Burmistrz Nowego Jorku zapowiedział wznowienie akcji usuwania prowizorycznych obozowisk bezdomnych na terenie miasta. Kilka tygodni temu Zohran Mamdani wydał polecenie wstrzymania tych działań, uznając je za nieskuteczne. Powracając do poprzedniej strategii walki z bezdomnością włodarz miasta zapewnia, że tym razem podejście do mieszkańców obozowisk będzie „bardziej humanitarne”.
Miejska strategia usuwania obozowisk bezdomnych powraca, ale w zmienionej formie. W jej nowej odsłonie przekierowywaniem bezdomnych z obozowisk do schronisk ma zajmować się nie policja, tylko pracownicy socjalni, którzy mają przede wszystkich zachęcać mieszkańców koczowisk rozmową i kilkudniowym „intensywnym kontaktem”.
„Spotkamy się z nimi, aby zapewnić im schronienie, usługi, połączyć ich z miastem, które chce, aby mieli schronienie, byli zamknięci w domu, ciepło i bezpiecznie. Wierzę, że to przyniesie znacznie lepsze rezultaty” – oświadczył Mamdani podczas konferencji prasowej.
Decyzja o przywróceniu akcji likwidowania obozowisk zapadła po serii zgonów spowodowanych przez zimowe temperatury. W ostatnich tygodniach ekstremalne mrozy zabiły w Wielkim Jabłku 19 osób. Ratusz utrzymuje, że ofiary niskich temperatur nie były mieszkańcami koczowisk.
Likwidowanie obozowisk bezdomnych jako formę „przywracania porządku” w mieście promował poprzedni burmistrz Nowego Jorku Eric Adams, ale efekty tych działań były ograniczone.
Od teraz usuwanie obozowisk ma być zapowiadane na siedem dni przed wdrożeniem procedury. W ciągu tych siedmiu dni pracownicy socjalni mają konsultować się z koczującymi tam bezdomnym, a po upływie tygodnia rozpocznie się likwidacja. Policja ma jedynie asystować w procesie, nie biorąc czynnego udziału w likwidacji.
Red. JŁ