dziewięciu miesiącach więcej objawów depresyjnych, a nawet bólowych. To nie dowodzi, że prokrastynacja wywołuje depresję, ale pokazuje, jak szerokie mogą być jej konsekwencje.

PAP: Prokrastynacja, jak czytałam, jest także często związana z różnymi zaburzeniami nieprorozwojowymi, jak np. ADHD.

M.W.: Tak. Niemieccy badacze szacują, że około połowy osób z ADHD ma również problem z prokrastynacją, a mniej więcej jedna piąta osób zgłaszających chroniczne odkładanie może mieć ADHD. To nie znaczy, że te zjawiska są tożsame. Nasze badania pokazują zresztą, że terapia poznawczo-behawioralna prokrastynacji może być skuteczna także u osób z ADHD.

Prokrastynacja może również towarzyszyć depresji: człowiek nie ma energii, nie odczuwa przyjemności i nie widzi sensu działania. Jeżeli ktoś odkłada zadania właściwie przez całe życie, prawdopodobnie ma stałą skłonność do prokrastynacji. Ale jeżeli wcześniej tak nie funkcjonował i nagle przestał radzić sobie z obowiązkami, warto sprawdzić, czy nie chodzi o depresję albo wypalenie.

PAP: Czy prokrastynacja jest zaburzeniem psychicznym?

M.W.: Formalnie nie. Nie figuruje jako odrębna jednostka ani w klasyfikacji ICD, ani w amerykańskiej DSM. Naukowcy mówią o zaburzeniu samoregulacji, czyli trudności w regulowaniu własnych emocji i zachowania. Nie jest to obecnie choroba, ale wiele osób realnie z tego powodu cierpi i szuka pomocy. Być może kiedyś znajdzie się w klasyfikacjach.

PAP: Co naprawdę pomaga? Zacisnąć zęby, rozpisać plan dnia i wyłączyć telefon?

M.W.: Sama silna wola, rozumiana jako ciągłe zaciskanie zębów, na dłuższą metę nie wystarczy. Kurs zarządzania czasem również nie rozwiąże problemu, bo jego źródło jest w dużej mierze emocjonalne. Z metaanaliz wynika, że skuteczna jest psychoterapia, a najwięcej dowodów mamy obecnie na terapię poznawczo-behawioralną, czyli CBT.

Składają się na nią trzy elementy. Pierwszy to psychoedukacja: zrozumienie, skąd bierze się prokrastynacja i jakie błędne koła ją podtrzymują. Jedno z nich polega na tym, że odkładanie przynosi ulgę, a więc samo siebie nagradza. Ale kiedy przez zwlekanie wykonujemy zadanie gorzej, tracimy wiarę we własną skuteczność, a przy następnym zadaniu jeszcze bardziej boimy się zacząć.

Drugim elementem jest praca z automatycznymi myślami. Gdy stajemy przed zadaniem, możemy niemal bezwiednie pomyśleć: „to za trudne”, „nie uda mi się”, „jak ja tego nie lubię”. Warto nauczyć się te myśli zauważać, sprawdzać i zastępować innymi, prawdziwymi, ale bardziej pomocnymi.

PAP: Mamy sobie powtarzać: „jestem zwycięzcą”?

M.W.: Nie, bo to nie działa. Można natomiast pomyśleć: „im szybciej to zrobię, tym szybciej będę miał to z głowy” albo: „nie wiem, czy mi się uda, ale mogę przez 20 minut zrobić pierwszy krok”. Jeśli nie zacznę, na pewno się nie uda. Jeśli zacznę, przynajmniej daję sobie szansę.

Przekonanie, że wszystko musi zostać zrobione idealnie, potrafi paraliżować. Podobnie działa brak wiary w siebie wyniesiony choćby z doświadczeń z bardzo krytycznymi rodzicami. W terapii nie oszukujemy się, że sukces jest pewny. Szukamy sposobu myślenia, który pozwoli, mimo obaw, wykonać konkretną część zadania.

PAP: A trzeci element terapii?

M.W.: Zmiana zachowania. Duże zadanie warto podzielić na małe kawałki. „Napisać magisterkę” brzmi przytłaczająco, ale „napisać jeden akapit” albo „przeczytać artykuł potrzebny do kolejnego fragmentu” – już nie. Mniejszy i precyzyjnie określony krok niesie mniejszy bagaż emocjonalny.

Warto także przygotować środowisko pracy, wyciszyć powiadomienia, z góry ustalić porę rozpoczęcia i zaplanować przerwy. Postanowienie „jutro będę pracował od ósmej do dwudziestej” jest nierealne i zamienia życie w pasmo udręki.

Lepiej ustalić: od 10 do 11 robię konkretną rzecz, potem odpoczywam. Decyzję podejmujemy poprzedniego dnia, żeby o dziesiątej już się nad nią nie zastanawiać.

PAP: Mamy się nagradzać za każdy napisany akapit? Nie brzmi to jak pobłażanie sobie?

M.W.: Przeciwnie, chodzi o odwrócenie mechanizmu podtrzymującego prokrastynację. Zwykle najpierw włączamy serial i dostajemy nagrodę za ucieczkę od pracy. Lepiej najpierw wykonać kawałek zadania, poczuć satysfakcję, a potem zrobić sobie kawę, pójść na spacer czy posłuchać muzyki. Dzięki temu rośnie też poczucie własnej skuteczności.

Nasze badania sugerują, że osoby o dużej skłonności do prokrastynacji gorzej niż inni uczą się na karach, natomiast równie dobrze uczą się na nagrodach. Dostają przecież od życia wiele „kar”: wyrzuty sumienia, stres, gorsze wyniki, czasem poważne konsekwencje zawodowe. Gdyby kary działały, już dawno przestałyby odkładać „na potem” te nielubiane przez nie zadania.

PAP: Państwa najnowsze badanie także wskazuje na znaczenie pozytywnych emocji?

M.W.: Badaliśmy dość dużą grupę osób uczestniczących w psychoterapii prokrastynacji. Wypełniały kwestionariusze przed terapią, w jej trakcie, po zakończeniu i pół roku później. Chcieliśmy ustalić nie tylko, czy terapia działa, lecz także co zmienia się w człowieku, kiedy zaczyna mniej prokrastynować. Równolegle wykonaliśmy badania mózgu z użyciem fMRI w Warszawie oraz EEG w Poznaniu, ale te dane są jeszcze analizowane.

W wynikach psychologicznych zmniejszało się nasilenie negatywnych emocji wobec zadań, ale statystycznie najwięcej zmiany wyjaśniał wzrost emocji pozytywnych: człowiek zaczynał widzieć wartość zadania, interesować się nim, czasem nawet je lubić i odczuwać dumę z wykonanej pracy. To podpowiada, że warto sprawdzić, czy terapia będzie jeszcze skuteczniejsza, jeśli dołączymy do niej ćwiczenia bezpośrednio rozwijające takie nastawienie.

PAP: Czy można pomóc sobie samemu, czy od razu szukać terapeuty?

M.W.: Można zacząć od mądrej pracy własnej: poznać mechanizm prokrastynacji, obserwować swoje myśli, dzielić zadania na małe kroki, planować czas pracy, odpoczynek i nagrody. Mnie samemu wiele lat temu pomogła dobra książka z konkretnymi ćwiczeniami. Dzisiaj nie uważam już, żebym miał problem z prokrastynacją.

Jeżeli jednak takie próby nie pomagają, a odkładanie ważnych spraw powoduje cierpienie lub niszczy życie zawodowe, zdrowie czy relacje, warto poszukać terapeuty. Wiemy, że terapia może być skuteczna. Tylko tej decyzji dobrze byłoby już nie odkładać na jutro.

 

Rozmawiała Mira Suchodolska (PAP)

Witkoff i Kushner omówili z Rosjanami znaczące następne kroki. „Szereg pomysłów” na zakończenie wojny

0

Podczas wizyty w Moskwie, wysłannicy prezydenta USA, Steve Witkoff i Jared Kushner, omówili z Władimirem Putinem „znaczące plany na następne kroki” – poinformował w nocy z soboty na niedzielę urzędnik Białego Domu.

„Obie strony omówiły znaczące plany na następne kroki, które zostaną ogłoszone w nadchodzących tygodniach” – przekazał w oświadczeniu mediom przedstawiciel administracji USA. Potwierdził przy tym, że Witkoff i Kushner wezmą następnie udział w rozmowach w Kijowie w niedzielę i mają nadzieję na „równie produktywne spotkania”.

To jak dotąd jedyny komunikat Waszyngtonu po sobotniej wizycie specjalnego wysłannika ds. misji pokojowych oraz zięcia prezydenta.

Kushner i Witkoff dotąd nie skomentowali rozmów. Na początku spotkania na Kremlu Witkoff powiedział Putinowi, że czekając na niego, rozmawiał z Kushnerem o tym, że na emeryturze ciepło będzie wspominał swoje rozmowy z rosyjskim przywódcą.

Wcześniej Kreml poinformował, że Władimir Putin odbył „niezwykle szczere” rozmowy z wysłannikami prezydenta USA Steve’em Witkoffem i Jaredem Kushnerem na temat sposobów zakończenia wojny na Ukrainie, podczas których Amerykanie zaproponowali „szereg pomysłów”.

