Amerykańskie wojsko: Zniszczyliśmy trzy irańskie tankowce
Dowództwo Centralne USA (CENTCOM) poinformowało w sobotę, że wojska amerykańskie zniszczyły trzy irańskie tankowce w odwecie za wcześniejsze irańskie ataki na okręty Stanów Zjednoczonych.
Jak poinformowało dowództwo, siły USA „trwale unieruchomiły” tankowiec M/T Downy przy wyspie Chark oraz M/T Stark 1 w okolicach miejscowości Dżask nad cieśniną Ormuz. Kompletnie zniszczony został z kolei pusty tankowiec M/T Kylo w Zatoce Omańskiej. Wcześniej Amerykanie polecili ewakuację statku. Wszystkie trzy mają być częścią irańskiej „floty cieni”.
„Iran nie ma żadnych środków, by ich bronić” – napisano w oświadczeniu CENTCOM na platformie X.
Według CENTCOM, do uderzeń doszło po tym jak siły Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej wystrzeliły rakiety balistyczne w kierunku amerykańskiego lotniskowca oraz niszczyciela rakietowego. Okręty miały uniknąć trafienia.
„Niech przesłanie do Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej będzie jasne: jeśli ostrzelacie dwa nasze okręty, poniesiecie jeszcze większe koszty ekonomiczne – zniszczymy trzy z waszych” – powiedział admirał Brad Cooper, dowódca CENTCOM. „Nie zawahamy się bronić sił amerykańskich, a w razie potrzeby zniszczyć ograniczoną i odsłoniętą irańską flotę naftową” – dodał.
Sobotnia wymiana ognia to ciąg dalszy wzajemnych amerykańsko-irańskich ostrzałów w ostatnich dniach, wznowionych w poprzedni weekend po miesiącu przerwy. Wojna rozpoczęła się pod koniec lutego. Najbardziej intensywna faza walk zakończyła się w kwietniu, ale od tego czasu dochodzi do sporadycznych ostrzałów.
Do kolejnych walk doszło dwa dni po tym, jak wiceprezydent J.D. Vance zbagatelizował obawy dotyczące stanu konfliktu podczas czwartkowej konferencji prasowej, mówiąc dziennikarzom, że „nie nazwałby wojną” konfliktu z Iranem, bo „nie ma aktywnych strzelanin”.
Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)
Putin spotkał się z wysłannikami Trumpa; sytuację określił jako „trudną”
Przywódca Rosji Władimir Putin spotkał się w sobotę na Kremlu ze specjalnymi wysłannikami prezydenta USA Donalda Trumpa, Steve’em Witkoffem i Jaredem Kushnerem. Putin ocenił, że sytuacja, z którą muszą się zmierzyć, jest „trudna” – podał Reuters, powołując się na nagranie opublikowane na platformie MAX.
Putin pochwalił współpracę z amerykańskimi wysłannikami i podkreślił, że kontakty między Moskwą a Waszyngtonem „zawsze były korzystne”.
Witkoff przekazał Putinowi pozdrowienia od Trumpa i podziękował mu za zawieszenie broni na czas wizyty amerykańskiej delegacji. Rosyjski przywódca zapewnił, że jego kraj dołoży wszelkich starań, aby zagwarantować bezpieczeństwo mediatorów.
Witkoff i Kushner przybyli do Moskwy na rozmowy dotyczące zakończenia wojny w Ukrainie.
Jak poinformował portal Ukrainska Prawda, przed spotkaniem z Putinem amerykańscy negocjatorzy spędzili 3,5 godziny na lunchu z doradcą rosyjskiego przywódcy Kiriłłem Dmitrijewem.
Witkoff i Kushner w niedzielę mają przybyć do Kijowa. Chociaż wysłannicy Trumpa od 2025 r. są zaangażowani w negocjacje dotyczące pokoju między Rosją a Ukrainą, nigdy w tym czasie nie odwiedzili ukraińskiej stolicy. Kilkakrotnie byli w Moskwie, spotykając się m.in. z Putinem.
W związku z rozmowami Putin polecił w sobotę wstrzymać na trzy dni, do poniedziałku, ataki na Kijów. Prezydent Wołodymyr Zełenski zapewnił, że jeżeli Rosjanie będą się trzymać tej deklaracji, Ukraina nie będzie w tym czasie atakować Moskwy.
W sobotę wieczorem Rosja przeprowadziła kolejne ataki na obwód kijowski, zginęły co najmniej dwie osoby – przekazała ukraińska policja. (PAP)
mgp/ adj/
Pierwszy skazany w sprawie „Teksańskich Pól Śmierci”. Znaleziono tam ciała ponad 30 kobiet
61-letni James Elmore Jr został skazany na 20 lat więzienia za nieumyślne spowodowanie śmierci Laury Miller, której ciało znaleziono w 1986 roku na obszarze tzw. „Teksańskich Pól Śmierci”. To pierwszy wyrok skazujący w jednej ze spraw dotyczących serii zabójstw młodych kobiet, których ciała odnajdywano w rejonie League City wzdłuż autostrady I-45.
Elmore został uznany za winnego podania lub umożliwienia podania Miller śmiertelnej dawki kokainy i skazany na 20 lat więzienia. Laura Miller zaginęła w 1984 roku, a jej ciało odnaleziono dwa lata później. Na Elmorze ciążą również zarzuty dotyczące mataczenia oraz posiadania materiałów przedstawiających seksualne wykorzystywanie dzieci. Proces w tych sprawach ma rozpocząć się w październiku.
Przełom w głośnej „zimnej sprawie” nastąpił w 2022 roku, gdy Elmore sam skontaktował się z Timem Millerem, ojcem Laury i założycielem organizacji Texas EquuSearch. Miał wówczas przyznać, że był obecny w czasie śmierci dziewczyny.
Głównym podejrzanym w sprawie zaginięcia i śmierci Laury Miller nie był Elmore, tylko Clyde Hendrick. uznawany za głównego podejrzanego również o zabójstwo oraz śmierć trzech innych kobiet w latach 1984-1991. Hedrick, który w 2014 roku został skazany za zabójstwo Ellen Beason, popełnił samobójstwo w marcu tego roku, krótko przed planowanym przedstawieniem mu aktu oskarżenia w sprawie kolejnych zabójstw.
„Teksańskie Pola Śmierci” to określenie obszaru, na którym od lat odnajdywano ciała dziewcząt i młodych kobiet. Łącznie mowa o ponad 30 ofiarach, a większość spraw pozostaje niewyjaśniona. W 2022 roku William Reece przyznał się do zabójstw Laury Smither, Jessiki Cain i Kelli Cox, co było kolejnym przełomem w najbardziej tajemniczej „zimnej sprawie” w Teksasie.
Red. JŁ
Nastolatek próbował wnieść naładowaną broń na trening futbolu
17-latek został zatrzymany po przyniesieniu naładowanego pistoletu na teren Frank J. Macchiarola Educational Complex na Brooklynie, wcześniej znanego jako Sheepshead Bay High School. Broń znaleziono w jego plecaku podczas kontroli przy wejściu do placówki. Nikt nie został ranny.
Do zdarzenia doszło w piątek około godz. 14:50. Nastolatek przechodził przez bramkę wykrywającą metal, gdy pracownicy ochrony stwierdzili, że w jego plecaku znajduje się naładowany pistolet. Pomiędzy jednym z ochroniarzy a 17-latkiem doszło następnie do szarpaniny.
Nastolatek zdołał uciec, pozostawiając na miejscu plecak z bronią. Chwilę później został zatrzymany przez policję.
Okoliczności zdarzenia i motyw nastolatka są badane przez nowojorską policję (NYPD) oraz Departament Edukacji.
Red. JŁ
Groził „wyciągnięciem wnętrzności” gubernatorowi Teksasu. 36-latek w areszcie
36-letni Brandon Andrew Miller został aresztowany w związku z groźbami śmierci i okaleczenia, które miał kierować wobec gubernatora Teksasu Grega Abbotta. Jak ustalono, mężczyzna pozostawił dwie wiadomości głosowe, w których groził uśmierceniem i zranieniem polityka. Sprawą zajął się teksański Departament Bezpieczeństwa Publicznego (DPS).
Groźby nagrano 21 sierpnia w godzinach wieczornych. W pierwszej wiadomości, wysłanej o godz. 20:12, Miller miał stwierdzić, że Abbott jest „zwolniony”, a następnie zagrozić, że „zabiją go”, używając przy tym wulgaryzmów. Dwie minuty później pozostawił kolejną wiadomość, w której miał dodać: „Gdybym mógł wyciągnąć ci wnętrzności przez gardło i zmusić do patrzenia, zrobiłbym to”.
Śledztwo rozpoczęto 26 sierpnia. Funkcjonariusze ustalili, że numer telefonu, z którego pozostawiono wiadomości, był powiązany z kontem Verizon zarejestrowanym na Millera. Dane lokalizacyjne wskazały okolice Whitney.
