Strona główna Blog Strona 12

Barack Obama poparł Julianę Stratton. Wicegubernator Illinois walczy o mandat senatora

0

Były prezydent USA Barack Obama oficjalnie poparł Julianę Stratton, wicegubernator Illinois, która ubiega się o miejsce w Senacie Stanów Zjednoczonych. Stratton wygrała marcowe prawybory Partii Demokratycznej i będzie się starać o zastąpienie wieloletniego senatora Dicka Durbina.

Obama ponownie wspiera Julianę Stratton

Poparcie byłego prezydenta nie jest pierwszym takim gestem wobec Stratton. W 2016 roku, jeszcze podczas swojej prezydentury, Obama udzielił jej poparcia w wyborach do Izby Reprezentantów stanu Illinois. Stratton ubiegała się wówczas o mandat z okręgu obejmującego chicagowską dzielnicę Hyde Park.

Tym razem wsparcie dotyczy jej starań o miejsce w federalnym Senacie, gdzie miałaby zastąpić Dicka Durbina, wieloletniego przedstawiciela Illinois.

Stratton wygrała prawybory z dwójką kongresmenów

W marcowych prawyborach Demokratów Stratton pokonała dwoje rywali: kongresmenów Raję Krishnamoorthiego i Robin Kelly. Zwycięstwo otworzyło jej drogę do dalszej walki o mandat senatora.

Nie wiadomo, czy Obama pojawi się na wydarzeniach kampanii

Były prezydent ma odwiedzić przed dniem wyborów kilka stanów, w których rywalizacja wyborcza jest szczególnie zacięta. Sztab Stratton poinformował jednak, że nie planuje jego udziału w wydarzeniach organizowanych w ramach jej kampanii.

 

Odpadające fragmenty betonu na balkonach wieżowca w Chicago. Mieszkańcy obawiają się o bezpieczeństwo

0

Mieszkańcy wieżowca przy 10 E. Ontario w chicagowskiej dzielnicy River North alarmują o złym stanie balkonów. Z betonowych konstrukcji odpadają fragmenty materiału, a w niektórych miejscach widoczne są odsłonięte pręty zbrojeniowe. Lokatorzy obawiają się, że uszkodzenia mogą doprowadzić do poważnego wypadku.

Zniszczone balkony w River North. Widoczne pręty zbrojeniowe i ubytki betonu

Problem dotyczy balkonów na kolejnych piętrach budynku. W niektórych miejscach zamontowano dodatkowe elementy zbrojenia, a jeden z balkonów został odgrodzony taśmą ostrzegawczą. Widoczny jest w nim również duży ubytek betonu.

Mieszkańcy podkreślają, że stan konstrukcji budzi niepokój. Miesięczny czynsz za mieszkania w budynku przekracza 2200 dolarów. Lokale na własność kosztują od około 250 tysięcy do nawet 1,5 miliona dolarów.

Ekspertka ostrzega przed odpadającym betonem i korozją

Mae Whiteside Williams, założycielka i dyrektor generalna firmy CKL Engineers, zwraca uwagę na ryzyko związane z uszkodzeniami. Fragmenty betonu znajdujące się na krawędziach płyt balkonowych mogą odpaść i spaść na niższe balkony albo bezpośrednio na chodnik lub jezdnię.

Ekspertka wskazuje również na rdzę widoczną na metalowych elementach. Korozja zwiększa objętość stali, co może prowadzić do pękania i odspajania otaczającego ją betonu. W połączeniu z zimową pogodą oraz opadami uszkodzenia mogą się pogłębiać.

Zarząd szuka wykonawcy. Termin napraw nie jest znany

Departament Budownictwa miasta Chicago poinformował, że przeprowadził kontrolę w związku ze zgłoszoną sprawą. Mieszkańcy oczekują jednak konkretnych działań, które zapewnią im bezpieczne korzystanie z balkonów.

Firma zarządzająca budynkiem przekazała, że zarząd zna problem i próbuje znaleźć wykonawcę zdolnego przeprowadzić niezbędne prace. Na razie nie określono terminu rozpoczęcia ani zakończenia napraw.

 

Dwie szkoły w Evanston-Skokie do zamknięcia. Cięcia obejmą także opiekę nad dziećmi

0

Okręg szkolny nr 65 Evanston-Skokie w Illinois zalecił zamknięcie szkół podstawowych Lincolnwood i Dewey. Powodem są problemy finansowe oraz spadek liczby uczniów. Zmiany mogą zmusić 713 dzieci do zmiany placówki, a także doprowadzić do likwidacji ponad 30 miejsc pracy w programie opieki pozaszkolnej. Ostateczne głosowanie w sprawie zamknięcia szkół zaplanowano na 9 listopada.

Lincolnwood i Dewey znikną z mapy szkół?

We wtorek wieczorem władze okręgu szkolnego Evanston-Skokie nr 65 wskazały dwie szkoły podstawowe przeznaczone do zamknięcia. Według przedstawionych danych liczba uczniów w Lincolnwood i Dewey spadła o 33 procent.

Decyzja jest częścią planu oszczędnościowego. Okręg zmaga się z deficytem wynoszącym 5 milionów dolarów, a zamykanie placówek to już drugi rok z rzędu, w którym podejmowane są podobne działania.

Zmiany dotkną łącznie 713 uczniów, którzy będą musieli kontynuować naukę w innych szkołach. Władze zapewniają jednocześnie, że nie planują sprzedaży budynków ani nieruchomości należących do zamykanych placówek.

Ponad 30 miejsc pracy zagrożonych. Ograniczenia w opiece pozaszkolnej

Plan oszczędnościowy obejmuje nie tylko szkoły, ale również program opieki nad dziećmi w wieku szkolnym. Zapewnia on opiekę przed lekcjami i po ich zakończeniu uczniom od przedszkola do piątej klasy.

Ograniczenie programu ma oznaczać likwidację ponad 30 stanowisk. Przedstawiciele organizacji Evanston Child Care Professionals zwracają uwagę, że konsekwencje zmian odczują również rodziny, dla których opieka pozaszkolna jest ważnym elementem codziennego funkcjonowania.

Władze okręgu szacują, że ograniczenia w opiece nad dziećmi, w połączeniu ze zmianami w programie Early Start, pozwolą zaoszczędzić 1,2 miliona dolarów.

Kolejnym elementem planu jest całkowita likwidacja transportu dla dzieci w wieku przedszkolnym. Według szacunków okręgu przyniesie to 700 tysięcy dolarów oszczędności.

Okręg chce zaoszczędzić 58 milionów dolarów w 20 lat

Władze szkolne szacują, że zamknięcie dwóch szkół i pozostałe cięcia przyniosą 2,9 miliona dolarów oszczędności rocznie. W perspektywie 20 lat łączna kwota ma wynieść 58 milionów dolarów.

Plan budzi jednak obawy pracowników i rodzin korzystających z usług okręgu. Krytycy wskazują, że przy podejmowaniu decyzji należy brać pod uwagę nie tylko bilans finansowy, ale również potrzeby dzieci i dostępność opieki.

Ostateczną decyzję w sprawie zamknięcia Lincolnwood i Dewey rada okręgu szkolnego ma podjąć 9 listopada.

 

Po śmiertelnym wypadku w Georgii zamknięto dziewięć rollercoasterów

0

Amerykańska sieć parków rozrywki Six Flags zamknęła we wtorek tymczasowo dziewięć rollercoasterów w USA i Kanadzie po poniedziałkowym wypadku w Georgii. Mężczyzna wypadł z wagonika podczas jazdy, ponosząc śmierć na miejscu.

Jak podała Associated Press, do tragedii doszło na rollercoasterze Goliath w parku Six Flags pod Atlantą. Najwyższe urządzenie tego typu w parku ma pierwsze wzniesienie o wysokości 61 metrów. Ofiarą był 42-letni Hassan Jihad Ibn Kariem, pracownik szkoły w Atlancie.

Według świadków mężczyzna został siłą odśrodkową wyrzucony z wagonika, spadając uderzył w inne osoby. Nie ujawniono stanu poszkodowanych.

Goliath, w przeciwieństwie do niektórych ekstremalnych rollercoasterów, nie wykonuje pętli ani innych ewolucji, podczas których pasażerowie znajdują się głową w dół. Nie ma pasów bezpieczeństwa, a podróżujących przytrzymują specjalne zabezpieczenia opuszczane na biodra i nogi. Świadkowie kwestionowali ich skuteczność. Przyczyny tragedii badają policja oraz stanowe służby nadzoru technicznego.

