Strona główna Blog Strona 16

Wizyta w Illinois gwarancją dobrej zabawy. Tak wynika z najnowszego rankingu

0

Illinois jest na trzecim miejscu stanów najlepszych do odwiedzenia do dobrej zabawy w 2026 roku. Ranking opublikował w tym tygodniu WalletHub.

 

W niektórych stanach rozrywka stanowi kluczowy element codziennego życia. Niezależnie od tego, czy lubisz przygody na świeżym powietrzu, sport, muzykę na żywo, życie nocne, kino czy atrakcje dla rodzin, stany te oferują szeroki wachlarz zajęć odpowiadających różnorodnym gustom.

Mając na uwadze zarówno dobrą zabawę, jak i przystępność cenową, portal WalletHub porównał wszystkie 50 stanów pod kątem 26 kluczowych wskaźników dotyczących atrakcyjnych form spędzania czasu, które nie obciążają nadmiernie portfela. Obejmują one m.in. koszty biletów do kina, dostępność parków narodowych oraz liczbę lokali oferujących rozrywkę nocną w przeliczeniu na mieszkańca.

I tak na pierwszym miejscu tego rankingu uplasowano Kalifornię, na drugim Florydę, na trzecim Illinois, na czwartym Nevadę a na piątym Nowy Jork. Z kolei najmniej zabawy mają odwiedzający Wirginię Zachodnią. Illinois znalazło się w czołówce stanów z największą liczbą restauracji w przeliczeniu na mieszkańców a także teatrów.

 

BK

Puchar Niemiec: Kibice planują masowe protesty przeciwko systemowi VAR. „Niszczy emocje i powoduje długie przerwy”

0

W ten weekend 1. runda piłkarskiego Pucharu Niemiec może zostać poważnie zakłócona. Kibice planują masowe protesty przeciwko stosowaniu technologii wideo (VAR) podczas najbliższych meczów. Domagają się zniesienia tego systemu, argumentując, że niszczy ona emocje i generuje długie przerwy w grze.

Nowy sezon piłkarski w Niemczech rozpocznie się w piątek, m.in. meczami pucharowymi z udziałem drużyn Bundesligi — Eintrachtu Frankfurtu i Stuttgartu — z przeciwnikami z niższych lig. Pierwsza runda zakończy się w poniedziałek.

W tej fazie Pucharu Niemiec, w której wystąpią 64 drużyny, sędziowie nie będą korzystać z pomocy wideo ze względów technicznych i finansowych. System VAR zostanie wprowadzony po raz pierwszy w tym sezonie od drugiej rundy.

W czwartek agencja DPA opublikowała oświadczenie, które, jak podała, krążyło wśród kibiców uczestniczących w rozgrywkach drużyn, wyrażające zamiar protestu.

„Chcemy oglądać piłkę nożną taką, jaka powinna być w rozpoczynającej się właśnie pierwszej rundzie pucharu – bez systemu VAR, a tym samym autentyczną, bezpośrednią i pełną emocji. Pragniemy trwale powrócić do tego stanu i dlatego wzywamy do zniesienia systemu wideoweryfikacji (VAR) w niemieckiej piłce nożnej” – czytamy w oświadczeniu.

„Podczas gdy piłka nożna czerpie siłę z intensywności i rytmu, długotrwałe przerwy znacząco zakłócają płynność gry. Jesteśmy również boleśnie świadomi, że zniszczyło to najbardziej emocjonujące elementy tej dyscypliny” – utrzymują fani.

„Nawet kibice, którzy początkowo byli otwarci na tę innowację i oceniali ją pozytywnie, po dziewięciu latach przyznają, że system VAR zasadniczo zmienił charakter gry” – brzmi podsumowanie komunikatu.

Kibice już wcześniej przerywali mecze w Niemczech, używając piłek tenisowych lub środków pirotechnicznych. Finał Pucharu Niemiec w zeszłym sezonie rozgrywano w chmurze dymu z fajerwerków z odpalonych rac. Był to wyraz dezaprobaty względem wysokich cen biletów na spotkanie w Berlinie, pomiędzy Bayernem Monachium a VfB Stuttgart, oraz zbyt surowych kar dyscyplinarnych za incydenty na trybunach.

W nadchodzących rozgrywkach w Niemczech uprawnienia asystenta sędziego ds. wideo mają zostać rozszerzone. Będzie on mógł interweniować, jeśli zawodnik zostanie niesłusznie wyrzucony z boiska za drugą żółtą kartkę, a także skorygować decyzję sędziego, jeśli ostrzeżeniem lub wyrzuceniem z boiska zostanie objęty niewłaściwy piłkarz. W przeciwieństwie do mistrzostw świata VAR nie będzie jednak interweniował w przypadku błędnego przyznania rzutu rożnego.(PAP)

Turniej WTA w Cincinnati: Świątek w półfinale po kreczu Rybakiny

0

Iga Świątek awansowała do półfinału turnieju WTA 1000 w Cincinnati. Spotkanie broniącej tytułu i rozstawionej z numerem siódmym polskiej tenisistki z wiceliderką rankingu Jeleną Rybakiną trwało zaledwie 31 minut, bo Kazaszka skreczowała przy stanie 4:1 dla Świątek.

Rybakina najwyraźniej miała problem ze ścięgnem Achillesa w lewej nodze. Do spotkania przystąpiła z taśmą nalepioną wzdłuż tylnej części łydki. W szóstym gemie, gdy serwowała, poprosiła o przerwę medyczną. Po konsultacji z fizjoterapeutką wróciła na kort, ale nie zdołała włożyć pełnej siły w serwis i podjęła decyzję o kreczu.

– Mam nadzieję, że z Jeleną wszystko będzie dobrze. Mam świadomość, że kolejny turniej jest priorytetem, bo to US Open. Jest też blisko prowadzenia w rankingu, ale zdrowie jest najważniejsze – powiedziała Świątek w krótkiej rozmowie na korcie.

Z Rybakiną poprzednio mierzyła się niedawno, bo 12 sierpnia w finale w Toronto; wówczas wygrała 6:2, 6:3. Oczekiwano, że tym razem Kazaszka zagra lepszy mecz, tym bardziej, że miała szansę zostać liderką rankingu. Wobec odpadnięcia już w 1/8 finału prowadzącej na liście WTA Białorusinki Aryny Sabalenki, Rybakina potrzebowała w Cincinnati awansu do finału, aby zostać światową jedynką.

Z rankingowego punktu widzenia również dla Polki był to ważny mecz. Obecnie jest w nim piąta, ale w przypadku porażki z Rybakiną spadłaby minimum na dziewiąte miejsce. Teraz sześciokrotna mistrzyni wielkoszlemowa wirtualnie plasuje się na ósmej pozycji. Jeśli wystąpi w finale, to będzie szósta.

W sobotnim półfinale Świątek zagra z Amerykanką Jessicą Pegulą (3.), która kilka godzin wcześniej wygrała z rodaczką Amandą Anisimovą (9.) 6:4, 2:6, 7:6 (7-4). Świątek ma bilans z Pegulą 7-5.

Pozostałe ćwierćfinały zostaną rozegrane w piątek. Amerykanka Coco Gauff (4.) zagra z Ukrainką Martą Kostiuk (10.), a pogromczyni Sabalenki – Czeszka Sara Bejlek zmierzy się z Amerykanką Madison Keys (20.).

Impreza w Cincinnati jest praktycznie ostatnim sprawdzianem światowej czołówki przed wielkoszlemowym US Open w Nowym Jorku, który rozpocznie się 30 sierpnia.

Wynik meczu 1/4 finału:

Iga Świątek (Polska, 7) – Jelena Rybakina (Kazachstan, 2) 4:1 i krecz Rybakiny. (PAP)

Liga Europy/ Trener Lecha Frederiksen: To był niesamowity występ mojego zespołu

0

Trener piłkarzy Lecha Poznań Niels Frederiksen nie krył satysfakcji z rekordowego zwycięstwa (7:0) nad szwajcarskim FC Thun w czwartej rundzie eliminacji Ligi Europy. – To był niesamowity występ mojego zespołu – skomentował.

„Kolejorz” w imponującym stylu pokonał mistrza Szwajcarii i praktycznie zapewnił sobie awans do fazy ligowej Ligi Europy.

– Byłoby to głupie z mojej strony, gdybym stwierdził, że gra jest skończona. Naturalnie, nie często zdarza się przegrywać 0:7 albo wyżej, ale też w futbolu niczego nie można być pewnym – powiedział szkoleniowiec.

Jak dodał, był to niesamowity występ jego podopiecznych w każdym aspekcie. Podkreślił jakość i intensywność w grze.

– Zrobiliśmy dokładnie to, co wcześniej planowaliśmy. Pokazaliśmy wysoką jakość, gdy byliśmy w posiadaniu piłki, a do tego graliśmy na bardzo dużej intensywności, także bez piłki. Wiedzieliśmy też, że rywal grając wysokim pressingiem zostawi nam wiele wolnych przestrzeni. I my to potrafiliśmy doskonale wykorzystać, potrafiliśmy łamać ich linię obrony. FC Thun jest takim zespołem czarno-białym, który gra na zasadzie „wszystko albo nic”. Potrafią strzelać dużo goli, ale też sporo ich tracą – ocenił.

Mimo wysokiego zwycięstwa, Frederiksen zapewnił, że jego drużyna do rewanżu będzie przygotowywać się tak, jak do pierwszego meczu.

– Na pewno nasz punkt wyjściowy przed rewanżem jest idealny. Nie mógłbym sobie lepszego wymarzyć przed meczem. Chcemy jednak przygotować się do meczu w Szwajcarii tak, jakby dziś było 1:0 albo 1:1. Chcemy tam również wygrać, bo dlaczego nie mielibyśmy zakończyć tej rywalizacji dwoma wygranymi zamiast jednej. Będziemy skoncentrowani na 100 procent. Jeśli w trakcie meczu nasza sytuacja będzie już bezpieczna, to wówczas może będę zarządzał spotkaniem mając na uwadze na kolejny pojedynek ligowy z Widzewem, który zagramy trzy dni później w Łodzi – zaznaczył.

Frederiksen odniósł się do zmiany Patrika Walemarka, który zszedł z boiska w 37. minucie.

– Normalnie nigdy nie zdjąłbym zawodnika w pierwszej połowie, który wcześniej strzelił dwa gole. Patrik poczuł ukłucie w mięśniu dwugłowym, myślę, że to nic poważnego. Trochę tak profilaktycznie postanowiliśmy go zmienić, tym bardziej, że w tym momencie było już 4:0 dla nas – podsumował Duńczyk.

Trener FC Thun Gian-Luca Privitelli krótko skomentował spotkanie na konferencji prasowej i poprosił o niezadawanie pytań.

– Dobrze rozpoczęliśmy ten mecz. W pierwszych 10 minutach nasza gra wyglądała całkiem dobrze, mieliśmy dwie szanse bramkowe. Potem rozluźniliśmy szyki, a z każda kolejną bramkę traciliśmy wiarę w siebie. Może to była też moja wina, że po stracie trzeciego gola nie zmieniliśmy naszego ustawienia i nadal atakowaliśmy przeciwnika wysoko. Zostawiliśmy rywalowi zbyt dużego wolnego pola i grało nam się bardzo trudno – podsumował.(PAP)

lic/ krys/

Japonia/ Wykonano karę śmierci na podpalaczu; to pierwsza egzekucja za rządów premierki Takaichi

0

Mężczyzna skazany na karę śmierci za podpalenie salonu gier w 2009 r. został powieszony w piątek rano – poinformowały lokalne media. W ataku na obiekt w Osace zginęło pięć osób, a 10 odniosło obrażenia. Jest to pierwsza egzekucja w Japonii od czasu objęcia władzy przez premierkę Sanae Takaichi.

Stracony to 58-letni Sunao Takami. Mężczyzna rozlał benzynę i podłożył ogień w salonie automatów pachinko niedaleko swojego miejsca zamieszkania. Ofiarami śmiertelnymi byli czterej klienci oraz jeden pracownik. Obrona w trakcie procesu argumentowała, że oskarżony działał pod wpływem silnych urojeń. Sądy odrzuciły tę argumentację, a w 2016 roku japoński Sąd Najwyższy ostatecznie utrzymał najwyższy wymiar kary.

Poprzednia egzekucja w kraju miała miejsce w czerwcu 2025 r. Stracono wtedy Takahiro Shiraishiego, seryjnego mordercę zwanego „Zabójcą z Twittera”.