Mężczyzna usłyszał zarzut kierowania groźby terrorystycznej wobec funkcjonariusza publicznego. Pracownicy biura gubernatora zeznali, że otrzymane wiadomości wzbudziły w nich obawy o zdrowie i życie Abbotta.
Red. JŁ
Strzelanina po kłótni o miejsce parkingowe. Kobieta nie odpowie za śmierć 62-latka
Melissa Payne nie odpowie karnie za zastrzelenie 62-letniego Barta DiGuglielmo na parkingu Walmartu w North Lauderdale na Florydzie. Prokuratura uznała, że w sprawie ma zastosowanie stanowe prawo Stand Your Ground, pozwalające na użycie „śmiercionośnej siły”, jeśli osoba ma uzasadnione przekonanie, że jej życie lub zdrowie jest zagrożone. Decyzja wywołała sprzeciw rodziny zmarłego.
Do zdarzenia doszło 30 czerwca 2026 roku. Spór między Payne a DiGuglielmo dotyczył miejsca parkingowego, na które oboje chcieli wjechać. Zgodnie z materiałami wideo z miejsca zdarzenia i zeznań świadków mężczyzna początkowo odpuścił i odjechał, ale po około minucie wrócił i wulgarnie zagrozić kobiecie zniszczeniem jej samochodu. Następnie zaparkował na miejscu dla osób z niepełnosprawnościami i ruszył w kierunku Payne.
Payne wysiadła z samochodu z telefonem i legalnie posiadaną bronią. Miała krzyczeć: „Nie podchodź!” oraz „Jeśli podejdziesz, strzelę!”. DiGuglielmo nadal szedł w jej stronę, wymachując kluczykami. Świadkowie próbowali go powstrzymać. Payne wystrzeliła pocisk, który trafił mężczyznę w brzuch. DiGuglielmo zmarł później w szpitalu.
„Nagranie nie dowodzi, że [Payne] miała rację, a raczej wskazuje, że stan Floryda nie może obalić jej twierdzenia, iż miała uzasadnione obawy przed poważnymi obrażeniami ciała, przedstawiając jasne i przekonujące dowody” – napisał prokurator Stephen Zaccor.
„Floryda to stan, w którym obowiązuje zasada Stand Your Ground. [Payne] nie musiała czekać na atak, zanim uciekła się do użycia śmiercionośnej siły” – ocenił.
DiGuglielmo przez 20 lat służył w wojsku, m.in. podczas operacji Pustynna Burza i Pustynna Tarcza, a potem przez około 20 lat pracował jako pielęgniarz na oddziale ratunkowym. Jego rodzina nie zgadza się z decyzją prokuratury. Siostra zmarłego powiedziała, że był „dobrym chrześcijaninem” i nikogo by nie skrzywdził. Córka Amanda prowadzi zbiórkę na pomoc prawną i petycję dotyczącą przejrzystości postępowania. Adwokat rodziny określiła decyzję jako „rozczarowującą”.
Red. JŁ
Bp Ważny: Czasem boję się, co myśli Jezus, kiedy słucha naszych homilii [wywiad]
Czasem boję się, co myśli Jezus, kiedy słucha naszych homilii. Z ambony przekazywany jest obraz Boga surowego i podejrzliwego, podczas gdy w Ewangelii spotykamy Chrystusa, który jest bliski grzesznikom i cierpliwy wobec pogubionych – powiedział PAP bp Artur Ważny.
PAP: W ubiegłym tygodniu opublikowany został Dekret ogólny Konferencji Episkopatu Polski w sprawie wymagań stawianych kandydującym do stałej posługi katechisty. Kim jest katechista? Czy to nowa posługa w Kościele?
Biskup sosnowiecki Artur Ważny: To nie jest nowa nazwa dla katechety ani „świecki ksiądz”. Katechista to kobieta lub mężczyzna, których Kościół po rozeznaniu i przygotowaniu ustanawia do stałej posługi głoszenia i przekazywania wiary. Sama posługa jest stara jak Kościół, nowe jest jej formalne umocowanie.
W praktyce katechista ma być człowiekiem, który bierze odpowiedzialność za to, by wiara nie kończyła się na szkolnej lekcji czy niedzielnym kazaniu. Ma pomagać w przygotowaniu do sakramentów, prowadzić katechezę dorosłych i rodzin, wspierać grupy parafialne, docierać do tych, którzy od Kościoła odeszli albo dopiero pytają, czy jest w nim dla nich miejsce. To także obecność przy człowieku w momentach granicznych: kryzysie wiary, chorobie, żałobie czy życiowym pogubieniu. I właśnie temu służy ten dekret: nie mnożeniu funkcji, ale nazwaniu odpowiedzialności. Kościół chce jasno powiedzieć, kogo formuje, komu ufa i kogo posyła, by wiara była przekazywana nie tylko z ambony, ale także od osoby do osoby.
PAP: Czy w polskich parafiach działają już katechiści? Jeśli tak, to ilu ich jest?
Bp A.W.: Tak, katechiści już są obecni w polskich parafiach, choć ich posługa rozwijała się dotąd nierównomiernie i przede wszystkim lokalnie. Są diecezje, które od lat przygotowują świeckich do prowadzenia katechezy parafialnej, towarzyszenia dorosłym, rodzinom czy osobom przygotowującym się do sakramentów. W niektórych miejscach są ich dziesiątki. Nie potrafimy jednak dziś podać jednej uczciwej liczby dla całej Polski, bo dotąd nie funkcjonował jeden ogólnopolski model tej posługi ani wspólny sposób jej ewidencjonowania.
PAP: W większości parafii, jeśli nie we wszystkich, katechezy odbywają się od dawna. Czym nowe katechezy, prowadzone według wskazań Zespołu roboczego ds. katechezy parafialnej, kierowanego przez księdza biskupa, będą się różnić od dotychczasowych?
Bp A.W.: Kościół nie czekał na nowy dokument, żeby zacząć katechizować, od lat prowadzi się przygotowanie do sakramentów, formację dzieci, młodzieży czy narzeczonych. Tego nie trzeba unieważniać. Trzeba to pogłębić i połączyć w jedną drogę. Katecheza parafialna nie może być tylko „przedsionkiem” do I Komunii czy bierzmowania albo swoistą „metą” wieńczącą przyjęcie sakramentów. Sakrament zaś nie jest nagrodą za ukończony kurs. Jest spotkaniem z Chrystusem, które domaga się dalszej drogi.
Dlatego parafia ma być miejscem, gdzie człowiek uczy się słuchać Słowa, modlić się, rozumieć liturgię, rozeznawać swoje życie, brać odpowiedzialność za innych i odkrywać, że wiara nie jest dodatkiem do codzienności, ale sposobem przeżywania każdego dnia powszedniego i świątecznego. Najważniejsza zmiana jest więc głębsza niż nowy program. Chodzi o przejście od katechezy, która przygotowuje do wydarzenia, do katechezy, która rodzi ucznia i misjonarza. Od przekazania treści do wtajemniczenia w życie z Chrystusem. Bo parafia nie jest punktem usług religijnych. Jest wspólnotą, w której człowiek ma nauczyć się żyć Ewangelią na co dzień, a potem pragnąć nią się dzielić.
PAP: Kiedy mówimy o katechezach, mamy na myśli najczęściej katechezy dla dzieci. Czy dorośli też potrzebują dziś katechez?
Bp A.W.: Paradoksalnie powiedziałbym, że to właśnie dorośli najbardziej dziś potrzebują katechezy. Dziecko może nauczyć się modlitwy czy prawd wiary, ale to dorosły musi odpowiedzieć sobie na trudniejsze pytanie: co z tym wszystkim zrobić w życiu, które naprawdę boli, komplikuje się i stawia wymagania? Jednak także i wtedy, kiedy wszystko idzie po naszej myśli, sprawy się układają, pojawiają się nowe perspektywy, ale i pokusy. Wiara dorosłego nie może być tylko pamiątką po I Komunii. Musi umieć przejść przez małżeństwo, rodzicielstwo, pracę, kryzys, chorobę, stratę, aż po własne umieranie. I właśnie tu potrzebna jest katecheza: nie jako kolejna lekcja, ale jako pomoc w odczytywaniu własnego życia w świetle Ewangelii.
Kościół od dawna przypomina, że katecheza dorosłych jest jedną z podstawowych jej form, bo to dorośli kształtują klimat wiary w domu. To rodzice są pierwszymi katechetami dzieci. Dlatego jeśli chcemy mieć dojrzałe chrześcijaństwo, nie możemy katechizować wyłącznie dzieci. Trzeba formować tych, którzy potem zwłaszcza swoim życiem pokazują dzieciom, jak Ewangelia działa teraz, w tej sekundzie.
PAP: Dzieci i młodzież często przychodzą na katechezy, ponieważ udział w nich jest warunkiem dopuszczenia do I Komunii św. i bierzmowania. Jak przekonać zabieganych dorosłych, że warto znaleźć czas pomiędzy pracą zawodową i obowiązkami domowymi, żeby przyjść w tygodniu do kościoła na katechezę?