„Amerykańscy przedstawiciele skrupulatnie przygotowali się do tej podróży. Nie tylko potwierdzili swoje zwyczajowe zainteresowanie szybkim zakończeniem działań wojennych, ale także przedstawili szereg pomysłów na możliwe ścieżki dojścia do porozumienia” – powiedział dziennikarzom doradca Kremla Jurij Uszakow.

„Rozmowa była konstruktywna, niezwykle szczera i oparta na zaufaniu” – dodał Uszakow.

Kiriłł Dmitrijew, doradca Władimira Putina ds. inwestycji i współpracy gospodarczej, ocenił wizytę specjalnych wysłanników prezydenta USA w Moskwie jako „ważną wizytę pokojową”. W sobotę późnym wieczorem, po trzygodzinnej rozmowie na Kremlu z przywódcą Rosji, amerykańscy negocjatorzy zostali odwiezieni na lotnisko Wnukowo.

Witkoff i Kushner mają w niedzielę spotkać się w Kijowie z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim.

W związku z rozmowami Putin polecił w sobotę wstrzymać na trzy dni, do poniedziałku, ataki na Kijów. Prezydent Zełenski zapewnił, że jeżeli Rosjanie będą się trzymać tej deklaracji, Ukraina nie będzie w tym czasie atakować Moskwy.

Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)

 

Kreml: wysłannicy USA przedstawili Putinowi „szereg pomysłów” na zakończenie wojny

Kreml poinformował w sobotę późnym wieczorem, że Władimir Putin odbył „niezwykle szczere” rozmowy z wysłannikami prezydenta USA Steve’em Witkoffem i Jaredem Kushnerem na temat sposobów zakończenia wojny na Ukrainie, podczas których Amerykanie zaproponowali „szereg pomysłów”.

„Amerykańscy przedstawiciele skrupulatnie przygotowali się do tej podróży. Nie tylko potwierdzili swoje zwyczajowe zainteresowanie szybkim zakończeniem działań wojennych, ale także przedstawili szereg pomysłów na możliwe ścieżki dojścia do porozumienia” – powiedział dziennikarzom doradca Kremla Jurij Uszakow.

„Rozmowa była konstruktywna, niezwykle szczera i oparta na zaufaniu” – dodał Uszakow.

Kiriłł Dmitrijew, doradca Władimira Putina ds. inwestycji i współpracy gospodarczej, ocenił wizytę specjalnych wysłanników prezydenta USA w Moskwie jako „ważną wizytę pokojową”. W sobotę późnym wieczorem, po trzygodzinnej rozmowie na Kremlu z przywódcą Rosji, amerykańscy negocjatorzy zostali odwiezieni na lotnisko Wnukowo.

Dmitrijew, który brał udział w rozmowach, opublikował komentarz na portalu X wraz ze zdjęciami, na których żegna się z wysłannikami USA na moskiewskim lotnisku.

Witkoff i Kushner planują udać się do Kijowa, gdzie w niedzielę mają się spotkać z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim. Chociaż wysłannicy Donalda Trumpa od 2025 roku są zaangażowani w negocjacje dotyczące pokoju między Rosją a Ukrainą, nigdy w tym czasie nie odwiedzili ukraińskiej stolicy. Kilkakrotnie byli w Moskwie, spotykając się m.in. z Putinem.

W związku z rozmowami Putin polecił w sobotę wstrzymać na trzy dni, do poniedziałku, ataki na Kijów. Prezydent Zełenski zapewnił, że jeżeli Rosjanie będą się trzymać tej deklaracji, Ukraina nie będzie w tym czasie atakować Moskwy. (PAP)

sp/

Ziobro zaapelował do premiera o ujawnienie akt śledztw ws. Krala i Zondacrypto

0

Były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro zaapelował do premiera Donalda Tuska o ujawnienie akt z wszystkich śledztw dotyczących Przemysława Krala, Zondacrypto i powiązanych z nimi podmiotów. To reakcja na piątkowe wystąpienie szefa rządu w Sejmie.

W piątek, przed głosowaniem ws. odrzucenia prezydenckiego weta do ustawy o rynku kryptoaktywów premier przeczytał z mównicy sejmowej fragment protokołu z przesłuchania ws. afery Zondacrypto. – Zbyszek zapoznał się z aktami. (…) Mówi, że gdyby wiedział, że taka sprawa się toczy, to natychmiast by interweniował. Obiecał, że jak wróci do władzy w Ministerstwie Sprawiedliwości, czego jest pewien, to ukręci łeb wszystkim tym sprawom. I żebym się nie martwił – czytał Tusk.

W dalszej części protokołu przesłuchiwany powiedział, że „rekompensata zostanie wypłacona ministrowi Ziobro za pośrednictwem fundacji, którą zakładał jego brat, a była to fundacja Suwerennej Polski”. Miała być to kwota 2 mln zł – zaznaczył premier. Dodał, że zeznający miał wypłacić 500 tys. na fundację, które, jak zeznał, „Ziobro miał sobie wypłacić na swoje potrzeby”.

Przebywający w Stanach Zjednoczonych były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro we wpisie na platformie X napisał, że „Donald Tusk przekroczył nieprzekraczalną granicę”. „Będąc premierem Rzeczypospolitej Polskiej, sięgnął po bandytów i kłamstwa, aby uruchomić operację zniszczenia prawicowej opozycji. Pomówieniami zaatakował mnie, prezydenta RP i sejmową opozycję” – stwierdził były szef MS.

Ziobro napisał, że „to właśnie wtedy, gdy rząd Donalda Tuska nielegalnie przejął prokuraturę, prokurator awansowany przez Adama Bodnara umorzył główne śledztwo w sprawie giełdy kryptowalut, co dało przyzwolenie na jej dalsze działanie”.

Były minister sprawiedliwości dodał, że „to pod okiem Donalda Tuska przedstawiciele Zondacrypto szkolili funkcjonariuszy policji, prokuratury i służby skarbowych” i „to premier i jego ministrowie promowali się na suto opłacanych przez Zondacrypto publicznych wydarzeniach, choć później twierdzili, że za tą firmą stoi rosyjska mafia”.

„Dlatego zwracam się do Donalda Tuska z apelem o ujawnienie akt z wszystkich śledztw dotyczących Przemysława Krala, Zondacrypto i wszelkich podmiotów z nimi związanych” – napisał Ziobro.

Ziobro, wcześniej w piątek na antenie Telewizji Republika odniósł się do słów Tuska. Oświadczył, że nigdy nie rozmawiał z szefem Zondacrypto Przemysławem Kralem nawet telefonicznie. Przyznał, że Kral chciał się z nim spotkać w czasie, gdy on przebywał w Budapeszcie, lecz dwukrotnie odmówił mu takiego spotkania. Wyjaśnił, że w międzyczasie dowiedział się, iż firma Zondacrypto „uczestniczyła w procesie legislacyjnym w Sejmie”. Zastrzegł, że (ta) okoliczność nie została przekazana wtedy, kiedy środki zostały przeznaczone i przelane na fundację.

Ziobro przyznał, że spotykał się tylko z b. funkcjonariuszem CBA Arturem Chodzińskim, który zaproponował jego fundacji wsparcie ze strony Krala. – Uznałem, że zachodzą okoliczności, żeby te środki przyjęła – powiedział były szef MS. Dodał, że do fundacji wpłynęła kwota 450 tys. zł, a pieniądze wpłynęły ze strony osoby, która była mu przedstawiana, że jest mecenasem, która wpłaca tego rodzaju kwoty na bardzo wiele przedsięwzięć.

Według portalu Onet, Chodziński po przejściu na emeryturę pracował dla Przemysława Krala.

W piątek, po głosowaniach prezes PiS Jarosław Kaczyński był pytany przez dziennikarzy o pieniądze, jakie trafiły z Zondacrypto do fundacji Zbigniewa Ziobry.

– Zbigniew Ziobro, z tego co wiem – ale wiem od bardzo niedawna, bo ja czasem z nim rozmawiam przez telefon – otóż to człowiek, który po prostu po wielu namowach przyjął i to był na pewno jego błąd, i on się do tego błędu przyznaje, jakieś pieniądze jako wsparcie dla fundacji, którą rzeczywiście to środowisko Suwerennej Polski miało i chyba ma po dziś dzień – powiedział Kaczyński. – Tylko to było bez świadomości, że mamy do czynienia z człowiekiem, który w istocie para się działalnością przestępczą – dodał.

„Gazeta Wyborcza” poinformowała w sobotę, że rozmawiała w ostatnich dniach ze Zbigniewem Ziobrą o jego relacji z Przemysławem Kralem, szefem upadłej giełdy Zondacrypto.

„Darowizna Przemysława Krala nie była nam początkowo potrzebna, ponieważ mieliśmy dobrze przemyślany plan finansowania, oparty na ogromnych zasięgach byłej Suwerennej Polski, zwłaszcza na Facebooku i YouTubie. W oparciu o te zasięgi” – cytuje Ziobrę „GW”. Jak dodała gazeta, planowano zbierać fundusze od sympatyków środowiska politycznego, związanego z byłym ministrem sprawiedliwości.