W japońskim systemie penitencjarnym wyroki śmierci są wykonywane wyłącznie przez powieszenie. Skazani przebywają w odosobnieniu w celach nierzadko przez kilkanaście lat. O wyznaczonej dacie dowiadują się oni niespodziewanie, zazwyczaj zaledwie na kilka godzin przed faktycznym przeprowadzeniem egzekucji.

Japońskie społeczeństwo w zdecydowanej większości popiera utrzymanie tych surowych przepisów. Rządowe sondaże z 2024 r. pokazują, iż ponad 80 proc. Japończyków popiera karę śmierci, uznając ją za „nieuniknioną”. Minister sprawiedliwości w rządzie Takaichi, która doszła do władzy w październiku 2025 r., Hiroshi Hiraguchi publicznie bronił stosowania najwyższego wymiaru kary. – Biorąc pod uwagę ciągłe występowanie odrażających przestępstw, zniesienie kary śmierci nie jest właściwe – mówił szef resortu tuż po objęciu teki pod koniec października ub.roku.

Krzysztof Pawliszak (PAP)

Ukraina zabiega o zgodę Muska na wykorzystanie Starlinka do atakowania rosyjskich wyrzutni rakiet

0

Ze względu na niedobór pocisków przechwytujących Ukraina zabiega o zgodę Elona Muska na wykorzystanie systemu łączności satelitarnej Starlink w atakach dronowych na rosyjskie wyrzutnie pocisków balistycznych do 200 km w głąb Rosji – poinformował w piątek dziennik „Financial Times”, powołując się na źródła zaznajomione ze sprawą.

Drony obsługujące technologię Starlink wykorzystują sieć satelitów SpaceX, co pozwala im utrzymywać silniejsze połączenie z operatorami na większych odległościach niż w przypadku konwencjonalnych połączeń radiowych, a jednocześnie czyni je mniej podatnymi na zwykłe zakłócenia.

Jak zauważył „FT”, atakowanie celów wojskowych w głębi Rosji wymagałoby zgody Muska – szefa firmy SpaceX, do której należy Starlink – którego stanowisko wobec Ukrainy i korzystania przez nią ze Starlinka ulegało zmianom. Zdaniem dziennika potencjalny wpływ na jego decyzję może mieć też odwołanie ze stanowiska ministra obrony Ukrainy Mychajła Fedorowa, który utrzymywał kontakty z Muskiem.

Ukraina podejmuje te starania w czasie nasilonych rosyjskich ataków rakietowych i dronowych. Szczególnym problemem są ataki z użyciem pocisków balistycznych, ponieważ Kijów zmaga się z niedoborem pocisków przechwytujących Patriot – jedynego systemu, którego Ukraina skutecznie używała do ich zestrzeliwania. Kijów próbuje ograniczyć problem niedoboru pocisków, zabiegając o zgodę na wykorzystanie Starlinka w dronach, które mogłyby precyzyjniej atakować cele na terytorium Rosji.

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski apelował do prezydenta USA Donalda Trumpa i innych partnerów o dostarczenie większej liczby pocisków przechwytujących. Jednak ich wykorzystanie na Bliskim Wschodzie, m.in. w wojnie USA z Iranem, w znaczącym stopniu zmniejszyło zapasy tych amerykańskich pocisków.

Jak ocenił austriacki analityk wojskowy Franz-Stefan Gady, cytowany przez „FT”, nawet w najlepszym przypadku Ukraina prawdopodobnie nie otrzyma na czas liczby pocisków przechwytujących wystarczającej, by utrzymać obecną strategię obrony powietrznej. Rosja zwiększyła produkcję rakiet i dronów, dlatego – zdaniem eksperta – Ukraina będzie potrzebowała setek pocisków Patriot, aby utrzymać obronę do końca roku.

Według źródeł „FT” w lipcu Zełenski poprosił Trumpa o rozmowę z Muskiem w sprawie zgody na wykorzystywanie Starlinka poza terytorium Ukrainy. Kijów zaproponował ograniczenie zasięgu takich ataków do 200 km w głąb Rosji, licząc, że ułatwi to uzyskanie zgody. Trump nie zajął jednak zdecydowanego stanowiska w tej sprawie i – według osób obecnych na spotkaniu – nie poparł planu. Źródła twierdziły również, że Musk nie zamierza wyrazić zgody – podał dziennik.

Jak przekazał „FT”, nie udało się skontaktować z Muskiem w celu uzyskania komentarza.

Musk wspierał szerokie wykorzystanie Starlinka przez Ukrainę do łączności i celów obronnych. System ma kluczowe znaczenie dla dowodzenia ukraińską armią oraz funkcjonowania bezzałogowych systemów powietrznych, morskich i naziemnych. Do tej pory jednak szef SpaceX sprzeciwiał się wykorzystywaniu Starlinka do ataków w Rosji. W 2022 r. ograniczył dostęp ukraińskich sił do systemu podczas działań związanych z okupowanym Krymem, obawiając się eskalacji konfliktu. W lutym, na prośbę ówczesnego ministra obrony Mychajła Fiodorowa, Musk zablokował nieautoryzowane wykorzystanie Starlinka przez rosyjskie wojska przeciwko Ukrainie.

Po odwołaniu Fedorowa Ukraina straciła jedną z najważniejszych osób pozostających w kontakcie z Muskiem i przedstawicielami Doliny Krzemowej – podkreślił „FT”. Zełenski odwołał go ze stanowiska w ramach szerszej reformy rządu.

W ubiegłym tygodniu Fedorow powiedział stacji CBS News, że Musk jest „prawdopodobnie najważniejszą osobą z branży technologicznej i najważniejszym przedsiębiorcą na świecie w naszym kraju”. Ocenił, że zablokowanie przez Muska nielegalnego wykorzystania Starlinka przez Rosję pomogło ukraińskiej obronie powietrznej i uratowało życie wielu cywilów.(PAP)

mgp/ akl/

Socjolog: Figura Matki Bożej z Konotopia przebija bańki medialne i skłania do refleksji

0

Monumentalna figura Matki Bożej z Konotopia jest próbą zaakcentowania miejsca religii w przestrzeni publicznej – powiedział PAP dyrektor Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego dr hab. Marcin Jewdokimow. Dodał, że statua swoim rozmiarem przebija bańki medialne i skłania do refleksji.

Pomnik Matki Bożej Miłosiernej o wysokości 55,6 m został 15 sierpnia poświęcony w Konotopiu (woj. kujawsko-pomorskie) przez ordynariusza diecezji włocławskiej bp. Krzysztofa Wętkowskiego. Monument stanął na polu przy drodze krajowej nr 10, na trasie między Szczecinem a Warszawą. Jego inicjatorami i fundatorami są Grażyna i Roman Karkosikowie, którzy ofiarowali go jako „osobiste wotum wdzięczności za powrót do zdrowia i życia”.

Dr Jewdokimow przypomniał, że w okolicy pomnika kult Matki Bożej obecny jest od dawna. Od 1855 r. znajduje się tam figura Matki Boskiej Bolesnej, która od lat była celem pielgrzymek wiernych z okolicznych parafii. W 1948 r. stanęła tam murowana kaplica.

– Możemy więc powiedzieć, że kult Matki Bożej w tym miejscu rozwija się od dawna – od małej figurki, poprzez kaplicę, aż do monumentalnej figury Matki Bożej Miłosiernej – zaznaczył.

Według socjologa pomimo faktu, że fundatorami i pomysłodawcami budowy są osoby prywatne, to sama obecność figury w tym miejscu ma wymiar społeczny.

– Niestety, nie rozmawiałem osobiście z państwem Karkosikami, jednak z ich wypowiedzi medialnych wynika, że ich intencją było dziękczynienie Matce Bożej za doznane łaski, konkretnie za powrót do zdrowia. Mimo tego nie jest to oczywiście działanie wyłącznie prywatne, ale fakt społeczny. W tym sensie, że odnosi się do kwestii obecności religii w przestrzeni publicznej, do pamięci i tożsamości zbiorowej i związana jest z procesami sekularyzacyjnymi, które mają miejsce w Europie i w Polsce – ocenił.

Zdaniem dr. Jewdokimowa tym, co odróżnia figurę z Konotopia od licznie obecnych w Polsce przedstawień Maryi jest rozmiar pomnika. – Nasuwa się pytanie: dlaczego twórca zdecydował się na budowę figury tak monumentalnej? – pytał.

W ocenie rozmówcy PAP odpowiedzi na to pytanie należy szukać m.in. w wypowiedzi autora figury Matki Bożej Miłosiernej, rzeźbiarza Adama Matejkowskiego. W jednym z wywiadów twórca wyjaśnił, że figurę rzeźbił z myślą o ludziach młodych, ponieważ „starsi znają drogę do kościoła”. Według Matejkowskiego młodzi są dzisiaj „pogubieni”, „oddają wolną wolę za gadżety, a „Matka Boska ma być zatrzymaniem”.

– W interpretacji socjologicznej możemy więc myśleć o tej figurze jako o materialnej reakcji na sekularyzację. Monumentalizacja religii jest odpowiedzią na słabnącą oczywistość religii w przestrzeni publicznej i społecznej oraz w świadomości zbiorowej. Uważam, że jest to również próba wpłynięcia na postawy religijne w skali ogólnopolskiej – ocenił.

Dr Jewdokimow przypomniał, że przedstawień Matki Bożej lub Jezusa Chrystusa podobnych rozmiarów jest więcej. W Polsce znajduje się jeszcze pomnik Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata w Świebodzinie, a najsłynniejszą tego typu figurą na świecie jest pomnik Chrystusa Odkupiciela w Rio de Janeiro.

Każdy monument ma inną historię: pomnik Matki Bożej z Konotopia został sfinansowany z pieniędzy prywatnych. Monument z Rio powstał w latach 1922–1931 z inicjatywy Kościoła i brazylijskiej społeczności. Został sfinansowany z ogólnokrajowej zbiórki, a jego wzniesienie związane było z obchodami setnej rocznicy odzyskania niepodległości przez Brazylię.

Inicjatorem budowy pomnika Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata w Świebodzinie, który wyglądem nawiązuje do figury z Rio, był proboszcz parafii i sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Świebodzinie ks. Sylwester Zawadzki. Koszty budowy zostały pokryte z dobrowolnych datków parafian, lokalnych przedsiębiorców i polonii amerykańskiej.

Zdaniem dyrektora ISKK wszystkie te figury, które powstały w innym czasie i z inicjatywy innych osób, łączy dążenie do mocnego zaakcentowania znaczenia i obecności religii w przestrzeni publicznej.

– W krajach, w których religia jest czymś oczywistym, nie ma potrzeby, by w takiej skali uwidaczniać ją w przestrzeni publicznej. Natomiast kiedy status religii zaczyna być negocjowany czy nawet podważany przez niektórych, wtedy silny fakt społeczny, jakim jest ogromna figura Matki Boskiej, może być głośną wypowiedzią twórców na temat tego, że religia ma dla nich fundamentalne znaczenie – ocenił.

Zauważył, że pomimo faktu, iż budowa figury była inicjatywą prywatną, to jednak jej powstanie wywołało w internecie burzliwą dyskusję. Zdaniem socjologa podziały pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami monumentu z Konotopia pokrywają się ze światopoglądem internautów. Najczęściej pomnik krytykowały osoby mające negatywny stosunek do religii w ogóle, a osoby religijne broniły jego powstania.

Dodał, że w perspektywie socjologicznej pomniki są nie tylko wyrazicielami pewnych idei. Ich zadaniem jest również kształtowanie postaw w dłuższej perspektywie.

– Podobnie jak pomnik Chrystusa Odkupiciela w Rio de Janeiro czy Chrystusa Króla w Świebodzinie, pomnik Matki Bożej Miłosiernej w Konotopiu będzie wpływał na dyskurs i praktyki religijnew Polsce, właśnie ze względu na jego rozmiar. Moje osobiste zdanie jest takie, że to będzie oddziaływanie pozytywne – zastrzegł.

Według dr Jewdokimowa obecnie wielu ludzi żyje w bańkach informacyjnych, w których treści religijne przebijają się słabo albo wcale.

– W przypadku pomnika Matki Bożej z Konotopia mamy do czynienia z obiektem, który swoją skalą przebija bańki medialne i staje się dostrzegalny także dla osób, do których treści religijne w ogóle nie docierają. To może pobudzić do refleksji i pozwolić zastanowić się nad swoją religijnością tych ludzi, którzy nie robili tego od dłuższego czasu, albo nawet nigdy wcześniej – stwierdził.