Bp A.W.: Nikogo nie przekonamy kolejnym obowiązkiem. Dorosły ma ich wystarczająco dużo. Jeśli katecheza parafialna będzie jeszcze jednym punktem do odhaczenia między pracą, zakupami i odbieraniem dzieci, przegra z codziennością. Musi odpowiadać na pytania, które dorosły nosi: jak kochać, kiedy jest trudno, brzydko, byle jak? Dlatego nie chodzi tylko o to, żeby człowiek przyszedł do kościoła posłuchać o Bogu. Chodzi o stworzenie takiej przestrzeni, w której odkryje, że Bóg mówi o jego życiu i do jego życia.
Dobra katecheza dorosłych powinna łączyć Słowo Boże z doświadczeniem człowieka, dawać miejsce na pytania, rozmowę, modlitwę i wspólnotę. Nie wykład dla „grzecznych katolików”, ale spotkanie, po którym człowiek wraca do domu trochę bardziej zintegrowany, pojednany z Bogiem, sobą i drugim człowiekiem. Chrystus nie mówił ludziom: znajdźcie dla Mnie jeszcze jedną godzinę w kalendarzu. Pokazywał im, że właśnie w ich zwyczajnym życiu Bóg jest bliżej, niż sądzili. I takiej katechezy potrzebują dziś dorośli: nie kolejnego ciężaru, ale światła, z którym łatwiej nieść to, co dźwigają. Jeśli najpierw przez katechezę ewangelizacyjną odkryją i doświadczą spotkania oraz nawiążą żywą relację z Jezusem, wtedy nie boję się o to, czy znajdą czas, by poznawać Go w jakimkolwiek czasie. To trochę tak jak z zakochanymi, kiedy wybuchnie między nimi uczucie, wszystko zrobią, by znajdować czas na spotkania.
PAP: Jakiego typu duchowości poszukują dziś ludzie? Co mocniej przemawia: nabożeństwa majowe czy modlitwa uwielbienia na stadionie?
Bp A.W.: Nie wybierałbym między różańcem pod kapliczką a uwielbieniem na stadionie, bo nie ma Kościoła „tych od różańca” i „tych od uwielbienia”, i jeszcze tych „od liturgii tradycyjnej”. Jest jeden Kościół, w którym Duch Święty daje różne języki modlitwy, wrażliwości i różne drogi dojrzewania do tej samej relacji z Chrystusem. Właśnie dlatego nie lubię logiki oblężonej twierdzy: „nasza forma jest prawdziwsza”, „tamci przesadzają”, „my robimy to po katolicku”. Katolickość jest przecież czymś dokładnie odwrotnym. Jest pojemnością serca. Umiejętnością rozpoznania dobra także w formie, która nie jest moją ulubioną.
Benedykt XVI wielokrotnie przypominał, że jedność Kościoła nie oznacza identyczności. Jan Paweł II kochał różaniec, a jednocześnie z ogromną otwartością patrzył na nowe wspólnoty i charyzmaty. To nie są dwa Kościoły. Dlatego warto się tymi formami dzielić. Kto modli się różańcem, może kiedyś pójść na uwielbienie. Kto kocha uwielbienie, może usiąść przy kapliczce na majowym. Nie po to, żeby zmienić „barwy klubowe”, ale żeby zobaczyć, że Bóg jest większy niż mój własny sposób przeżywania wiary. A może największym cudem nie będzie nawet to, że ktoś pokocha nową formę modlitwy. Może cudem będzie, że po wszystkim przestaniemy mówić „oni” i „my”, a zaczniemy mówić po prostu: „Kościół”. Bo Duch Święty naprawdę nie potrzebuje naszej zgody, żeby działać i przy różańcu, i przy gitarze, i przy liturgii.
PAP: Mam wrażenie, że przez wiele lat głównym tematem większości homilii parafialnych był przekaz zasad moralnych, czyli: co katolikom wolno, a co nie. Czy dziś to wystarczy? Co będzie sednem katechez: przekaz moralnej nauki Kościoła czy budowanie żywej relacji z Chrystusem?
Bp A.W.: Czasem naprawdę boję się, co myśli Jezus, kiedy słucha naszych homilii. Czy rozpoznaje w nich siebie? Bo bywa, że z ambony powstaje obraz Boga surowego, podejrzliwego, stojącego z notesem i sprawdzającego, kto czego nie dopilnował. A potem otwieramy Ewangelię i spotykamy Chrystusa, który jest Barankiem: pokornym, miłosiernym na wskroś, bliskim grzesznikom, cierpliwym wobec pogubionych. Oczywiście mówi też: „nawróć się”, stawia wymagania, nazywa zło złem. Ale najpierw patrzy na człowieka z miłością.
I czasem mam ochotę zapytać: czy przypadkiem nie próbujemy Jezusa trochę poprawić, żeby był bardziej surowy, bardziej przewidywalny, bardziej podobny do nas? Problem nie polega na tym, że Kościół ma przestać mówić o moralności. Ewangelia bez wezwania do przemiany byłaby niepełna. Problem zaczyna się wtedy, kiedy zamieniamy kolejność. Chrześcijaństwo nie zaczyna się od: „to ci wolno, tego nie wolno”. Zaczyna się od: „Jesteś kochany. Chrystus oddał za ciebie życie. Przyjmij Ducha Świętego. Chodź za Jezusem”. Dopiero z tej relacji rodzi się sposób życia.
Człowiek nie rezygnuje ze zła po to, żeby zasłużyć na Boga. Rezygnuje ze zła, ponieważ spotkał Boga i nie chce już żyć tak, jakby Go nie znał. Dlatego sednem katechezy nie może być ani sama moralność, ani sama emocja religijna. Sednem jest Chrystus. Jego poznanie, spotkanie z Nim, wejście w Jego sposób patrzenia na siebie, drugiego człowieka i świat. A wtedy przykazania przestają być płotem ustawionym wokół życia. Największym zadaniem katechezy jest dziś nie nauczyć człowieka najpierw, czego Bóg od niego chce, ale pozwolić mu odkryć, jaki Bóg naprawdę jest.
PAP: Na portalu X napisał ksiądz biskup mocne słowa: „Porzućmy manię manipulowania Słowem Bożym i czynienia z niego oręża w sporach. Przestańmy lepić własną, politycznie skrojoną ewangelię”. Czy zdaniem księdza biskupa mamy z tym w Polsce problem?
Bp A.W.: Tak, mamy z tym problem. Czasem bierzemy Ewangelię do ręki nie po to, żeby ona nawróciła nas, ale żeby potwierdziła, że to my mamy rację. Wtedy Słowo Boże przestaje być lustrem, a staje się amunicją. Ewangelia jest pełna wolności i nie da się jej zamknąć po jednej stronie politycznego sporu. Upomni się o życie, rodzinę i prawdę, ale także o ubogiego, obcego, skrzywdzonego i odrzuconego. Jeśli zawsze zgadza się z moim obozem, a nigdy mnie nie uwiera, to być może nie słucham już Chrystusa. Słucham własnego ego i jego echa.
Kościół ma prawo mówić o sprawach publicznych. Ale czym innym jest oświetlać politykę Ewangelią, a czym innym przykrawać Ewangelię do polityki. I tej różnicy trzeba dziś pilnować bardzo mocno. Kiedy bowiem zamieniamy wiarę w ideologię, natychmiast tracimy z oczu konkretnego człowieka, a w jego miejsce wstawiamy przeciwnika, którego trzeba za wszelką cenę pokonać odpowiednio dobranym cytatem z Pisma Świętego. Tymczasem Chrystus nie przyszedł po to, aby wygrywać polityczne debaty i polaryzować społeczeństwo, lecz aby szukać tego, co zginęło – a nasza Eucharystia traci swój głęboko jednoczący sens, jeśli prosto od ołtarza idziemy na mentalne barykady, by bezwzględnie zwalczać tych, którzy myślą inaczej.
Ponadto, sprowadzając Dobrą Nowinę do roli partyjnego manifestu, dramatycznie i na własne życzenie osłabiamy nasz potencjał ewangelizacyjny, na co ze szczególną, krytyczną wrażliwością reagują dziś ludzie młodzi. Mają oni absolutnie bezbłędny radar na duszpasterską hipokryzję i natychmiast odrzucą religię będącą jedynie narzędziem społecznej mobilizacji, chociaż – jestem o tym z częstych spotkań z nimi głęboko przekonany – w głębi serca wciąż pozostają niesamowicie głodni autentycznego, niefiltrowanego przez żadną partię, kochającego Jezusa.
PAP: Kiedy katechezy w nowej odsłonie rozpoczną się w parafiach?