Jak pisze gazeta, „Ziobro wspomina też bez szczegółów o nieudanych negocjacjach z kierownictwem PiS-u na temat finansowania byłego środowiska Suwerennej Polski (dziś są jedną partią)”.

Według nieoficjalnych informacji „Wyborczej” rozmawiano o tym, że PiS miał przekazywać środowisku politycznemu Ziobry około pół miliona złotych rocznie. Jednak z powodu obcięcia dotacji dla partii Jarosława Kaczyńskiego przez Państwową Komisję Wyborczą (w związku z nieprawidłowym finansowaniem kampanii w 2023 roku) ostatecznie żadnych pieniędzy nie przekazano.

„Wróciłem do rozmowy z panem Chodzińskim, który potwierdził wtedy lub chwilę później, że pan Kral jest gotów przekazać bezinteresowną darowiznę na rzecz fundacji” – tłumaczy Ziobro. Jak pisze gazeta, „jesienią 2025 roku na rachunek fundacji wpłynęło 450 tys. zł od kancelarii prawnej Krala”.

Śledztwo ws. Zondacrypto zostało wszczęte przez Prokuraturę Regionalną w Katowicach w kwietniu pod kątem oszustw znacznej wartości i prania brudnych pieniędzy. Dotychczas wpłynęło kilka tysięcy zawiadomień o przestępstwie. W sierpniu śledztwo ws. Zondacrypto połączono ze śledztwem ws. zaginięcia Sylwestra Suszka, które prowadzi delegatura Prokuratury Krajowej w Katowicach.

Sylwester Suszek to założyciel giełdy kryptowalut BitBay, czyli poprzedniczki Zondacrypto. Zaginął w marcu 2022 r. Ostatni raz był widziany na stacji paliw należącej do Mariana W. ps. „Maniek”.

Następcą Suszka został Przemysław Kral – obecnie kluczowa postać w śledztwie dot. upadku giełdy kryptowalut. Pod koniec sierpnia media podały, że Kral współpracuje z prokuraturą, chcąc uzyskać statusu tzw. małego świadka koronnego (osoba mająca ten status może skorzystać z nadzwyczajnego złagodzenia kary za przestępstwa popełnione wraz z innymi, pod warunkiem współpracy z organami ścigania). Biznesmena w śledztwie reprezentują adwokaci Roman Giertych i Jacek Dubois. Jak przekazał Giertych, w trakcie czynności procesowych Kral przedłożył do dyspozycji prokuratury majątek do zaspokojenia roszczeń pokrzywdzonych.

W ramach śledztwa zatrzymano i aresztowano prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego Radosława Piesiewicza. Przedstawiono mu zarzuty płatnej protekcji oraz zaspokajania grupy wierzycieli Zondacrypto z pokrzywdzeniem innych osób w związku z grożącą giełdzie kryptowalut niewypłacalnością. Nie przyznał się do winy. W środę w związku ze sprawą zatrzymane zostały jeszcze trzy inne osoby. Usłyszały one zarzuty, a w piątek zostały tymczasowo aresztowane.(PAP)

Amerykańskie wojsko: Zniszczyliśmy trzy irańskie tankowce

0

Dowództwo Centralne USA (CENTCOM) poinformowało w sobotę, że wojska amerykańskie zniszczyły trzy irańskie tankowce w odwecie za wcześniejsze irańskie ataki na okręty Stanów Zjednoczonych.

Jak poinformowało dowództwo, siły USA „trwale unieruchomiły” tankowiec M/T Downy przy wyspie Chark oraz M/T Stark 1 w okolicach miejscowości Dżask nad cieśniną Ormuz. Kompletnie zniszczony został z kolei pusty tankowiec M/T Kylo w Zatoce Omańskiej. Wcześniej Amerykanie polecili ewakuację statku. Wszystkie trzy mają być częścią irańskiej „floty cieni”.

„Iran nie ma żadnych środków, by ich bronić” – napisano w oświadczeniu CENTCOM na platformie X.

Według CENTCOM, do uderzeń doszło po tym jak siły Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej wystrzeliły rakiety balistyczne w kierunku amerykańskiego lotniskowca oraz niszczyciela rakietowego. Okręty miały uniknąć trafienia.

„Niech przesłanie do Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej będzie jasne: jeśli ostrzelacie dwa nasze okręty, poniesiecie jeszcze większe koszty ekonomiczne – zniszczymy trzy z waszych” – powiedział admirał Brad Cooper, dowódca CENTCOM. „Nie zawahamy się bronić sił amerykańskich, a w razie potrzeby zniszczyć ograniczoną i odsłoniętą irańską flotę naftową” – dodał.

Sobotnia wymiana ognia to ciąg dalszy wzajemnych amerykańsko-irańskich ostrzałów w ostatnich dniach, wznowionych w poprzedni weekend po miesiącu przerwy. Wojna rozpoczęła się pod koniec lutego. Najbardziej intensywna faza walk zakończyła się w kwietniu, ale od tego czasu dochodzi do sporadycznych ostrzałów.

Do kolejnych walk doszło dwa dni po tym, jak wiceprezydent J.D. Vance zbagatelizował obawy dotyczące stanu konfliktu podczas czwartkowej konferencji prasowej, mówiąc dziennikarzom, że „nie nazwałby wojną” konfliktu z Iranem, bo „nie ma aktywnych strzelanin”.

Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)

Putin spotkał się z wysłannikami Trumpa; sytuację określił jako „trudną”

0

Przywódca Rosji Władimir Putin spotkał się w sobotę na Kremlu ze specjalnymi wysłannikami prezydenta USA Donalda Trumpa, Steve’em Witkoffem i Jaredem Kushnerem. Putin ocenił, że sytuacja, z którą muszą się zmierzyć, jest „trudna” – podał Reuters, powołując się na nagranie opublikowane na platformie MAX.

Putin pochwalił współpracę z amerykańskimi wysłannikami i podkreślił, że kontakty między Moskwą a Waszyngtonem „zawsze były korzystne”.

Witkoff przekazał Putinowi pozdrowienia od Trumpa i podziękował mu za zawieszenie broni na czas wizyty amerykańskiej delegacji. Rosyjski przywódca zapewnił, że jego kraj dołoży wszelkich starań, aby zagwarantować bezpieczeństwo mediatorów.

Witkoff i Kushner przybyli do Moskwy na rozmowy dotyczące zakończenia wojny w Ukrainie.

Jak poinformował portal Ukrainska Prawda, przed spotkaniem z Putinem amerykańscy negocjatorzy spędzili 3,5 godziny na lunchu z doradcą rosyjskiego przywódcy Kiriłłem Dmitrijewem.

Witkoff i Kushner w niedzielę mają przybyć do Kijowa. Chociaż wysłannicy Trumpa od 2025 r. są zaangażowani w negocjacje dotyczące pokoju między Rosją a Ukrainą, nigdy w tym czasie nie odwiedzili ukraińskiej stolicy. Kilkakrotnie byli w Moskwie, spotykając się m.in. z Putinem.

W związku z rozmowami Putin polecił w sobotę wstrzymać na trzy dni, do poniedziałku, ataki na Kijów. Prezydent Wołodymyr Zełenski zapewnił, że jeżeli Rosjanie będą się trzymać tej deklaracji, Ukraina nie będzie w tym czasie atakować Moskwy.

W sobotę wieczorem Rosja przeprowadziła kolejne ataki na obwód kijowski, zginęły co najmniej dwie osoby – przekazała ukraińska policja. (PAP)

mgp/ adj/

Pierwszy skazany w sprawie „Teksańskich Pól Śmierci”. Znaleziono tam ciała ponad 30 kobiet

0

61-letni James Elmore Jr został skazany na 20 lat więzienia za nieumyślne spowodowanie śmierci Laury Miller, której ciało znaleziono w 1986 roku na obszarze tzw. „Teksańskich Pól Śmierci”. To pierwszy wyrok skazujący w jednej ze spraw dotyczących serii zabójstw młodych kobiet, których ciała odnajdywano w rejonie League City wzdłuż autostrady I-45.

Elmore został uznany za winnego podania lub umożliwienia podania Miller śmiertelnej dawki kokainy i skazany na 20 lat więzienia. Laura Miller zaginęła w 1984 roku, a jej ciało odnaleziono dwa lata później. Na Elmorze ciążą również zarzuty dotyczące mataczenia oraz posiadania materiałów przedstawiających seksualne wykorzystywanie dzieci. Proces w tych sprawach ma rozpocząć się w październiku.

Przełom w głośnej „zimnej sprawie” nastąpił w 2022 roku, gdy Elmore sam skontaktował się z Timem Millerem, ojcem Laury i założycielem organizacji Texas EquuSearch. Miał wówczas przyznać, że był obecny w czasie śmierci dziewczyny.