Operator parków rozrywki Six Flags nie wyjaśnił, dlaczego zamknął właśnie te urządzenia ani jakie kontrole poprzedzą ich ponowne uruchomienie. Wśród wyłączonych atrakcji są rollercoastery w Kalifornii, Illinois, New Jersey, Karolinie Północnej i kanadyjskim Ontario. Szwajcarski producent Goliatha, Bolliger & Mabillard, wszczął własne dochodzenie.

W ubiegłym miesiącu kalifornijski park Six Flags ogłosił trwałe zamknięcie X2, jednego z najsłynniejszych ekstremalnych rollercoasterów świata. Decyzja zapadła miesiąc po śledztwie CNN, które ujawniło wieloletnią historię poważnych wypadków z udziałem osób korzystających z tego urządzenia.

Według AP kolejna tragedia ożywiła debatę nad bezpieczeństwem parków rozrywki. W USA nadzór nad nimi należy do władz stanowych, a przepisy znacznie się różnią. Największe parki na Florydzie prowadzą własne inspekcje, natomiast Kalifornia stosuje nadzór stanowy.

AP zwraca uwagę, że demokratyczny senator Ed Markey z Massachusetts od lat zabiega o objęcie parków rozrywki federalnymi przepisami bezpieczeństwa. Przeciwnicy tej koncepcji przekonują, że śmiertelne wypadki zdarzają się rzadko, a branża stosuje wielostopniowe kontrole.

Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski (PAP)

ad/ san/

Trump: Zaczynamy poszukiwania surowców mineralnych na naszej nowej i pięknej Grenlandii

0

Prezydent USA Donald Trump napisał w środę rano (czasu polskiego) na platformie Truth Social, że na „naszej nowej i pięknej Grenlandii” przygotowywane są „zakrojone na szeroką skalę” poszukiwania ropy naftowej i gazu. Podkreślił też istotne znaczenie tego terytorium dla bezpieczeństwa i obrony USA i Europy.

„Zakrojone na szeroką skalę poszukiwania ropy, gazu i minerałów rozpoczną się wkrótce na naszej nowej i pięknej Grenlandii! Są eksperci, którzy twierdzą, że ilość łatwo dostępnej ropy jest tam znacznie większa niż niemal na jakimkolwiek lądzie, gdziekolwiek na świecie, a co ważniejsze – z punktu widzenia bezpieczeństwa w zakresie obrony i (działań) ofensywnych zarówno Stanów Zjednoczonych Ameryki, jak i Europy – (Grenlandia) nie ma sobie równych” – napisał amerykański przywódca.

Dodał również, że obszar ten ma istotne znaczenie strategiczne w przypadku potencjalnego konfliktu zbrojnego.

„Każdy przyszły atak na Stany Zjednoczone będzie musiał przejść przez Grenlandię, gdzie nasza obrona będzie rutynowo zestrzeliwać drony, pociski czy wszelkie inne formy broni, jakich jeszcze nawet nie wymyślono. Daje nam to czas, (odpowiednią) lokalizację i możliwości obserwacji jak nigdzie indziej na świecie!” – ocenił Trump.

Najnowszy komunikat prezydenta nawiązuje do porozumienia w sprawie bezpieczeństwa, podpisanego przez USA, Danię i Grenlandię we wrześniu w Nowym Jorku. Umowa, zawarta przez Trumpa, premier Danii Mette Frederiksen i szefa rządu Grenlandii Jensa-Frederika Nielsena, ma wygasić napięcia wywołane wcześniejszymi groźbami Waszyngtonu dotyczącymi przejęcia kontroli nad wyspą.

Porozumienie rozszerza obecność wojskową USA na Grenlandii – przewiduje utworzenie nowych baz (m.in. w Narsarsuaq i Mestersvig) oraz elementów tarczy antyrakietowej Golden Dome (Złota Kopuła), przy jednoczesnym potwierdzeniu suwerenności Danii nad wyspą i prawa Grenlandczyków do samostanowienia. Dokument blokuje też inwestycje państw spoza NATO w strategiczne sektory gospodarki na tym terytorium i zachowuje moc nawet w przypadku ewentualnego ogłoszenia niepodległości przez Grenlandię. (PAP)

krp/ rtt/

Debata o urząd gubernatora Illinois. Pritzker i Bailey spierali się o Bears i politykę imigracyjną

0

Gubernator Illinois JB Pritzker i republikański kandydat Darren Bailey zmierzyli się w jedynej debacie przed wyborami gubernatorskimi. Politycy dyskutowali między innymi o podatkach od nieruchomości, bezpieczeństwie, egzekwowaniu przepisów imigracyjnych oraz przyszłości drużyny Chicago Bears. Zdaniem byłego przewodniczącego Partii Republikańskiej w Illinois Pata Brady’ego debata była okazją dla Baileya do przedstawienia konkretnych propozycji, ale kandydat nie wykorzystał jej w pełni.

Pritzker i Bailey ponownie walczą o urząd gubernatora Illinois

Debata odbyła się we wtorek wieczorem, na trzy tygodnie przed wyborami śródokresowymi. To powtórka rywalizacji z 2022 roku, kiedy Pritzker pokonał Baileya i zapewnił sobie drugą kadencję.

Podczas godzinnego spotkania kandydaci poruszyli szeroki zakres tematów, w tym finansowanie szkół, podatki od nieruchomości, ośrodki zdrowia psychicznego, centra danych oraz stanową ustawę SAFE-T.

Pat Brady, były szef Partii Republikańskiej w Illinois, ocenił, że Pritzker zaprezentował się jako doświadczony polityk, skupiony na argumentach i konkretnych zagadnieniach. Jego zdaniem Bailey powinien był wykorzystać debatę do wywołania wyraźnego politycznego momentu, który przyciągnąłby uwagę wyborców, ale nie udało mu się to.

Brady zwrócił również uwagę, że Pritzker mógł zrezygnować z udziału w debacie, jednak zdecydował się wystąpić i przedstawić swoje stanowisko w najważniejszych sprawach. Były republikański lider nie spodziewa się jednak, by spotkanie znacząco zmieniło układ sił w kampanii.

Przyszłość Chicago Bears w Illinois przedmiotem sporu

Jednym z najważniejszych tematów dla mieszkańców Chicago była przyszłość drużyny futbolowej Chicago Bears. Zespół rozważa przeniesienie swojej siedziby poza Illinois, a w dyskusjach pojawia się możliwość budowy nowego stadionu w Indianie.

Pritzker zadeklarował, że liczy na zawarcie porozumienia z klubem w listopadzie, które pozwoliłoby zatrzymać Bears w Illinois. Jednocześnie zaznaczył, że nie zamierza osiągać tego celu kosztem podatników.

Bailey przedstawił znacznie bardziej pesymistyczną ocenę sytuacji, twierdząc, że przeniesienie drużyny do Indiany jest już przesądzone.

Brady skrytykował jednak republikańskiego kandydata za brak konkretnych propozycji dotyczących zatrzymania zespołu w stanie. Jego zdaniem republikanie zbyt często koncentrują się na krytykowaniu gubernatora, zamiast przedstawiać własne rozwiązania.

Operacja Midway Blitz i spór o działania służb imigracyjnych

Kolejnym istotnym punktem debaty była operacja „Midway Blitz”, przeprowadzona rok wcześniej w ramach działań związanych z egzekwowaniem federalnych przepisów imigracyjnych.

Bailey przyznał, że podczas operacji popełniono błędy, ale zarzucił Pritzkerowi, że jego wypowiedzi zachęcały do oporu i pogłębiały podziały. Gubernator odpowiedział, że jego republikański rywal nie sprzeciwił się wystarczająco wyraźnie działaniom służb imigracyjnych w Illinois.

Według Brady’ego Bailey nie wykorzystał okazji, by pokazać, że rozumie obawy mieszkańców Chicago związane z działaniami ICE. Były lider republikanów ocenił też, że kandydat nie przedstawił wyraźnego dystansu wobec polityki prezydenta Donalda Trumpa.

Debata pokazała różnice między kandydatami zarówno w kwestiach lokalnych, takich jak przyszłość Chicago Bears, jak i w sprawach ogólnokrajowych, w tym polityki imigracyjnej. Dla wyborców pozostaje pytanie, czy przedstawione argumenty i propozycje wpłyną na wynik głosowania.

