Obiekt wyłowiony z Bałtyku to dron z Rosji? Eksperci zastrzegają, że identyfikacja możliwa jest dopiero po całościowym jego sprawdzeniu

Popularne

Identyfikacja obiektu, który w poniedziałek został zlokalizowany i podjęty z morza przez wojsko w rejonie miejscowości Rusinowo koło Jarosławca, będzie możliwa dopiero po całościowym jego sprawdzeniu – zaznaczył zastępca komendanta Żandarmerii Wojskowej w Ustce mjr Tomasz Dawidowicz.

W rejonie miejscowości Rusinowo koło Jarosławca (Zachodniopomorskie) w poniedziałek wojsko zlokalizowało i podjęło z morza drona. Jak później przekazał na platformie X wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz wstępne oględziny wskazują, że to bezzałogowiec wojskowy z Rosji.

Zastępca komendanta Żandarmerii Wojskowej w Ustce podczas wieczornego briefingu przekazał, że „teraz wyspecjalizowane jednostki wojskowe – w tym chemicy, następnie pirotechnicy, a w dalszej kolejności prokurator oraz technicy kryminalistyki Żandarmerii Wojskowej, przystąpią do zbadania tego obiektu”.

Jak zaznaczył, wymagają tego warunki bezpieczeństwa i procedury.

Mjr Dawidowicz dopytywany o kwestię identyfikacji obiektu odparł, że „te informacje będzie można uzyskać dopiero po całościowym sprawdzeniu tego obiektu”. – Myślę, że wtedy będziecie mieli pełny obraz i odpowiedź od dowództwa operacyjnego – podkreślił.

Zapytany, kiedy obiekt zostanie usunięty z plaży odparł, że obecnie nie może stwierdzić, „kiedy i gdzie on trafi, ponieważ procedury z tym związane jednoznacznie nie będą wskazywały, czy jest to obiekt wojskowy, czy jest to obiekt cywilny”. – Myślę, że taką decyzję podejmie już prokurator – dodał Dawidowicz.

Wojewoda zachodniopomorski Adam Rudawski poinformował z kolei, że cały teren zabezpieczony jest przez policję. – Wykorzystywane są środki z ochrony ludności i obrony cywilnej – powiedział.

– Chcę również powiedzieć – szczególnie mieszkańcom gminy i przebywającym tutaj gościom – że są bezpieczni. Jest wyznaczona specjalna strefa, jest ogrodzona i cały czas nadzorowana. Uspokajam, sytuacja jest pod kontrolą – zapewnił wojewoda.

Niedługo po odnalezieniu obiektu, w polskiej infosferze zaczęły krążyć dwa zdjęcia drona. Na jednym z nich znajdował się wrak z żółtymi oznaczeniami na stateczniku pionowym, na drugim – z wyraźnie białymi napisami i oznaczeniem „540”. Zdjęcia przedstawiały drona w różnym położeniu na plaży.

To właśnie drugie ze zdjęć – z białymi napisami i oznaczeniem „540” – było fałszywe. Potwierdza to analiza przeprowadzona przez Hive Moderation, narzędzie do wykrywania obrazów tworzonych z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Według narzędzia prawdopodobieństwo, że to zdjęcie powstało przy użyciu AI, wynosi 83,5 proc. Informację tę potwierdził także w rozmowie z PAP rzecznik prasowy Dowództwa Operacyjnego RSZ ppłk Jacek Goryszewski.

Premier Donald Tusk odbył w poniedziałek spotkanie z udziałem ministrów oraz dowódców Wojska Polskiego i służb. Rozmawiano na temat kolejnych działań dotyczących wzmocnienia bezpieczeństwa naszych granic.

Szef rządu na specjalnej odprawie służb w niedzielę podkreślił, że eskalacja działań Rosji staje się faktem, a jej przykłady są coraz bliżej naszej granicy.

W niedzielę nad ranem polskie systemy wykryły atak kilkunastu odrzutowych dronów Gerań-5 w zachodniej Ukrainie. Polskie wojsko poderwało myśliwce, a służby ostrzegły przed zagrożeniem mieszkańców przygranicznych województw.

W bezpośredniej bliskości granicy z Polską odnotowano dwa uderzenia dronów. W wyniku jednego z nich uszkodzona została lokomotywa pociągu pasażerskiego, który znajdował się 2 km od granicy z Polską na stacji Jagodzin. Ukraiński portal Suspilne podał, powołując się na zastępcę dyrektora ukraińskich kolei Ukrzaliznycia, że pociąg jechał z Kijowa do Warszawy. Drugi dron uderzył w stację benzynową w pobliżu polsko-ukraińskiego przejścia granicznego Dorohusk-Jagodzin. (PAP)

 

Zdjęcie wyłowionego z Bałtyku drona z oznaczeniem „540” wygenerowano przy użyciu AI

W sieci krąży fałszywe zdjęcie drona wyrzuconego na brzeg Bałtyku w Rusinowie. Zdaniem kmdra por. rez. Maksymiliana Dury publikacja spreparowanego obrazu doprowadziła do dezinformacji i wywołała zamieszanie. Ekspert zaleca powściągliwość wobec tez, że to efekt rosyjskiej prowokacji.

W rejonie miejscowości Rusinowo koło Jarosławca (Zachodniopomorskie) w poniedziałek wojsko zlokalizowało i podjęło z morza drona. Jak przekazał o godz. 12:52 na platformie X wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz wstępne oględziny wskazują, że to bezzałogowiec wojskowy z Rosji.