Głównym podejrzanym w sprawie zaginięcia i śmierci Laury Miller nie był Elmore, tylko Clyde Hendrick. uznawany za głównego podejrzanego również o zabójstwo oraz śmierć trzech innych kobiet w latach 1984-1991. Hedrick, który w 2014 roku został skazany za zabójstwo Ellen Beason, popełnił samobójstwo w marcu tego roku, krótko przed planowanym przedstawieniem mu aktu oskarżenia w sprawie kolejnych zabójstw.

„Teksańskie Pola Śmierci” to określenie obszaru, na którym od lat odnajdywano ciała dziewcząt i młodych kobiet. Łącznie mowa o ponad 30 ofiarach, a większość spraw pozostaje niewyjaśniona. W 2022 roku William Reece przyznał się do zabójstw Laury Smither, Jessiki Cain i Kelli Cox, co było kolejnym przełomem w najbardziej tajemniczej „zimnej sprawie” w Teksasie.

Red. JŁ

Nastolatek próbował wnieść naładowaną broń na trening futbolu

0

17-latek został zatrzymany po przyniesieniu naładowanego pistoletu na teren Frank J. Macchiarola Educational Complex na Brooklynie, wcześniej znanego jako Sheepshead Bay High School. Broń znaleziono w jego plecaku podczas kontroli przy wejściu do placówki. Nikt nie został ranny.

Do zdarzenia doszło w piątek około godz. 14:50. Nastolatek przechodził przez bramkę wykrywającą metal, gdy pracownicy ochrony stwierdzili, że w jego plecaku znajduje się naładowany pistolet. Pomiędzy jednym z ochroniarzy a 17-latkiem doszło następnie do szarpaniny.

Nastolatek zdołał uciec, pozostawiając na miejscu plecak z bronią. Chwilę później został zatrzymany przez policję.

Okoliczności zdarzenia i motyw nastolatka są badane przez nowojorską policję (NYPD) oraz Departament Edukacji.

Red. JŁ

Groził „wyciągnięciem wnętrzności” gubernatorowi Teksasu. 36-latek w areszcie

0

36-letni Brandon Andrew Miller został aresztowany w związku z groźbami śmierci i okaleczenia, które miał kierować wobec gubernatora Teksasu Grega Abbotta. Jak ustalono, mężczyzna pozostawił dwie wiadomości głosowe, w których groził uśmierceniem i zranieniem polityka. Sprawą zajął się teksański Departament Bezpieczeństwa Publicznego (DPS).

Groźby nagrano 21 sierpnia w godzinach wieczornych. W pierwszej wiadomości, wysłanej o godz. 20:12, Miller miał stwierdzić, że Abbott jest „zwolniony”, a następnie zagrozić, że „zabiją go”, używając przy tym wulgaryzmów. Dwie minuty później pozostawił kolejną wiadomość, w której miał dodać: „Gdybym mógł wyciągnąć ci wnętrzności przez gardło i zmusić do patrzenia, zrobiłbym to”.

Śledztwo rozpoczęto 26 sierpnia. Funkcjonariusze ustalili, że numer telefonu, z którego pozostawiono wiadomości, był powiązany z kontem Verizon zarejestrowanym na Millera. Dane lokalizacyjne wskazały okolice Whitney.

Mężczyzna usłyszał zarzut kierowania groźby terrorystycznej wobec funkcjonariusza publicznego. Pracownicy biura gubernatora zeznali, że otrzymane wiadomości wzbudziły w nich obawy o zdrowie i życie Abbotta.

Red. JŁ

Strzelanina po kłótni o miejsce parkingowe. Kobieta nie odpowie za śmierć 62-latka

0

Melissa Payne nie odpowie karnie za zastrzelenie 62-letniego Barta DiGuglielmo na parkingu Walmartu w North Lauderdale na Florydzie. Prokuratura uznała, że w sprawie ma zastosowanie stanowe prawo Stand Your Ground, pozwalające na użycie „śmiercionośnej siły”, jeśli osoba ma uzasadnione przekonanie, że jej życie lub zdrowie jest zagrożone. Decyzja wywołała sprzeciw rodziny zmarłego.

Do zdarzenia doszło 30 czerwca 2026 roku. Spór między Payne a DiGuglielmo dotyczył miejsca parkingowego, na które oboje chcieli wjechać. Zgodnie z materiałami wideo z miejsca zdarzenia i zeznań świadków mężczyzna początkowo odpuścił i odjechał, ale po około minucie wrócił i wulgarnie zagrozić kobiecie zniszczeniem jej samochodu. Następnie zaparkował na miejscu dla osób z niepełnosprawnościami i ruszył w kierunku Payne.

Payne wysiadła z samochodu z telefonem i legalnie posiadaną bronią. Miała krzyczeć: „Nie podchodź!” oraz „Jeśli podejdziesz, strzelę!”. DiGuglielmo nadal szedł w jej stronę, wymachując kluczykami. Świadkowie próbowali go powstrzymać. Payne wystrzeliła pocisk, który trafił mężczyznę w brzuch. DiGuglielmo zmarł później w szpitalu.

„Nagranie nie dowodzi, że [Payne] miała rację, a raczej wskazuje, że stan Floryda nie może obalić jej twierdzenia, iż ​​miała uzasadnione obawy przed poważnymi obrażeniami ciała, przedstawiając jasne i przekonujące dowody” – napisał prokurator Stephen Zaccor.

„Floryda to stan, w którym obowiązuje zasada Stand Your Ground. [Payne] nie musiała czekać na atak, zanim uciekła się do użycia śmiercionośnej siły” – ocenił.

DiGuglielmo przez 20 lat służył w wojsku, m.in. podczas operacji Pustynna Burza i Pustynna Tarcza, a potem przez około 20 lat pracował jako pielęgniarz na oddziale ratunkowym. Jego rodzina nie zgadza się z decyzją prokuratury. Siostra zmarłego powiedziała, że był „dobrym chrześcijaninem” i nikogo by nie skrzywdził. Córka Amanda prowadzi zbiórkę na pomoc prawną i petycję dotyczącą przejrzystości postępowania. Adwokat rodziny określiła decyzję jako „rozczarowującą”.

Red. JŁ

Bp Ważny: Czasem boję się, co myśli Jezus, kiedy słucha naszych homilii [wywiad]

1

Czasem boję się, co myśli Jezus, kiedy słucha naszych homilii. Z ambony przekazywany jest obraz Boga surowego i podejrzliwego, podczas gdy w Ewangelii spotykamy Chrystusa, który jest bliski grzesznikom i cierpliwy wobec pogubionych – powiedział PAP bp Artur Ważny.

PAP: W ubiegłym tygodniu opublikowany został Dekret ogólny Konferencji Episkopatu Polski w sprawie wymagań stawianych kandydującym do stałej posługi katechisty. Kim jest katechista? Czy to nowa posługa w Kościele?

Biskup sosnowiecki Artur Ważny: To nie jest nowa nazwa dla katechety ani „świecki ksiądz”. Katechista to kobieta lub mężczyzna, których Kościół po rozeznaniu i przygotowaniu ustanawia do stałej posługi głoszenia i przekazywania wiary. Sama posługa jest stara jak Kościół, nowe jest jej formalne umocowanie.

W praktyce katechista ma być człowiekiem, który bierze odpowiedzialność za to, by wiara nie kończyła się na szkolnej lekcji czy niedzielnym kazaniu. Ma pomagać w przygotowaniu do sakramentów, prowadzić katechezę dorosłych i rodzin, wspierać grupy parafialne, docierać do tych, którzy od Kościoła odeszli albo dopiero pytają, czy jest w nim dla nich miejsce. To także obecność przy człowieku w momentach granicznych: kryzysie wiary, chorobie, żałobie czy życiowym pogubieniu. I właśnie temu służy ten dekret: nie mnożeniu funkcji, ale nazwaniu odpowiedzialności. Kościół chce jasno powiedzieć, kogo formuje, komu ufa i kogo posyła, by wiara była przekazywana nie tylko z ambony, ale także od osoby do osoby.

PAP: Czy w polskich parafiach działają już katechiści? Jeśli tak, to ilu ich jest?

Bp A.W.: Tak, katechiści już są obecni w polskich parafiach, choć ich posługa rozwijała się dotąd nierównomiernie i przede wszystkim lokalnie. Są diecezje, które od lat przygotowują świeckich do prowadzenia katechezy parafialnej, towarzyszenia dorosłym, rodzinom czy osobom przygotowującym się do sakramentów. W niektórych miejscach są ich dziesiątki. Nie potrafimy jednak dziś podać jednej uczciwej liczby dla całej Polski, bo dotąd nie funkcjonował jeden ogólnopolski model tej posługi ani wspólny sposób jej ewidencjonowania.

PAP: W większości parafii, jeśli nie we wszystkich, katechezy odbywają się od dawna. Czym nowe katechezy, prowadzone według wskazań Zespołu roboczego ds. katechezy parafialnej, kierowanego przez księdza biskupa, będą się różnić od dotychczasowych?

Bp A.W.: Kościół nie czekał na nowy dokument, żeby zacząć katechizować, od lat prowadzi się przygotowanie do sakramentów, formację dzieci, młodzieży czy narzeczonych. Tego nie trzeba unieważniać. Trzeba to pogłębić i połączyć w jedną drogę. Katecheza parafialna nie może być tylko „przedsionkiem” do I Komunii czy bierzmowania albo swoistą „metą” wieńczącą przyjęcie sakramentów. Sakrament zaś nie jest nagrodą za ukończony kurs. Jest spotkaniem z Chrystusem, które domaga się dalszej drogi.