 

Wieże ciśnień z Illinois walczą o tytuł w konkursie Tank of the Year 2026

0

Trzynaście miejscowości z Illinois ma swoje wieże ciśnień nominowane w konkursie „People’s Choice Tank of the Year 2026”. Plebiscyt organizowany przez firmę Tnemec pozwala mieszkańcom głosować na zbiorniki wodne, które wyróżniają się wyglądem i stały się charakterystycznymi punktami lokalnych społeczności. Zwycięzca głosowania publiczności ma zostać ogłoszony 19 października.

Tank of the Year 2026. Głosowanie na najciekawsze wieże ciśnień

Firma Tnemec organizuje konkurs od 2006 roku. Jego celem jest wyróżnianie interesujących i oryginalnych zbiorników na wodę w Stanach Zjednoczonych oraz podkreślanie ich znaczenia dla lokalnych społeczności.

Wieże ciśnień pełnią ważną funkcję w systemach zaopatrzenia w wodę, ale często stają się również symbolami miast i miasteczek. Konkurs daje mieszkańcom możliwość pokazania, z jakimi miejscami i charakterystycznymi obiektami identyfikują się na co dzień.

W głosowaniu „People’s Choice” każdy uczestnik może oddać jeden głos z każdego aktywnego adresu e-mail. Zbiornik z największą liczbą głosów zostanie ogłoszony zwycięzcą 19 października.

Laureat plebiscytu dołączy następnie do 11 innych finalistów rywalizujących o główny tytuł „Tank of the Year 2026”. Zwycięzcę całego konkursu ma wybrać komisja firmy Tnemec, a ogłoszenie wyników zaplanowano na 23 października.

Trzynaście nominowanych wież ciśnień w Illinois

Choć według przedstawionych informacji żadna wieża z Illinois nie znajduje się obecnie w pierwszej trójce głosowania, stan ma liczną reprezentację w tegorocznym konkursie.

Nominowane zbiorniki znajdują się w następujących miejscowościach:

Cahokia Heights

Farmington

Geneseo

Geneva

Ladd

Marquette Heights

Mason City

New Holland

North Aurora

Pocahontas

Roscoe

Sparland

Westmont

Wśród nominowanych znalazła się między innymi wieża ciśnień w Geneseo. Każdy z tych obiektów reprezentuje swoją miejscowość w rywalizacji, w której liczy się zarówno wygląd zbiornika, jak i jego rozpoznawalność wśród mieszkańców.

Wieże ciśnień trafią do kalendarza na 2027 rok

Konkurs nie kończy się na wyłonieniu zwycięzców. Wszyscy finaliści i nominowani mają zostać przedstawieni w kalendarzu firmy Tnemec na 2027 rok, poświęconym wieżom ciśnień.

Zwycięski zbiornik z głosowania publiczności zostanie dodatkowo zaprezentowany w styczniowej odsłonie kalendarza.

Dla miejscowości z Illinois udział w konkursie to okazja do promocji lokalnych symboli i pokazania, że nawet infrastruktura techniczna może stać się rozpoznawalnym elementem krajobrazu oraz powodem do dumy mieszkańców.

 

Chicago może zmienić zasady działania ratusza. Ostateczna decyzja należałaby do wyborców

0

Mieszkańcy Chicago mogą w przyszłości zyskać większy wpływ na zasady funkcjonowania władz miejskich. Ustawodawcy stanu Illinois rozważają projekt ustawy, który umożliwiłby miastu opracowanie własnego statutu, regulującego kompetencje burmistrza i Rady Miasta. Ostateczny dokument musieliby zatwierdzić wyborcy.

Własny statut miejski dla Chicago

We wtorek odbyło się przesłuchanie dotyczące projektu ustawy HB 3656, znanej jako Municipal Home Rule Charter Act. Propozycję przedstawił stanowy legislator Kam Buckner. Zakłada ona, że miasta Illinois liczące ponad 500 tysięcy mieszkańców mogłyby przyjąć własny statut określający zasady funkcjonowania samorządu.

Zgodnie z projektem mieszkańcy mogliby wybrać dziesięcioosobową komisję odpowiedzialną za opracowanie dokumentu. Statut mógłby określać między innymi ograniczenia liczby kadencji sprawowanych przez urzędników, zasady dostępu do dokumentacji finansowej miasta, sposób wyznaczania granic okręgów wyborczych oraz zakres uprawnień burmistrza wobec Rady Miasta.

Zwolennicy inicjatywy przekonują, że pozwoliłaby ona mieszkańcom lepiej dostosować sposób zarządzania Chicago do lokalnych potrzeb.

Burmistrz i Rada Miasta pod nowymi zasadami?

Autor projektu podkreśla, że celem inicjatywy nie jest narzucenie konkretnych rozwiązań przez władze stanowe ani wymierzenie jej w obecnego burmistrza czy radnych. Chodzi przede wszystkim o umożliwienie mieszkańcom samodzielnego zdecydowania o przyszłym modelu zarządzania miastem.

Szczegółowe zasady mogłyby dotyczyć podziału kompetencji między burmistrzem a Radą Miasta, przejrzystości finansów publicznych oraz organizacji reprezentacji poszczególnych dzielnic.

Przyjęcie ustawy nie oznaczałoby automatycznej zmiany zasad funkcjonowania ratusza. Najpierw należałoby opracować statut, a następnie przedstawić go wyborcom do ostatecznego zatwierdzenia w głosowaniu.

Kiedy zapadnie decyzja w sprawie ustawy?

Kam Buckner spodziewa się, że projekt HB 3656 zostanie rozpatrzony przez Zgromadzenie Ogólne Illinois w styczniu. Dalsze losy propozycji zależą od przebiegu procesu legislacyjnego.

Jeśli ustawa zostanie przyjęta, mieszkańcy Chicago mogliby uzyskać nową możliwość wpływania na strukturę władz miejskich i zasady ich odpowiedzialności przed wyborcami.

 

Dwa uniwersytety z Chicago wśród najlepszych w USA. Northwestern na 6. miejscu

0

Dwa uniwersytety z aglomeracji chicagowskiej znalazły się wśród najlepszych uczelni wyższych w Stanach Zjednoczonych. W najnowszym rankingu serwisu WalletHub Uniwersytet Northwestern zajął szóste miejsce, a Uniwersytet Chicagowski uplasował się na 13. pozycji. Zestawienie objęło 738 uczelni z całego kraju.

Uniwersytet Northwestern i Uniwersytet Chicagowski wysoko w rankingu

Ranking WalletHub powstał na podstawie 30 wskaźników podzielonych na siedem kategorii. Uwzględniono między innymi selektywność rekrutacji, koszty nauki, zasoby kadrowe, bezpieczeństwo na kampusie, życie studenckie, wyniki kształcenia oraz perspektywy zawodowe absolwentów.

Uniwersytet Northwestern, który zajął szóste miejsce w kraju, uzyskał wysokie oceny za zasoby kadrowe, plasując się na szóstej pozycji w tej kategorii. Dobrze wypadł również pod względem selektywności rekrutacji, zajmując 15. miejsce.

Słabsze wyniki uczelni dotyczyły kosztów i finansowania. W tej kategorii Northwestern znalazł się dopiero na 674. miejscu spośród 738 szkół. W ocenie bezpieczeństwa na kampusie zajął 227. pozycję.

Uniwersytet Chicagowski uplasował się na 13. miejscu w ogólnym zestawieniu. Jego mocnymi stronami były wyniki edukacyjne i zasoby kadry naukowej, w obu kategoriach uczelnia zajęła trzecie miejsce. W selektywności rekrutacji uzyskała szóstą pozycję.

Podobnie jak Northwestern, Uniwersytet Chicagowski otrzymał niskie oceny za koszty i finanse, zajmując 723. miejsce, oraz za bezpieczeństwo na kampusie, gdzie uplasował się na 229. pozycji.

Inne uczelnie ze Środkowego Zachodu w zestawieniu

W rankingu znalazły się także inne cenione uczelnie ze Środkowego Zachodu. Uniwersytet Notre Dame w stanie Indiana zajął 19. miejsce w kraju. Najlepiej oceniono jego wyniki edukacyjne, które dały mu 17. pozycję, oraz perspektywy zawodowe absolwentów, gdzie uplasował się na 22. miejscu.