Iwona Żurek (PAP)

Ekspert: Podwyżka CIT dla największych firm spowoduje, że Polska stałaby się wyraźnie mniej atrakcyjna dla dużych podatników

0

Podwyżka stawki CIT dla firm o przychodach przekraczających 50 mln euro zmieniłaby konkurencyjność polskiego systemu podatkowego na tle regionu. Polska stałaby się wyraźnie mniej atrakcyjna dla dużych podatników – powiedział PAP doradca podatkowy w kancelarii MDDP Bartosz Doroszuk.

W środę premier Donald Tusk i minister finansów i gospodarki Andrzej Domański zapowiedzieli zmiany w podatkach. Rząd zamierza podnieść próg podatkowy, który obecnie wynosi 120 tys. zł, do 130 tys. zł, wprowadzić nową stawkę podatku dochodowego w wysokości 24 proc., którą opłacaliby podatnicy o dochodach wynoszących od 130 tys. zł do 150 tys. zł. Dopiero ci, którzy uzyskują dochody powyżej tego drugiego progu, zapłaciliby podatek w wysokości 32 proc.

Rząd chce sfinansować tę zmianę poprzez podniesienie daniny solidarnościowej, która obecnie wynosi 4 proc., do 5 proc. (daninę płacą osoby, które zarabiają powyżej 1 mln zł), a także przez obniżenie limitu, uprawniającego do skorzystania z rozliczenia z wykorzystaniem podatku zryczałtowanego, do 250 tys. euro z obecnych 2 mln euro. Poza tym rząd chce podnieść stawkę CIT dla firm o przychodach przekraczających 50 mln euro z 19 do 22 proc. Wszystko to ma sprawić, że zmiany będą neutralne dla budżetu.

– Na poziomie samej stawki nominalnej podwyżka do 22 proc. zmieniłaby konkurencyjność polskiego systemu podatkowego na tle regionu. Przy średniej stawce CIT w Europie Środkowo-Wschodniej wynoszącej około 16 proc. Polska stałaby się wyraźnie mniej atrakcyjną jurysdykcją podatkową dla dużych podatników. Na tle całej Unii Europejskiej, gdzie średnia wynosi około 21,5 proc., poziom 22 proc. nie byłby już tak odległy od przeciętnej, ale oznaczałby odejście od dotychczasowej przewagi względem części państw regionu – co w długim terminie może doprowadzić do sytuacji niedoszacowania neutralności wprowadzanego pakietu, zapowiadanej przez Ministra Finansów – powiedział PAP doradca podatkowy i partner w kancelarii MDDP Bartosz Doroszuk.

Podkreślił, że nie jest jeszcze znany projekt ustawy, który miałby wprowadzić proponowane przez rząd zmiany. Dodał, że rząd nie przedstawił także uzasadnienia oraz wyliczeń, co utrudnia ocenę w zakresie tego, czy planowane obostrzenia są wystarczające do sfinansowania preferencji w PIT.

– Pomimo iż, wyjaśnienia Ministerstwa Finansów wydają się sugerować neutralność fiskalną proponowanego pakietu zmian, należy mieć na uwadze potencjalny długoterminowy, istotny, długoterminowy skutek: wysoka na tle regionu nominalna stawka CIT oraz ogólna tendencja fiskusa w kierunku zwiększania obciążeń podatkowych i uszczelniania systemu przez władze, w praktyce zmniejszają atrakcyjność inwestycyjną Polski i mogą powodować odpływ kapitału oraz ograniczać napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych – stwierdził ekspert.

Dodał, że choć wyższa stawka podatku CIT powinna przełożyć się na wzrost wpływów do budżetu, a tym samym na zrównoważenie w części utraty wpływów z PIT, to jednak na poziom dochodów wpływają także inne czynniki.

– W praktyce efekt fiskalny zależy jednak nie tylko od samej wysokości stawki, ale również od kondycji gospodarki, poziomu rentowności przedsiębiorstw oraz reakcji podatników na nowe regulacje – powiedział Doroszuk. – Należy również pamiętać, że podwyżka ma objąć stosunkowo wąską grupę największych przedsiębiorstw. Z tego względu ostateczny wpływ na dochody budżetowe będzie zależał zarówno od liczby podmiotów objętych nową stawką, jak i od skali osiąganych przez nie zysków. Dopiero szczegółowe wyliczenia przedstawione w uzasadnieniu projektu ustawy pozwolą ocenić, czy dodatkowe wpływy z CIT będą wystarczające do zrekompensowania kosztów zmian w PIT i utrzymania neutralności całego pakietu dla finansów publicznych – powiedział.

Zwrócił również uwagę, że nowa stawka CIT ma objąć nie tylko pojedyncze podmioty, ale także grupy podatkowe. – Proponowane objęcie PGK wyższą stawką CIT wpisywałoby się w negatywny trend zmian w regulacjach dotyczących podatkowych grup kapitałowych obserwowany w ostatnich latach. W efekcie PGK mogą stać się jeszcze bardziej niszowym rozwiązaniem, wybieranym głównie tam, gdzie przemawiają za tym szczególne względy organizacyjne lub rozliczeniowe, a nie wyraźna przewaga podatkowa – powiedział doradca podatkowy.

Podkreślił, że nie tylko zwiększenie stawki CIT ma być źródłem finansowania zmian w progach podatkowych w PIT.

– Pakiet obejmuje również obniżenie limitu przychodów uprawniającego do korzystania z ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych z 2 mln euro do 250 tys. euro. Zmiana może mieć szczególne znaczenie dla przedsiębiorców świadczących usługi profesjonalne, w tym w branży IT, doradztwie, ochronie zdrowia czy wolnych zawodach – powiedział Doroszuk. – Dodatkowo rząd proponuje podniesienie daniny solidarnościowej z 4 proc. do 5 proc., co oznacza wzrost obciążeń dla podatników osiągających najwyższe dochody – zauważył. (PAP)

 

„Rz”: To nie koniec zmian w CIT

Kolejne zmiany w podatku dla firm rząd ma ogłosić jeszcze w tym tygodniu – wynika z ustaleń „Rzeczpospolitej”. Przedsiębiorcy ostrzegają: podwyżka CIT ograniczy rozwój, inwestycje i innowacje.

Gazeta pisze w piątkowym wydaniu, że rząd zapowiedział już m.in. podniesienie stawki CIT z 19 proc. do 22 proc. dla firm osiągających ponad 50 mln euro przychodów. Zmiany mają wejść w życie od 2027 r.

Jednak kolejny pakiet dotyczący podatku dla przedsiębiorstw ma według „Rz” zostać przedstawiony jeszcze w tym tygodniu. Premier Donald Tusk zamierza ogłaszać kolejne propozycje po uzyskaniu ostatecznych wyliczeń Ministerstwa Finansów.

Zdaniem cytowanego przez gazetę Wojciecha Kostrzewy, szefa Polskiej Rady Biznesu, wyższy CIT szczególnie odczują polskie firmy, które mają mniejsze możliwości optymalizacji podatkowej niż międzynarodowe grupy. Ekonomiści wskazują natomiast na ryzyko ograniczenia inwestycji i ekspansji firm średniej wielkości.

Wśród przedsiębiorców szczególne kontrowersje budzi sposób wprowadzania zmian. Business Centre Club przypomina, że rząd zobowiązywał się do minimum sześciomiesięcznego vacatio legis dla zmian podatkowych. „Przedsiębiorcy potrzebują przewidywalności równie mocno jak rozsądnych stawek. Bez stabilnego prawa nie da się planować inwestycji, budżetów ani zatrudnienia” – mówi gazecie Michał Borowski, ekspert ds. podatków w BCC.

Rząd przekonuje, że cały pakiet ma być elementem szerszej zmiany polityki podatkowej. Z informacji „Rz” wynika, że prezydent Karol Nawrocki najpewniej zawetuje ustawy podatkowe. (PAP)

 

lm/ sp/

LE – Jagiellonia i Lech jedną nogą w fazie zasadniczej

Jagiellonia Białystok pokonała przed własną publicznością Iberię Tbilisi 4:0, a Lech wygrał w Poznaniu z FC Thun 7:0 w pierwszych meczach 4., decydującej rundy eliminacji piłkarskiej Ligi Europy. Rewanże odbędą się 27 sierpnia.

 

Wynik z Białegostoku nie oddaje do końca przebiegu spotkania, którego początek i końcówka należały do gości. „Jaga” może mówić o szczęściu, że zakończyła mecz z czystym kontem. Bramki zdobyli Hiszpan Jesus Imaz z rzutu karnego (34.), Szwed Jeremy Agbonifo (45+2.), samobójczą Nigeryjczyk Ibrahim Alhassan (62.) i Hiszpan Sergio Lozano (90+2.).

 

Nawet mniej złudzeń pozostawił rywalom Lech Poznań, który ma po półmetku jeszcze większą przewagę niż nad duńskim Aarhus GF w 2. rundzie eliminacji Ligi Mistrzów. Wówczas wygrał 4:1, ale odpadł po rzutach karnych w rewanżu.

 

Zajmujący dziewiąte miejsce po trzech kolejkach szwajcarskiej ekstraklasy FC Thun raczej nie będzie w stanie odpowiedzieć u siebie na gole Szweda Patrika Walemarka (10. i 25.), Irańczyka Allahyara Sayyadmanesha (20.), Mateusza Skrzypczaka (31.), Radosława Murawskiego (45.), Fina Daniela Hakansa (48.) i Roberta Gumnego (79.).

 

W eliminacjach LE uczestniczył także Górnik Zabrze, inny „spadkowicz” z Ligi Mistrzów, który jednak trafił ostatecznie do 4. rundy eliminacji Ligi Konferencji. Rywalizuje w niej z AS Monaco. O tę samą stawkę Raków Częstochowa gra z Hajdukiem Split.

Wyniki pierwszych meczów 4. rundy eliminacji Ligi Europy z udziałem polskich drużyn:

Jagiellonia Białystok - Iberia Tbilisi   4:0 (2:0)
Lech Poznań - FC Thun                    7:0 (5:0)

(PAP)

 

mm/ krys/

Media i politycy wytykają Trumpowi zażyłość z Natalie Harp. „Pora, by Natalie ułożyła cię do snu”

0

Natalie Harp, specjalna asystentka i ulubienica Donalda Trumpa, decydująca o dostępie do prezydenta USA nie przestaje przykuwać uwagi mediów, ostatnio dlatego, że przez blisko rok pracowała w Białym Domu bez certyfikatu bezpieczeństwa – zauważa w czwartek brytyjski dziennik „Guardian”.

Harp, była prezenterka prawicowej stacji One America News Network, stała się „główną odźwierną” pilnującą dostępu do prezydenta, a odkąd okazało się, że gdy Trump wracając z Turcji skorzystał z samolotu innego niż Air Force One, by zmylić ewentualnych zamachowców, wziął ją ze sobą na pokład, zamiast ważniejszych urzędników administracji, jego specjalna asystentka znalazła się w centrum uwagi mediów – przypomina dziennik.

Harp zainteresowali się też satyrycy, a w programie Jimmy Kimmel Live aktorka, pisarka i producentka telewizyjna Rosie O’Donnell zwróciła się w środę wieczorem do Trumpa i powiedziała: „Powinieneś zdać sobie sprawę, że pora już zdjąć perukę i pozwolić, by Natalie ułożyła cię do snu. Dobranoc” – relacjonuje „Guardian”.

Nie milknie też wrzawa wokół słów senatora Demokratów Jona Ossoffa, który w niedzielę zarzucił Trumpowi, że niewiele robi poza grą w golfa i handlowaniem akcjami, a zależy mu głównie na podróżowaniu z Harp „latającym pałacem podarowanym mu przez emira Kataru”, który stał się nowym Air Force One.

Dyrektor ds. komunikacji Białego Domu, Steven Cheung napisał o Ossoffie na platformie X, że jest „największym rogatym przegrywem w polityce”, a rzecznik Białego Domu Davis Ingle nazwał go w tym samym serwisie „zniewieściałym, budzącym zażenowanie” i dodał: „Gó… wszystkich obchodzi to, co ten przegryw wagi lekkiej ma do powiedzenia”.

Sam Ossoff powiedział w wywiadzie telewizyjnym, że zdumiewające jest obserwowanie trwającej od blisko tygodnia histerii urzędników Białego Domu po jego wypowiedzi o Harp.

„Wall Street Journal” napisał na początku tygodnia, że jest ona jedną z najważniejszych osób w otoczeniu prezydenta w Białym Domu, choć niewiele osób spoza Waszyngtonu o niej wie. Harp jest stale u boku Trumpa, pisze w jego imieniu posty na platformach społecznościowych i zdobywa dla niego informacje. Według „New York Timesa” Harp często jest ostatnią osobą, która sprawdza prowokacyjne wpisy Trumpa w mediach społecznościowych. Niepokoi to innych doradców.