Dlatego parafia ma być miejscem, gdzie człowiek uczy się słuchać Słowa, modlić się, rozumieć liturgię, rozeznawać swoje życie, brać odpowiedzialność za innych i odkrywać, że wiara nie jest dodatkiem do codzienności, ale sposobem przeżywania każdego dnia powszedniego i świątecznego. Najważniejsza zmiana jest więc głębsza niż nowy program. Chodzi o przejście od katechezy, która przygotowuje do wydarzenia, do katechezy, która rodzi ucznia i misjonarza. Od przekazania treści do wtajemniczenia w życie z Chrystusem. Bo parafia nie jest punktem usług religijnych. Jest wspólnotą, w której człowiek ma nauczyć się żyć Ewangelią na co dzień, a potem pragnąć nią się dzielić.

PAP: Kiedy mówimy o katechezach, mamy na myśli najczęściej katechezy dla dzieci. Czy dorośli też potrzebują dziś katechez?

Bp A.W.: Paradoksalnie powiedziałbym, że to właśnie dorośli najbardziej dziś potrzebują katechezy. Dziecko może nauczyć się modlitwy czy prawd wiary, ale to dorosły musi odpowiedzieć sobie na trudniejsze pytanie: co z tym wszystkim zrobić w życiu, które naprawdę boli, komplikuje się i stawia wymagania? Jednak także i wtedy, kiedy wszystko idzie po naszej myśli, sprawy się układają, pojawiają się nowe perspektywy, ale i pokusy. Wiara dorosłego nie może być tylko pamiątką po I Komunii. Musi umieć przejść przez małżeństwo, rodzicielstwo, pracę, kryzys, chorobę, stratę, aż po własne umieranie. I właśnie tu potrzebna jest katecheza: nie jako kolejna lekcja, ale jako pomoc w odczytywaniu własnego życia w świetle Ewangelii.

Kościół od dawna przypomina, że katecheza dorosłych jest jedną z podstawowych jej form, bo to dorośli kształtują klimat wiary w domu. To rodzice są pierwszymi katechetami dzieci. Dlatego jeśli chcemy mieć dojrzałe chrześcijaństwo, nie możemy katechizować wyłącznie dzieci. Trzeba formować tych, którzy potem zwłaszcza swoim życiem pokazują dzieciom, jak Ewangelia działa teraz, w tej sekundzie.

PAP: Dzieci i młodzież często przychodzą na katechezy, ponieważ udział w nich jest warunkiem dopuszczenia do I Komunii św. i bierzmowania. Jak przekonać zabieganych dorosłych, że warto znaleźć czas pomiędzy pracą zawodową i obowiązkami domowymi, żeby przyjść w tygodniu do kościoła na katechezę?

Bp A.W.: Nikogo nie przekonamy kolejnym obowiązkiem. Dorosły ma ich wystarczająco dużo. Jeśli katecheza parafialna będzie jeszcze jednym punktem do odhaczenia między pracą, zakupami i odbieraniem dzieci, przegra z codziennością. Musi odpowiadać na pytania, które dorosły nosi: jak kochać, kiedy jest trudno, brzydko, byle jak? Dlatego nie chodzi tylko o to, żeby człowiek przyszedł do kościoła posłuchać o Bogu. Chodzi o stworzenie takiej przestrzeni, w której odkryje, że Bóg mówi o jego życiu i do jego życia.

Dobra katecheza dorosłych powinna łączyć Słowo Boże z doświadczeniem człowieka, dawać miejsce na pytania, rozmowę, modlitwę i wspólnotę. Nie wykład dla „grzecznych katolików”, ale spotkanie, po którym człowiek wraca do domu trochę bardziej zintegrowany, pojednany z Bogiem, sobą i drugim człowiekiem. Chrystus nie mówił ludziom: znajdźcie dla Mnie jeszcze jedną godzinę w kalendarzu. Pokazywał im, że właśnie w ich zwyczajnym życiu Bóg jest bliżej, niż sądzili. I takiej katechezy potrzebują dziś dorośli: nie kolejnego ciężaru, ale światła, z którym łatwiej nieść to, co dźwigają. Jeśli najpierw przez katechezę ewangelizacyjną odkryją i doświadczą spotkania oraz nawiążą żywą relację z Jezusem, wtedy nie boję się o to, czy znajdą czas, by poznawać Go w jakimkolwiek czasie. To trochę tak jak z zakochanymi, kiedy wybuchnie między nimi uczucie, wszystko zrobią, by znajdować czas na spotkania.

PAP: Jakiego typu duchowości poszukują dziś ludzie? Co mocniej przemawia: nabożeństwa majowe czy modlitwa uwielbienia na stadionie?

Bp A.W.: Nie wybierałbym między różańcem pod kapliczką a uwielbieniem na stadionie, bo nie ma Kościoła „tych od różańca” i „tych od uwielbienia”, i jeszcze tych „od liturgii tradycyjnej”. Jest jeden Kościół, w którym Duch Święty daje różne języki modlitwy, wrażliwości i różne drogi dojrzewania do tej samej relacji z Chrystusem. Właśnie dlatego nie lubię logiki oblężonej twierdzy: „nasza forma jest prawdziwsza”, „tamci przesadzają”, „my robimy to po katolicku”. Katolickość jest przecież czymś dokładnie odwrotnym. Jest pojemnością serca. Umiejętnością rozpoznania dobra także w formie, która nie jest moją ulubioną.

Benedykt XVI wielokrotnie przypominał, że jedność Kościoła nie oznacza identyczności. Jan Paweł II kochał różaniec, a jednocześnie z ogromną otwartością patrzył na nowe wspólnoty i charyzmaty. To nie są dwa Kościoły. Dlatego warto się tymi formami dzielić. Kto modli się różańcem, może kiedyś pójść na uwielbienie. Kto kocha uwielbienie, może usiąść przy kapliczce na majowym. Nie po to, żeby zmienić „barwy klubowe”, ale żeby zobaczyć, że Bóg jest większy niż mój własny sposób przeżywania wiary. A może największym cudem nie będzie nawet to, że ktoś pokocha nową formę modlitwy. Może cudem będzie, że po wszystkim przestaniemy mówić „oni” i „my”, a zaczniemy mówić po prostu: „Kościół”. Bo Duch Święty naprawdę nie potrzebuje naszej zgody, żeby działać i przy różańcu, i przy gitarze, i przy liturgii.

PAP: Mam wrażenie, że przez wiele lat głównym tematem większości homilii parafialnych był przekaz zasad moralnych, czyli: co katolikom wolno, a co nie. Czy dziś to wystarczy? Co będzie sednem katechez: przekaz moralnej nauki Kościoła czy budowanie żywej relacji z Chrystusem?

Bp A.W.: Czasem naprawdę boję się, co myśli Jezus, kiedy słucha naszych homilii. Czy rozpoznaje w nich siebie? Bo bywa, że z ambony powstaje obraz Boga surowego, podejrzliwego, stojącego z notesem i sprawdzającego, kto czego nie dopilnował. A potem otwieramy Ewangelię i spotykamy Chrystusa, który jest Barankiem: pokornym, miłosiernym na wskroś, bliskim grzesznikom, cierpliwym wobec pogubionych. Oczywiście mówi też: „nawróć się”, stawia wymagania, nazywa zło złem. Ale najpierw patrzy na człowieka z miłością.

I czasem mam ochotę zapytać: czy przypadkiem nie próbujemy Jezusa trochę poprawić, żeby był bardziej surowy, bardziej przewidywalny, bardziej podobny do nas? Problem nie polega na tym, że Kościół ma przestać mówić o moralności. Ewangelia bez wezwania do przemiany byłaby niepełna. Problem zaczyna się wtedy, kiedy zamieniamy kolejność. Chrześcijaństwo nie zaczyna się od: „to ci wolno, tego nie wolno”. Zaczyna się od: „Jesteś kochany. Chrystus oddał za ciebie życie. Przyjmij Ducha Świętego. Chodź za Jezusem”. Dopiero z tej relacji rodzi się sposób życia.

Człowiek nie rezygnuje ze zła po to, żeby zasłużyć na Boga. Rezygnuje ze zła, ponieważ spotkał Boga i nie chce już żyć tak, jakby Go nie znał. Dlatego sednem katechezy nie może być ani sama moralność, ani sama emocja religijna. Sednem jest Chrystus. Jego poznanie, spotkanie z Nim, wejście w Jego sposób patrzenia na siebie, drugiego człowieka i świat. A wtedy przykazania przestają być płotem ustawionym wokół życia. Największym zadaniem katechezy jest dziś nie nauczyć człowieka najpierw, czego Bóg od niego chce, ale pozwolić mu odkryć, jaki Bóg naprawdę jest.