Na 30. miejscu znalazł się Grinnell College w stanie Iowa. Szczególnie wysoko oceniono atmosferę na kampusie, w której uczelnia zajęła dziewiąte miejsce w kraju.

Princeton na szczycie rankingu najlepszych uczelni w USA

Pierwsze miejsce w zestawieniu WalletHub zajął Uniwersytet Princeton w stanie New Jersey. Drugą pozycję uzyskał Massachusetts Institute of Technology, a trzecią Uniwersytet Yale.

W pierwszej dziesiątce znalazły się również Kalifornijski Instytut Technologiczny, Uniwersytet Harvarda, Uniwersytet Northwestern, Uniwersytet Pensylwanii, Uniwersytet Carnegie Mellon, Uniwersytet Stanforda oraz Georgia Institute of Technology.

Wyniki pokazują, że aglomeracja chicagowska pozostaje ważnym ośrodkiem szkolnictwa wyższego w USA. Jednocześnie zestawienie wskazuje na wyraźne różnice między oceną jakości kształcenia i kadry akademickiej a kosztami studiowania oraz bezpieczeństwem na kampusach.

 

FBI aresztowało 88 osób w Chicago. Ogólnokrajowa operacja przeciwko przemocy

0

88 osób podejrzanych o przestępstwa z użyciem przemocy aresztowali agenci FBI w rejonie Chicago w ramach ogólnokrajowej operacji „Summer Heat 2.0”. Funkcjonariusze odzyskali 47 sztuk broni palnej i przeprowadzili 40 znaczących konfiskat narkotyków. W całych Stanach Zjednoczonych zatrzymano ponad 8900 podejrzanych, skonfiskowano tysiące sztuk broni i zabezpieczono duże ilości narkotyków.

Summer Heat 2.0. Tysiące zatrzymań w całych USA

Operacja „Summer Heat 2.0” to druga edycja ogólnokrajowej inicjatywy FBI, w której uczestniczą federalne, stanowe i lokalne organy ścigania. Celem jest identyfikowanie i zatrzymywanie sprawców najpoważniejszych przestępstw, w tym handlu narkotykami, kradzieży samochodów, porwań i zabójstw.

Według danych przedstawionych przez FBI w całym kraju aresztowano ponad 8900 osób podejrzanych o przestępstwa z użyciem przemocy. Funkcjonariusze skonfiskowali ponad 5000 sztuk broni palnej, 687 kilogramów fentanylu oraz ponad 27 ton kokainy.

Operacja objęła również działania na rzecz ochrony dzieci. Śledczy zidentyfikowali i odnaleźli prawie 650 małoletnich, wśród których były ofiary handlu ludźmi, wykorzystywania seksualnego i porwań. Ośmioro dzieci odnaleziono w rejonie Chicago.

Gangi i zabójstwo w południowym Chicago

Jednym z celów działań w Chicago była wenezuelska organizacja przestępcza Tren de Aragua. Trzem domniemanym członkom tej grupy postawiono federalne zarzuty w związku z porwaniem i zabójstwem mężczyzny w południowej części miasta.

Podejrzani to 26-letni Josue Pacheco Torres, 19-letni Julian Pachano i 20-letni Kleiver Monasterio Briceno. Według prokuratury ofiara została porwana w maju, a jej ciało odnaleziono później w opuszczonym budynku.

FBI informuje, że operacja była wymierzona także w napastników bankowych, osoby podejrzewane o przestępstwa seksualne wobec dzieci oraz gangi uliczne odpowiedzialne za przemoc w lokalnych społecznościach.

FBI ostrzega przed nielegalnymi przeróbkami pistoletów

W trakcie działań w aglomeracji chicagowskiej odzyskano również karabiny AK-47 i inne rodzaje broni. Szczególne zaniepokojenie śledczych wzbudziły nielegalne urządzenia określane jako „przełączniki”, które umożliwiają przerobienie pistoletu na broń strzelającą ogniem ciągłym.

Według przedstawiciela FBI takie modyfikacje zwiększają zagrożenie dla osób znajdujących się w pobliżu, ponieważ pozwalają wystrzelić wiele pocisków w bardzo krótkim czasie.

Przedstawiciele biura podkreślają, że skuteczności operacji nie należy oceniać wyłącznie na podstawie liczby aresztowań i konfiskat. Istotnym rezultatem ma być również odnalezienie ofiar i ograniczenie działalności grup przestępczych.

 

Kolejna egzekucja na Florydzie. Skazany przyznał, że zabił, by trafić do celi śmierci

0

Na Florydzie wykonano we wtorek wyrok śmierci na 63-letnim Jamesie Robertsonie, skazanym za zabójstwo współwięźnia w 2008 roku. Po zamordowaniu Franka Harta skazany przyznał, że popełnił przestępstwo z nadzieją, iż w ramach kolejnego wyroku trafi do celi śmierci. Chciał w ten sposób uniknąć pozostania w zakładzie karnym do końca życia. Egzekucję przeprowadzono tradycyjnie w Więzieniu Stanowym Florydy w pobliżu Starke. Robertson odmówił wygłoszenia ostatnich słów.

James Robertson z nieprzerwanie przebywał w więzieniu od 1980 roku, gdy jako 17-latek został skazany za włamanie i napaść. Kolejne wyroki za przestępstwa popełniane podczas odbywania kary wydłużały jego pobyt w zakładach karnych, sumując się na potencjalnie dożywotnie pozbawienie wolności.

W 2008 roku Robertson zamordował w celi współwięźnia, Franka Harta. Mężczyzna został przez niego uduszony podczas snu. Po zamordowaniu Harta Robertson od razu przyznał się do winy i zrezygnował z przysługującej mu apelacji od wyroku śmierci. Jak poinformowała córka ofiary, Rebecca Hart, jej ojciec miał opuścić więzienie zaledwie osiem dni po dniu, w którym został zamordowany.

Była to pierwsza egzekucja na Florydzie od nieudanej próby wykonania wyroku śmierci na 50-letniej Chriście Pike w Tennessee, 30 września. Kobieta przeżyła podanie jej dwóch dawek pentobarbitalu, po czym trafiła do szpitala. Po odzyskaniu przytomności wróciła do więzienia. W międzyczasie władze Tennessee zarządziły przegląd procedur egzekucyjnych.

Przed wykonaniem wyroku na Robertsonie rzecznik Departamentu Więziennictwa Florydy Jordan Kirkland zapewnił, że stan posiada sprawdzony protokół wykonywania kary śmierci. Na Florydzie stosuje się trzy substancje jednocześnie: środek uspokajający, preparat paraliżujący mięśnie oraz lek powodujący zatrzymanie pracy serca.

Tego samego dnia na Florydzie miała odbyć się także egzekucja 74-letniego Williama Lee Thompsona, skazanego za porwanie, napaść seksualną i zabójstwo 23-letniej Sally Ivester w 1976 roku. Gubernator Ron DeSantis wycofał jednak nakaz wykonania kary, nie podając oficjalnego uzasadnienia. Wcześniej zarządził ocenę psychiatryczną więźnia. Adwokaci Thompsona twierdzą, że cierpi on na demencję i poważne problemy zdrowotne. Była to pierwsza taka decyzja DeSantisa od objęcia urzędu. Niewykluczone jednak, że w przyszłości gubernator wyda nowy nakaz wykonania kary.

Egzekucja Robertsona była 17. wykonaną na Florydzie w 2026 roku. Rok wcześniej stan przeprowadził 19 egzekucji, najwięcej w jednym roku od przywrócenia kary śmierci w latach 70.

Red. JŁ

Tragedia w Teksasie. Mężczyzna spadł z dwunastego piętra hotelu

0

45-letni mieszkaniec powiatu Parker zginął w poniedziałek w Mineral Wells w Teksasie po upadku z dwunastaego piętra hotelu Baker. Jak poinformowały władze miasta, mężczyzna mógł spaść lub skoczyć z budynku. Dokładne okoliczności jego śmierci nie zostały dotąd ustalone.

Według informacji przekazanych przez rzecznika miasta Mineral Wells, na miejsce skierowano funkcjonariuszy lokalnego Departamentu Policji oraz ratowników straży pożarnej i pogotowia ratunkowego. Służby otrzymały wcześniej zgłoszenie dotyczące mężczyzny przebywającego na dachu hotelu Baker.