W wydanej niedawno książce „Regime Change” Maggie Haberman i Jonathan Swan napisali, że Harp zostawiała Trumpowi „pełne uwielbienia” i „intymne” listy, które — jak powiedział Swan CNN w zeszłym miesiącu — „wzbudziły czujność Secret Service podczas kampanii”. (PAP)

fit/ kj/

Norwegia/ Raport: Bez odkrycia nowych dużych złóż w 2050 roku wydobycie ropy i gazu może spaść niemal do zera

0

W 2050 roku norweskie wydobycie ropy naftowej i gazu ziemnego może spaść niemal do zera – ocenił w opublikowanym w czwartek raporcie zarządzający zasobami Urząd ds. Szelfu. Bez odkrycia nowych dużych złóż gwałtowny spadek produkcji może rozpocząć się już po 2030 roku.

W najbardziej optymistycznym scenariuszu wydobycie w 2050 r. będzie o jedną trzecią niższe niż obecnie. W najbardziej pesymistycznym spadnie niemal do zera.

Norwegia wydobywa więcej ropy i gazu, niż znajduje nowych zasobów. Produkcja utrzyma się na zbliżonym poziomie jeszcze przez kilka lat, ale po 2030 r. może zacząć gwałtownie spadać. Już po 2026 r. zacznie maleć wydobycie z dużych pól Troll i Johan Sverdrup, a odkrycia z ostatniej dekady są zbyt małe, aby zastąpić produkcję z eksploatowanych złóż.

Szacuje się, że na norweskim szelfie pozostało około 7 mld standardowych m sześc. ekwiwalentu ropy, a połowy tych zasobów jeszcze nie odkryto. Od rozpoczęcia eksploatacji w 1971 r. wydobyto i sprzedano około 9 mld standardowych m sześc. ekwiwalentu ropy.

Urząd wskazał trzy kierunki, które mogą ograniczyć spadek wydobycia: dalsze poszukiwania, szybsze uruchomienie ponad 90 odkrytych już złóż oraz zwiększenie wydobycia z działających pól. Wiele niezagospodarowanych złóż jest małych i wymaga podłączenia do istniejącej infrastruktury. W raporcie zwrócono również uwagę, że niższa produkcja oznaczać będzie mniejsze wpływy do budżetu państwa, mniej miejsc pracy oraz osłabienie bezpieczeństwa energetycznego Europy.

– Decyzje podejmowane obecnie przesądzą o tym, jak norweski szelf będzie się rozwijał w kolejnych dekadach. Odkrycia z ostatnich lat są zbyt małe, aby zastąpić produkcję z działających już pól – oceniła Kjersti Dahle, dyrektorka w Urzędzie ds. Szelfu.

Znaczenie norweskiego szelfu wzrosło po rozpoczęciu przez Rosję pełnoskalowej inwazji na Ukrainę w 2022 r. Norwegia stała się największym dostawcą gazu do UE. Według Komisji Europejskiej w 2025 r. ponad połowa gazu sprowadzanego do krajów Unii rurociągami pochodziła z Norwegii.

Z Oslo Mieszko Czarnecki (PAP)

Rząd chce podnieść CIT dla największych firm energetycznych i paliwowych

0

Rząd proponuje podwyżkę stawki CIT dla największych firm energetycznych i paliwowych – wynika z opublikowanych w czwartek założeń do projektu ustawy. Stawka CIT dla firm o przychodach przekraczających 50 mln euro w 2027 r. ma wzrosnąć do 30 proc. z 19 proc. obecnie.

Z opublikowanych na stronach kancelarii premiera wykazie prac legislacyjnych i programowych Ramy Ministrów założeń do projektu ustawy o udzielaniu wsparcia na obniżenie cen energii dla przemysłu energochłonnego wynika, że w roku 2028 stawka miałaby wynieść 26 proc., a w roku 2029 – 23 proc.

„W 2030 r. (począwszy od czwartego roku podatkowego rozpoczynającego się po wejściu w życie projektowanych zmian) nastąpi powrót do podstawowej stawki CIT” – czytamy w informacji na stronach kancelarii premiera.

Obecnie podstawowa stawka CIT wynosi 19 proc., jednak w zapowiedzianym w środę pakiecie zmian podatkowych znalazły się propozycje podniesienia tej stawki dla firm o przychodach ponad 50 mln euro do 22 proc.; tym samym w 2030 r. stawka CIT dla tej grupy firm spadnie do 22 proc.

Nowe stawki podatkowe, które zostaną zapisane w projekcie ustawy o udzielaniu wsparcia na obniżenie cen energii dla przemysłu energochłonnego, obejmą firmy o przychodach powyżej 50 mln euro, które zajmują się wydobyciem gazu ziemnego lub ropy naftowej, obrotem paliwem gazowym lub obrotu gazem ziemnym z zagranicą, handlem ropą naftową, wytwarzania paliw ciekłych oraz obrotem tymi paliwami, a także dystrybucją energii elektrycznej przez największe podmioty (mające więcej niż 100 tys. odbiorców) i przesyłaniem energii elektrycznej.

„Proponowane rozwiązania skierowane będą do największych podmiotów wykonujących ww. działalność (z przychodami powyżej 50 mln euro) niezależnie od ich struktury organizacyjnej dla celów podatkowych. Tym samym znajdą one zastosowanie również do podatkowych grup kapitałowych (PGK), w których skład wchodzi spółka prowadząca działalność objętą zakresem przedmiotowym regulacji”.

Środki uzyskane z podwyżki CIT mają zostać przeznaczone m.in. na realizację instrumentu obniżenia cen energii dla przemysłu energochłonnego, którego budżet ma wynieść łącznie 4,8 mld zł (w tym 800 mln zł w roku 2027, 1,6 mld zł w roku 2028 oraz w roku 2029 a także 800 mln zł w roku 2030.

„Efektem projektowanej zmiany będzie poprawa wyniku sektora finansów publicznych, w tym również ograniczenie ryzyka przekroczenia w przyszłości przez państwowy dług publiczny określonych w ustawach poziomów” – czytamy także w informacji na stronach kancelarii premiera. (PAP)

ms/ drag/

PiS złoży zawiadomienie do CBA i prokuratury ws. raportu „Polaków portret własny” jako „pełnego błędów raportu wygenerowanego w AI”

0

PiS złoży zawiadomienie do CBA i prokuratury, aby zbadano sprawę „pełnego błędów raportu wygenerowanego w AI” – „Polaków portret własny”; jego autorka Barbara Mróz-Gorgoń powinna zostać błyskawicznie zdymisjonowana – ocenił szef klubu PiS Mariusz Błaszczak.

Raport „Polaków portret własny. Raport z badań DNA marki Polska” z 2025 r. Barbary Mróz-Gorgoń, obecnej pełnomocniczki rządu ds. promocji marki Polski, wywołał w czwartek krytykę z powodu błędów i wykorzystania AI. Autorka zaznaczyła, że był wewnętrznie wykorzystywany w think tanku i przyznała, że nie powinien trafić do sieci. Ministerstwo Sportu i Turystyki zaprzeczyło, by raport był objęty umową z resortem.

Do sprawy Błaszczak odniósł się w czwartek wieczorem na X.

„Do promocji marki Polska, (premier Donald) Tusk wysyła osobę, która wygenerowała pełen błędów raport w AI i bez skrupułów zainkasowała 200 tys. zł od (ministra Jakuba) Rutnickiego z MSiT. Barbara Mróz-Gorgoń powinna zostać błyskawicznie zdymisjonowana. Prawo i Sprawiedliwość złoży zawiadomienie do CBA i prokuratury o zbadanie tej sprawy” – czytamy we wpisie szefa klubu PiS.

„Swoją drogą, kto doradzał Tuskowi wybór Mróz-Gorgoń do promocji marki Polska? (Kanclerz Niemiec Friedrich) Merz? Chcąc skompromitować Polskę, mógł jeszcze dorzucić (Dorotę) Wysocką-Schnepf i Jacka Murańskiego” – dodał.

Wcześniej m.in. Łukasz Olejnik, ekspert od bezpieczeństwa informacji i prywatności czy związany z Instytutem Sobieskiego członek Prawa i Sprawiedliwości Sebastian Meitz formułowali zarzuty o szerokie wykorzystanie sztucznej inteligencji przy pisaniu raportu.

Na oficjalnym profilu MSiT na X napisano, że „prezentowany na Platformie X raport nie był przedmiotem zamówienia ani nie stanowił realizacji żadnej umowy, której stroną było Ministerstwo Sportu i Turystyki”. „MSiT podpisało umowę z wykonawcą (tj. Stowarzyszenie Konferencje i Kongresy) podstrategii turystycznej Marka Polska” – widnieje we wpisie ministerstwa, z uwagą, że „wykonawca został wybrany w ramach konkursu po złożeniu stosownej oferty”.

Mróz-Gorgoń także napisała na X, że „przedstawiony raport nie był częścią zamówienia ani umowy” z MSiT. „Praca badawcza została przeprowadzona zgodnie z zasadami nauk społecznych, rzetelnie i merytorycznie, w oparciu o opisaną metodologię” – zapewnia Mróz-Gorgoń.

W raporcie oceniono m.in., że „Polska, pomimo znaczących osiągnięć gospodarczych w ostatnich 35 latach, pozostaje krajem o niewyrazistym, niedostatecznie skonsolidowanym wizerunku na arenie międzynarodowej”. Wskazano pięć „kluczowych ustaleń” z badań. Są to m.in. fundamentalna luka między potencjałem a wizerunkiem; kompleksy narodowe hamujące budowanie pozytywnego wizerunku; dysproporcja między rzeczywistością a samooceną (syndrom impostora); potencjał w sektorach wysokiej wartości (IT, gaming, turystyka naturalna). Jako główne bariery wymieniono biurokrację, polaryzację społeczną i chaos estetyczny.

Główna rekomendacja raportu brzmi: „Polska marka wymaga systematycznego, ponad-partyjnego, długoterminowego zaangażowania (minimum 10-20 lat) na poziomie rządowym, biznesowym i społecznym. Badania pokazały, że Polacy nie są przeciwni działaniom brandingowym – są przeciwni ich słabej realizacji”.

Barbara Mróz-Gorgoń została pełnomocniczką rządu do spraw promocji marki Polska pod koniec lipca br. W rozporządzeniu zapisano m.in., że pełnomocnik ma koordynować działania administracji rządowej związane z tworzeniem, wdrażaniem i rozwojem spójnej marki narodowej. Celem rozwiązań ma być m.in. skuteczniejsze budowanie i ochrona wizerunku Polski w kraju i za granicą. (PAP)

Chiny/ Niskobudżetowy film animowany stał się nieoczekiwanym hitem kinowym

0

Niskobudżetowy film animowany bardzo niskiej jakości, „Niu Lai”, nieoczekiwanie stał się w Chinach hitem letniego sezonu kinowego. To reakcja widzów znużonych zalewem wyidealizowanych superprodukcji i treści masowo generowanych przez sztuczną inteligencję – oceniają media.

Reżyserem jest 34-letni Xin Yumeng, który wraz ze swoją matką, scenarzystką Sun Lifang, zamierzali stworzyć „kojący film familijny” o odwadze. Prace nad nim trwały pięć lat.

Film „Niu Lai” (nadejście cielaka), który trafił do chińskich kin na początku sierpnia, opowiada o przygodach młodego cielaka, który w poetyckiej, sennej podróży w towarzystwie skowronka uczy się odwagi, miłości i poświęcenia, by obronić swoje stado.

Produkcję wyróżnia jednak prymitywna warstwa wizualna i dźwiękowa – figury zwierząt są kanciaste, węże przypominają sprężyny, a trawa to żółte bloki z napisem „trawa”.

 

Tydzień po premierze sprzedaż biletów była katastrofalna, przynosząc twórcom niespełna 7 tys. juanów (ok. 1 tys. dolarów). Sytuacja uległa jednak radykalnej zmianie, gdy rozbawieni widzowie zaczęli udostępniać w sieci amatorskie nagrania z sal kinowych. Internauci wręcz zachwycili się absurdalnie słabą jakością animacji, co przyciągnęło do kin rzesze kolejnych widzów.

Zjawisko jest postrzegane jako sprzeciw wobec mainstreamu. Jak zauważa hongkoński dziennik „South China Morning Post”, sukces „Niu Lai” oznacza powrót do doceniania tego, co „robione ręcznie, naiwne, a nawet absurdalne”.