PAP: Na portalu X napisał ksiądz biskup mocne słowa: „Porzućmy manię manipulowania Słowem Bożym i czynienia z niego oręża w sporach. Przestańmy lepić własną, politycznie skrojoną ewangelię”. Czy zdaniem księdza biskupa mamy z tym w Polsce problem?

Bp A.W.: Tak, mamy z tym problem. Czasem bierzemy Ewangelię do ręki nie po to, żeby ona nawróciła nas, ale żeby potwierdziła, że to my mamy rację. Wtedy Słowo Boże przestaje być lustrem, a staje się amunicją. Ewangelia jest pełna wolności i nie da się jej zamknąć po jednej stronie politycznego sporu. Upomni się o życie, rodzinę i prawdę, ale także o ubogiego, obcego, skrzywdzonego i odrzuconego. Jeśli zawsze zgadza się z moim obozem, a nigdy mnie nie uwiera, to być może nie słucham już Chrystusa. Słucham własnego ego i jego echa.

Kościół ma prawo mówić o sprawach publicznych. Ale czym innym jest oświetlać politykę Ewangelią, a czym innym przykrawać Ewangelię do polityki. I tej różnicy trzeba dziś pilnować bardzo mocno. Kiedy bowiem zamieniamy wiarę w ideologię, natychmiast tracimy z oczu konkretnego człowieka, a w jego miejsce wstawiamy przeciwnika, którego trzeba za wszelką cenę pokonać odpowiednio dobranym cytatem z Pisma Świętego. Tymczasem Chrystus nie przyszedł po to, aby wygrywać polityczne debaty i polaryzować społeczeństwo, lecz aby szukać tego, co zginęło – a nasza Eucharystia traci swój głęboko jednoczący sens, jeśli prosto od ołtarza idziemy na mentalne barykady, by bezwzględnie zwalczać tych, którzy myślą inaczej.

Ponadto, sprowadzając Dobrą Nowinę do roli partyjnego manifestu, dramatycznie i na własne życzenie osłabiamy nasz potencjał ewangelizacyjny, na co ze szczególną, krytyczną wrażliwością reagują dziś ludzie młodzi. Mają oni absolutnie bezbłędny radar na duszpasterską hipokryzję i natychmiast odrzucą religię będącą jedynie narzędziem społecznej mobilizacji, chociaż – jestem o tym z częstych spotkań z nimi głęboko przekonany – w głębi serca wciąż pozostają niesamowicie głodni autentycznego, niefiltrowanego przez żadną partię, kochającego Jezusa.

PAP: Kiedy katechezy w nowej odsłonie rozpoczną się w parafiach?

Bp A.W.: Formalnie jeszcze czekamy na zatwierdzenie wytycznych podczas październikowych obrad Konferencji Episkopatu Polski, ale już od września br. zaczyna się szersze wdrażanie nowych założeń w parafiach. Nie będzie jednego dnia „startu”. To proces. Zależy nam przede wszystkim na tym, aby w ramach tego trwającego już procesu przejść od szkolnego przekazywania suchej wiedzy do tworzenia przestrzeni pogłębionego spotkania z żywym Bogiem i drugim człowiekiem. Taka głęboka zmiana duszpasterskiej mentalności wymaga od nas wszystkich ogromnej cierpliwości, duszpasterskiej wrażliwości i wzajemnego słuchania, ponieważ prawdziwego nawrócenia pastoralnego nie da się przecież zadekretować zza biurka jednym urzędowym pismem. Zamiast więc narzucać sztywne ramy, chcemy mądrze i z miłością towarzyszyć każdej wspólnocie w jej własnym tempie dojrzewania, by nasze parafie stawały się żywymi, otwartymi domami, w których młodzi ludzie oraz dorośli nie będą tylko anonimowymi słuchaczami, lecz zaproszonymi do współtworzenia Kościoła.

Rozmawiała Iwona Żurek (PAP)

Kuba/ Tysiące zachorowań na schorzenia układu pokarmowego z powodu niedoborów wody pitnej spowodowanych brakiem prądu

0

Z powodu regularnych niedoborów wody pitnej spowodowanych brakiem prądu na Kubie tysiące osób zapadły w ostatnich dniach na schorzenia układu pokarmowego, alarmują opozycyjne media.

W piątek alert sanitarny wydały służby konsularne USA przestrzegając przed pogarszającymi się warunkami życia na wyspie doświadczanej brakiem energii elektrycznej oraz wody pitnej.

Według nich pogłębiające się niedobory wpływają szczególnie na pogorszenie się jakości wody pitnej, a także żywności. Odnotowały one liczne zachorowania na skutek infekcji pałeczkami E. coli, norowirusami oraz bakteriami Shigella.

Cytujące amerykańskich dyplomatów niezależne Radio Marti sprecyzowało, że trudność w walce z chorobami potęguje niedobór lekarstw na Kubie,a także rosnące sterty śmieci i zanieczyszczeń na ulicach dużych miast.

Zdaniem rozgłośni znaczący wzrost zachorowań na choroby układu pokarmowego, przejawiające się gorączką, wymiotami i biegunką, notowany jest w ostatnich dniach szczególnie w aglomeracji Hawany, stolicy kraju.(PAP)

zat/

Drzewa mają „mięśnie”, które pomagają im się prostować

0

Drzewa potrafią rozpoznawać kształt własnego pnia i na tej podstawie korygować jego położenie. Naukowcy ustalili, że odpowiada za to drewno tensyjne, które dzięki propriocepcji może działać po przeciwnych stronach pnia podobnie jak para mięśni.

Artykuł na ten temat ukazał się w czasopiśmie „New Phytologist”.

Badacze z francuskiego Narodowego Instytutu Badawczego Rolnictwa, Żywności i Środowiska (INRAE) przypomnieli w nim, że choć rośliny nie przemieszczają się, mają zdolność ruchu i mogą zmieniać kierunek wzrostu w odpowiedzi na warunki otoczenia, m.in. na światło i grawitację. Potrafią również rozpoznawać kształt i położenie własnego ciała, a dzięki temu kontrolować swoją postawę.

Zdolność tę określa się mianem propriocepcji. U ludzi i innych zwierząt pozwala ona orientować się, gdzie znajdują się poszczególne części ciała, nawet bez patrzenia na nie. Przez długi czas uważano, że jest to cecha charakterystyczna wyłącznie dla zwierząt. W 2012 r. zespół z udziałem badaczy INRAE wykazał jednak, że jej odpowiednik występuje także u roślin.

Nie było natomiast jasne, w jaki sposób informacja o własnym kształcie przekłada się u nich na zmianę położenia.

Aby to sprawdzić, naukowcy musieli oddzielić propriocepcję od innych bodźców wpływających na kierunek wzrostu. Skonstruowali specjalne urządzenie – obracającą się poziomą platformę umieszczoną wewnątrz kuli oświetlanej ze wszystkich stron. Dzięki obracaniu platformy drzewa nie odbierały sygnału o stałym kierunku grawitacji, a równomierne oświetlenie eliminowało wpływ kierunku światła.

Do doświadczeń wykorzystano młode topole. Najpierw badacze umieścili je poziomo poza urządzeniem. Z czasem rośliny zaczęły wyginać się ku górze, dążąc do pionu, aż ich wierzchołki znalazły się ponownie w tej pozycji.

Już wcześniej było wiadomo, że za taki ruch odpowiada szczególny rodzaj tkanki występujący u drzew liściastych – drewno tensyjne (inaczej ciągliwe, napięciowe). Powstaje ono zwykle po górnej stronie pochylonego pnia lub gałęzi i wytwarza siłę, która ciągnie tę część pędu, powodując jego wygięcie. Z tego względu autorzy porównują jego działanie do mięśnia.

Po około dziesięciu dniach, gdy pnie topoli były już wyraźnie zakrzywione ku górze, naukowcy przenieśli je do skonstruowanego wcześniej urządzenia. W kolejnych tygodniach zauważyli, że rośliny stopniowo traciły wcześniejsze wygięcie i ponownie stawały się proste.

Badacze sprawdzili, jakie drewno tworzyło się podczas tego procesu. Okazało się, że po uruchomieniu urządzenia drewno tensyjne przestało powstawać po stronie, która wcześniej wyginała pień ku górze, a zaczęło tworzyć się po drugiej. Wytwarzana tam siła działała odwrotnie i powoli niwelowała zakrzywienie.

Zdaniem naukowców oznacza to, że drewno tensyjne może pełnić dwie odmienne funkcje. Nie służy jedynie do wyginania pochylonej rośliny ku górze, jak dotąd sądzono. W zależności od potrzeb może powstawać po różnych stronach pnia i działać, jak para antagonistycznych mięśni, które u zwierząt wykonują ruchy w przeciwnych kierunkach.

O tym, gdzie ma zostać uruchomiony ten mechanizm, decyduje m.in. propriocepcja rośliny. Drzewo zestawia informacje o własnym kształcie z sygnałami pochodzącymi z otoczenia, np. dotyczącymi światła i grawitacji, i na tej podstawie reguluje powstawanie drewna tensyjnego.

Autorzy określają ten mechanizm jako pętlę czuciowo-ruchową w zdrewniałych częściach rośliny. Pozwala ona nie tylko zmienić położenie pnia, ale także skorygować je, jeśli wygięcie stanie się zbyt duże.