Bp A.W.: Formalnie jeszcze czekamy na zatwierdzenie wytycznych podczas październikowych obrad Konferencji Episkopatu Polski, ale już od września br. zaczyna się szersze wdrażanie nowych założeń w parafiach. Nie będzie jednego dnia „startu”. To proces. Zależy nam przede wszystkim na tym, aby w ramach tego trwającego już procesu przejść od szkolnego przekazywania suchej wiedzy do tworzenia przestrzeni pogłębionego spotkania z żywym Bogiem i drugim człowiekiem. Taka głęboka zmiana duszpasterskiej mentalności wymaga od nas wszystkich ogromnej cierpliwości, duszpasterskiej wrażliwości i wzajemnego słuchania, ponieważ prawdziwego nawrócenia pastoralnego nie da się przecież zadekretować zza biurka jednym urzędowym pismem. Zamiast więc narzucać sztywne ramy, chcemy mądrze i z miłością towarzyszyć każdej wspólnocie w jej własnym tempie dojrzewania, by nasze parafie stawały się żywymi, otwartymi domami, w których młodzi ludzie oraz dorośli nie będą tylko anonimowymi słuchaczami, lecz zaproszonymi do współtworzenia Kościoła.
Rozmawiała Iwona Żurek (PAP)
Kuba/ Tysiące zachorowań na schorzenia układu pokarmowego z powodu niedoborów wody pitnej spowodowanych brakiem prądu
Z powodu regularnych niedoborów wody pitnej spowodowanych brakiem prądu na Kubie tysiące osób zapadły w ostatnich dniach na schorzenia układu pokarmowego, alarmują opozycyjne media.
W piątek alert sanitarny wydały służby konsularne USA przestrzegając przed pogarszającymi się warunkami życia na wyspie doświadczanej brakiem energii elektrycznej oraz wody pitnej.
Według nich pogłębiające się niedobory wpływają szczególnie na pogorszenie się jakości wody pitnej, a także żywności. Odnotowały one liczne zachorowania na skutek infekcji pałeczkami E. coli, norowirusami oraz bakteriami Shigella.
Cytujące amerykańskich dyplomatów niezależne Radio Marti sprecyzowało, że trudność w walce z chorobami potęguje niedobór lekarstw na Kubie,a także rosnące sterty śmieci i zanieczyszczeń na ulicach dużych miast.
Zdaniem rozgłośni znaczący wzrost zachorowań na choroby układu pokarmowego, przejawiające się gorączką, wymiotami i biegunką, notowany jest w ostatnich dniach szczególnie w aglomeracji Hawany, stolicy kraju.(PAP)
zat/
Drzewa mają „mięśnie”, które pomagają im się prostować
Drzewa potrafią rozpoznawać kształt własnego pnia i na tej podstawie korygować jego położenie. Naukowcy ustalili, że odpowiada za to drewno tensyjne, które dzięki propriocepcji może działać po przeciwnych stronach pnia podobnie jak para mięśni.
Artykuł na ten temat ukazał się w czasopiśmie „New Phytologist”.
Badacze z francuskiego Narodowego Instytutu Badawczego Rolnictwa, Żywności i Środowiska (INRAE) przypomnieli w nim, że choć rośliny nie przemieszczają się, mają zdolność ruchu i mogą zmieniać kierunek wzrostu w odpowiedzi na warunki otoczenia, m.in. na światło i grawitację. Potrafią również rozpoznawać kształt i położenie własnego ciała, a dzięki temu kontrolować swoją postawę.
Zdolność tę określa się mianem propriocepcji. U ludzi i innych zwierząt pozwala ona orientować się, gdzie znajdują się poszczególne części ciała, nawet bez patrzenia na nie. Przez długi czas uważano, że jest to cecha charakterystyczna wyłącznie dla zwierząt. W 2012 r. zespół z udziałem badaczy INRAE wykazał jednak, że jej odpowiednik występuje także u roślin.
Nie było natomiast jasne, w jaki sposób informacja o własnym kształcie przekłada się u nich na zmianę położenia.
Aby to sprawdzić, naukowcy musieli oddzielić propriocepcję od innych bodźców wpływających na kierunek wzrostu. Skonstruowali specjalne urządzenie – obracającą się poziomą platformę umieszczoną wewnątrz kuli oświetlanej ze wszystkich stron. Dzięki obracaniu platformy drzewa nie odbierały sygnału o stałym kierunku grawitacji, a równomierne oświetlenie eliminowało wpływ kierunku światła.
Do doświadczeń wykorzystano młode topole. Najpierw badacze umieścili je poziomo poza urządzeniem. Z czasem rośliny zaczęły wyginać się ku górze, dążąc do pionu, aż ich wierzchołki znalazły się ponownie w tej pozycji.
Już wcześniej było wiadomo, że za taki ruch odpowiada szczególny rodzaj tkanki występujący u drzew liściastych – drewno tensyjne (inaczej ciągliwe, napięciowe). Powstaje ono zwykle po górnej stronie pochylonego pnia lub gałęzi i wytwarza siłę, która ciągnie tę część pędu, powodując jego wygięcie. Z tego względu autorzy porównują jego działanie do mięśnia.
Po około dziesięciu dniach, gdy pnie topoli były już wyraźnie zakrzywione ku górze, naukowcy przenieśli je do skonstruowanego wcześniej urządzenia. W kolejnych tygodniach zauważyli, że rośliny stopniowo traciły wcześniejsze wygięcie i ponownie stawały się proste.
Badacze sprawdzili, jakie drewno tworzyło się podczas tego procesu. Okazało się, że po uruchomieniu urządzenia drewno tensyjne przestało powstawać po stronie, która wcześniej wyginała pień ku górze, a zaczęło tworzyć się po drugiej. Wytwarzana tam siła działała odwrotnie i powoli niwelowała zakrzywienie.
Zdaniem naukowców oznacza to, że drewno tensyjne może pełnić dwie odmienne funkcje. Nie służy jedynie do wyginania pochylonej rośliny ku górze, jak dotąd sądzono. W zależności od potrzeb może powstawać po różnych stronach pnia i działać, jak para antagonistycznych mięśni, które u zwierząt wykonują ruchy w przeciwnych kierunkach.
O tym, gdzie ma zostać uruchomiony ten mechanizm, decyduje m.in. propriocepcja rośliny. Drzewo zestawia informacje o własnym kształcie z sygnałami pochodzącymi z otoczenia, np. dotyczącymi światła i grawitacji, i na tej podstawie reguluje powstawanie drewna tensyjnego.
Autorzy określają ten mechanizm jako pętlę czuciowo-ruchową w zdrewniałych częściach rośliny. Pozwala ona nie tylko zmienić położenie pnia, ale także skorygować je, jeśli wygięcie stanie się zbyt duże.
Ich zdaniem odkrycie tego mechanizmu jest bardzo ważne i może mieć zastosowania praktyczne. Zaburzenia w kolejnych etapach powstawania drewna tensyjnego mogą prowadzić do nadmiernych naprężeń wewnątrz pnia, a tym samym pogarszać jakość surowca drzewnego. Lepsze poznanie tego mechanizmu może więc pomóc w produkcji drzew prostszych, wytwarzających drewno o lepszych właściwościach.
Wiedzę tę można wykorzystać także w rolnictwie. Selekcja roślin, które skuteczniej utrzymują prawidłową postawę, mogłaby pomóc ograniczyć tzw. wyleganie zbóż, czyli przewracanie się łodyg przed zbiorem i związane z tym straty plonów.
Katarzyna Czechowicz (PAP)
Niemcy/ „Strategiczne głosowanie” ma zatrzymać marsz AfD po władzę w Saksonii-Anhalcie
Przeciwnicy napędzanej posępnymi nastrojami społecznymi Alternatywy dla Niemiec (AfD) próbują zatrzymać jej marsz po władzę w Saksonii-Anhalcie, mobilizując wyborców do „strategicznego głosowania” na partie walczące o przekroczenie progu wyborczego.
W niedzielę mieszkańcy Saksonii-Anhaltu wybiorą nowy landtag. Prawicowo-populistyczna Alternatywa dla Niemiec jest zdecydowanym faworytem wyborów. W ostatnich sondażach to antyestablishmentowe ugrupowanie uzyskuje od 40 do 43 proc. poparcia. Stoi przed szansą, by po raz pierwszy sięgnąć po władze na poziomie kraju związkowego.
Niemiecka prasa głosowanie w Saksonii-Anhalcie określa jako „potencjalnie historyczne”, nazywa także „wyborami ostatniej szansy dla kanclerza Friedricha Merza”. Wszyscy rozmówcy PAP w Saksonii-Anhalcie podkreślają jedno – kwestia poparcia lub sprzeciwu wobec AfD absolutnie zdominowała kampanię, spychając na dalszy plan sprawy lokalne.
Przeciwnicy AfD są optymistami, bo ich zdaniem sukces przyniesie kampania promowania „głosowania strategicznego”. Chodzi w niej o to, by głosować na walczące o przekroczenie wyborczego progu SPD lub Zielonych i w ten sposób pomóc im wejść do landtagu. Założenie jest proste: jeśli oba ugrupowania znajdą się w parlamencie, to zwiększy się liczba mandatów przypadających partiom innym niż AfD i zmniejszy szansa, że to ugrupowanie utworzy rząd.