— Szczerze mówiąc, gdyby jakość produkcji była nieco lepsza, film mógłby nie być aż tak zabawny. Jest dobry, ponieważ nie jest dobry – ocenił cytowany przez brytyjski „Financial Times” jeden z widzów w Szanghaju.

Do 18 sierpnia produkcja zarobiła ponad 21 mln juanów (ok. 3 mln USD), a platforma biletowa Maoyan prognozuje, że ostateczny dochód wyniesie 135 mln juanów (ok. 20 mln USD). Pozwoliło to „Niu Lai” skutecznie rywalizować w rankingach z hollywoodzkimi superprodukcjami, takimi jak „Odyseja” i „Spider-Man: Całkiem nowy dzień”.

Nagły sukces produkcji wywołał jednak sporo kontrowersji. Zdaniem krytyków popularność tak prymitywnej animacji to przykład wypierania dobrego kina przez komercyjny absurd, co może zniechęcać twórców dbających o wysoki poziom artystyczny swoich dzieł. Wskazuje się również na problem prawny – popularność filmu napędziły nielegalne nagrania z sal kinowych, publikowane masowo w serwisach społecznościowych, co rozbudziło w branży dyskusję na temat praw autorskich.

Rozczarowania nie kryli też niektórzy widzowie, gdy okazywało się, że trwający 86 minut film zawierał zaledwie kilka minut zabawnych scen zapowiadanych w sieci, a resztę wypełniała chaotyczna fabuła. Część kin umożliwiła widzom zwrot biletu przed upływem pierwszych 10 minut seansu.

 

Z Pekinu Krzysztof Pawliszak (PAP)

 

krp/ akl/

Łotwa/ Wojsko: Dron zestrzelony przez myśliwiec NATO należał do Ukrainy

0

Dron zestrzelony 14 sierpnia na północnym wschodzie Łotwy został zidentyfikowany jako maszyna ukraińska, który przedostała się do łotewskiej przestrzeni powietrznej najprawdopodobniej pod wpływem środków walki elektromagnetycznej, stosowanych przez Rosję – poinformowały w czwartek łotewskie siły zbrojne.

Bezzałogowiec został zniszczony w okolicach miejscowości Rugaji w powiecie Balvi (około 60 km na północ od Rzeżycy) przez włoskie siły powietrzne, patrolujące przestrzeń krajów bałtyckich. Wleciał na terytorium Łotwy od strony Białorusi – przekazano w komunikacie, podkreślając, że informacje na temat modelu drona nie będą udzielane z uwagi na planowane operacje sił zbrojnych Ukrainy.

Według łotewskiego dowództwa stosowane przez Rosjan środki walki elektromagnetycznej mogą zakłócać łączność i nawigację, a także utrudniać, a nawet uniemożliwiać użycie precyzyjnej broni przy namierzaniu celów.

Wrak strąconego drona odnaleziono w piątek (14 sierpnia) wieczorem, a potencjalne ładunki wybuchowe zostały zdetonowane w sobotę.

Był to już drugi bezzałogowiec, który w ostatnim czasie przedostał się nad Łotwę zza wschodniej granicy i został zestrzelony na terytorium tego państwa. Myśliwce NATO po raz pierwszy zniszczyły drona w łotewskiej przestrzeni powietrznej 8 czerwca. Wcześniej w tym roku obce drony kilka razy naruszyły łotewską przestrzeń powietrzną podczas ataków na cele w Rosji, przeprowadzanych przez Ukrainę. Maszyny rozbiły się wówczas na niezamieszkanym terenie. W jednym przypadku dron uderzył w infrastrukturę cywilną, uszkadzając m.in. puste zbiorniki na paliwo. (PAP)

 

UE/ Von der Leyen o dronie zniszczonym przez Rumunię: to wojna hybrydowa

Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen nazwała elementem wojny hybrydowej drona zniszczonego w czwartek przez Rumunię w pobliżu jej platformy gazowej na Morzu Czarnym. Jak podkreśliła, trwa kampania zastraszania, a jej celem jest wywoływanie podziałów w Unii Europejskiej.

„Dziś Rumunia zniszczyła drona morskiego przenoszącego ładunki wybuchowe w pobliżu swojej platformy Neptun Deep na Morzu Czarnym” – napisała von der Leyen na platformach internetowych.

„Przybiera na sile kampania zastraszania, która niepokoi naszych obywateli i ma na celu podział Unii” – zaznaczyła. „To wojna hybrydowa” – dodała.

Minister obrony Rumunii Radu Miruta poinformował w czwartek, że rumuński myśliwiec F-16 zniszczył drona morskiego w pobliżu platformy wydobywającej gaz ziemny w ramach morskiego projektu gazowego Neptun Deep na Morzu Czarnym, około 80 km na wschód od portu w Konstancy.

Z kolei 11 sierpnia ministerstwo obrony w Bukareszcie poinformowało, że rumuńscy nurkowie wojskowi zniszczyli dwa drony typu Gerbera, które dryfowały w wyłącznej strefie ekonomicznej Rumunii na Morzu Czarnym w pobliżu morskiego projektu gazowego Neptun Deep, około 165 km od Konstancy. Gerbera to bezzałogowce produkowane przez Rosję. (PAP)

Prezydent skieruje do TK ustawę tzw. lex szarlatan. „Do jednego wora wrzuca szarlatanów oraz tysiące polskich firm i osób, zajmujących się zielarstwem, zdrowym odżywianiem czy medycyną komplementarną”

0

Prezydent Karol Nawrocki skieruje do Trybunału Konstytucyjnego nowelizację ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta (RPP). Cel tej ustawy jest słuszny, ale problemem mogą okazać się proponowane w niej środki – wyjaśnił prezydent w opublikowanym w czwartek nagraniu.

W uzasadnieniu swojej decyzji Karol Nawrocki stwierdził, że „do jednej grupy, tzw. szarlatanów, rząd zakwalifikował realnie zagrażających, szkodzących zdrowiu szaleńców oraz tysiące polskich firm i osób, zajmujących się zielarstwem, zdrowym odżywianiem czy medycyną komplementarną”.

Prezydent podkreślił, że potrzebne są przepisy, które w sposób skuteczny zablokują działalność oszustów, nie uderzając przy tym w uczciwych ludzi. – Dlatego ogłaszam dzisiaj moją własną inicjatywę legislacyjną przeciw szarlatanom. Przygotowałem projekt nowelizacji Kodeksu karnego, który jest realnym, skutecznym i przede wszystkim bezpiecznym dla demokracji rozwiązaniem problemu szarlatanów – poinformował. Dodał, że ustawa budzi wątpliwości konstytucyjne.

Kierowana do TK ustawa przygotowana przez rząd zakładała wprowadzenie zakazu stosowania praktyk pseudomedycznych, zdefiniowanych jako udzielanie świadczeń zdrowotnych, które stwarzają ryzyko uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia albo śmierci człowieka przez osobę niewykonującą zawodu medycznego; oferowania lub stosowania metod diagnostycznych lub leczniczych niebędących świadczeniem zdrowotnym, w przypadku których wprowadza się pacjenta w błąd, że posiadają one właściwości świadczenia zdrowotnego. Regulacja miałaby wprowadzać również zakaz stosowania praktyk pseudomedycznych w zakresie diagnostyki lub leczenia małoletnich, chorób onkologicznych, ciężkich nieuleczalnych chorób lub zaburzeń psychicznych.

Wątpliwości prezydenta wzbudziły m.in. zapisane w nowelizacji mechanizmy dotyczące kar. – Kluczowym problemem jest pozbawienie obywateli realnego prawa do sprawiedliwego procesu i skutecznej obrony. Ustawa pozwala na wykonanie kar i blokad przed prawomocnym wyrokiem sądu, przez co następcza kontrola sądowa staje się iluzoryczna – przedsiębiorca może zbankrutować, zanim doczeka się sądu – zaznaczył prezydent.

Wskazał, że procedura określona w skierowanej do TK ustawie nie gwarantuje udziału niezależnych ekspertów medycznych, „a decyzję o rzekomej dezinformacji podejmuje jednoosobowo urzędnik”.

Prezydent zaznaczył, że może to godzić w wolność działalności gospodarczej zapisaną w konstytucji, łamiąc przy tym zasadę proporcjonalności. Ocenił, że ustawa może okazać się groźna dla uczciwych działalności, a jednocześnie nieskuteczna w walce z prawdziwymi szarlatanami.

– Przepisy powinien zbadać Trybunał Konstytucyjny. Dlatego kieruję ustawę przed jej podpisaniem do Trybunału Konstytucyjnego, który powinien jednoznacznie stwierdzić czy jej przepisy nie naruszają polskiej ustawy zasadniczej – zaznaczył prezydent Karol Nawrocki.

Prezydent przekazał, że przygotowywane przez niego projekt w tej sprawie będzie wprowadzał „jasne, precyzyjne przepisy karne, które będą karać tych, którzy dla zysku lub innych korzyści świadomie zniechęcają pacjentów do leczenia metodami medycyny opartej na nauce”.

– O winie i karze nie będzie decydował jeden urzędnik, ale niezawisły sąd, po rzetelnym procesie. W ten sposób skutecznie uderzymy w prawdziwych oszustów, jednocześnie gwarantując wolność i swobodę badań naukowych oraz bezpieczeństwo uczciwych ludzi i firm – zauważył Karol Nawrocki. Także w ramach jego inicjatywy do postępowania ma zostać włączony Rzecznik Praw Pacjenta, który będzie mógł uczestniczyć w działaniach prokuratury i procesie sądowym.

O podpisanie ustawy apelowało do prezydenta m.in. środowisko lekarskie, Ministerstwo Zdrowia i RPP. Przeciwni byli przedstawiciele tzw. medycyny alternatywnej. (PAP)

Premier: prezydent zamiast po stronie chorych, stanął po stronie szarlatanów

Prezydent Karol Nawrocki zamiast po stronie chorych, stanął po stronie szarlatanów – ocenił premier Donald Tusk. Odniósł się w ten sposób do czwartkowej decyzji prezydenta o skierowaniu do Trybunału Konstytucyjnego nowelizacji ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta – tzw. lex szarlatan.

Prezydent poinformował w czwartek po południu, że zdecydował o skierowaniu do TK – – w trybie kontroli prewencyjnej – nowelizacji ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta (RPP), czyli tak zwanej lex szarlatan. Uzasadniając swoją decyzję, Nawrocki ocenił, że cel tej ustawy jest słuszny, ale problemem mogą okazać się proponowane w niej środki.

Decyzję prezydenta o skierowaniu „lex szarlatan” do TK we wpisie na X skomentował szef rządu.

„Trudno w to uwierzyć, ale Karol Nawrocki zablokował ustawę chroniącą pacjentów przed oszustami, wyłudzeniami i groźnymi niesprawdzonymi terapiami” – napisał Donald Tusk. „Zamiast po stronie chorych, stanął po stronie szarlatanów” – ocenił.

W uzasadnieniu swojej czwartkowej decyzji prezydent stwierdził również, że „do jednej grupy, tzw. szarlatanów, rząd zakwalifikował realnie zagrażających, szkodzących zdrowiu szaleńców oraz tysiące polskich firm i osób, zajmujących się zielarstwem, zdrowym odżywianiem czy medycyną komplementarną”.

Prezydent podkreślił, że potrzebne są przepisy, które w sposób skuteczny zablokują działalność oszustów, nie uderzając przy tym w uczciwych ludzi. W związku z tym Nawrocki zapowiedział ponadto przedstawienie własnej inicjatywy legislacyjnej. Przygotowałem projekt nowelizacji Kodeksu karnego, który jest realnym, skutecznym i przede wszystkim bezpiecznym dla demokracji rozwiązaniem problemu szarlatanów – poinformował.

Kierowana do TK ustawa przygotowana przez rząd zakładała wprowadzenie zakazu stosowania praktyk pseudomedycznych, zdefiniowanych jako udzielanie świadczeń zdrowotnych, które stwarzają ryzyko uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia albo śmierci człowieka przez osobę niewykonującą zawodu medycznego; oferowania lub stosowania metod diagnostycznych lub leczniczych niebędących świadczeniem zdrowotnym, w przypadku których wprowadza się pacjenta w błąd, że posiadają one właściwości świadczenia zdrowotnego. Regulacja miałaby wprowadzać również zakaz stosowania praktyk pseudomedycznych w zakresie diagnostyki lub leczenia małoletnich, chorób onkologicznych, ciężkich nieuleczalnych chorób lub zaburzeń psychicznych.