Po przybyciu na miejsce funkcjonariusze podjęli próbę nawiązania kontaktu z 45-latkiem. Działania te nie przyniosły jednak rezultatu. Mężczyzna następnie spadł lub skoczył z wysokości 12. piętra budynku. W wyniku upadku poniósł śmierć na miejscu zdarzenia.

Władze Mineral Wells zdecydowały o nieujawnianiu tożsamości zmarłego ze względu na charakter zdarzenia oraz poszanowanie prywatności jego bliskich. Przedstawiciele miasta przekazali kondolencje rodzinie mężczyzny.

Red. JŁ

Dorożki mogą zniknąć z Nowego Jorku do 2028 roku. Wiadomo, co stanie się z końmi

0

Nowy Jork przygotowuje się do wprowadzenia zakazu przejażdżek dorożkami konnymi w Central Parku. Przewodnicząca Rady Miasta Julie Menin zapowiedziała we wtorek głosowanie nad projektem ustawy, które ma odbyć się 22 października. Jeśli przepisy zostaną przyjęte, dorożki znikną z ulic miasta do 1 czerwca 2028 roku.

Projekt przepisów, nazwany „Romanch’s Law”, upamiętnia Romancha Mahajana, turystę z Indii, który zginął latem 2026 roku w wypadku podczas przejażdżki dorożką w Central Parku. Jak ustalili śledczy po tragicznym zdarzeniu, koń wymknął się spod kontroli woźnicy, a następnie pojazd zahaczył o koło innej dorożki i przewrócił się. 18-latek wypadł z powozu, doznając ciężkich obrażeń. W chwili wypadku w powozie znajdował się on i jego rodzina. Organizacja Central Park Conservancy poinformowała, że w ciągu 13 miesięcy poprzedzających tragedię w parku doszło do ośmiu innych incydentów z udziałem dorożek.

Nowe przepisy przewidują wstrzymanie wydawania licencji na prowadzenie dorożek konnych oraz całkowite wygaszenie tej działalności do czerwca 2028 roku. Ustawa zakłada również zakaz sprzedaży „bezrobotnych” po likwidacji branży koni na rzeź. Dla woźniców zrzeszonych w związku zawodowym ma zostać przygotowany program pomostowy, obejmujący pomoc w znalezieniu nowego zatrudnienia, szkolenia, doradztwo oraz rekompensaty finansowe.

Projekt ustawy uzyskał już poparcie 29 radnych, czyli ponad połowy składu Rady Miasta. Propozycję poparł także burmistrz Zohran Mamdani, podkreślając jednocześnie konieczność ochrony zatrudnionych w tej branży.

Red. JŁ

Nawet miliard baryłek ropy. Decyzja sędziego otwiera możliwość wydobycia surowca z łupków w Kalifornii

0

Wstępne orzeczenie sądu w powiecie Kern w Kalifornii może doprowadzić do zniesienia stanowego zakazu tzw. frackingu, czyli szczelinowania hydraulicznego, stosowanego przy wydobyciu ropy naftowej i gazu z łupków. Sędzia Bernard C. Barmann Młodszy uznał, że władze stanowe wprowadziły ograniczenia bez zachowania wymaganych procedur prawnych. Decyzja otwiera możliwość wznowienia wydobycia ze złóż, do których dostęp był dotychczas ograniczony.

Orzeczenie zapadło dwa lata po formalnym wprowadzeniu zakazu frackingu w Kalifornii i pięć lat po zaprzestaniu zatwierdzania nowych wniosków dotyczących tej metody. Sędzia stwierdził, że stanowi regulatorzy nie zastosowali procedur przewidzianych w ustawie Administrative Procedure Act. Zakwestionował również argumentację dotyczącą ochrony klimatu, wskazując, że przedstawione dowody nie potwierdzają wystarczająco skuteczności zakazu w ograniczaniu emisji gazów cieplarnianych. Według ustaleń przywołanych w orzeczeniu większe uzależnienie Kalifornii od importowanej ropy mogłoby nawet prowadzić do wzrostu globalnych emisji.

Decyzję pozytywnie przyjęli przedstawiciele przemysłu naftowego. Chad Hathaway, dyrektor generalny Hathaway Oil, powiedział stacji KGET, że formacje diatomitowe w powiecie Kern mogą zawierać nawet miliard baryłek ropy, której wydobycie bez szczelinowania hydraulicznego jest niemożliwe. Jodie Mueller, prezes Western States Petroleum Association, oceniła, że wnioski o pozwolenia powinny być rozpatrywane indywidualnie, zamiast podlegać ogólnemu zakazowi.

Orzeczenie sędziego Barmanna ma na razie charakter wstępny i nie oznacza natychmiastowego uchylenia zakazu. Przed wydaniem ostatecznej decyzji przewidziano dalszy etap postępowania, który zazwyczaj trwa do 50 dni. Spodziewana apelacja może jednak przedłużyć spór prawny nawet o kilka lat. Do czasu zakończenia postępowania przyszłość szczelinowania hydraulicznego w Kalifornii pozostaje nierozstrzygnięta.

Metoda frackingu polega na wtłaczaniu płynu pod wysokim ciśnieniem do podziemnych formacji skalnych w celu uwolnienia znajdujących się w nich surowców. Chodzi o eksploatację tzw. łupków, co niegdyś miało zostać zastosowane w wydobyciu gazu ziemnego w Polsce. Ostatecznie plany te porzucono.

Red. JŁ

Zarzuty dla 66-latka podejrzanego o przygotowanie zamachu na polityków. „Na pierwszy rzut oka mamy do czynienia z jakimś gangiem Olsena”

0

66-letni Krzysztof N., który przygotowywał zamach m.in. na premiera, usłyszał we wtorek dziewięć zarzutów, w tym m.in. planowania siłowego obalenia władzy państwowej – poinformował we wtorek rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Piotr Antoni Skiba.

– Najbardziej doniosły zarzut to planowanie obalenia siłą władz państwowych m.in. prezesa Rady Ministrów i Rady Ministrów, przy użyciu materiałów wybuchowych gromadzonych przez tego mężczyznę – powiedział prok. Skiba. Grozi mu za to od 2 do 15 lat więzienia.

Rzecznik warszawskiej prokuratury okręgowej przekazał również, że kolejne zarzuty dotyczą „nagrań publikowanych w sieci i są to zarzuty propagowania ideologii o charakterze siłowego przejęcia władzy w Polsce, używania przemocy, uzyskania określonych zmian politycznych – chodzi o promowanie wojny napastniczej m.in. na Ukrainie, jak również nawoływania do popełniania przestępstw na tle narodowościowym, etnicznym i rasowym, jak również politycznym”.

Przekazał, że przeprowadzone we wtorek czynności z podejrzanym trwały bardzo długo, ale nie „są brzemienne” w pozyskanie nowej wiedzy. – Podejrzany bardzo długo zapoznawał się z pouczeniami o przysługujących mu uprawnieniach, bardzo wnikliwie zastanawiał się nad odpowiedziami. Sporządzony protokół nie zawiera wielu informacji dotyczących nastawienia i motywacji tego mężczyzny.

Poinformował, że 66-latek nie przyznał się do zarzucanych czynów i odmówił składania wyjaśnień. – Stwierdził, że nie rozumie tych czynów, wskazał na dużą liczbę schorzeń nie tylko fizycznych, ale i psychicznych, stosowaną do wieku. Stwierdził, że być może będzie wyjaśniał w przyszłości, po konsultacji z adwokatem, który do tej chwili nie został ustanowiony – dodał.

Przekazał, że prokurator podjął decyzję o skierowaniu wniosku o areszt, biorąc pod uwagę rozwojowy charakter tego postępowania, a także kierując się nie tylko surową karą i obawą mataczenia, ale przede wszystkim groźbą popełnienia poważnego przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu, zwłaszcza że taka groźba była wskazywana przez podejrzanego.

Dodał, że prokuratura dysponuje zaświadczeniem lekarskim, z którego wynika, że wobec podejrzanego może być stosowany areszt w warunkach udzielania mu określonych leków.

Zaznaczył, że osiem pozostałych zarzutów, które usłyszał 66-latek, nie jest zagrożonych bardzo wysokimi karami, ale całokształt informacji, które do tej pory zostały uzyskane, wskazują na konieczność skierowania wniosku o areszt.

Podkreślił, że na kolejnym etapie konieczne będzie pozyskanie opinii psychiatrycznej Krzysztofa N.

