HomePomorskie

Tę sprawę śledczy nazywają „drugim Amber Gold”

Tę sprawę śledczy nazywają „drugim Amber Gold”

Jeden z szefów spółki, która 73,5 tysiąca klientów miała oszukać na ponad 181 mln zł, wyszedł na wolność po wpłacie 3 mln zł, a drugi czas na uiszczenie takiej samej „kaucji” ma do 6 października. Sprawę Rafała G. i Tomasza R. śledczy nazywają „drugim Amber Gold”.

– Sąd uznał, że wobec oskarżonego zasadne jest stosowanie środków zapobiegawczych, jednak na obecnym etapie postępowania nie musi być to tymczasowe aresztowanie. Wysoka suma poręczenia w połączeniu z innymi środkami będą wystarczające, aby zabezpieczyć prawidłowy tok postępowania – mówi o sytuacji Rafała G. sędzia Tomasz Adamski, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Gdańsku, który zdecydował się zwolnić 42-latka do domu.

 

Na najbliższym, wtorkowym posiedzeniu sądu oskarżony będzie odpowiadał z „wolnej stopy” ponieważ wpłacił 3 mln zł poręczenia majątkowego. Na wolności G. pozostanie pod warunkiem, że dwa razy w tygodniu będzie stawiał się na policję, zastosuje się do zakazu opuszczania miejsca zamieszkania bez odpowiedniej zgody, nie będzie opuszczał kraju ani kontaktował się z pokrzywdzonymi oraz pozostałymi osobami, które według śledczych odpowiadają za kolosalne oszustwo.

 

Zasiadający obok niego na ławie oskarżonych 49-letni Tomasz R., który na zmianę z 42-latkiem pełnić miał funkcje prezesów lub wiceprezesów spółek z o.o. „Pożyczka Gotówkowa”, Polska Korporacja Finansowa „Skarbiec” i „Pomocna Pożyczka” pod tymi samymi warunkami wyjdzie do domu jeśli 3 mln zł wpłaci do 6 października. – Poręczenie dotąd nie wpłynęło. Przebywa w areszcie. W dniu 10 września 2019 roku zażalenie, które nie zostało jeszcze rozpatrzone, złożył prokurator – tłumaczy sędzia Tomasz Adamski. Obaj panowie za kraty trafili w styczniu 2015 roku. W areszcie tymczasowym doczekali zakończenia śledztwa i rozpoczęcia procesu, który rozpoczął się 8 maja. Według prokuratury, kierowane przez obu mężczyzn firmy w latach 20004-2015 miały nabić w butelkę aż 73,5 tysiąca osób.

 

Schemat działania opisywany przez śledczych jest niespecjalnie skomplikowany: spółki oferowały pożyczki wszystkim, niezależnie od zdolności kredytowej, jednak chętni, by uzyskać pieniądze musieli wpłacić bezzwrotną tzw. opłatę wstępną, po której okazywało się, że pożyczki nie otrzymają. Według oskarżenia faktycznie 99,2 procenta klientów płacących od 250 zł do ponad 50 tys. zł nie otrzymało spodziewanych środków. – Ta umowa była tak skonstruowana, że znikomy procent osób mógł otrzymać pożyczkę – tłumaczyła mediom w maju, na pierwszym terminie, prokurator Katarzyna Mosakowska z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku delegowana do Prokuratury Regionalnej.

 

Zupełnie inaczej sytuację przedstawiają obrońcy oskarżonych. – 27 milionów złotych zostało pożyczone. 27 milionów pożyczonych pieniędzy klientom świadczy o tym, że to nie była piramida finansowa ani wydmuszka. Założeniem prokuratury jest, że biedni ludzie nie potrafili przeczytać tych umów, a cała działalność była prowizoryczna. Tylko, że te umowy podpisywali również sędziowie, prokuratorzy, policjanci i biznesmeni. Ciężko zarzucać w tej sytuacji, że sędzia czy prawnik nie czytał umowy – przekonywał dziennikarzy mecenas Piotr Jankowski, obrońca Rafała G.

 

Adwokat tłumaczył, że bezzwrotne opłaty pobierane były ze względu na koszty obsługi klientów np. konieczność pomocy prawnej, a podobne działanie (w czasie działania spółek) było zgodne z prawem, a gdańscy śledczy próbują za pomocą tej sprawy „przykryć” nieprawidłowości, do jakich dochodziło przy aferze Amber Gold. – W dzisiejszym dniu oczywiście zabronione jest pobieranie opłat wstępnych przed wydaniem pozytywnej decyzji.

 

W czasie gdy ta działalność była prowadzona, również SKOK-i prowadziły taki sam system i schemat udzielania pożyczek – tłumaczył. Z kolei prokuratorzy, którzy w sprawie zgromadzili niemal 5 tysięcy tomów akt, w działaniu spółek widzą zwykły przekręt. – Do biur spółki zgłaszały się głównie osoby znajdujące się w bardzo trudnych sytuacjach życiowych, w wielu przypadkach pieniądze miały być przeznaczone na zakup leków lub leczenie – twierdzili przed sądem.

 

aip

COMMENTS