O podpisanie ustawy apelowało do prezydenta m.in. środowisko lekarskie, Ministerstwo Zdrowia i RPP. Przeciwni byli przedstawiciele tzw. medycyny alternatywnej.(PAP)

Lekarze apelowali o podpis pod „lex szarlatan”, zwolennicy tzw. medycyny alternatywnej czekali na weto

Prezydent Karol Nawrocki poinformował w czwartek, że skieruje do TK nowelizację ustawy o prawach pacjenta, tzw. lex szarlatan i zaproponuje własną inicjatywę legislacyjną. O podpisanie ustawy apelowali m.in. lekarze. Środowiska tzw. medycyny alternatywnej przekonywały głowę państwa do weta.

Ustawa o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta (RPP), tzw. lex szarlatan miała wzmocnić uprawnienia Rzecznika Praw Pacjenta w walce z pseudomedycznymi praktykami. W czwartek prezydent, tuż przed upływem terminu na decyzję w sprawie nowelizacji, poinformował, że skieruje ją do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej i przedstawi własną inicjatywę legislacyjną.

Już na etapie konsultacji społecznych propozycja resortu zdrowia i RPP wzbudziła dyskusję, głównie wśród stowarzyszeń zrzeszających zielarzy, akupunkturzystów, homeopatów i salony kosmetyczne. Uwagi (w sumie ponad 5 tys.) zgłosiło wiele instytucji i organizacji, w tym m.in. Naczelna Rada Lekarska, Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych, Polska Izba Ubezpieczeń, związki zawodowe, fundacje pacjentów, stowarzyszenia producentów suplementów i izby gospodarcze.

Przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia i Rzecznika Praw Pacjenta przekonywali, że nowe prawo chroni pacjentów przed wyłudzaniem pieniędzy i narażaniem ich na niesprawdzone terapie, które mogą negatywnie wpłynąć na proces leczenia.

– Mam nadzieję, że ta ustawa uzyska podpis pana prezydenta – powiedziała w TVN24 minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda.

W rozmowie z serwisem Rynek Zdrowia wiceszefowa MZ Katarzyna Kęcka podkreślała, że pseudomedycyna to nie tylko problem dezinformacji, ale też dochodowy biznes, który opiera się na wykorzystaniu niewiedzy i lęku pacjentów – najczęściej onkologicznych. Jej zdaniem sprzeciw wobec ustawy może wynikać właśnie z zysków, które pseudomedycy czerpią z działalności.

Lekarze przekonywali, że państwo musi skutecznie ścigać osoby bez wykształcenia medycznego, które oferują usługi terapeutyczne.

– Jako samorząd lekarski od dawna podkreślamy, że potrzebujemy w Polsce takiego prawa, które pozwoli skutecznie walczyć z tą szarlatanerią – powiedział w TOK FM wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej Klaudiusz Komor. – Jeszcze w przypadku pseudolekarzy – bo tylko tak mogę powiedzieć o osobach, które mają prawo wykonywania zawodu lekarza i stosują metody niesprawdzone – możemy podejmować działania i nasz pion orzecznictwa zawodowego może po prostu ich sądzić. W przypadku tych osób, które nie są lekarzami, niestety my nie mamy żadnej władzy – wyjaśnił.

Do prezydenta zaapelowała też wirusolog i immunolog prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska, członkini zespołu doradczego ds. bezpieczeństwa informacyjnego, powołanego przez Departament Bezpieczeństwa Narodowego przy Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. W opublikowanym w mediach społecznościowych liście otwartym wirusolożka wskazała na skalę pseudomedycznych praktyk w Polsce i ich konsekwencje dla chorych.

„Milczenie państwa w tej sprawie jest samo w sobie decyzją, tylko decyzją na korzyść oszustów, a nie na korzyść pacjentów. Podpisując ustawę, przenosi Pan tę decyzję na drugą stronę, na stronę tych, którzy potrzebują ochrony” – zwróciła się do prezydenta.

Zwolennicy medycyny alternatywnej argumentowali, że ustawa niesie ryzyko zablokowania dostępu do niestandardowych metod leczenia. Przekonywali Karola Nawrockiego do weta.

Szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki, pytany na początku sierpnia w radiu RMF24 o decyzję, jaka zapadnie w sprawie ustawy, przyznał, że nowela „oczywiście budzi emocje”.

– Dawno nie widziałem ustawy, która powodowałaby takie zainteresowanie, która by powodowała taką aktywność różnych środowisk pacjenckich, ale także np. biznesu – stwierdził. Zapewnił, że nowelizacja „jest poddawana bardzo wnikliwej ocenie formalnoprawnej”.

Wśród organizacji apelujących o zawetowanie przepisów było m.in. Instytut Ordo Iuris. W ocenie organizacji „nowe regulacje drastycznie naruszają konstytucyjną wolność słowa, swobodę badań naukowych, autonomię pacjenta oraz wolność działalności gospodarczej”.

Apel o weto z 25 tys. podpisów zaniosła do Kancelarii Prezydenta także delegacja propagatorów tzw. medycyny niekonwencjonalnej, w tym Jerzego Zięby. Mężczyzna w 2023 r. skazany został za znieważenie i zniesławienie lekarzy. Odpowiada też przed sądem m.in. za bezprawną sprzedaż środków, którym przypisywano właściwości lecznicze.

W ub. tygodniu Kancelaria Prezydenta poinformowała na swojej stronie o innym spotkaniu – z przedstawicielami różnych organizacji w sprawie nowelizacji ustawy. W rozmowie ze Zbigniewem Boguckim reprezentowane były m.in.: Polskie Stowarzyszenie Diabetyków, Ogólnopolska Federacja Onkologiczna, Business Centre Club, Fundacja Onkologiczna Rakiety, Instytut Praw Pacjenta i Edukacji Zdrowotnej, Klub Jagielloński, Krajowa Izba Fizjoterapeutów, Związek Rzemiosła Polskiego, Naczelna Rada Aptekarska, Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych oraz środowisko lekarskie.

„Przedstawiciele poszczególnych środowisk mieli możliwość przedstawienia swoich stanowisk, zastrzeżeń i argumentów dotyczących ustawy. Szef KPRP podkreślił, że z perspektywy Prezydenta istotne jest rozpatrzenie wszystkich aspektów sprawy, niezależnie od standardowych podziałów czy ocen politycznych” – przekazano w komunikacie po spotkaniu.

W ub. czwartek w Radiu Zet Bogucki powiedział: – Pan prezydent pochyla się nad tą ustawą i nad analizą tej ustawy. Termin do decyzji jest do 21 (sierpnia – PAP), a więc do kolejnego piątku i na pewno w tym terminie pan prezydent podpisze tę ustawę.

Zgodnie z przygotowaną przez resort zdrowia we współpracy z Rzecznikiem Praw Pacjenta (RPP) nowelizacją wprowadzony miałby zostać zakaz stosowania praktyk pseudomedycznych, zdefiniowanych jako udzielanie świadczeń zdrowotnych, które stwarzają ryzyko uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia albo śmierci człowieka przez osobę niewykonującą zawodu medycznego; oferowania lub stosowania metod diagnostycznych lub leczniczych niebędących świadczeniem zdrowotnym, w przypadku których wprowadza się pacjenta w błąd, że posiadają one właściwości świadczenia zdrowotnego. Regulacja wprowadzałaby również zakaz stosowania praktyk pseudomedycznych w zakresie diagnostyki lub leczenia małoletnich, chorób onkologicznych, ciężkich nieuleczalnych chorób lub zaburzeń psychicznych.

Po wejściu ustawy w życie żaden podmiot nie mógłby udzielać świadczeń zdrowotnych bez oficjalnego wpisu do Rejestru Podmiotów Wykonujących Działalność Leczniczą i podejmować takich działań w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej. Ustawa regulowałaby także kwestie ziołolecznictwa – chodzi o oddzielenie legalnej, bezpiecznej i stosowanej od wieków fitoterapii, która często stanowi wsparcie tradycyjnego leczenia, od niebezpiecznego znachorstwa.

Gdyby ustawa weszła w życie, RPP mógłby wydawać ostrzeżenia publiczne, jeżeli strona postępowania dopuści się praktyki, która może zagrażać pacjentom. Zyskałby także prawo do wydawania decyzji tymczasowych, zobowiązujących podmioty do natychmiastowego zaprzestania określonych działań lub zaniechań jeszcze przed zakończeniem postępowania.

Rzecznik mógłby też żądać wszczęcia i brać udział w postępowaniach cywilnych dotyczących praw pacjenta na takich samych prawach, jakie przysługują prokuratorowi. Resort zdrowia w porozumieniu z RPP przewidział także wysokie kary finansowe. Za naruszanie zbiorowych praw pacjentów groziłaby kara do 1 mln zł, a za brak współpracy z rzecznikiem – do 100 tys. zł. (PAP)

kub/ akar/

Rzecznik prezydenta: Tarcza Wschód nie działa i jest dziurawa, a zapewnienia rządu o bezpieczeństwie polskiego nieba to zabiegi PR-owe

0

Tarcza Wschód nie działa i jest dziurawa, a słowa rządu o gwarancjach bezpieczeństwa polskiego nieba to zabiegi PR-owe – ocenił w czwartek rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz. Wyraził też nadzieję, że „rządzący wyciągną wnioski i zabiorą się do ciężkiej pracy”.

Dyskusja na temat obrony polskiego nieba wywiązała się w ostatnich dniach po słowach zastępcy szefa Agencji Uzbrojenia gen. bryg. Michała Marciniaka z soboty. Zapytany w Polsat News, czy miasta w Polsce są objęte obroną przeciwrakietową, gen. Marciniak odpowiedział, że „duże miasta na dzisiaj nie, dlatego że nie mamy rozstawionych wokół nich systemów”, jednak „zapewne będą chronione”, jeżeli przejdziemy do fazy wojennej, gdyż „jest lista priorytetów” i „to państwo musi podjąć decyzję, co jest kluczowe”.

Leśkiewicz, pytany m.in. o słowa gen. Marciniaka podczas czwartkowej konferencji prasowej, ocenił, że Tarcza Wschód – czyli system fortyfikacji na wschodniej granicy, której elementem ma być także system antydronowy San – „nie działa” i jest „bardzo dziurawa”.

Zdaniem Leśkiewicza zapewnienia rządu o gwarancjach bezpieczeństwa polskiego nieba i wschodniej flanki NATO to „zabiegi PR-owe”. Zaznaczył, że nadal nie przedstawiono szczegółowego raportu odnośnie rakiety, która pod koniec lipca spadła na Lubelszczyźnie.

Dodał, że „wielu polityków też podkreślało, jak mały wycinek polskiej granicy wschodniej jest chroniony, jak niebo nad wschodnim odcinkiem granicy w wąskim zakresie jest w tej chwili chronione”.

Jak mówił rzecznik prezydenta, „najgorsze w tym wszystkim jest to”, że słowa gen. Marciniaka, były prawdziwe. – Mam nadzieję, że nie spotkają go z tego powodu żadne konsekwencje, a rządzący wyciągną wnioski i po prostu zabiorą się do ciężkiej pracy – powiedział Leśkiewicz.

Wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz przekonywał w czwartek, że wszystkie możliwe do użycia polskie systemy obrony powietrznej są zagospodarowane i rozmieszczone według wskazań wojska, na podstawie doświadczeń i posiadanych informacji. – Dlatego tak wiele tych systemów jest rozstawionych w województwie lubelskim, w województwie podkarpackim i w tych miejscach, gdzie ochrona infrastruktury krytycznej, tak jak tutaj, w Płocku, jest kluczowa dla bezpieczeństwa państwa polskiego – dodał.

Zaznaczył, że Polska od kilku lat buduje zintegrowaną, wielowarstwową obronę powietrzną, która – jak przyznał – nadal jest w trakcie budowy, a nie wszystkie elementy zostały jeszcze dostarczone. Zauważył, że dostawy niektórych systemów przewidziane są na kolejne lata. – Nie ma drugiej sfery w polskim bezpieczeństwie, w którą byłoby zainwestowane tak dużo pieniędzy, jak w obronę przeciwlotniczą, przeciwrakietową, przeciwdronową, czyli obronę powietrzną państwa polskiego. To jest ponad 200 miliardów złotych w różnego rodzaju kontraktach – zaznaczył Kosiniak-Kamysz.

Tarcza Wschód to realizowany przez MON i wojsko projekt zabezpieczenia granicy z Rosją i Białorusią tak, by maksymalnie utrudnić działanie ewentualnych napastników i jednocześnie zapewnić jak najlepsze warunki działania obrońcom.