 

Niedługo potem w polskiej infosferze zaczęły krążyć dwa zdjęcia drona. Na jednym z nich znajdował się wrak z żółtymi oznaczeniami na stateczniku pionowym, na drugim – z wyraźnie białymi napisami i oznaczeniem „540”. Zdjęcia przedstawiały drona w różnym położeniu na plaży.

 

To właśnie drugie ze zdjęć – z białymi napisami i oznaczeniem „540” – było fałszywe. Potwierdza to analiza przeprowadzona przez Hive Moderation, narzędzie do wykrywania obrazów tworzonych z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Według narzędzia prawdopodobieństwo, że to zdjęcie powstało przy użyciu AI, wynosi 83,5 proc. Informację tę potwierdził także w rozmowie z PAP rzecznik prasowy Dowództwa Operacyjnego RSZ ppłk Jacek Goryszewski.

 

O godz. 16:53 szef MON opublikował kolejny wpis na X, w którym stwierdził, że „coraz więcej wiemy o dronie przejętym koło Jarosławca”. „Zalecam wyjątkową ostrożność w komentarzach i analizach. Na zdjęciu właściwy obiekt. Coraz więcej danych wskazuje, że Rosjanie prawdopodobnie utracili nowy model drona typu Gerbera. Do wpisu Kosiniak-Kamysz dołączył zdjęcie drona z oznaczeniem „S+P” na stateczniku pionowym. Tym samym potwierdził, że krążące w internecie zdjęcie z oznaczeniem „540” nie przedstawia drona znalezionego koło Jarosławca. Fałszywe zdjęcie zostało wcześniej bezwiednie wykorzystane przez część mediów.

 

O godz. 17:42 także na koncie KPRM pojawiło się ostrzeżenie, że „w sieci zaczęło krążyć zdjęcie bezzałogowca, które ma przedstawiać maszynę znalezioną na polskim wybrzeżu”. „Fotografia jest jednak wygenerowana przez AI. Różnice widać m.in. w konstrukcji kadłuba – wystarczy zestawić fałszywe zdjęcie z fotografią prawdziwego drona” – wskazała kancelaria.

 

Jak podkreślił w rozmowie z PAP kmdr por. rez. Maksymilian Dura, mamy do czynienia z niezwykle niebezpieczną sytuacją. – Zaledwie kwadrans po pojawieniu się pierwszych doniesień w mediach pojawiły się cyfrowo przerobione fotografie. Wszystko wskazuje na to, że ktoś mający dostęp do wojskowych zdjęć przekazał je dalej, a następnie zostały one zmodyfikowane. Publikacja spreparowanych obrazów doprowadziła do dezinformacji i wywołała powszechne zamieszanie w przestrzeni publicznej – wyjaśnił.

 

Ekspert zalecił jednak powściągliwość wobec formułowania twierdzeń, że krążąca w polskich mediach fałszywka zdjęcia to efekt zaplanowanej rosyjskiej prowokacji.

 

– Rosjanie nie byli w stanie przewidzieć, czy i w którym dokładnie miejscu aparat bezzałogowy zostanie odnaleziony, więc nie mogli uprzednio przygotować zdjęcia. Dron najprawdopodobniej po prostu sam przypłynął na brzeg z prądem morskim – wyjaśnił. Zaznaczył przy tym, że jego zdaniem stworzenie i opublikowanie zmanipulowanego obrazu odbyło się w sposób natychmiastowy, ale nie w ramach z góry zaplanowanej akcji.

 

PAP zapytała eksperta, czy ze zdjęć można wywnioskować, co to za dron. Jak ocenił kmdr Dura, na tym etapie nie można tego jednoznacznie stwierdzić.

 

– Formułowanie kategorycznych twierdzeń, że to obiekt rosyjski, jest moim zdaniem przedwczesne. Tak poważne oskarżenia nie powinny być wysuwane bez pełnej całkowitej pewności. Rzecznik prasowy Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych słusznie użył sformułowania „najprawdopodobniej”, co w tej sytuacji jest bezpieczną i odpowiedzialną postawą – przyznał ekspert.

 

Jak wyjaśnił, obiekt nie przypomina standardowej rosyjskiej konstrukcji typu Gerbera. Maszyny tego typu są wykonywane z prostych materiałów, takich jak sklejka, tektura czy styropian, a ich koszt wynosi kilkaset dolarów. W odnalezionym obiekcie zastosowano bardziej zaawansowaną obudowę, a linia kadłuba jest zaokrąglona i wykończona w sposób charakterystyczny dla technologii zachodnich. Rysunek statecznika pionowego, dziób oraz tył maszyny także różnią się od rozwiązań stosowanych w Gerberach.

 

– W pełni nie mogę jednak wykluczyć, że to konstrukcja rosyjska, ponieważ bezzałogowce tego typu podlegają ciągłym modyfikacjom w kolejnych seriach produkcyjnych – zastrzegł.

 

Były wojskowy odniósł się krytycznie do pojawiających się w internecie sugestii, że to polski Szerszeń, Orłan-10 czy Feniks. – Odnaleziony aparat różni się od tych konstrukcji. Szerszeń to bezzałogowiec typu kamikadze bez pionowego statecznika, z wygiętymi końcówkami skrzydeł. Istnieje również możliwość, że jest to konstrukcja pochodzenia niemieckiego – wyjaśnił kmdr Dura. (PAP)

Podobne

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Mojbilet imporezy w USA

Ostatnio dodane

Mojbilet imporezy w USA