Burmistrz Zohran Mamdani nie rezygnuje z jednej z najbardziej kontrowersyjnych obietnic z kampanii wyborczej i zapowiada otwarcie w Wielkim Jabłku pięciu miejskich sklepów spożywczych. Pierwszy ma powstać we wschodnim Harlemie już w przyszłym roku.
Pomimo problemów z deficytem budżetowym miasta Mamdani nie rezygnuje ze swoich sztandarowych obietnic z kampanii wyborczej. Burmistrz zapowiadał wówczas, że w Nowym Jorku powstanie publiczna sieć sklepów spożywczych, sprzedająca żywność po kosztach. W poniedziałek Mamdani ogłosił, że pierwszy lokal miejskiej sieci zostanie otwarty w 2027 roku.
Obiekt ma powstać w East Harlem, gdzie będzie konkurował z kilkoma prywatnymi marketami wielkopowierzchniowymi – m.in. Aldi, Target i Costco.
Zgodnie z planem burmistrza co najmniej jeden miejski sklep ma powstać w każdej z pięciu dzielnic Wielkiego Jabłka.
Pomysł popiera wielki orędownik Mamdaniego – senator Bernie Sanders – zdaniem którego miejskie sklepy pozwolą na oferowanie żywności po niższych cenach, mogąc promować przy tym zdrową żywność i zapobiegać cukrzycy oraz otyłości.
Znacznie liczniejsi są jednak krytycy. Jednym z głównych problemów miejskiej sieci marketów może być zarządzanie, co – w ocenie osób działających z branży – nie jest prostym biznesem. Zwłaszcza, że miejskie sklepy będą musiały konkurować z prywatnymi, co w zależności od wielkości tych biznesów może ich w ogóle nie dotknąć albo zmiażdżyć. Tego ostatniego boi się m.in. John Catsimatidis, który twierdzi, że jego sklepy Gristedes nie będą w stanie konkurować z miastem.
Wątpliwości budzą także doświadczenia z podobnych inicjatyw realizowanych w przeszłości w innych stanach. W wielu miejscach, w tym m.in. w Illinois, Georgia, Wisconsin, sklepy publiczne zamykano z powodu ostrej konkurencji ze strony prywatnych detalistów – jak np. Walmart. Krytycy kwestionują przede wszystkim zdolność miasta do utrzymania niższych cen, nawet w przypadku sprzedaży towaru bez marży.
Publiczne sklepy Wielkiego Jabłka ma obsługiwać prywatny dostawca.
Red. JŁ