W Magdeburgu, stolicy Saksonii-Anhaltu, mobilizacja przeciwko AfD jest szeroka, od kościołów przez organizacje pozarządowe po związki zawodowe. Pod koniec sierpnia w mieście odbył się „strajk migrantów”. Na kilka godzin zamknięto ponad setkę lokali, w tym sklepów, restauracji czy zakładów fryzjerskich, prowadzonych przez osoby o takim pochodzeniu. Była to odpowiedź na postulaty niektórych polityków AfD dotyczące konieczności masowych deportacji, wzorowanych na tych w USA.
Na sobotę, dzień przed wyborami, w mieście planowana jest masowa demonstracja, nazywana „Festiwalem Demokracji”. Współorganizuje ją Pascal Begrich, dyrektor zarządzający w organizacji pozarządowej Miteinander, która zajmuje się przeciwdziałaniem ekstremizmowi, prowadzi szkolenia dla szkół i samorządów oraz pracuje z osobami ulegającymi radykalizacji. Begrich uważa, że jednym z problemów obecnej kampanii jest dominacja narracji o kryzysie i upadku. – Ludzie odnoszą wrażenie, że wszystko staje się coraz gorsze, że Niemcy i Europa stoją nad przepaścią, że projekt europejski się rozpada. To poważny problem debaty politycznej – ocenia w rozmowie z PAP.
Według niego problemy gospodarcze czy społeczne są realne, ale nie odpowiadają apokaliptycznemu obrazowi obecnemu często w mediach społecznościowych. – Są powody do niepokoju, ale nie ma powodów do paniki – podkreśla.
Profesor socjologii na Uniwersytecie Nauk Stosowanych Magdeburg-Stendal Rahim Hajji wskazuje, że na wschodzie Niemiec jest słabsze zaufanie do instytucji oraz większa podatność na teorie spiskowe. Znaczenie mają odmienne postawy wobec migracji, polityki klimatycznej oraz wojny Rosji przeciwko Ukrainie.
– Są ludzie, którzy czują się niepewnie ekonomicznie, podkreślam słowo „czują” – mówi PAP Hajji.
W rozmowach prowadzonych w Saksonii-Anhalcie regularnie wraca też doświadczenie transformacji po 1990 roku – poczucie, że instytucje i zasady zostały „urządzone przez innych”, wraz z odpływem młodych ludzi na zachód i osłabieniem zakorzenienia tradycyjnych partii. Jak zauważa Hajji, AfD jest dziś szczególnie silna wśród robotników i osób o średnim poziomie wykształcenia, ale nie można jej opisywać wyłącznie jako partii ekonomicznego protestu.
Napięcie widać chociażby na plakat wyborczych. Na posterach AfD na prowincji widać hasła: „By ratować kraj” czy „By znów można było powiedzieć to, co się myśli”. Towarzyszą one plakatom wzywającym do odbudowy gazociągu Nord Stream i ponownego importu gazu z Rosji. Afisze drugiej strony oskarżają natomiast AfD wprost o nazizm.
Na wynik wyborów oddziałuje jednocześnie polityka federalna. W rozmowach z PAP lokalni politycy w Magdeburgu przyznają nieoficjalnie, że rząd CDU/SPD w Berlinie powoduje, że mają „wiatr w oczy”. Powszechne niezadowolenie z kanclerza, polityki gospodarczej, emerytalnej czy systemu ochrony zdrowia ma być przenoszone na wybory, które formalnie dotyczą władz landu.
Merz mimo tego zaangażował się w ostatnią fazę kampanii. Jego wizycie w landzie nie towarzyszył jednak wiec ani spotkania z mieszkańcami. Tygodnik „Der Spiegel” oceniał, że szef rządu prowadzi kampanię w „trybie incognito” i stał się obecnie raczej obciążeniem niż atutem dla polityków CDU prowadzących kampanię.
Z Magdeburga Mateusz Obremski (PAP)
Kreml: Putin polecił nie atakować Kijowa przez trzy dni w związku z przygotowaniami do rozmów z amerykańskimi wysłannikami
Przywódca Rosji Władimir Putin polecił nie atakować Kijowa przez trzy dni, począwszy od północy z piątku na sobotę, w związku z przygotowaniami do rozmów z amerykańskimi wysłannikami – poinformowała w sobotę agencja Reutera, powołując się na rzecznika Kremla Dmitrija Pieskowa.
Pieskow powiadomił w rozmowie z rosyjskimi państwowymi mediami, że wysłannicy prezydenta USA Donalda Trumpa, Steve Witkoff i Jared Kushner, mają spotkać się w sobotę z Putinem.
Szef Biura Prezydenta Ukrainy Kyryło Budanow oświadczył wcześniej w sobotę, że wstrzymanie ognia zaproponowała Rosji Ukraina. Potwierdził również, że Witkoff i Kushner w niedzielę odwiedzą Ukrainę. Doradca głowy państwa wyraził także przekonanie, że Rosjanie mogą powstrzymać się 6 września od ataków na Kijów ze względu na obecność w ukraińskiej stolicy przedstawicieli amerykańskiej administracji.
W godzinach porannych prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski powiadomił, że Rosja przeprowadziła w nocy z piątku na sobotę celowe ataki na lotniska w Kijowie i Boryspolu, co może być reakcją na dyskusje o możliwym przylocie na Ukrainę amerykańskich wysłanników samolotem i lądowania na jednym z tych lotnisk. (PAP)
mw/ rtt/
Słowa kluczowe:
Uber zwolni ponad 360 pracowników w Chicago. Firma redukuje zatrudnienie o 10 procent
Uber planuje zwolnić 363 pracowników w swoim biurze w Chicago przy 433 West Van Buren Street. Zgodnie z zawiadomieniem wymaganym przez ustawę WARN w Illinois pierwsze zwolnienia mają rozpocząć się 2 listopada.
Redukcja jest częścią szerszego planu firmy, która zamierza zmniejszyć zatrudnienie o około 10 procent.
Uber chce uprościć strukturę firmy
O planowanych zmianach poinformował pracowników dyrektor generalny Ubera Dara Khosrowshahi. Firma tłumaczy, że w ciągu ostatnich pięciu lat znacząco się rozrosła, wprowadzając nowe produkty i wchodząc na kolejne rynki.
Według Khosrowshahiego rozwój doprowadził jednak do powstania bardziej skomplikowanej struktury organizacyjnej, z większą liczbą szczebli zarządzania i bardziej rozproszoną odpowiedzialnością. Uber chce ją uprościć i dostosować do obecnej skali działalności.
Firma zamierza również zmienić podejście do lokalizacji stanowisk i zespołów, określając na nowo, gdzie powinny być ulokowane poszczególne miejsca pracy.
Tego samego dnia Uber ogłosił współpracę z Wayve
Informacja o zwolnieniach pojawiła się w dniu, w którym Uber poinformował o współpracy z firmą Wayve. Partnerstwo ma doprowadzić do uruchomienia pierwszych przejazdów autonomicznych Ubera w Wielkiej Brytanii.
Redukcja zatrudnienia w Chicago nie oznacza więc wycofywania się firmy z rozwoju nowych technologii. Uber jednocześnie reorganizuje swoje struktury i inwestuje w rozwój usług związanych z pojazdami autonomicznymi.
„O’Hare Flyer” budzi sprzeciw mieszkańców. Pociąg na lotnisko miałby przejeżdżać co 15 minut
Planowany „O’Hare Flyer” ma połączyć budynek Old Post Office w centrum Chicago z międzynarodowym lotniskiem O’Hare. Pociąg miałby pokonywać trasę w około 15 minut i nie zatrzymywać się po drodze.
Pomysł wykorzystania istniejącej linii kolejowej nie wszystkim jednak przypadł do gustu. Sprzeciwiają się mu mieszkańcy River Forest, których domy znajdują się w bezpośrednim sąsiedztwie torów.
Ponad 200 domów przy trasie
Według władz River Forest w pobliżu planowanej trasy znajduje się ponad 200 domów. Część torów przebiega na nasypie, a część na poziomie gruntu, bardzo blisko prywatnych posesji.
Mieszkańcy podkreślają, że obecnie tory są wykorzystywane przede wszystkim do prac konserwacyjnych, a regularny ruch kolejowy praktycznie zniknął z tej części miejscowości. Ich zdaniem pociąg kursujący co kwadrans oznaczałby zupełnie nową sytuację.
Obawy dotyczą nie tylko hałasu. Mieszkańcy wskazują także na bezpieczeństwo dzieci korzystających z okolicy, wpływ budowy infrastruktury oraz zmianę charakteru spokojnej dzielnicy.
Władze River Forest chcą więcej informacji
Administrator gminy Matt Walsh powiedział, że władze dowiedziały się o projekcie zaledwie kilka tygodni przed jego publicznym ogłoszeniem. Gmina zwróciła się do organizatorów o szczegółowe informacje, ale przed ogłoszeniem projektu nie otrzymała wystarczających odpowiedzi.
