Polscy siatkarze pokonali Rumunię 3:0 na otwarcie mistrzostw świata na Filipinach, chociaż w pierwszym secie mieli trochę problemów i zakończyli go wynikiem 34:32. Środkowy Jakub Kochanowski ocenił, że trochę gorsza gra biało-czerwonych wynikała z tego, że była to pierwsza partia turnieju.
Pierwszy set sobotniego starcia był nerwowy, zakończył go dopiero dość szczęśliwy as serwisowy Kochanowskiego po długiej walce na przewagi. Środkowy przyznał po meczu, że taki efekt to… przypadek.
– Skrót miał być, ale nie aż tak wyśmienity, żeby wszyscy się tam zderzali głowami i żeby ta piłka wpadła w boisko. Plan na tą zagrywkę był taki, jaki był, a że wyszło jeszcze lepiej niż założyłem, to trudno, szczęście sprzyja lepszym – skwitował z uśmiechem 28-letni siatkarz.
Zawodnik PGE Projektu Warszawa ocenił, że wynik premierowej odsłony był rezultatem tego, że zespołowi zajęło trochę czasu, by przyzwyczaić się do warunków meczowych w hali.
– Nie powiedziałbym, że były nerwy, jedyne co w pierwszym secie faktycznie funkcjonowało dużo gorzej, niż przez cały mecz, to zagrywka, bo musieliśmy się trochę wstrzelić. To jest klasyczny pierwszy set w turnieju, jak jeszcze nie jesteśmy obyci z halą i zawsze tak jest, że w roli faworyta te pierwsze sety są ciężkie, a potem gra toczy się już zazwyczaj pod dyktando drużyny, która teoretycznie powinna wygrać – przyznał Kochanowski.
– Byliśmy przygotowani na wszystko, co zagrali rywale. Jedyne co, to mieli wyśmienitą formę w polu serwisowym, zepsuli naprawdę mało zagrywek do samej końcówki – dodał środkowy.
Rozgrywający Marcin Komenda podkreślił jakość gry rywali.
– Bardzo dobra postawa Rumunów spowodowała to, że była nerwówka w pierwszym secie i nie wszystko wyglądało tak, jak byśmy chcieli. Od drugiego seta już kontrolowaliśmy mecz i te dwie partie dość pewnie wygraliśmy. To są mistrzostwa świata i widać po sobotnich wynikach, że tutaj różne rzeczy się dzieją i nie zawsze faworyci wygrywają. Ja się cieszę, że udźwignęliśmy rolę faworyta, mimo kłopotów w pierwszym secie potrafiliśmy na przewagi pokonać Rumunów i mamy 3:0, a na to wszyscy liczyliśmy – analizował Komenda.
Kolejnym rywalem biało-czerwonych będzie Katar, z którym zmierzą się w poniedziałek o godz. 15.30 czasu polskiego.
Z Manili – Monika Sapela (PAP)
Leon: nie traktowałem tego spotkania jak debiut
Pochodzący z Kuby reprezentant Polski Wilfredo Leon po raz pierwszy zagrał w sobotę w biało-czerwonych barwach w mistrzostwach świata. Przyjmujący przyznał jednak, że nie traktował wygranego 3:0 spotkania z Rumunią jak debiutu.
Sobotni mecz był debiutem Leona w mistrzostwach świata w biało-czerwonych barwach; turniej w 2022 roku opuścił ze względu na problemy zdrowotne. Ostatni raz rywalizował w globalnym czempionacie w… 2010 roku w kadrze Kuby. Polskę reprezentuje od 2019 roku.
– Czuje się bardzo dobrze. Nawet teraz jestem w lepszej formie niż w 2010 roku. Nie traktowałem tego spotkania jak debiut. Podchodzę do każdego meczu tak samo. Jestem na turnieju, trzeba dawać z siebie wszystko, wygrywać i iść do końca – przyznał przyjmujący.
Najskuteczniejszy zawodnik spotkania, zdobywca 14 punktów, ze spokojem przyjął trudności, które Polacy napotkali w pierwszej partii, wygranej 34:32.
– To nie są problemy. To po prostu turniej. Widzieliście wyniki innych meczów – łatwo nie jest – zwrócił się do dziennikarzy.
– Nie nazwałbym tego nerwami. Rywale mieli swoje okazje, my też, ale ich nie wykorzystaliśmy. Zawiodła czasem komunikacja, dużo błędów w polu serwisowym. Każdy chciał coś dołożyć i to powodowało kolejne pomyłki. Zawsze decyduje dyspozycja dnia. Jak myślisz, że będzie łatwo, to ci się skomplikuje mecz. Musimy robić swoje – podsumował przyjmujący.
Wynik nie niepokoił również trenera biało-czerwonych Nikoli Grbica.
– Wiem, że chłopaki będą grać na swoim najwyższym poziomie, kiedy to będzie najważniejsze – skwitował krótko szkoleniowiec.
Norbert Huber przyznał, że zawodnicy śledzili wyniki sobotnich meczów, w których było kilka niespodzianek, jak chociażby wygrana Turcji z wyżej notowaną Japonią 3:0. Chcieli uniknąć takiej sytuacji.
– Widzieliśmy niektóre zaskakujące wyniki innych spotkań i sami nie chcieliśmy tracić punktów. W pierwszym secie Rumuni grali odważnie, postawili się nam. Byli skuteczni, ale mieli też sporo szczęścia. W naszych szeregach było trochę nerwowości i trochę trwało zanim się rozkręciliśmy. Myślę, że dobrze nam zrobił taki pierwszy set. Mieliśmy więcej czasu, żeby zaaklimatyzować się w hali – stwierdził z uśmiechem polski środkowy.
Rumuni byli blisko sprawienia małej niespodzianki w pierwszym secie i chociaż ostateczny wynik ich nie zadowala, to doceniają samą możliwość gry w MŚ po raz pierwszy 1982 roku.
– Jesteśmy dumni z tego, że w ogóle możemy grać w mundialu. Rywalizacja z takimi drużynami, jak Polska jest dla nas zawsze przyjemnością. Byliśmy bardzo podekscytowani i myślę, że to było widać na boisku. Z tego powodu graliśmy na sto procent – przyznał Adrian Robert Aciobanitei.
– Jestem wielkim fanem Polaków. Grałem w PlusLidze, w PGE Skrze Bełchatów i byłem tym bardzo podekscytowany. Chciałbym wam pogratulować za te wspaniałe wyniki, które osiągaliście w ostatnich latach – dodał.
Polacy kolejne spotkanie rozegrają w poniedziałek z Katarem. Rumunia zmierzy się tego dnia z Holandią.
Z Manili – Monika Sapela (PAP)
msl/ pp/