„Kulturowe barbarzyństwo”. Firmy z Doliny Krzemowej karmią AI skanując miliony zakupionych na całym świecie egzemplarzy książek, które potem… celowo niszczą

Popularne

Strony Internetowe / SEO
Realizacja w jeden dzień!
TEL/SMS: +1-773-800-1520

Według doniesień brytyjskich mediów amerykańskie firmy niszczą nabywane na całym świecie książki, służące im do trenowania sztucznej inteligencji. Twórcy modeli AI próbują skupować książki także w Polsce. Prezes Stowarzyszenia Księgarzy Polskich Zofia Szpojankowska nie potępia jednak antykwariuszy, którzy sprzedają książki firmom AI.

Dziennik „Telegraph” napisał, że firmy z Doliny Krzemowej starają się zwiększyć moc sztucznej inteligencji i dlatego skanują miliony zakupionych na całym świecie egzemplarzy książek. Także tych rzadkich, często odcinając im przy tym grzbiety. Po wszystkim książki są celowo niszczone. Brytyjski dziennik nazwał ten legalny w USA proceder „kulturowym barbarzyństwem”.

Z informacji PAP wynika, że polscy antykwariusze także otrzymują zagraniczne propozycje kupna książek, które posłużą do treningu sztucznej inteligencji. Poszukiwana jest literatura faktu, publikacje akademickie, medyczne i techniczne: od przedwojnia do wczesnych lat 80-tych. Książki kupowane są po kilkadziesiąt, a nawet kilkaset sztuk z jednego antykwariatu.

Prezes Stowarzyszenia Księgarzy Polskich Zofia Szpojankowska oceniła w rozmowie z PAP, że część antykwariuszy powie zagranicznym kupcom „nie”, bo „dusza księgarza” nie zgodzi się na oddanie książki na zniszczenie.

– Należę do pokolenia, które nie niszczy książek, ale nie potępiam księgarzy, którzy zdecydują się na sprzedaż – przyznała Szpojankowska. Jej zdaniem traktowanie książek jako wzorca dla AI, trenowanie na nich i niszczenie po fakcie jest szokujące, ale tak zmienia się świat i nie ma sensu z tym walczyć.

– Każdy antykwariusz ma prawo podjąć własną decyzję – oceniła prezes SKP i podkreśliła, że na szczęście zakupy dotyczą literatury współczesnej i nie ma mowy o niszczeniu antykwarycznych i zabytkowych pozycji, takich jak np. pierwsze wydanie „Pana Tadeusza” czy nawet pierwsze wydania powieści przedwojennych Tadeusza Dołęgi-Mostowicza.

O to, jak wygląda ochrona cennych woluminów w Polsce PAP zapytała dr Katarzynę Błeszyńską z Katedry Prawa Mediów na Wydziale Dziennikarstwa, Informacji i Bibliologii Uniwersytetu Warszawskiego.

– Zagrożenie dla spuścizny polskich książek dotyczy woluminów dostępnych m.in. w antykwariatach, których wartość nie przekracza 6 tys. złotych każda – przyznała dr Błeszyńska w rozmowie z PAP.

Prawniczka wyjaśniła, że zgodnie z krajowym prawem książki poniżej tego progu mogą być legalnie wywożone poza granice Polski i Unii Europejskiej bez konieczności uzyskiwania pozwoleń ze strony Biblioteki Narodowej czy Ministra Kultury. Mogą więc trafiać np. do USA, gdzie masowo wykorzystuje się je do szkolenia systemów sztucznej inteligencji (AI).

Według Błeszyńskiej w całej Unii Europejskiej kluczowe dla losów książki są zawsze limity finansowe, ustalane w każdym kraju odrębnie oraz jej wiek powyżej 100 lat. Jeśli obiekt jest uznany za zabytek piśmienniczy, ale jego realna cena na rynku antykwarycznym nie przekracza określonego progu, przepisy zezwalają na jego legalny wywóz bez konieczności uzyskiwania zgody.

Jej zdaniem dla brokera danych AI oznacza to, że z Polski można wywieźć ciężarówką książki mające status zabytku, nie łamiąc przy tym żadnych przepisów celnych, jeśli zostały sprzedane za mniej niż 6 tys. zł.