Władze chcą zorganizowania publicznych spotkań, podczas których mieszkańcy mogliby poznać szczegóły inwestycji i zadawać pytania. Projekt ma być również omawiany podczas posiedzenia rady River Forest 14 września.
Organizatorzy przekonują, że elektryczny „O’Hare Flyer” będzie bardzo cichy i pozwoli wykorzystać istniejącą infrastrukturę kolejową do znacznego skrócenia podróży między centrum Chicago a lotniskiem.
Straż Przybrzeżna ostrzega przed nielegalnymi czarterami na jeziorze Michigan. „To może skończyć się tragedią”
Amerykańska Straż Przybrzeżna ostrzega osoby planujące wypoczynek na wodzie podczas weekendu z okazji Święta Pracy. Powodem jest gwałtowny wzrost liczby nielegalnych czarterów wzdłuż nabrzeża Chicago.
W ten weekend żeglarzy i operatorów łodzi monitorują wspólnie Straż Przybrzeżna, Departament Zasobów Naturalnych Illinois oraz chicagowska policja i straż pożarna. Funkcjonariusze zwracają szczególną uwagę na jednostki przewożące pasażerów bez wymaganych zezwoleń i kontroli.
Nie każda łódź nadaje się do przewozu pasażerów
Według Straży Przybrzeżnej nielegalni operatorzy często omijają przepisy, aby zwiększyć swoje zyski. Problemem może być zarówno stan techniczny łodzi, jak i brak odpowiedniego przeszkolenia kapitana oraz załogi.
Urzędnicy przypominają, że jednostki przewożące więcej niż sześciu pasażerów powinny przejść kontrolę Straży Przybrzeżnej i posiadać potwierdzenie aktualnego przeglądu.
Sprawdź operatora przed wynajęciem łodzi
Komisja ds. Bezpieczeństwa Portu w Chicago apeluje, aby przed wynajęciem łodzi sprawdzić uprawnienia operatora, wyposażenie ratunkowe, kamizelki oraz kwalifikacje załogi. Ważnym sygnałem ostrzegawczym może być również brak pisemnej umowy lub sytuacja, w której klient nie ma możliwości wyboru kapitana.
Straż Przybrzeżna przypomina także o podstawowych zasadach bezpieczeństwa: należy nosić kamizelkę ratunkową, przestrzegać ograniczeń prędkości i zgłaszać niebezpieczne lub podejrzane zachowania.
Przedstawiciele Komisji ds. Bezpieczeństwa Portu twierdzą, że tegoroczne zachowanie niektórych żeglarzy na rzece Chicago i jeziorze Michigan jest wyjątkowo lekkomyślne. Według Mike’a McElroya skala problemu jest największa od dziesięcioleci.
Prokurator generalny Illinois pozywa firmę remontową. Ponad 70 skarg, wśród poszkodowanych seniorzy
93-letni mieszkaniec Illinois, wezwał firmę ABC Plumbing, Sewer, Heating, Cooling and Electric do naprawy skrzypiącego wentylatora w swojej sypialni. Firma została wybrana między innymi ze względu na oferowany kupon rabatowy.
Naprawa została wykonana, ale problem z hałasem pozostał. Kiedy córka i jej mąż zobaczyli rachunek opiewający na 1100 dolarów, uznali, że mężczyzna mógł zostać wykorzystany ze względu na swój wiek.
Pozew prokuratora generalnego
Prokurator generalny Illinois Kwame Raoul złożył pozew przeciwko firmie z Arlington Heights, zarzucając jej stosowanie wprowadzających w błąd praktyk biznesowych. Według jego biura firma miała między innymi przedstawiać klientom umowy na tabletach, bez zapewnienia im papierowych kopii dokumentów.
Raoul poinformował, że jego biuro otrzymało już ponad 70 skarg dotyczących działalności ABC. Wśród zarzutów znalazły się również przypadki kierowania usług do seniorów oraz sporadyczne zatrudnianie hydraulików bez wymaganych uprawnień.
Klienci opisują kolejne problemy
Jedną ze skarg złożyła Amy Mackin z Elgin. Kobieta wezwała firmę po awarii pieca, licząc na szybką pomoc. Zanim przyjechał technik, sama ponownie uruchomiła urządzenie. Mimo to – jak twierdzi – pracownik próbował obciążyć ją kwotą 500 dolarów za ponowne uruchomienie pieca i miał zachowywać się wobec niej agresywnie.
Firma ABC odrzuca możliwość komentowania szczegółów sprawy, ponieważ – jak poinformowała – nie otrzymała jeszcze oficjalnej kopii pozwu i nie zna zawartych w nim zarzutów. Przedstawiciele przedsiębiorstwa podkreślają jednocześnie, że firma od ponad 70 lat świadczy usługi właścicielom domów w rejonie Chicago.
Raoul zaznaczył, że skargi dotyczące usług związanych z naprawami domowymi należą do najczęściej zgłaszanych jego biuru. Jak podkreślił, problem dotyczy nie tylko jednej firmy, ale także innych przedsiębiorstw, które mogą próbować wykorzystywać konsumentów, szczególnie osoby starsze.
Policja w Joliet zawiesiła dwóch pracowników. Chodzi o system kamer Flock Safety
Komenda Policji w Joliet zawiesiła dwóch pracowników w związku z podejrzeniem niewłaściwego wykorzystania miejskich systemów Flock Safety. Zawieszeni – funkcjonariusz oraz dyspozytor ds. bezpieczeństwa publicznego – zachowali wynagrodzenie.
Sprawą zajmą się niezależne instytucje
Policja przekazała sprawę do zbadania Inspektorowi Generalnemu miasta Joliet oraz Policji Stanowej Illinois. Stanowa policja ma przeprowadzić niezależną kontrolę.
Do czasu zakończenia dochodzenia komenda zapowiedziała ograniczenie komentarzy w sprawie. Jednocześnie rozpoczęto przegląd zasad korzystania z technologii oraz planowane są audyty dotyczące wykorzystywania systemów Flock.
Coraz więcej pytań o prywatność
Kamery Flock Safety wykorzystują automatyczne rozpoznawanie tablic rejestracyjnych. System może rejestrować nie tylko numer tablicy, ale również markę, model i kolor samochodu, a także charakterystyczne elementy pojazdu, takie jak wgniecenia czy naklejki.
Dane trafiają do przeszukiwalnej bazy wykorzystywanej przez organy ścigania, a w niektórych przypadkach również przez prywatne społeczności. Technologia w ostatnich miesiącach jest coraz częściej krytykowana ze względu na kwestie prywatności i możliwość śledzenia przemieszczania się pojazdów.
Okręg szkolny w powiecie Cook zwolnił 31 pracowników. Szkoły korzystają z tymczasowych rozwiązań
Okręg szkolny 130 w powiecie Cook wprowadził tymczasowe rozwiązania dotyczące sprzątania szkół po zwolnieniu całego dotychczasowego personelu. Władze okręgu zapewniają, że placówki są odpowiednio utrzymywane, ale decyzja wywołała krytykę związku zawodowego i obawy części rodziców.
31 pracowników straciło pracę
W sierpniu Rada Edukacyjna Okręgu 130 zdecydowała o zwolnieniu wszystkich 31 pracowników sprzątających szkoły w Blue Island, Robbins, Alsip i Crestwood. Nowa firma odpowiedzialna za utrzymanie czystości ma rozpocząć pracę 8 września.
Do tego czasu okręg korzysta z rozwiązań przejściowych. Związek SEIU Local 73 twierdzi jednak, że w niektórych szkołach nauczyciele i dyrektorzy musieli wykonywać część prac porządkowych. Pojawiły się również informacje, że uczniowie byli proszeni o sprzątanie własnych ławek i miejsc po zakończeniu zajęć.
Okręg zaprzecza, aby uczniowie zastępowali pracowników sprzątających. Władze zapewniają, że nauczyciele nie mają obowiązku wykonywania takich zadań, choć mogli dobrowolnie pomagać przy ograniczonych pracach porządkowych za dodatkowym wynagrodzeniem.
Związek zawodowy krytykuje decyzję
SEIU Local 73 twierdzi, że zwolnienia były szczególnie trudne dla pracowników, którzy przez wiele lat zajmowali się tymi samymi budynkami. Związek podkreśla również, że część pracowników miała dowiedzieć się o utracie dostępu do miejsc pracy dopiero po przyjściu na poranną zmianę.
Byli pracownicy przekonują, że ich znajomość budynków i wieloletnie doświadczenie są trudne do zastąpienia. Jeden z nich zwrócił uwagę, że pracownicy czują się niesprawiedliwie potraktowani, mimo że przez lata dbali o szkoły i uczniów.
Związek złożył skargi do stanowej komisji ds. edukacji. SEIU Local 73 uważa, że sposób przeprowadzenia zwolnień mógł naruszać przepisy prawa pracy obowiązujące w Illinois.