Z jednej strony chodzi o budowę klasycznych umocnień – jak np. zapór przeciwczołgowych – i budowę składów materiałów potrzebnych do budowania zapór czy blokowania dróg, z drugiej zaś o inne systemy mające wspierać obronność regionu – w tym rozpoznawcze i antydronowe, składy zapasów dla wojska oraz inwestycje w utrzymanie różnego rodzaju naturalnych zapór, jak mokradła czy gęste lasy.

Jednym z kluczowych elementów Tarczy Wschód jest system antydronowy San, na którego 18 baterii umowę o wartości ok. 15 mld zł podpisano 30 stycznia. Na jedną baterię systemu składają się 3 plutony ogniowe i jeden pluton wsparcia. Cały system obejmuje więc 52 plutony ogniowe, 18 plutonów dowodzenia i 703 pojazdy.

San składa się z kilku elementów. Są to: armaty Bushmaster kalibru 30 mm i Pit-Radwar kalibru 35 mm (dostarczą je odpowiednio norweski koncern Kongsberg i Polska Grupa Zbrojeniowa, w którym kluczowym podwykonawcą jest polska firma APS), szybkostrzelne karabiny maszynowe kalibru 12,7 mm (system opracowany przez Zakłady Mechaniczne Tarnów, nazywany „potworem z Tarnowa”), wyrzutnie pocisków rakietowych 70 mm (wyprodukowane przez Kongsberga) oraz systemy walki radioelektronicznej, mobilne radary i inne elementy pozwalające na sieciocentryczne zarządzanie zwalczaniem bezzałogowców (dostarczane m.in. przez polską firmę APS systemy SKYctrl).

Pierwsze 3 plutony ogniowe systemu mają zostać przekazane armii do końca 2026 r. Zakończenie dostaw wszystkich 18 baterii przewidywane jest na 24 miesiące od podpisania umowy – czyli do końca stycznia 2028 r.(PAP)

Podwyżka za przejazd płatnymi autostradami w Illinois zatwierdzona

0

Zarząd Illinois Tollway zatwierdził w środę zakrojony na szeroką skalę, 15-letni plan inwestycyjny o wartości 26,5 mld dolarów. Dla kierowców oznacza on od przyszłego roku wzrost opłat za przejazdy autostradami.

 

Zarząd przyjął nowy program inwestycyjny pod nazwą „Driving Connections Plan”, stosunkiem głosów 8 do 0. Plan ten zakłada podniesienie opłat dla samochodów osobowych o 45 centów za każdy przejazd przez punkt poboru opłat, począwszy od 1 stycznia 2027 roku a kierowcy samochodów ciężarowych o 30% więcej. Uzyskane w ten sposób środki zostaną przeznaczone na rozbudowę siedmiu autostrad międzystanowych, w tym Jane Addams Memorial oraz Veterans Memorial.

Zarząd płatnych autostrad w Illinois zatwierdził również automatyczne podwyżki uwzględniające wskaźnik inflacji, wprowadzane co dwa lata, począwszy od 2029 roku. Obecnie opłaty na poszczególnych punktach poboru wahają się od 30 centów do 1,50 dolara. Ostatnia podwyżka opłat drogowych w Illinois miała miejsce w 2012 roku.

Przedstawiciele zarządu Illinois Tollway ogłosili propozycję podwyżki w czerwcu a przed środowym głosowaniem przeprowadzono serię 13 konsultacji społecznych w celu zebrania opinii zainteresowanych stron. W spotkaniach tych uczestniczyli głównie inżynierowie, architekci oraz przedstawiciele związków zawodowych.

Dane dotyczące zarządcy płatnych dróg w naszym stanie wskazują, że podczas stacjonarnych wysłuchań w sprawie podwyżki opłat poparcie dla niej było zdecydowane i wyniosło 79%, przy czym 15% uczestników było przeciwnych, a 5% zajęło stanowisko neutralne. Jednak odmiennie przedstawiały się opinie osób, które nie mogły wziąć udziału w wysłuchaniach i wyraziły swoje zdanie drogą elektroniczną: 76% z nich sprzeciwiało się podwyżce, 17% ją popierało, a 7% było neutralnych.

Eksperci z branży transportowej wskazują, że podwyżka opłat drogowych to kolejny powód, dla którego towary codziennego użytku zdrożeją. Przewidują również, że w celu ograniczenia kosztów kierowcy ciężarówek będą rzadziej korzystać z płatnych autostrad. Zamiast tego mogą oni częściej wybierać drogi bezpłatne oraz trasy lokalne, co może budzić obawy o bezpieczeństwo.

 

BK

Dzień Demokratów na Illinois State Fair. Przed wyborami środka krytykowali prezydenta Donalda Trumpa

0

Środa była dniem Demokratów na Illinois State Fair w Springfield. Gościem honorowym była senator USA, Elizabeth Warren, reprezentująca w Waszyngtonie Massachusetts.

 

Jednak politycy partii demokratycznej z Illinois skupili się na poparciu dla ubiegającego się o trzecią kadencję gubernatora JB Pritzkera. 3 listopada zmierzy się – zresztą po raz drugi – z republikańskim kandydatem byłym senatorem stanowym Darrenem Bailey. Demokraci wspólnie i ostro krytykowali prezydenta Donalda Trumpa oraz Darrena Baileya. Wydarzenie to stanowiło również początek kluczowych, ostatnich miesięcy kampanii Pritzkera.

„Mamy w Illinois stawkę minimalną na poziomie 15 dolarów za godzinę. Wprowadziliśmy powszechny system płatnych urlopów. Zlikwidowaliśmy podatek od żywności i otworzyliśmy sklepy spożywcze tam, gdzie były one potrzebne. Anulowaliśmy ponad 1,1 miliarda dolarów zadłużenia medycznego rodzin” – mówił Pritzker podczas wiecu wyborczego zorganizowanego w ramach Dnia Gubernatora na stanowych targach (State Fair). „Widzieliśmy, jak to wygląda, gdy wsteczni Republikanie przejmują rezydencję gubernatora, i nie ma mowy, żebyśmy pozwolili im na to ponownie” – powiedział Christian Mitchell, kandydat na wicegubernatora Illinois.

Aby wesprzeć kandydatów Demokratów na wszystkich szczeblach, Pritzker – miliarder – przelał 65 milionów dolarów na swoje konto wyborcze. Pritzker zapytany przez dziennikarzy, dlaczego tak dużą kwotę przeznacza z własnej kieszeni odpowiedział: „Cóż, powiem to jasno: pracuję nad własnym wyborem, a także nad wyborem Christiana Mitchella i innych kandydatów Demokratów na wszystkich szczeblach. Ciężko też pracuję, by nasz przekaz dotarł do mieszkańców całego stanu Illinois. Zamierzam więc nadal inwestować w te działania. Uważam też, że musimy sobie uświadomić jedno: jako Demokraci – zwłaszcza w obecnej sytuacji, gdy w Białym Domu zasiada Donald Trump, a Darren Bailey chce po prostu przenieść politykę Trumpa na grunt stanu Illinois – musimy ich pokonać”.

Przed wiecem na terenie targów stanowych (State Fairgrounds) przedstawiciele partii wzięli udział w dorocznym brunchu przewodniczących struktur demokratycznych na szczeblu powiatów, podczas którego główną prelegentką była senator z Massachusetts, Elizabeth Warren. „W partii republikańskiej doszło do nagłego kryzysu zdrowotnego: niemal wszyscy Republikanie w Kongresie stracili kręgosłup” – stwierdziła Warren.

W trakcie wydarzenia Demokraci, w tym były prezydent Barack Obama, oddali również hołd kończącemu karierę senatorowi USA Dickowi Durbinowi. „Jak wiecie, Dick jest jednym z najlepszych senatorów w tym kraju. Każdy wyborca ​​z Illinois skorzystał na jego wizji, trafności osądu i zaangażowaniu na rzecz rodzin pracujących. A do tego Dick jest jednym z najsympatyczniejszych ludzi, jakich można spotkać” – powiedział Obama w nagranym wcześniej wystąpieniu.

 

BK

Drony dostarczą przesyłki Amazon klientom w Chicago

0

Drony dostawcze Amazona mogą wkrótce pojawić się nad Chicago. Znana firma ogłosiła plany rozszerzenia swojej usługi dostaw dronami na blisko 500 miast w tym na Chicago do końca bieżącego roku.

 

Amazon oferuje już dostawy dronami w kilkunastu miastach, a kolejnym obszarem objętym tą usługą może stać się rejon Chicago. Aby kwalifikować się do dostawy dronem, przesyłka musi ważyć do 5 funtów (ok. 2,3 kg) i mieścić się w pudełku wielkości dużego kartonu na buty.

Amazon podało, że zamówienia mogą dotrzeć do klienta zaledwie w 30 minut, a większość dostaw realizowana jest w czasie krótszym niż godzina od momentu złożenia zamówienia. Dla członków programu Prime usługa ta jest bezpłatna przy zamówieniach o wartości powyżej 50 dolarów a w przeciwnym razie koszt dostawy dronem wynosi 3 dolary. Klienci niebędący członkami Prime zapłacą za taką dostawę 5 dolarów.

 

BK

Pożegnanie senatora USA Dicka Durbina. Demokraci z Illinois podziękowali mu za ponad 40 lat politycznej kariery w Waszyngtonie

0

W środę w Springfield zgromadzili się nie tylko Demokraci, ale także przedstawiciele wielu organizacji by uhonorować kończącego karierę senatora USA Dicka Durbina. Ten prominentny Demokrata, reprezentujący od ponad 40 lat Illinois w Waszyngtonie przechodzi na polityczną emeryturę.

 

81-letni Durbin powiedział jednak, że nie zamierza zupełnie odizolować się od tego, co się dzieje. Uczestnicy brunchu zorganizowanego przez Stowarzyszenie Przewodniczących Partii Demokratycznej Powiatów Illinois nagrodzili Durbina owacjami na stojąco. Główną prelegentką była senator USA Elizabeth Warren, która wyraziła uznanie dla swojego kolegi z ław Senatu USA za jego dokonania.

Dick Durbin po raz pierwszy został wybrany do Senatu USA w 1996 roku, pokonując znaczną przewagą głosów Republikanina Al Salviego po zaciętej kampanii wyborczej. Przejął wówczas mandat po swoim politycznym mentorze, senatorze Paulu Simonie. Wygrywał reelekcję do Senatu USA w latach 2002, 2008, 2014 i 2020. Od 2005 roku pełnił funkcję „whipa” (organizatora dyscypliny partyjnej) Demokratów, a w latach 2021–2025 przewodniczył Senackiej Komisji Sądownictwa.

Zanim trafił do Senatu USA, Durbin przez siedem kadencji zasiadał w Izbie Reprezentantów Stanów Zjednoczonych a po raz pierwszy mandat do Kongresu zdobył w 1982 roku. Na polityczną emeryturę odchodzi wraz z końcem bieżącej kadencji.

 

BK

Gubernator Illinois podpisał deklarację po przejściu gwałtownych burz. Umożliwi ubieganie się o wsparcie finansowe

0

Gubernator JB Pritzker wydał w tym tygodniu proklamację mającą na celu zapewnienie wsparcia finansowego 15 powiatom Illinois, które w ostatnich tygodniach ucierpiały wskutek gwałtownych burz i tornad. Dokument ten, wchodzący w życie ze skutkiem natychmiastowym, ma na celu uruchomienie środków na usuwanie skutków nawałnic oraz naprawę infrastruktury publicznej, a także umożliwienie małym społecznościom ubiegania się o fundusze pomocowe w wysokości do 250 tysięcy dolarów.

 

O pomoc finansową mogą ubiegać się mieszkańcy powiatów: Alexander, Champaign, Cook, DuPage, Ford, Fulton, Kane, Lake, LaSalle, Marshall, McLean, Pulaski, Tazewell, Vermillion oraz Will. Wsparcie finansowe dla nich pochodzić będzie z programu Community Development Block Grant (CDBG), zarządzanego przez stanowy departament handlu i możliwości gospodarczych. Program, finansowany przez federalny departament mieszkalnictwa i rozwoju miast, zapewni zwrot kosztów związanych z usuwaniem skutków burz. Wnioski o dofinansowanie należy składać w terminie sześciu miesięcy od daty ogłoszenia decyzji, czyli od 18 sierpnia.