Ich zdaniem odkrycie tego mechanizmu jest bardzo ważne i może mieć zastosowania praktyczne. Zaburzenia w kolejnych etapach powstawania drewna tensyjnego mogą prowadzić do nadmiernych naprężeń wewnątrz pnia, a tym samym pogarszać jakość surowca drzewnego. Lepsze poznanie tego mechanizmu może więc pomóc w produkcji drzew prostszych, wytwarzających drewno o lepszych właściwościach.

Wiedzę tę można wykorzystać także w rolnictwie. Selekcja roślin, które skuteczniej utrzymują prawidłową postawę, mogłaby pomóc ograniczyć tzw. wyleganie zbóż, czyli przewracanie się łodyg przed zbiorem i związane z tym straty plonów.

Katarzyna Czechowicz (PAP)

Niemcy/ „Strategiczne głosowanie” ma zatrzymać marsz AfD po władzę w Saksonii-Anhalcie

0

Przeciwnicy napędzanej posępnymi nastrojami społecznymi Alternatywy dla Niemiec (AfD) próbują zatrzymać jej marsz po władzę w Saksonii-Anhalcie, mobilizując wyborców do „strategicznego głosowania” na partie walczące o przekroczenie progu wyborczego.

W niedzielę mieszkańcy Saksonii-Anhaltu wybiorą nowy landtag. Prawicowo-populistyczna Alternatywa dla Niemiec jest zdecydowanym faworytem wyborów. W ostatnich sondażach to antyestablishmentowe ugrupowanie uzyskuje od 40 do 43 proc. poparcia. Stoi przed szansą, by po raz pierwszy sięgnąć po władze na poziomie kraju związkowego.

Niemiecka prasa głosowanie w Saksonii-Anhalcie określa jako „potencjalnie historyczne”, nazywa także „wyborami ostatniej szansy dla kanclerza Friedricha Merza”. Wszyscy rozmówcy PAP w Saksonii-Anhalcie podkreślają jedno – kwestia poparcia lub sprzeciwu wobec AfD absolutnie zdominowała kampanię, spychając na dalszy plan sprawy lokalne.

Przeciwnicy AfD są optymistami, bo ich zdaniem sukces przyniesie kampania promowania „głosowania strategicznego”. Chodzi w niej o to, by głosować na walczące o przekroczenie wyborczego progu SPD lub Zielonych i w ten sposób pomóc im wejść do landtagu. Założenie jest proste: jeśli oba ugrupowania znajdą się w parlamencie, to zwiększy się liczba mandatów przypadających partiom innym niż AfD i zmniejszy szansa, że to ugrupowanie utworzy rząd.

W Magdeburgu, stolicy Saksonii-Anhaltu, mobilizacja przeciwko AfD jest szeroka, od kościołów przez organizacje pozarządowe po związki zawodowe. Pod koniec sierpnia w mieście odbył się „strajk migrantów”. Na kilka godzin zamknięto ponad setkę lokali, w tym sklepów, restauracji czy zakładów fryzjerskich, prowadzonych przez osoby o takim pochodzeniu. Była to odpowiedź na postulaty niektórych polityków AfD dotyczące konieczności masowych deportacji, wzorowanych na tych w USA.

Na sobotę, dzień przed wyborami, w mieście planowana jest masowa demonstracja, nazywana „Festiwalem Demokracji”. Współorganizuje ją Pascal Begrich, dyrektor zarządzający w organizacji pozarządowej Miteinander, która zajmuje się przeciwdziałaniem ekstremizmowi, prowadzi szkolenia dla szkół i samorządów oraz pracuje z osobami ulegającymi radykalizacji. Begrich uważa, że jednym z problemów obecnej kampanii jest dominacja narracji o kryzysie i upadku. – Ludzie odnoszą wrażenie, że wszystko staje się coraz gorsze, że Niemcy i Europa stoją nad przepaścią, że projekt europejski się rozpada. To poważny problem debaty politycznej – ocenia w rozmowie z PAP.

Według niego problemy gospodarcze czy społeczne są realne, ale nie odpowiadają apokaliptycznemu obrazowi obecnemu często w mediach społecznościowych. – Są powody do niepokoju, ale nie ma powodów do paniki – podkreśla.

Profesor socjologii na Uniwersytecie Nauk Stosowanych Magdeburg-Stendal Rahim Hajji wskazuje, że na wschodzie Niemiec jest słabsze zaufanie do instytucji oraz większa podatność na teorie spiskowe. Znaczenie mają odmienne postawy wobec migracji, polityki klimatycznej oraz wojny Rosji przeciwko Ukrainie.

– Są ludzie, którzy czują się niepewnie ekonomicznie, podkreślam słowo „czują” – mówi PAP Hajji.

W rozmowach prowadzonych w Saksonii-Anhalcie regularnie wraca też doświadczenie transformacji po 1990 roku – poczucie, że instytucje i zasady zostały „urządzone przez innych”, wraz z odpływem młodych ludzi na zachód i osłabieniem zakorzenienia tradycyjnych partii. Jak zauważa Hajji, AfD jest dziś szczególnie silna wśród robotników i osób o średnim poziomie wykształcenia, ale nie można jej opisywać wyłącznie jako partii ekonomicznego protestu.

Napięcie widać chociażby na plakat wyborczych. Na posterach AfD na prowincji widać hasła: „By ratować kraj” czy „By znów można było powiedzieć to, co się myśli”. Towarzyszą one plakatom wzywającym do odbudowy gazociągu Nord Stream i ponownego importu gazu z Rosji. Afisze drugiej strony oskarżają natomiast AfD wprost o nazizm.

Na wynik wyborów oddziałuje jednocześnie polityka federalna. W rozmowach z PAP lokalni politycy w Magdeburgu przyznają nieoficjalnie, że rząd CDU/SPD w Berlinie powoduje, że mają „wiatr w oczy”. Powszechne niezadowolenie z kanclerza, polityki gospodarczej, emerytalnej czy systemu ochrony zdrowia ma być przenoszone na wybory, które formalnie dotyczą władz landu.

Merz mimo tego zaangażował się w ostatnią fazę kampanii. Jego wizycie w landzie nie towarzyszył jednak wiec ani spotkania z mieszkańcami. Tygodnik „Der Spiegel” oceniał, że szef rządu prowadzi kampanię w „trybie incognito” i stał się obecnie raczej obciążeniem niż atutem dla polityków CDU prowadzących kampanię.

Z Magdeburga Mateusz Obremski (PAP)

Kreml: Putin polecił nie atakować Kijowa przez trzy dni w związku z przygotowaniami do rozmów z amerykańskimi wysłannikami

0

Przywódca Rosji Władimir Putin polecił nie atakować Kijowa przez trzy dni, począwszy od północy z piątku na sobotę, w związku z przygotowaniami do rozmów z amerykańskimi wysłannikami – poinformowała w sobotę agencja Reutera, powołując się na rzecznika Kremla Dmitrija Pieskowa.

Pieskow powiadomił w rozmowie z rosyjskimi państwowymi mediami, że wysłannicy prezydenta USA Donalda Trumpa, Steve Witkoff i Jared Kushner, mają spotkać się w sobotę z Putinem.

Szef Biura Prezydenta Ukrainy Kyryło Budanow oświadczył wcześniej w sobotę, że wstrzymanie ognia zaproponowała Rosji Ukraina. Potwierdził również, że Witkoff i Kushner w niedzielę odwiedzą Ukrainę. Doradca głowy państwa wyraził także przekonanie, że Rosjanie mogą powstrzymać się 6 września od ataków na Kijów ze względu na obecność w ukraińskiej stolicy przedstawicieli amerykańskiej administracji.

W godzinach porannych prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski powiadomił, że Rosja przeprowadziła w nocy z piątku na sobotę celowe ataki na lotniska w Kijowie i Boryspolu, co może być reakcją na dyskusje o możliwym przylocie na Ukrainę amerykańskich wysłanników samolotem i lądowania na jednym z tych lotnisk. (PAP)

 

mw/ rtt/

Słowa kluczowe:

Uber zwolni ponad 360 pracowników w Chicago. Firma redukuje zatrudnienie o 10 procent

0

Uber planuje zwolnić 363 pracowników w swoim biurze w Chicago przy 433 West Van Buren Street. Zgodnie z zawiadomieniem wymaganym przez ustawę WARN w Illinois pierwsze zwolnienia mają rozpocząć się 2 listopada.

Redukcja jest częścią szerszego planu firmy, która zamierza zmniejszyć zatrudnienie o około 10 procent.

Uber chce uprościć strukturę firmy

O planowanych zmianach poinformował pracowników dyrektor generalny Ubera Dara Khosrowshahi. Firma tłumaczy, że w ciągu ostatnich pięciu lat znacząco się rozrosła, wprowadzając nowe produkty i wchodząc na kolejne rynki.

Według Khosrowshahiego rozwój doprowadził jednak do powstania bardziej skomplikowanej struktury organizacyjnej, z większą liczbą szczebli zarządzania i bardziej rozproszoną odpowiedzialnością. Uber chce ją uprościć i dostosować do obecnej skali działalności.