Rodzice obawiają się o szkoły
Część rodziców przyznaje, że niepokoi ich sytuacja w okresie przejściowym. Jedna z matek powiedziała, że jej dzieci informowały ją o sprzątaniu ławek i własnych miejsc po zajęciach.
Przedstawiciele okręgu utrzymują jednak, że szkoły pozostają odpowiedzialne za zapewnienie odpowiedniego poziomu czystości i że uczniowie nie są wykorzystywani jako zastępstwo dla profesjonalnego personelu.
Nowy dostawca usług sprzątania ma rozpocząć pracę 8 września. Do tego czasu władze okręgu deklarują, że będą kontynuować działania mające zapewnić prawidłowe funkcjonowanie szkół.
Droższa benzyna na Święto Pracy. Kierowcy w Chicago zapłacą więcej
Osoby planujące samochodową podróż podczas weekendu z okazji Święta Pracy muszą przygotować się na wyższe ceny benzyny. Według prognoz GasBuddy tegoroczne tankowanie będzie wyraźnie droższe niż rok temu, a kierowcy w Chicago zapłacą więcej niż średnia krajowa.
Benzyna droższa niż przed rokiem
GasBuddy przewiduje, że kierowcy w Stanach Zjednoczonych zapłacą w tym roku podczas weekendu Labor Day średnio około 87 centów więcej za galon niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.
Eksperci wskazują na utrzymujące się napięcia geopolityczne i związane z nimi zakłócenia na światowych rynkach ropy. Patrick De Haan z GasBuddy ocenia, że tegoroczny weekend Święta Pracy może być pod względem kosztów paliwa najdroższym w historii.
Według najnowszych danych AAA ceny benzyny wynoszą około:
USA: 4,14 dolara za galon
Illinois: 4,30 dolara
Chicago: 4,69 dolara
Indiana: 3,44 dolara
Wyższe ceny mogą być szczególnie odczuwalne w czasie wzmożonego ruchu na drogach, gdy miliony Amerykanów wybierają się na krótkie wyjazdy kończące sezon letnich podróży.
Indiana przedłuża zwolnienie z podatku
Kierowcy w Indianie mogą zapłacić nieco mniej dzięki decyzji gubernatora Mike’a Brauna. Stan przedłużył obowiązywanie zwolnienia z podatku od benzyny o kolejny miesiąc.
Zwolnienie ma obowiązywać do 5 października. Gubernator uzasadnia decyzję utrzymującymi się problemami na światowych rynkach oraz zakłóceniami w transporcie ropy.
Tymczasem w Chicago i na przedmieściach mieszkańcy mogą liczyć na liczne festiwale i wydarzenia organizowane podczas świątecznego weekendu. Dla wielu osób będzie to ostatnia okazja tego lata do udziału w plenerowych imprezach i krótkich wyjazdach.
Zakaz nocnego parkowania na 75. ulicy w Chicago uderza w lokalne firmy
Tymczasowy zakaz nocnego parkowania na odcinku 75. ulicy w Chicago wywołuje konflikt między lokalnymi przedsiębiorcami a radnym Williamem Hallem. Właściciele firm twierdzą, że ograniczenia powodują odpływ klientów i poważne straty finansowe. Radny przekonuje natomiast, że działania policji mają poprawić bezpieczeństwo i ograniczyć obecność broni na ulicach.
Zakaz parkowania obowiązuje w godzinach największego ruchu
Ograniczenia dotyczą 75. ulicy między State Street a Cottage Grove Avenue. Zakaz zaczyna obowiązywać o godzinie 22:00, czyli w czasie, gdy część restauracji, barów i klubów dopiero rozpoczyna najbardziej intensywną część wieczoru.
Przedsiębiorcy twierdzą, że klienci często muszą przerywać pobyt w lokalach, aby przestawić samochody. Część pojazdów miała zostać ukarana mandatami lub odholowana. Według właścicieli firm ograniczenia zaczęły być egzekwowane już w okolicach weekendu Memorial Day, mimo że tymczasowe oznakowanie wskazuje późniejszą datę rozpoczęcia obowiązywania przepisów.
Obecne znaki wskazują 6 września jako termin zakończenia ograniczeń, jednak nie wiadomo, czy po tej dacie zakaz zostanie zniesiony.
Radny broni działań policji
Radny William Hall z 6. okręgu uważa, że ograniczenia są elementem szerszej strategii bezpieczeństwa. Według niego policja reaguje w ten sposób na nocne zgromadzenia, głośną muzykę, problemy z parkowaniem i obecność broni.
Hall wskazał między innymi na broń, którą policja miała znaleźć podczas jednej z interwencji związanych z egzekwowaniem zakazu. Jego zdaniem pokazuje to, że działania funkcjonariuszy mogą przyczyniać się do poprawy bezpieczeństwa.
Radny uważa, że o długości obowiązywania ograniczeń powinna decydować policja, dopóki uznaje je za potrzebne. Jednocześnie wskazuje na możliwość wykorzystania pobliskich parkingów, dodatkowego monitoringu i innych inwestycji w bezpieczeństwo jako potencjalnych rozwiązań długoterminowych.
Firmy mówią o dużych stratach
Właściciele lokali podkreślają, że również zależy im na bezpieczeństwie, ale twierdzą, że obecna polityka uderza w ich działalność. W Park Manor 75 liczba pracowników miała spaść z około 14–16 do właścicieli i najwyżej kilku dodatkowych osób. Właściciele szacują swoje straty na tysiące dolarów tygodniowo.
Jeden z przedsiębiorców poinformował również, że jego przychody spadły o połowę w porównaniu z ubiegłym rokiem i że zaczął już korzystać z pieniędzy odkładanych na działalność w 2027 roku.
Inni właściciele twierdzą, że klienci rezygnują z wizyt, gdy dowiadują się o ryzyku mandatu lub odholowania samochodu. Pojawiają się także obawy, że opustoszała nocą ulica może paradoksalnie stać się mniej bezpieczna. Jedna z właścicielek poinformowała o dwóch włamaniach do jej firmy w ciągu niespełna miesiąca.
Przedsiębiorcy chcieliby, aby zamiast szerokiego zakazu zastosowano między innymi dodatkowe patrole, lepszą organizację parkowania i inne rozwiązania zwiększające bezpieczeństwo bez ograniczania dostępu klientów do lokali.
Kolejne rozmowy na temat przyszłości 75. ulicy mają odbyć się 22 września podczas spotkania w ramach inicjatywy „Future 75”. W centrum dyskusji mają znaleźć się bezpieczeństwo, parkowanie oraz inwestycje wzdłuż ulicy.
NIPSCO mogło zawyżać rachunki za gaz. Problem może dotyczyć ponad 4 tysięcy klientów
Ponad 4 tysiące klientów firmy NIPSCO mogło zostać obciążonych zbyt wysokimi rachunkami za gaz ziemny. W niektórych przypadkach odbiorcy mogli zapłacić nawet dwukrotność kwoty, którą rzeczywiście powinni byli zapłacić. Problem dotyczy starszych liczników gazowych, które mogły nieprawidłowo rejestrować zużycie.
Wadliwe liczniki NIPSCO mogą dotyczyć tysięcy klientów
Organizacja Citizens Action Coalition twierdzi, że liczba potencjalnie poszkodowanych odbiorców wzrosła z ponad 3,5 tysiąca na początku tego roku do ponad 4 tysięcy. Ma to być związane z trwającą wymianą starszych modułów komunikacyjnych w licznikach.
Podczas tych prac NIPSCO ma identyfikować kolejne urządzenia, które mogły przez lata powodować nieprawidłowe rozliczenia. Według CAC niektóre wadliwe liczniki zostały zainstalowane jeszcze w latach 70., a wiele pochodzi z lat 70., 80. i 90.
Organizacja uważa, że część klientów może mieć prawo do znaczących zwrotów. CAC zwróciła się do Indiana Utility Regulatory Commission o zobowiązanie NIPSCO do zwrotu niesłusznie pobranych pieniędzy wraz z 8-procentowymi odsetkami.
Problem wykryto w 2024 roku
Z dokumentów przedłożonych IURC wynika, że NIPSCO miało wykryć problem z licznikami w październiku 2024 roku. Według CAC firma poinformowała regulatora dopiero w listopadzie 2025 roku, a klienci zostali oficjalnie powiadomieni w marcu 2026 roku.
Organizacja krytykuje również sposób testowania liczników. Według CAC niektórzy odbiorcy, którzy otrzymali wyjątkowo wysokie rachunki, kontaktowali się z NIPSCO i prosili o sprawdzenie urządzeń. Część liczników miała zostać uznana za sprawne, a później okazywało się, że również one mogły powodować podwójne naliczanie opłat.
NIPSCO wyjaśnia, że problem został wykryty podczas instalowania technologii automatycznego odczytu na starszych licznikach gazu. Firma podkreśla, że nowa technologia nie spowodowała usterki, lecz pozwoliła ją wykryć. Przedsiębiorstwo nadal identyfikuje i wymienia urządzenia, których może dotyczyć problem.
