Kobieta z Florydy złożyła pozew przeciwko firmie Keely Farms Dairy, obwiniając producenta mleka o śmierć jej nienarodzonego dziecka i 2-letniego syna. Powódka twierdzi, że po wypiciu niepasteryzowanego mleka ciężko zachorowała i poroniła. Jej syn nie przeżył zakażenia i zmarł.
Pozew został złożony w minioną środę. Rachel Maddox – powódka – wymienia w nim producenta mleka Keely Farms Dairy z New Smyrna Beach na Florydzie oraz sklep, w którym kupiła rzekomo skażone mleko. Kobieta zażądała procesu przed ławą przysięgłych oraz odszkodowania o nieokreślonej wartości.
„Zachorowałam bardzo poważnie, to była najgorsza choroba w moim życiu. Byłam bliska śmierci, a nasz syn zmarł. Lekarze powiedzieli mi, że miałam szczęście, iż przeżyłam” – powiedziała Maddox w rozmowie z dziennikarzami.
Jak napisano w pozwie – Maddox nie była świadoma ryzyka, kiedy w czerwcu dokonała zakupu niepasteryzowanego mleka. Chociaż etykieta na opakowania zawierała ostrzeżenie, że produkt jest przeznaczony „do spożycia przez zwierzęta”, kobieta miała usłyszeć w sklepie, że „to jedynie wymóg formalny”.
2-letni syn Maddox wypił mleko 8 czerwca. Niemal od razu doznał poważnych objawów jelitowo-żołądkowych. W kolejnych tygodniach chłopiec trzykrotnie trafiał na ostry dyżur. Pięć dni po pierwszym zachorowaniu Maddox sama trafiła do szpitala. U ciężarnej kobiety stwierdzono zakażenie kampylobakteriozą i sepsę. 18 czerwca lekarze poinformowali Maddox o obumarciu jej płodu w 20. tygodniu ciąży.
W oświadczeniu opublikowanym na swoim fanpage’u na Facebooku Keely Farms Dairy firma podkreśliła jedynie, że jej mleko jest sprzedawanie „nie do spożycia przez ludzi”, a jedynie jako „karma dla zwierząt”.
Red. JŁ