HomeMałopolskie

Szymonka zabili rodzice. Chłopiec od 9 lat leży w bezimiennym grobie!

Szymonka zabili rodzice. Chłopiec od 9 lat leży w bezimiennym grobie!

Czym zawiniło sobie to niespełna dwuletnie dziecko, że spotkał je taki los?! Ciało chłopca wyłowiono z jednego ze stawów w Cieszynie. Długo nie było wiadomo, kim jest i w jakich okolicznościach zginął. Policjanci odwiedzili wszystkie domy na Śląsku, w których były dzieci. Byli też u Beaty i Jarosława z Będzina, rodziców Szymona. Ale nie ustalili, że to właśnie ta rodzina, bo stan liczebny dzieci się zgadzał. Beata “pożyczyła” jedno dziecko od 20-letniej córki! W końcu prawda wyszła na jaw. To oni skatowali Szymonka, który konał w konwulsjach przez kilka dni. Później jego ciało zawieźli samochodem do Cieszyna i utopili w stawie. Teraz oboje siedzą w więzieniu. A ich syn spoczywa w Cieszynie w… bezimiennym grobie. Wielu bulwersuje to, że na tablicy nagrobnej nie ma wyrytego jego imienia. Zajęła się tą sprawą Gazeta Krakowska. Okazało się, że urzędnicze procedury się przeciągały, w końcu zapomniano przesłać stosowne kwity. Po interwencji grób Szymona nie będzie już anonimowy!

 

Tą bulwersującą sprawą 9 lat temu żyła cała Polska. Media informowały wówczas o tym, że ze stawu w Cieszynie wyłowiono zwłoki małego chłopca. Nie było wiadomo, kim jest i w jakich okolicznościach zginął. Dopiero po pewnym czasie okazało się, że został bestialsko pobity przez swoich rodziców. Bojąc się, że zostaną za to surowo ukarani, nie pojechali z dzieckiem do lekarza. Zamykali oczy, gdy bezbronne dziecko wiło się z bólu. Po trzech dniach skonało.

 

Uderzeń było kilka – silnych, zadanych z furią, trochę na oślep. Jeden cios trafił półtorarocznego Szymka w wargę, rozcinając ją. Od innego uderzenia chłopcu pękło jelito cienkie. Pozostałe razy także były dotkliwe, o czym świadczyły liczne siniaki na ciele dziecka.
41-letni wówczas Jarosław R. skatował syna, bo nie dość, że mały nie słuchał jego poleceń, to jeszcze “popłakiwał”. Zdarzyło się to 24 lutego 2010 roku. Od chwili pobicia z Szymkiem nie było dobrze – gorączkował, wymiotował, miał biegunkę, nie chciał jeść. Jego stan zdrowia pogarszał się z godziny na godzinę. Wymagał natychmiastowe opieki lekarskiej. Nie doczekał się jej. Zmarł po trzech dniach potwornych męczarni.

– Ból towarzyszył dziecku przez cały czas, narastał, to nie była szybka śmierć – wyjaśniał później w trakcie procesu jeden z biegłych. – Nawet godzinę przed zgonem była szansa uratowania dziecka, gdyby trafił na intensywną terapię.

Postanowiliśmy wrócić do tej makabrycznej zbrodni. Pojechaliśmy na grób chłopca do Cieszyna. Okazało się, że mimo upływu 9 lat od jego pogrzebu, Szymon nadal leży w bezimiennym grobie! I to pomimo tego, że ustalono jego tożsamość, a matka i ojciec trafili do więzienia…

Pochowany z dala od domu

 

Rodzice nie pojawili się na grobie dziecka. Co więcej, po zbrodni jeszcze przez 2 lata pobierali na niego zasiłki z MOPS-u.
Grób Szymonkowi R. postawili obcy ludzie. Pogrzeb wyprawił cieszyński MOPS. Kamieniarz zrobił maleńką mogiłę i wyrył złote napisy: „Chłopczyk. Żył ok. 2 lat”. I tak mogiła wygląda do dziś. Próżno szukać na tablicy imienia Szymon.