„Wiem, że burze dotknęły niezliczone rodziny w Illinois i wymagają od nas zjednoczenia sił, by pomóc im w powrocie do normalności” – powiedział Pritzker po ogłoszeniu proklamacji. „Podczas gdy ta bezprecedensowa aura nadal sieje spustoszenie w naszym regionie, pozostaję w pełni zaangażowany w zapewnienie poszkodowanym niezbędnych środków i pomocy” – dodał.

Środki te nie są jednak dostępne dla osób prywatnych ubiegających się o pomoc w związku ze szkodami spowodowanymi przez burze a osoby te muszą składać wnioski o wsparcie do Federalnej Agencji Zarządzania Kryzysowego (FEMA). Gubernator podjął decyzję o odpisaniu proklamacji po odwiedzeniu w ubiegłym tygodniu Lansing, które jest jedną z miejscowości najbardziej dotkniętych ostatnimi nawałnicami.

Dodajmy, że w tym roku przez Illinois przechodzą nie tylko gwałtowne burze, którym towarzyszy porywisty wiatr i intensywne opady deszczu i gradu, ale także odnotowano rekordową liczbę tornad, która przekroczyła już 200.

 

BK

Ranking najlepszych publicznych szkół średnich w USA. Są wśród nich te z Chicago

0

Parę szkół z rejonu Chicago znalazło się w pierwszej setce najlepszych w Stanach Zjednoczonych. Najnowszy ranking przygotował U.S. News & World Report.

 

We wtorek opublikowano zestawienie najlepszych szkół średnich na lata 2026–2027, obejmujące blisko 18 tysięcy szkół publicznych, w tym także placówki typu charter. W pierwszej setce nowego rankingu znalazło się pięć szkół z rejonu Chicago.

Najwyżej sklasyfikowaną placówką z Illinois jest Northside College Preparatory High School w Chicago, które zajęło 30. miejsce. Na niższych lokatach są dwie inne szkoły z Chicago: Payton College Prep na 54. miejscu oraz Lane Tech High School na 80. Jedyną szkołą z przedmieść, która trafiła do pierwszej setki, była Illinois Math and Science Academy w Aurorze i znalazła się na 88. miejscu. Ostatnie miejsce w pierwszej setce – 99. lokatę – zajęła szkoła Jones College Prep z Chicago.

Ranking U.S. News & World Report objął łącznie ponad 27 tysięcy szkół. Każda placówka była oceniana na podstawie sześciu kryteriów: przygotowania do podjęcia studiów, poziomu biegłości w testach stanowych, wyników tych testów, osiągnięć uczniów z grup niedoreprezentowanych, zakresu oferty programowej przygotowującej do studiów oraz wskaźnika ukończenia szkoły. Poszczególne czynniki miały różną wagę w ogólnej ocenie szkoły; największe znaczenie – stanowiące 30% wyniku końcowego – miało przygotowanie do studiów, mierzone odsetkiem uczniów klas maturalnych, którzy uzyskali kwalifikujące wyniki na egzaminach Advanced Placement (AP) lub International Baccalaureate (IB).

Za najlepszą szkołę średnią w USA uznano Central Magnet School w Tennessee.

 

BK

Ekspert: Na zmianach podatkowych rządu Tuska zyskają pracujący na etacie z wysoką pensją co najmniej 12 tys. zł brutto

0

Na proponowanych zmianach podatków zyskają osoby pracujące na etacie i zarabiające brutto 12 tys. zł i więcej, a najwięcej mogą stracić płacący podatek ryczałtowy z przychodami przekraczającymi w przeliczeniu 250 tys. euro rocznie – wskazał partner w kancelarii MDDP Rafał Sidorowicz.

„Jak wynika z naszych obliczeń, pierwsze korzyści dla osób zatrudnionych na umowie o pracę pojawiają się już przy wynagrodzeniu ok. 12 tys. zł brutto miesięcznie. Przy takim poziomie wynagrodzenia podatek będzie niższy o ok. 250 zł rocznie, co oznacza około 20 zł wyższego wynagrodzenia netto miesięcznie. Wraz ze wzrostem wynagrodzenia rośnie również wartość korzyści podatkowej” – zauważył Rafał Sidorowicz, doradca podatkowy i partner w Zespole Podatków Osobistych i Doradztwa dla Pracodawców w MDDP.

Ekspert dodał, że maksymalna korzyść wynikająca ze zmiany skali podatkowej to 3,6 tys. zł rocznie na podatnika, czyli 300 zł miesięcznie. W przypadku wspólnego rozliczenia małżonków łączna korzyść może sięgnąć 7,2 tys. zł rocznie, pod warunkiem, że oboje osiągają dochody pozwalające w pełni wykorzystać nowe przedziały skali.

Dla podatników, których dochód nie przekracza 120 tys. zł, sama zmiana progów będzie co do zasady neutralna – nadal będą płacić podatek według stawki 12 proc. Na ten moment nie zapowiada się bowiem realizacja postulatu podwyższenia kwoty wolnej od podatku, co oznacza, że osoby o niższych dochodach nie odczują bezpośrednio korzyści z zapowiadanej reformy skali PIT

– zaznaczył Sidorowicz.

Doradca podatkowy zwrócił przy tym uwagę, że osoby osiągające najwyższe dochody i rozliczający się według skali nie będą wyłącznie beneficjentami zmian. W przypadku podatników uzyskujących dochody uwzględniane przy ustalaniu podstawy daniny solidarnościowej, podwyższenie jej stawki z 4 proc. do 5 proc. będzie oznaczało dodatkowe obciążenie. Przy tym – jak dodał – danina solidarnościowa obejmuje nie tylko dochody rozliczane według skali, ale m.in. dochody kapitałowe oraz dochody zagranicznej jednostki kontrolowanej (CFC).

„Dla części przedsiębiorców ważniejsza od samej zmiany skali PIT może okazać się zapowiadana redukcja limitu uprawniającego do ryczałtu – z obecnych 2 mln euro do 250 tys. euro przychodów. W praktyce przedsiębiorca, który przekroczy nowy limit, utraci prawo do opodatkowania przychodów ryczałtem i będzie musiał wybrać inną dostępną formę opodatkowania, w szczególności skalę podatkową albo podatek liniowy. Oznaczałoby to istotne zawężenie grupy przedsiębiorców mogących korzystać z ryczałtu, niezależnie od wykonywanej przez nich profesji” – wskazał Sidorowicz.

Według niego zmiana ta może być szczególnie istotna w przypadku działalności o wysokiej rentowności i relatywnie niskich kosztach.

„Z tej formy rozliczenia korzystają m.in. niektórzy programiści, lekarze kontraktowi, prawnicy, pośrednicy handlowi i inni specjaliści – przy czym konkretna stawka zależy od rodzaju faktycznie wykonywanych usług” – dodał doradca podatkowy.

Sidorowicz zwrócił również uwagę na sposób ustalania składki zdrowotnej. Jak zauważył, w zależności od poziomu przychodów i dochodów jej wysokość przy ryczałcie może być niższa niż przy opodatkowaniu według skali lub podatkiem liniowym. Dodatkowo przychody opodatkowane ryczałtem nie są obecnie uwzględniane w podstawie daniny solidarnościowej.

„W efekcie ograniczenie dostępu do ryczałtu może dla części przedsiębiorców oznaczać skokowy wzrost podatku PIT i składki zdrowotnej” – zauważył.

Doradca podatkowy wskazał przykład obciążeń dotyczących dwóch przedsiębiorców, którzy dotychczas stosowali opodatkowanie ryczałtem według stawki 15 proc. i uzyskali odpowiednio przychód roczny w wysokości 1 mln oraz 1,2 mln zł. Dla pierwszego reforma PIT w jej obecnym kształcie nie wpłynie na wysokość obciążeń fiskalnych. Natomiast dla drugiego, wzrost obciążeń wyniesie ponad 90 tys. zł rocznie.

„Jeżeli ten sam przedsiębiorca stosowałby dziś 8,5 proc. ryczałt, to różnica w wysokości podatku i składki zdrowotnej od nowego roku sięgałaby już około 170 tys. zł” – wskazał ekspert.

W opinii Sidorowicza można się spodziewać, że przedsiębiorcy, którzy utracą możliwość korzystania z ryczałtu, zaczną szerzej analizować alternatywne modele prowadzenia biznesu, w tym przejście na podatek liniowy czy działalność w formie spółki kapitałowej.

„W przypadku części przedsiębiorców, zwłaszcza prowadzących działalność o wysokiej rentowności, nie można wykluczyć również rozważania relokacji biznesu poza Polskę. Dużo będzie zależało od finalnego kształtu proponowanych przepisów” – ocenił.

W środę premier Donald Tusk wraz z ministrem finansów i gospodarki Andrzejem Domańskim zapowiedzieli pakiet zmian podatkowych. Głównym założeniem jest podniesienie progu podatkowego w PIT ze 120 do 130 tys. zł oraz wprowadzenie nowej, 24-proc. stawki PIT dla osób zarabiających od 130 do 150 tys. Tym samym najwyższa stawka podatku, wynosząca 32 proc., będzie dotyczyła osób z zarobkami powyżej 150 tys. zł.

Szef rządu przyznał, że propozycje te oznaczają wielomiliardowe koszty, dlatego rząd proponuje podwyżki niektórych podatków. Chodzi o: podniesienie CIT-u z 19 do 22 proc. dla podmiotów osiągających roczne przychody przekraczające 50 mln euro, czyli 200 mln zł; zwiększenie daniny solidarnościowej dla tych, którzy zarabiają ponad 1 mln zł rocznie do 5 proc. (czyli o 1 pkt proc.) oraz powrót do wcześniejszego limitu przychodów dla podatników ryczałtowych wynoszącego 250 tys. euro, czyli ok. 1 mln zł. Obecnie limit przychodów na ryczałcie to 2 mln euro.

Minister Domański zapewnił, że proponowane zmiany podatkowe nie będą obciążać budżetu i „mniej więcej się bilansują”. Podkreślił też, że w przyszłym roku skorzysta na nich 3,5 mln podatników. (PAP)

Chiny/ Od ślusarza do najbogatszego człowieka. Założyciel giganta na rynku nieruchomości Evergrande skazany na dożywocie

0

Założyciel giganta na rynku nieruchomości Evergrande Xu Jiayin został skazany w czwartek na dożywocie m.in. za oszustwa finansowe. Wyrok sądu, który orzekł też konfiskatę majątku i miliardowe kary dla spółek biznesmena, zamyka sprawę koncernu, który stał się symbolem kryzysu zadłużeniowego w Chinach.

Jak podkreślił w uzasadnieniu orzeczenia sąd w Shenzhen, cytowany przez chińskie media państwowe, przestępcza działalność Xu (znanego również jako Hui Ka-yan) i jego spółek „poważnie naruszyła porządek socjalistycznej gospodarki rynkowej” Chin oraz prawa własności publicznej i prywatnej. Sąd zaznaczył, że „skala finansowa przestępstw była wyjątkowo ogromna”, co doprowadziło do „szczególnie poważnych strat gospodarczych” – podała telewizja CCTV.

Sąd uznał miliardera za winnego m.in. nielegalnego gromadzenia depozytów, oszustw przy pozyskiwaniu funduszy, wyłudzeń przy emisji papierów wartościowych oraz łapówkarstwa. Według sądu w latach 2016–2021 deweloper fałszował sprawozdania finansowe „na dużą skalę”, by zawyżać wartość aktywów i ukrywać zobowiązania. Ponadto wykorzystywał stanowisko do organizowania oszustw księgowych i „pod pretekstem wypłaty dywidend przywłaszczył majątek spółki”. Wobec Xu orzeczono konfiskatę całego mienia i pozbawienie praw publicznych.

Na Evergrande Group nałożono grzywnę w wysokości 8,82 mld juanów (ponad 1,3 mld USD), a na spółkę zależną Evergrande Real Estate karę – 7 mld juanów (ponad 1 mld USD). W powiązanych postępowaniach sądy w Shenzhen skazały łącznie 56 osób z kierownictwa i personelu Evergrande na kary od roku i 10 miesięcy do 18 lat więzienia.

Chiński sektor budownictwa i nieruchomości odpowiadał wcześniej za około jedną czwartą PKB kraju, będąc głównym motorem jego wzrostu gospodarczego. Potężne zadłużenie branży, którego symbolem stała się grupa Evergrande, uznano za poważne zagrożenie dla stabilności gospodarki.

W szczytowym momencie całkowite zobowiązania Evergrande sięgały ponad 330 mld dolarów, co uczyniło ją najbardziej zadłużonym przedsiębiorstwem tej branży na świecie.

 

Z Pekinu Krzysztof Pawliszak (PAP)