Podkreślił, że pierwszy zarzucany mu czyn dotyczy polityków obecnie rządzących, natomiast kolejne również poprzednio sprawujących władzę. Za pozostałe czyny grozi mu w zdecydowanej większości do 3 lat więzienia, w dwóch przypadkach od 3 miesięcy do 5 lat.

66-letni Krzysztof N. został zatrzymany w niedzielę. Przeszukanie jego mieszkania odbyło się tego samego dnia po południu, przeprowadzili je funkcjonariusze Służby Ochrony Państwa w porozumieniu z policją.

– W trakcie tych czynności ujawniono kilkanaście przedmiotów. (…) Ustalono, że są to improwizowane materiały wybuchowe – poinformował prok. Skiba.

Jak opisał, „wewnątrz petardy hukowej ujawniono kulki metalowe”. Dodał, że zabezpieczonych zostało kilkanaście ładunków.

– Wstępna opinia jest taka, że są to improwizowane materiały, urządzenia wybuchowe podobne do granatów odłamkowych. Te ustalenia powinny być zweryfikowane w drodze eksperymentu procesowego – dodał prokurator.

Przekazał również, że podczas przeszukania znaleziono m.in. przedmioty przypominające broń, które wstępnie zostały zakwalifikowane jako broń alarmowa albo broń o charakterze pneumatycznym.

W mieszkaniu zabezpieczona została również lista osób, które nawiązywały kontakt z 66-latkiem oraz sprzęt informatyczny, z którego materiały zostały przekazane do analizy. Jak powiedział prok. Skiba, materiały te były pierwotnie zamieszczane w internecie i wskazują na utworzenie określonej grupy o charakterze ekstremistycznym. – Zamieszczone na portalu Facebook informacje, wpisy, filmy w znacznej mierze zostały usunięte bezpośrednio po zatrzymaniu tego mężczyzny – zaznaczył prokurator.

Dodał, że według słów zatrzymanego miała powstać grupa o dość radykalnych poglądach propagująca idee siłowego przejęcia władzy w Polsce. – Jak twierdził, miały to być trzy oddziały, a czwarta grupa ma być formowana – zaznaczył.

Prok. Skiba przekazał, że nic nie wskazuje na to, że grupa ta była inspirowana przez obce służby, ale ten wątek jest badany. – Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że mamy do czynienia z jakimś gangiem Olsena, ale biorąc pod uwagę fakty, sprawa wydaje się dość poważna – zaznaczył.

Przekazał, że w Prokuraturze Okręgowej w Kielcach, w ostatnich tygodniach, toczyło się postępowanie dotyczące tej grupy i zostało we wtorek dołączone do materiałów przywiezionych do warszawskiej prokuratury. Wyjaśnił, że postępowanie kieleckie dotyczyło różnych wpisów propagujących zachowania sprzeczne z przepisami prawa.

W niedzielę MSWiA podało, że do policji wpłynęła informacja dotycząca możliwego zamachu na premiera Donalda Tuska i wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza. W Centrum Antyterrorystycznym Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego zwołano spotkanie przedstawicieli policji, Służby Ochrony Państwa oraz ABW. Po południu poinformowano o zatrzymaniu 66-letniego mężczyzny. (PAP)

Zełenski ma pretensje, Trump ripostuje: Nadal przekazujemy Ukrainie informacje wywiadowcze

0

Prezydent USA Donald Trump powiedział we wtorek, że Stany Zjednoczone nadal pomagają Ukrainie i przekazują je dane wywiadowcze. Ocenił, że zarówno Rosja, jak i Ukraina chcą pokoju, lecz nie wiedzą, jak go osiągnąć.

Pytany przez dziennikarzy o to, czy jego administracja wstrzymała przekazywanie danych wywiadowczych Ukrainie, Trump zaprzeczył.

– Pomagamy im. Ale tak naprawdę próbujemy im pomóc dojść do ostatecznej odpowiedzi. Chcemy, by wojna się skończyła — powiedział Trump podczas rozmowy z dziennikarzami przed odlotem na wiec wyborczy na Alasce.

We wtorek prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski powiedział, że nie otrzymał ostrzeżenia przed uderzeniem rosyjskiej salwy pocisków. Potem szef MSZ Andrij Sybiha tłumaczył, że Kijów nadal otrzymuje dane z USA, a brak ostrzeżenia był skutkiem zastosowania przez Rosję „specjalnego typu broni”.

Trump ponownie ocenił, że obie strony chcą pokoju, ale nie wiedzą, jak go osiągnąć.

– Koniec końców wszystko się ułoży. Wiecie dlaczego? Bo zawsze tak jest – oznajmił.

Odnosząc się do zignorowania przez Rosję ogłoszonego przez niego energetycznego zawieszenia broni i do ataków Rosji na ukraińskie elektrownie, Trump odparł, że Ukraina dzień wcześniej „uderzyła w wiele miejsc”.

Z kolei na sugestię, że Władimir Putin go nie słucha, odparł, że „słuchają” lub posłuchają.

Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)

Trump: Rosyjski diesel nie jest dla nas, jest na rynek światowy

0

Prezydent USA Donald Trump zasugerował we wtorek, że Rosja nie będzie sprzedawać swojego oleju napędowego Stanom Zjednoczonym, lecz wypuści go na rynek światowy.

– To (olej napędowy) nie zostanie wypuszczane nam. To umowa dotycząca oleju napędowego, która uwalnia go światu i rynkowi światowemu, bo rynek światowy zmaga się z wysokimi cenami, a zamknięcie rafinerii oleju napędowego nie jest dobrą rzeczą — powiedział Trump, odpowiadając podczas rozmowy z dziennikarzami na krytykę umowy o imporcie oleju napędowego z Rosją ze strony Republikanów w Kongresie.

Część polityków obydwu partii zwracała uwagę, że środki zostaną użyte przez Rosję na dalsze ataki przeciwko Ukrainie, a import rosyjskich paliw i ropy jest zakazany przez ustawę z 2022 r.

Trump ponownie skrytykował ukraińskie ataki na rosyjskie rafinerie, lecz wbrew początkowym wypowiedziom, we wtorek sugerował, że dzięki zawieszeniu sankcji na olej napędowy Rosja będzie mogła sprzedawać go innym krajom, lecz nie Stanom Zjednoczonym.

Krytycy zwracają uwagę, że zapowiedziane przez Trumpa ilości rosyjskiego paliwa objętego umową – 4,8 mln ton przez kilka miesięcy — są zbyt małe, by mieć realny wpływ na światowe ceny. Od czasu ogłoszenia porozumienia w piątek, ceny benzyny i oleju napędowego pozostały w USA praktycznie bez zmian.

Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)

Prezydent pominięty. Czarzasty: Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego złożą ślubowanie w innej formie

0

Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego, od których ślubowania nie odebrał prezydent Karol Nawrocki, złożą ślubowanie w innej formie – zapowiedział marszałek Sejmu, lider Nowej Lewicy Włodzimierz Czarzasty we wtorek podczas spotkania z wyborcami w Tychach.

Obecnie na zaproszenie przez prezydenta do złożenia ślubowania czeka wybrany we wrześniu na sędziego TK Maciej Berek.

Marszałek Sejmu powołał się na opublikowaną we wtorek opinię Komisji Weneckiej, która wskazała, że jeśli prezydent „odmawia odebrania ślubowania od sędziego wybranego przez Sejm lub opóźnia to, uniemożliwiając w ten sposób ukończenie zwykłej procedury składania ślubowania”, możliwe jest „dopełnienia aktu ślubowania bez fizycznego udziału prezydenta”.

– Komisja Wenecka dała jednoznaczną wykładnię. Po pierwsze, wszystkie decyzje Sejmu w tej sprawie są zgodne z prawem. Po drugie, prezydent ma natychmiast zaprzysiąc wszystkich sędziów Trybunału Konstytucyjnego. (…) Po trzecie, jeżeli prezydent tego nie zrobi, to sędziowie Trybunału Konstytucyjnego mają złożyć przysięgę w innej formie. I chciałem wam powiedzieć – złożą. Mamy dość po prostu łamania prawa – podkreślił Czarzasty.

Jak dodał, TK musi działać stabilnie. Ocenił postawę prezydenta w tej sprawie jako skandaliczną.