Pytana dlaczego zgodnie z amerykańskim prawem firmy AI niszczą potem zeskanowane książki, Błeszyńska wskazała na wyrok kalifornijskiego sądu z czerwca 2025 roku w głośnej sprawie pisarzy Bartz v. Anthropic. Zgodnie z tym wyrokiem w USA można trenować sztuczną inteligencję na książkach w ramach tak zwanego „fair use”, ale nie można ich zwielokrotniać. Dlatego poprzez fizyczną destrukcję woluminu firma udowadnia, że dokonała jedynie „transformacji nośnika”, liczba egzemplarzy w świecie rzeczywistym się nie zwiększyła i nie nastąpiło zwielokrotnienie rodzące obowiązek opłaty licencyjnej.

– To paradoks, ale firmy AI muszą zgodnie z prawem zniszczyć zakupione i zeskanowane egzemplarze – przyznała ekspertka. Zwróciła uwagę, że zakupiona książka, nawet zabytkowa, jest w USA własnością tego, kto ją nabył, jeśli zrobił to legalnie. Może więc z nią zrobić co chce. Równocześnie zgodnie z zasadą terytorialności praw autorskich europejskie książki, które znajdą się w USA, mimo że chronione w Unii, podlegają amerykańskim regulacjom.

Aby więc można było ochronić polskie książki przed tym procederem, musiałyby się zmienić przepisy federalne w USA, m.in. potrzebna jest nowelizacja The Copyright Act z 1976 roku – przyznała Błeszyńska. – Mamy bowiem jaskrawe pęknięcie w globalnym systemie ochrony dziedzictwa kulturowego i prawa autorskiego, dlatego trzeba ujednolicić przepisy na całym świecie. W Unii je mamy i taki proceder niszczenia książek jak w USA nie byłby u nas możliwy – zauważyła ekspertka.

Niszczenie książek, tak w Polsce jak i w całej UE jest bowiem według Błeszyńskiej możliwe w odniesieniu do książek współczesnych, ale wykluczone w przypadku książek mających cechy zabytku, czyli będących świadectwem minionej epoki i posiadających wartość historyczną, artystyczną bądź naukową.

– To jest taka ironia cyfrowego postępu, bo narzędzia, które w założeniu powinny służyć rozwojowi ludzkości, poszerzaniu wiedzy i tworzeniu wyższej cywilizacji, de facto, w imię maksymalizacji zysków firm AI, wbrew deklarowanym zasadom transparentności, wymagają fizycznego niszczenia owoców naszej kultury – oceniła ekspertka.

Na pytanie, czy ludzie, którzy często w ogóle nie czytają książek, coś tracą z powodu transferu słowa pisanego do chmury, Błeszyńska odpowiedziała, że niszczenie książek odbiera im i przyszłym pokoleniom namacalny dostęp do wiedzy. – Wiedzy płynącej z książek, które przetrwały wojny i pożary. Jak widać tylko po to, żeby algorytm AI nauczył się pisać bardziej przekonujące wiadomości marketingowe – zaznaczyła ekspertka.

PAP zwróciła się do biura prasowego Anthropic – firmy, która stworzyła m.in. aplikację AI Claude – z pytaniem, czy niszczy zabytkowe książki, na których trenuje swoje modele. Do momentu publikacji depeszy nie uzyskaliśmy odpowiedzi. Z artykułu „Guardiana” z 1 sierpnia br. wynika jednak, że rzecznik Anthropic oświadczył, iż firma nie kupuje i nie niszczy rzadkich ani antykwarycznych książek w ramach programów pozyskiwania danych.

Jak z kolei wyjaśniła PAP kierowniczka Zespołu Inżynierii Lingwistycznej z Zakładu Przetwarzania Języka Naturalnego Anna Kołos, powstające w Europie, a więc i w Polsce otwarte modele językowe są rozwijane zgodnie z AI Act, dyrektywą Text and Data Mining (część unijnej dyrektywy w sprawie praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym z 2019 roku – PAP), a także przepisami krajowymi dotyczącymi ochrony praw autorskich.

Podstawowymi źródłami danych wykorzystywanych do treningu modeli mogą więc być w Polsce m.in. dokumenty tekstowe udostępnione na otwartych licencjach i publicznie dostępne treści internetowe, które nie zostały objęte zastrzeżeniem przewidzianym w dyrektywie TDM – zaznaczyła Kołos.

Można także wykorzystywać dokumenty należące do domeny publicznej (np. akty prawne) i utwory, w przypadku których upłynęło 70 lat od śmierci autora oraz materiały, do których prawa zostały pozyskane na podstawie umowy licencyjnej zawartej z właścicielem majątkowych praw autorskich.

Anna Gwozdowska (PAP)

 

agw/ pś/ lm/

Podobne

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ostatnio dodane