– Mój umysł nie pojmuje, dlaczego Szymonek nie żyje. Dwa razy byłam w Cieszynie na jego grobie, ostatnio w ubiegłym roku. To dla mnie, schorowanej kobiety, wyprawa – mówiła dla “Faktu” babcia Zenobia. – Jakiś czas temu złożyłam pismo do sądu w Katowicach, by sprawę z grobem uregulować. Miałam nadzieję, że mój wnuk spocznie w Będzinie w grobie mojego męża. Chciałam, by dokonano ekshumacji, ale na rozprawie matka Szymonka powiedziała kategorycznie, że się nie zgadza. Sąd obarczył mnie kosztami tego procesu i nic nie wskórałam. Bardzo żałuję, że mój wnuk nie ma nawet tabliczki z prawdziwym imieniem. Co dzień się modlę za niego i płaczę. Czas nie leczy tych ran.

Grób chłopca jest opłacony do końca 2030 roku. Datki wnieśli dobrzy ludzie.

On chciał spalić ciało syna

Ojciec Szymona z Będzina, Jarosław R., miał kilka pomysłów na pozbycie się zwłok syna. Mężczyzna chciał, by jego partnerka upozorowała porwanie przed jednym z marketów, mieli spalić ciało dziecka w piecu albo zamurować je w piwnicy. Kiedy Beata się na to nie zgodziła, Jarosław R. postanowił, że wywiozą ciało. Jeszcze tego samego dnia zwłoki schowali do torby. Torbę włożyli do bagażnika służbowego samochodu, którym wówczas jeździł Jarosław R. Wcześniej jeszcze załatwili dwa foteliki dla młodszych córek – jednej niespełna rocznej, a drugiej czteroletniej (starszej powiedzieli, że Szymek pojechał do dziadka) i wieczorem całą rodziną wyruszyli, by pozbyć się zwłok. Kiedy dotarli na peryferia Cieszyna, stwierdzili, że to będzie dobre miejsce do porzucenia ciała. Z bagażnika wyciągnęła je Beata Ch. Porzuciła syna w pobliżu stawu.

 

 

– Podczas śledztwa powiedziała, że chciała, by zwłoki szybko zostały znalezione – mówił dziennikarzom prokurator Małgorzata Borkowska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Bielsku-Białej.

Kiedy rodziców Szymka ktoś pytał, gdzie jest chłopak, odpowiadali, że wyjechał do rodziny, a to Beaty, a to Jarosława. Nikt nie rozpoznał też publikowanego w mediach wizerunku dziecka, gdyż był on mocno zmieniony w porównaniu z tym, jak chłopiec wyglądał za życia – ciało leżało w stawie blisko trzy tygodnie.

Kiedy zaś zaczęły napływać z ośrodka zdrowia wezwania do szczepienia chłopca, rodzice przenieśli jego dokumentację do innej przychodni, po czym Beata Ch. przyprowadziła do niej swego wnuka.

Ja tego nie zrobiłam

Gdy już oboje rodzice zostali zatrzymani przez policję, winą za to, co się stało, zaczęli obarczać się wzajemnie. “Tatku, uwierz mi, ja tego nie zrobiłam” – napisała Beata z aresztu do swojego ojca.

“Nigdy nie widziałaś, żebym uderzył dziecko. Widziałaś, jak szmata bije dzieci. Szmata musi gnić w więzieniu” – napisał w grypsie do swojej matki Jarosław R., instruując, jak ma zeznawać.

Z poprzedniego związku Beata Ch. ma pięcioro dzieci. Mąż ich porzucił. Gdy poznała Jarka, przeniosła się do niego. Dzieci trafiły do zakładów opiekuńczych. Jarosław R. z poprzedniego związku ma jedno dziecko. Za niepłacenie alimentów został pozbawiony praw rodzicielskich. Mieszkali w wielorodzinnym domu w Będzinie.