Firma zamierza również zmienić podejście do lokalizacji stanowisk i zespołów, określając na nowo, gdzie powinny być ulokowane poszczególne miejsca pracy.

Tego samego dnia Uber ogłosił współpracę z Wayve

Informacja o zwolnieniach pojawiła się w dniu, w którym Uber poinformował o współpracy z firmą Wayve. Partnerstwo ma doprowadzić do uruchomienia pierwszych przejazdów autonomicznych Ubera w Wielkiej Brytanii.

Redukcja zatrudnienia w Chicago nie oznacza więc wycofywania się firmy z rozwoju nowych technologii. Uber jednocześnie reorganizuje swoje struktury i inwestuje w rozwój usług związanych z pojazdami autonomicznymi.

 

„O’Hare Flyer” budzi sprzeciw mieszkańców. Pociąg na lotnisko miałby przejeżdżać co 15 minut

0

Planowany „O’Hare Flyer” ma połączyć budynek Old Post Office w centrum Chicago z międzynarodowym lotniskiem O’Hare. Pociąg miałby pokonywać trasę w około 15 minut i nie zatrzymywać się po drodze.

Pomysł wykorzystania istniejącej linii kolejowej nie wszystkim jednak przypadł do gustu. Sprzeciwiają się mu mieszkańcy River Forest, których domy znajdują się w bezpośrednim sąsiedztwie torów.

Ponad 200 domów przy trasie

Według władz River Forest w pobliżu planowanej trasy znajduje się ponad 200 domów. Część torów przebiega na nasypie, a część na poziomie gruntu, bardzo blisko prywatnych posesji.

Mieszkańcy podkreślają, że obecnie tory są wykorzystywane przede wszystkim do prac konserwacyjnych, a regularny ruch kolejowy praktycznie zniknął z tej części miejscowości. Ich zdaniem pociąg kursujący co kwadrans oznaczałby zupełnie nową sytuację.

Obawy dotyczą nie tylko hałasu. Mieszkańcy wskazują także na bezpieczeństwo dzieci korzystających z okolicy, wpływ budowy infrastruktury oraz zmianę charakteru spokojnej dzielnicy.

Władze River Forest chcą więcej informacji

Administrator gminy Matt Walsh powiedział, że władze dowiedziały się o projekcie zaledwie kilka tygodni przed jego publicznym ogłoszeniem. Gmina zwróciła się do organizatorów o szczegółowe informacje, ale przed ogłoszeniem projektu nie otrzymała wystarczających odpowiedzi.

Władze chcą zorganizowania publicznych spotkań, podczas których mieszkańcy mogliby poznać szczegóły inwestycji i zadawać pytania. Projekt ma być również omawiany podczas posiedzenia rady River Forest 14 września.

Organizatorzy przekonują, że elektryczny „O’Hare Flyer” będzie bardzo cichy i pozwoli wykorzystać istniejącą infrastrukturę kolejową do znacznego skrócenia podróży między centrum Chicago a lotniskiem.

 

Straż Przybrzeżna ostrzega przed nielegalnymi czarterami na jeziorze Michigan. „To może skończyć się tragedią”

0

Amerykańska Straż Przybrzeżna ostrzega osoby planujące wypoczynek na wodzie podczas weekendu z okazji Święta Pracy. Powodem jest gwałtowny wzrost liczby nielegalnych czarterów wzdłuż nabrzeża Chicago.

W ten weekend żeglarzy i operatorów łodzi monitorują wspólnie Straż Przybrzeżna, Departament Zasobów Naturalnych Illinois oraz chicagowska policja i straż pożarna. Funkcjonariusze zwracają szczególną uwagę na jednostki przewożące pasażerów bez wymaganych zezwoleń i kontroli.

Nie każda łódź nadaje się do przewozu pasażerów

Według Straży Przybrzeżnej nielegalni operatorzy często omijają przepisy, aby zwiększyć swoje zyski. Problemem może być zarówno stan techniczny łodzi, jak i brak odpowiedniego przeszkolenia kapitana oraz załogi.

Urzędnicy przypominają, że jednostki przewożące więcej niż sześciu pasażerów powinny przejść kontrolę Straży Przybrzeżnej i posiadać potwierdzenie aktualnego przeglądu.

Sprawdź operatora przed wynajęciem łodzi

Komisja ds. Bezpieczeństwa Portu w Chicago apeluje, aby przed wynajęciem łodzi sprawdzić uprawnienia operatora, wyposażenie ratunkowe, kamizelki oraz kwalifikacje załogi. Ważnym sygnałem ostrzegawczym może być również brak pisemnej umowy lub sytuacja, w której klient nie ma możliwości wyboru kapitana.

Straż Przybrzeżna przypomina także o podstawowych zasadach bezpieczeństwa: należy nosić kamizelkę ratunkową, przestrzegać ograniczeń prędkości i zgłaszać niebezpieczne lub podejrzane zachowania.

Przedstawiciele Komisji ds. Bezpieczeństwa Portu twierdzą, że tegoroczne zachowanie niektórych żeglarzy na rzece Chicago i jeziorze Michigan jest wyjątkowo lekkomyślne. Według Mike’a McElroya skala problemu jest największa od dziesięcioleci.

 

Prokurator generalny Illinois pozywa firmę remontową. Ponad 70 skarg, wśród poszkodowanych seniorzy

0

93-letni mieszkaniec Illinois, wezwał firmę ABC Plumbing, Sewer, Heating, Cooling and Electric do naprawy skrzypiącego wentylatora w swojej sypialni. Firma została wybrana między innymi ze względu na oferowany kupon rabatowy.

Naprawa została wykonana, ale problem z hałasem pozostał. Kiedy córka i jej mąż zobaczyli rachunek opiewający na 1100 dolarów, uznali, że mężczyzna mógł zostać wykorzystany ze względu na swój wiek.

Pozew prokuratora generalnego

Prokurator generalny Illinois Kwame Raoul złożył pozew przeciwko firmie z Arlington Heights, zarzucając jej stosowanie wprowadzających w błąd praktyk biznesowych. Według jego biura firma miała między innymi przedstawiać klientom umowy na tabletach, bez zapewnienia im papierowych kopii dokumentów.

Raoul poinformował, że jego biuro otrzymało już ponad 70 skarg dotyczących działalności ABC. Wśród zarzutów znalazły się również przypadki kierowania usług do seniorów oraz sporadyczne zatrudnianie hydraulików bez wymaganych uprawnień.

Klienci opisują kolejne problemy

Jedną ze skarg złożyła Amy Mackin z Elgin. Kobieta wezwała firmę po awarii pieca, licząc na szybką pomoc. Zanim przyjechał technik, sama ponownie uruchomiła urządzenie. Mimo to – jak twierdzi – pracownik próbował obciążyć ją kwotą 500 dolarów za ponowne uruchomienie pieca i miał zachowywać się wobec niej agresywnie.

Firma ABC odrzuca możliwość komentowania szczegółów sprawy, ponieważ – jak poinformowała – nie otrzymała jeszcze oficjalnej kopii pozwu i nie zna zawartych w nim zarzutów. Przedstawiciele przedsiębiorstwa podkreślają jednocześnie, że firma od ponad 70 lat świadczy usługi właścicielom domów w rejonie Chicago.

Raoul zaznaczył, że skargi dotyczące usług związanych z naprawami domowymi należą do najczęściej zgłaszanych jego biuru. Jak podkreślił, problem dotyczy nie tylko jednej firmy, ale także innych przedsiębiorstw, które mogą próbować wykorzystywać konsumentów, szczególnie osoby starsze.

 

Policja w Joliet zawiesiła dwóch pracowników. Chodzi o system kamer Flock Safety

0

Komenda Policji w Joliet zawiesiła dwóch pracowników w związku z podejrzeniem niewłaściwego wykorzystania miejskich systemów Flock Safety. Zawieszeni – funkcjonariusz oraz dyspozytor ds. bezpieczeństwa publicznego – zachowali wynagrodzenie.

Sprawą zajmą się niezależne instytucje

Policja przekazała sprawę do zbadania Inspektorowi Generalnemu miasta Joliet oraz Policji Stanowej Illinois. Stanowa policja ma przeprowadzić niezależną kontrolę.

Do czasu zakończenia dochodzenia komenda zapowiedziała ograniczenie komentarzy w sprawie. Jednocześnie rozpoczęto przegląd zasad korzystania z technologii oraz planowane są audyty dotyczące wykorzystywania systemów Flock.

Coraz więcej pytań o prywatność

Kamery Flock Safety wykorzystują automatyczne rozpoznawanie tablic rejestracyjnych. System może rejestrować nie tylko numer tablicy, ale również markę, model i kolor samochodu, a także charakterystyczne elementy pojazdu, takie jak wgniecenia czy naklejki.

Dane trafiają do przeszukiwalnej bazy wykorzystywanej przez organy ścigania, a w niektórych przypadkach również przez prywatne społeczności. Technologia w ostatnich miesiącach jest coraz częściej krytykowana ze względu na kwestie prywatności i możliwość śledzenia przemieszczania się pojazdów.