Nie wiadomo jeszcze, ilu klientów otrzyma zwrot pieniędzy
Ostateczna liczba poszkodowanych odbiorców oraz wysokość należnych zwrotów pozostają nieznane. NIPSCO ma kontynuować sprawdzanie liczników, a CAC przewiduje, że liczba przypadków może jeszcze wzrosnąć.
Sprawa jest szczególnie istotna, ponieważ część liczników mogła zawyżać rachunki, ale inne mogły z kolei zaniżać opłaty. Po skorygowaniu takich przypadków niektórzy klienci mogli nagle otrzymać znacznie wyższe rachunki, nie wiedząc, z czego wynika zmiana.
NIPSCO zapowiedziało złożenie odpowiedzi na przedstawione zarzuty 1 października 2026 roku. Później sprawa może trafić do etapu przesłuchań dowodowych przed IURC. Rozstrzygnięcie może zapaść jeszcze pod koniec tego roku lub na początku 2027 roku.
Niezależnie od sprawy dotyczącej liczników gazowych NIPSCO jest również przedmiotem zainteresowania władz Indiany w związku z długotrwałymi przerwami w dostawach energii po sierpniowych burzach. Gubernator Mike Braun wezwał do zbadania przygotowania przedsiębiorstwa do ekstremalnych warunków pogodowych oraz jego reakcji na awarie.
Biełuchy w Akwarium Shedd w Chicago pod stałą obserwacją. Niektóre wykazują poprawę
Akwarium Shedd w Chicago poinformowało o stanie zdrowia pozostałych biełuch po śmierci trzech wielorybów, w tym dwóch uratowanych z zamkniętego parku morskiego Marineland w Kanadzie. Według najnowszych informacji niektóre zwierzęta wykazują oznaki poprawy, ale u części nadal występują problemy zdrowotne.
Śmierć trzech biełuch w Akwarium Shedd
W środę zmarły dwie biełuchy znajdujące się pod opieką Akwarium Shedd – 20-letnia Rain, uratowana z Marineland w Ontario, oraz 34-letni Beethoven, który od lat mieszkał w chicagowskim akwarium. Około tydzień wcześniej padła również Peekachu, kolejna biełucha uratowana z kanadyjskiego parku morskiego.
Przyczyny śmierci wszystkich trzech zwierząt nie są jeszcze znane. Shedd Aquarium czeka na wyniki badań laboratoryjnych i dodatkowych analiz, które mają pomóc ustalić, co doprowadziło do ich śmierci.
Stan pozostałych biełuch
Personel akwarium podkreśla, że stan zdrowia pozostałych wielorybów jest bardzo zróżnicowany. Niektóre z uratowanych biełuch wykazują bardziej pozytywne oznaki, podczas gdy u innych weterynarze nadal obserwują niepokojące objawy. Żadne ze zwierząt nie osiągnęło jeszcze poziomu zdrowia, który opiekunowie uznaliby za docelowy.
Szczególną uwagę zwraca się na nawodnienie. Biełuchy czerpią większość potrzebnej organizmowi wody z ryb, dlatego personel dokładnie kontroluje ilość pokarmu spożywanego przez każdego osobnika. Jedne zwierzęta jedzą regularnie i dużo, inne wciąż mają z tym problemy.
Weterynarze monitorują także częstotliwość oddechu, sposób pływania, zachowania społeczne i inne zmiany w zachowaniu. Biełuchy są bardzo społecznymi zwierzętami, dlatego ich zachowanie może dostarczać ważnych informacji o samopoczuciu i stanie zdrowia.
Opieka nad biełuchami przez całą dobę
Akwarium Shedd zaznacza, że stan zwierząt może zmieniać się bardzo szybko – nawet w ciągu kilku godzin. Dlatego biełuchy pozostają pod całodobową obserwacją, a zespoły weterynaryjne są przygotowane do modyfikowania leczenia i opieki w zależności od ich potrzeb.
Akwarium zapowiedziało, że poinformuje o wynikach badań dotyczących śmierci Peekachu, Rain i Beethovena, gdy tylko będą dostępne.
Tucker Carslon obawia się przegranej GOP w swoim bastionie. „Bardzo możliwe”
Wynik listopadowych wyborów w Teksasie może zaskoczyć – ocenili Tucker Carlson i Saagar Enjeti w programie „Tucker Carslon Show”. Carlson stwierdził bez ogródek, że gubernator Greg Abbott „zaraz przegra te wybory”, na co Enjeti odparł: „Bardzo możliwe”. Ich zdaniem jednym z głównych czynników wpływających na nastroje wyborców w Stanie Samotnej Gwiazdy jest spór o rozwój centrów danych.
Na początku czerwca Greg Abbott nakazał Komisji Usług Publicznych Teksasu (PUC) oraz operatorowi sieci ERCOT, aby centra danych nie przerzucały związanych z ich działalnością kosztów na podatników. Około półtora miesiąca później, na początku sierpnia, gubernator wstrzymał wydawanie zgód na budowę nowych centrów danych do czasu przeprowadzenia audytu. Wśród powodów wymieniano m.in. zużycie wody, hałas oraz obciążenie sieci energetycznej.
To wyraźny zwrot w polityce włodarza Teksasu, który jeszcze w ostatnich miesiącach zeszłego roku zapowiadał ogromne inwestycje w centra danych AI w swoim stanie. Nastroje wyborców zmusiły go jednak do szybkiej zmiany narracji i zamiast entuzjazmu wobec miliardowych inwestycji, nabrał wobec nich sceptycyzmu. Jeden z niedawnych sondaży wskazywał, że tylko 30 proc. mieszkańców stanu jest nastawionych pozytywnie do budowy centrów danych AI, a ponad połowa sprzeciwia się masowej rozbudowie takiej infrastruktury.
Teksas pozostaje od lat bastionem Partii Republikańskiej – Demokraci nie wygrali wyborów na gubernatora w tym stanie od 1995 roku. Najnowsze sondaże wskazują jednak na zmniejszającą się przewagę GOP. Carlson i Enjeti ocenili, że problemy związane z infrastrukturą, kosztami energii i sytuacją ekonomiczną mogą zwiększyć szanse Demokratów, choć wynik listopadowych wyborów pozostaje otwarty.
Badanie Uniwersytetu Teksasu z 25 sierpnia dawało Abbottowi 45 proc. poparcia wobec 40 proc. dla jego demokratycznego rywala, przy 10 proc. niezdecydowanych. To jedna z najmniejszych przewag gubernatora w sondażach z ostatnich lat. W innym badaniu, Texas Public Opinion Research z 27 sierpnia, Demokrata James Talarico prowadził z republikaninem Kenem Paxtonem 48 do 42 proc. Z kolei sondaż Uniwersytetu Teksasu wskazywał na statystyczny remis między Talarico a Paxtonem.
Red. JŁ
Oszczędności emerytalne 70-latki trafiły w ręce oszusta. Straciła ponad 270 tys. dolarów
Policja z Hazel Park w stanie Michigan zatrzymała 30-letniego mężczyznę z Sacramento w Kalifornii podejrzanego o wyłudzenie ponad 270 tys. dolarów od 70-letniej kobiety. Ofiara była przekonana, że „spłaca” nakaz aresztowania związany z przestępstwami narkotykowymi i praniem brudnych pieniędzy, podczas gdy w rzeczywistości przekazywała oszczędności swoje oraz jej zmarłego męża oszustowi.
Jak ustalili śledczy, kobieta na początku otrzymała fałszywy e-mail, który miał rzekomo zostać wysłany z Federalnej Komisji Handlu (FTC). Następnie skontaktował się z nią mężczyzna podający się za agenta. Twierdził, że przeciwko niej wydano nakaz aresztowania. Polecił jej kupić złoto, a następnie przekazać je kurierowi. Zabronił jednocześnie kontaktowania się z policją. Po kilku dniach zażądał kolejnych pieniędzy.
Łączne straty 70-latki przekroczyły 270 tys. dolarów. Kobieta wypłaciła środki m.in. z własnych kont emerytalnych oraz rachunków należących wcześniej do jej zmarłego męża.
Podejrzanego zatrzymano 2 września. Mężczyzna był wcześniej aresztowany w Kalifornii i ekstradowany do Michigan. Sąd wyznaczył kaucję w wysokości 300 tys. dolarów oraz zastosował dozór elektroniczny. 30-latek ysłyszał dwa zarzuty wyłudzenia pod fałszywym pretekstem.
W ujęciu oszustwa śledczy wykorzystali m.in. nagrania monitoringu oraz dane z systemu Flock, który automatycznie odczytuje tablice rejestracyjne. Pozwoliło to ustalić, gdzie przebywał podejrzany.
Policja apeluje o ostrożność w kontaktach z osobami podającymi się za funkcjonariuszy lub przedstawicieli instytucji federalnych. Oszustwa polegające na wyłudzaniu pieniędzy lub złota pod pretekstem uniknięcia aresztowania są jednym z wariantów tzw. oszustw „na policjanta”.
Red. JŁ