Jarosława R. obciążył syn jego dawnej partnerki. – Katował mnie ciągle, bił i głodził – mówił przed sądem. – Łapał za uszy, podnosił do góry i potrząsał. Trafiłem z tego powodu do szpitala.

Szymek był smutnym dzieckiem, tak ocenia go babcia. Gdy miał 1,3 roku, w dokumentacji medycznej zapisano, że ma siniaki na twarzy i głowie. Miał niedowagę.

Pierwotnie śledztwo w sprawie śmierci dziecka umorzono z powodu niewykrycia sprawców, ale w czerwcu 2012 r do opieki społecznej w Będzinie zgłosiła się osoba, która stwierdziła, że nie widzi dziecka sąsiadów… Beata Ch. i Jarosław R. zostali aresztowani. Proces trwał wiele lat. Oboje w 2018 r. zostali skazani prawomocnym wyrokiem sądu: Jarosław R. na 15 lat więzienia, matka Beata Ch. na 13 lat.

Gdy chowano ciało Szymka na cieszyńskim cmentarzu, napisano na mogile: „Chłopczyk. Żył ok. 2 lat. Śpij Aniołku”. Rodzice nigdy nie pojechali na jego grób, za to… oglądali w telewizji relację z pogrzebu!

 

Dlaczego w bezimiennym grobie?

Nasi reporterzy wybrali się w minioną środę (30.10.2019) na cmentarz w Cieszynie, gdzie znajduje się grób małego Szymonka. Mimo upływu lat ludzie wciąż pamiętają o tym, co się stało. Nie potrafią zrozumieć postępowania rodziców chłopca. Za to każdego dnia ktoś zapala znicz przy grobie Szymonka.

– Ostatnio widziałam całą grupę dzieci, chyba przyszły tu z nauczycielką, coś im opowiadała, tłumaczyła, mieli znicze, jakieś pluszaki zostawili. Wszyscy pamiętamy o nim – mówi z goryczą w głosie pani Anna, która straciła córkę 24 godziny po porodzie. Jej mogiła znajduje się raptem kilka metrów od miejsca, w którym spoczywa Szymon.

Pani Anna również jest zdziwiona faktem, że Szymek leży w bezimiennym grobie.

Dziennikarze “Gazety Krakowskiej” podjęli w tej sprawie interwencję. W środę, 30 października, spotkaliśmy się z zarządcą cmentarzy komunalnych w Cieszynie, Kariną Żyłką. Przyznała, że sama zastanawiała się, dlaczego nie otrzymała dotąd żadnych wiążących informacji z urzędów, a ona sama przecież jest ostatnim ogniwem w tej biurokratycznej machinie. W trakcie naszej wizyty wykonała telefon do Urzędu Stanu Cywilnego w Cieszynie, okazało się, że dokumenty już – po 9 latach od pogrzebu Szymonka – są na miejscu. A zatem po naszej wizycie sprawa drgnęła z miejsca.

– Postaram się jutro wykonać tabliczkę imienną z datami urodzenia i śmierci Szymonka, i zamieścić ją na nagrobku na krzyżu. A zakładam, że w najbliższym czasie z inicjatywy lokalnej powstanie napis trwały na tym serduszku, czyli na płycie nagrobnej – zapewnia Karina Żyłka.

Już następnego dnia otrzymaliśmy informację – potwierdzoną zdjęciami – że kierownik cmentarza nie rzucała słów na wiatr. Na grobie Szymka pojawiła się stosowna tabliczka z imieniem i nazwiskiem. Teraz w księgach i systemie dane są uzupełnione, a w tzw. Grobonecie cieszyńskim (czyli internetowym serwisie cmentarza) można odszukać mogiłę Szymonka…

 

Red. PUMA/PolskaPress / AIP

 

COMMENTS