Marszałek Sejmu zaznaczył, że rządzącym „skończyła się cierpliwość” w sprawach związanych z przywracaniem praworządności w Polsce. Zasygnalizował, że w najbliższym czasie podjęte zostaną „bardzo sprawne działania”.

Według Komisji Weneckiej konieczne jest „zapewnienie, by właściwe przepisy regulujące składanie ślubowania przez sędziów Trybunału Konstytucyjnego były stosowane zgodnie z ich ustawowym celem – tak, aby prezydent niezwłocznie odbierał ślubowanie od sędziów wybranych przez Sejm, nie roszcząc sobie prawa do kontroli procedury wyborczej”.

Komisja Wenecka wskazała, że dopełnienie aktu ślubowania bez fizycznego udziału prezydenta jest możliwe „pod warunkiem zachowania jego istotnych elementów, w tym złożenia ślubowania w przepisanej formie, należytego zweryfikowania jego wykonania oraz skierowania i przekazania go prezydentowi”.

Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz, komentując opinię Komisji Weneckiej, powiedział PAP, że nie ma ona żadnej mocy prawnej, a źródłami prawa w Polsce są konstytucja i ustawy.

Spór dotyczący odebrania ślubowania sędziów TK sięga początku kwietnia tego roku. W marcu Sejm wybrał sześcioro nowych sędziów TK. Prezydent zaprosił dwoje spośród wybranych wtedy na sędziów – Magdalenę Bentkowską oraz Dariusza Szostka – i złożyli oni ślubowanie w jego obecności.

Cztery pozostałe osoby wybrane w marcu na sędziów TK – Krystian Markiewicz, Marcin Dziurda, Anna Korwin-Piotrowska, Maciej Taborowski – nie zostały zaproszone przez prezydenta. Według przedstawicieli Kancelarii Prezydenta podczas ich wyboru doszło do błędów.

Sędziowie ci złożyli 9 kwietnia w sejmowej Sali Kolumnowej ślubowanie z formułą, że robią to „wobec prezydenta”. Potem przekazali pisemne roty ślubowań na biurze podawczym Kancelarii Prezydenta. Nie objęli jednak urzędów. Prezes TK Bogdan Święczkowski oświadczył, iż wydarzenia w Sejmie z ich udziałem nie może uznać za ślubowanie „wobec prezydenta”.

W czerwcu Sejm wybrał Sławomira Patyrę na sędziego TK – po zaproszeniu przez prezydenta złożył on ślubowanie pod koniec lipca. We wrześniu na sędziego TK wybrany został Maciej Berek, który dotąd nie został zaproszony przez prezydenta do złożenia ślubowania.

Komisja Wenecka, czyli Europejska Komisja na rzecz Demokracji przez Prawo, jest organem doradczym Rady Europy do spraw prawa konstytucyjnego, powołanym w 1990 r. Zajmuje się oceną zgodności rozwiązań prawnych z zasadami demokracji, praworządności i praw człowieka. Jej opinie nie są wiążące, ale często wpływają na działania instytucji europejskich.

Wtorkowe spotkanie Włodzimierza Czarzastego z wyborcami w Tychach zostało objęte nadzwyczajnymi środkami bezpieczeństwa. Wszyscy uczestnicy musieli przejść kontrolę Służby Ochrony Państwa. To w związku z groźbami kierowanymi wobec osób na najważniejszych stanowiskach w kraju. (PAP)

W Rzymie pomyślnie zakończyła się operacja papieża Leona XIV

0

Podczas operacji w rzymskiej Poliklinice Gemelli papieżowi Leonowi XIV usunięto dolny płat prawego płuca, a doraźne badanie histopatologiczne potwierdziło diagnozę gruczolakoraka płuca – poinformowano wieczorem w komunikacie medycznym.

Wcześniej Watykan podał, że operacja usunięcia guzka płuca zakończyła się pomyślnie, a zabieg przebiegł w przewidzianym czasie i trybie.

Operację przeprowadził zespół chirurgów klatki piersiowej pod kierunkiem profesora Stefano Margaritory.

W komunikacie medycznym poinformowano, że „w przeprowadzonej radykalnej interwencji metodą wideochirurgii usunięto dolny płat prawego płuca”.

„Doraźne badanie histopatologiczne potwierdziło diagnozę gruczolakoraka płuca, którą podejrzewano już na podstawie badań przedoperacyjnych. Ojciec Święty przebywał na sali operacyjnej przez około trzy godziny, a sam zabieg trwał około 90 minut” – przekazano w komunikacie.

„Operacja zakończyła się pomyślnie i nie wystąpiły żadne powikłania. Po zabiegu papież wybudził się prawidłowo i po krótkim okresie obserwacji wrócił do swojego pokoju na 10. piętrze” – dodano w biuletynie, ogłoszonym przez watykańskie biuro prasowe.

Papież ma pozostać w szpitalu około tygodnia.

Do 20 października zostały zawieszone wszystkie papieskie audiencje.

Z Rzymu Sylwia Wysocka (PAP)

sw/ mal/ mhr/

Trump zażądał dymisji: Ambasadorka USA w Grecji złożyła rezygnację po ujawnieniu szeregu skandali z jej udziałem

0

Ambasadorka USA w Grecji i była narzeczona syna prezydenta Kimberly Guilfoyle złożyła we wtorek rezygnację z urzędu po tym, gdy Donald Trump zażądał jej dymisji. To efekt szeregu publikacji na temat skandali z jej udziałem.

O tym, że prezydent Trump zwrócił się do Guilfoyle o ustąpienie poinformowała we wtorek nowa rzeczniczka Białego Domu Katie Zacharia podczas swojego pierwszego briefingu prasowego.

– Poprosiliśmy Kimberly Guilfoyle o rezygnację. Była wspaniałym nabytkiem dla zespołu i życzymy jej wszystkiego najlepszego – powiedziała.

Kilka godzin później szefowa ambasady w Atenach potwierdziła, że odejdzie, podkreślając jednak osiągnięcia w sferze m.in. „wzmocnienia amerykańskiej dominacji energetycznej (…) i zapewnienia, że Stany Zjednoczone pozostaną niezastąpionym liderem w Europie Południowo-Wschodniej”.

Pytany o sprawę, prezydent Trump odrzucił sugestię, że Guilfoyle – była narzeczona jego syna Donalda jr. – była kiedykolwiek członkinią jego rodziny. Dodał też, że „nie podobało mu się, to co czytał” na jej temat.

Trump podjął decyzję po szeregu artykułów m.in. „Wall Street Journal” i brytyjskiego „Daily Mail” opisujących potencjalną korupcję, podejrzane interesy oraz skargi przeciwko niej ze strony podległych jej pracowników.

Pod koniec września „WSJ” opisał, że Guilfoyle, która objęła placówkę w Atenach w listopadzie 2025 roku, podczas wizyt w krajach bałkańskich nakłaniała tamtejsze rządy do współpracy z greckim koncernem budowlano-energetycznym Aktor. Na spotkania zabierała Christosa Marafatsosa, lobbystę tej firmy, któremu Aktor miał zapłacić 160 tys. dolarów. W Davos z kolei miała się chwalić, że jej luksusowe podróże opłacają greccy magnaci biznesowi.

Guilfoyle miała też grozić greckiemu ministrowi energii, że może doprowadzić do upadku rządu w Atenach, sugerując, że to samo zrobiła w Rumunii, doprowadzając do zmiany rządu.

Później ta sama gazeta opisała jej relacje ze zdyskredytowanym prawnikiem i byłym kandydatem Republikanów Erikiem Detersem, który za jej pomocą próbował załatwiać sprawy m.in. w urzędzie podatkowym. Tuż przed jej zatwierdzeniem na ambasadora, Guilfoyle prosiła go o spłatę 100 tys. dolarów długu z karty kredytowej.

„Daily Mail” pisał z kolei o jej obcesowym zachowaniu wobec pracowników ambasady w Atenach, imprezowym stylu życia, czy żądaniu od ochroniarza przyniesienia jej kostek lodu w środku nocy.

W wydanym oświadczeniu polityczka i była komentatorka Fox News stwierdziła, że zarzuty pod jej adresem są fałszywe i zamierza „bronić swojego dobrego imienia, reputacji i uczciwości”.

Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)

„Lalka” w Waszyngtonie. Polish Film Festival North America przyjeżdża do stolicy USA

0

Polish Film Festival North America 2026 dociera do stolicy USA. W czwartek 19 listopada w The Avalon Theatre w Waszyngtonie widzowie zobaczą „Lalkę” Macieja Kawalskiego – film, na który bilety w kolejnych miastach znikają w ekspresowym tempie.

 

„Lalka” – Polish Film Festival North America 2026, Washington, DC

„Lalka” w Waszyngtonie

Nowa ekranizacja powieści Bolesława Prusa to jedna z najbardziej wyczekiwanych polskich produkcji roku. Warszawa końca XIX wieku, Stanisław Wokulski – kupiec, który dorobił się fortuny – i jego obsesyjna miłość do Izabeli Łęckiej, córki zubożałego arystokraty. W rolach głównych występują Marcin Dorociński (Wokulski), Kamila Urzędowska (Izabela Łęcka) i Marek Kondrat (Rzecki), a na ekranie pojawiają się także Maja Komorowska, Andrzej Seweryn, Krystyna Janda i Jan Englert.

Film jest wyświetlany w oryginalnej wersji językowej z angielskimi napisami, więc to dobra okazja, by zabrać na seans także znajomych, którzy nie mówią po polsku.

Data i miejsce

  • Kiedy: czwartek, 19 listopada 2026, godz. 20:00
  • Gdzie: The Avalon Theatre, 5612 Connecticut Ave NW, Washington, DC 20015
  • Bilety: mojbilet.com

Sala ma ograniczoną liczbę miejsc, a miejsca są nienumerowane. Organizatorzy radzą nie odkładać zakupu na ostatnią chwilę – seanse „Lalki” na galę otwarcia w Chicago i na Long Island wyprzedały się w kilka dni.

Polish Film Festival North America 2026

Tegoroczna edycja festiwalu trwa od 6 do 22 listopada. Pokazy odbywają się m.in. w Chicago, Nowym Jorku, New Jersey, na Long Island, w Miami, Sarasocie, Kolorado i Pensylwanii, a teraz także w Waszyngtonie. Pełny program i bilety na wszystkie seanse: polishfilmfestival.com.

Były oficer CIA: „Teoria zwycięstwa” dowódcy sił NATO w Europie nie zniechęci Rosji do ataku, a wręcz może ją do niego zachęcić

0

„Teoria zwycięstwa”, przedstawiona w Warszawie przez dowódcę sił NATO w Europie gen. Alexusa Grynkewicha, nie zniechęci Rosji do ataku na NATO, a wręcz może ją do niego zachęcić – ocenił w rozmowie z PAP Philip Wasielewski, analityk wojskowy i były oficer CIA.

Zdaniem eksperta think tanku Foreign Policy Research Institute (FPRI) przemówienie Grynkewicha było zbyt ostrożne, a przedstawione konsekwencje potencjalnego ataku – zbyt łagodne. Wasielewski przyznał, że zaniepokoiła go przedstawiona przez amerykańskiego generała wizja reakcji NATO na potencjalną agresję Rosji.

Przemawiając na konferencji Warsaw Security Forum, Grynkewich powiedział, że w pierwszej fazie wojska lądowe NATO mają zdominować natarcie w punkcie styku, związać formacje przeciwnika manewrem i uniemożliwić mu zajęcie terytorium Sojuszu. Potem miałyby „stępić” atak napastnika oraz wszystko to, co wspiera jego siły, zaopatruje je i nimi dowodzi.

– W razie potrzeby rozbijemy wojska wroga i system operacyjny walki, który jest przeciwko nam skierowany – zapowiedział. – Formacje wroga zostaną pozbawione uzupełnień. Dowódcy wroga nie będą w stanie kontrolować swoich sił. Jednostki wroga i ich potencjał wsparcia zostaną zredukowane i zniszczone – dodał.

Jak zauważył Wasielewski, Grynkewich nie przedstawił wystarczająco wyraźnie potencjalnych konsekwencji dla Rosji. Przypomniał, że generał wprost powiedział, że celem NATO nie byłoby doprowadzenie do „strategicznej porażki” wroga, a jedynie odparcie inwazji.

– To oznaczałoby, że wojna toczyłaby się głównie na terytorium NATO – podkreślił emerytowany oficer marines.

Zastrzegł przy tym, że jego krytyka nie jest wymierzona w samego Grynkewicha. Krępują go dwie biurokracje: Biały Dom i Rada Północnoatlantycka NATO, które muszą zatwierdzić każde jego wystąpienie – zauważył Wasielewski.

Jego zdaniem przemówienie Grynkewicha przypomina tekst „napisany przez ostrożny komitet”, a nie dowódcę. Skupia się ono na zablokowaniu, a następnie wyhamowaniu rosyjskiego ataku, ale nie mówi o tym, by sprawić, że Moskwa zapłaci za agresję cenę we własnym kraju – podkreślił.

Analityk przyznał, że w wystąpieniu generała pojawiła się zapowiedź atakowania sił i zdolności, które wspierają, zaopatrują lub kontrolują atakujące wojska. Uznał jednak, że to najważniejsze sformułowanie nie zostało wyeksponowane. Według niego dotyczy ono wyłącznie celów wojskowych, bez odniesienia do rosyjskiego potencjału przemysłu zbrojeniowego czy celów politycznych. – Co najwyżej w najlżejszy sposób sugeruje to uderzenia w głębi Rosji – dodał.

– W praktyce mówimy Rosjanom: okej, tak, możecie najechać połowę państw bałtyckich. Gdyby poszli tak daleko, jak na początku na Ukrainie, dotarliby prawie do Morza Bałtyckiego. Ale nawet bez tego mogliby zniszczyć znaczną część tych krajów – ocenił.

Ekspert FPRI ostrzegł, że przy takiej strategii Rosja mogłaby najechać państwa bałtyckie i część Polski, zniszczyć je, a następnie wycofać się, by odbudować siły. – Poza stratami żołnierzy, na których Putinowi nie zależy, nie poniosłaby żadnej ceny. Byłoby to jak współczesny najazd mongolski, który niszczy kraj – powiedział. Zwrócił uwagę, że po takim scenariuszu państwa regionu mogłyby zadać sobie pytanie, co dało im członkostwo w Sojuszu, a nie – jak sugeruje przemówienie – związać się z nim ściślej.

– Rosjanie od czasów Reagana obawiają się naszej broni precyzyjnej. Nic nie stoi na przeszkodzie, by powiedzieć: to, co Ukraina robi z waszym kompleksem wojskowo-przemysłowym i naftowym, zrobimy dziesięć razy skuteczniej – uważa Wasielewski.

Dodał, że Sojusz powinien odwrócić słowa szefa rosyjskiej dyplomacji Siergieja Ławrowa i zapowiedzieć, że w przypadku ataku zajmie się „źródłowymi przyczynami” rosyjskiej agresji.

Ekspert ocenił, że rosyjskie groźby, potrząsanie „nuklearną szabelką” i sabotaż – których, jego zdaniem, nie należy nazywać wojną hybrydową, lecz „państwowym terroryzmem” – mają zniechęcić Europę do wspierania Ukrainy. – Bez tego wsparcia Ukraina traci głębię strategiczną i dlatego jest to dla Rosji tak ważne – podkreślił.

Pytany o wydźwięk przemówienia Grynkewicha w obliczu możliwego ograniczenia obecności wojsk USA w Europie, Wasielewski powiedział, że nie wierzy w szybkie decyzje w tej sprawie.

– Poczekałbym, aż zobaczę ciężarówki z przeprowadzkami pod amerykańskimi bazami. Kongres zakazał takich kroków, a po listopadowych wyborach jego skład może się znacząco zmienić – zaznaczył.

Według niego administracja jest skupiona na wyborach śródokresowych, a jedynymi osiągnięciami polityki zagranicznej, które mogłyby jej pomóc w głosowaniu, byłyby przełom w sprawie Iranu lub wojny Rosji z Ukrainą. – Poziom sił w Europie nikogo teraz nie interesuje – ocenił. Przyznał też, że wątpi w to, by administracja chciała toczyć z Kongresem kolejną walkę i zdążyła zrealizować wycofanie dziesiątek tysięcy żołnierzy w ciągu dwóch lat.

Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)

Zełenski daje pstryczka Trumpowi i wymienia ofiary: „Partnerzy nie uprzedzili nas o ataku balistycznym na Kijów”

0

Ukraina nie otrzymała od partnerów sygnałów o rosyjskim ataku balistycznym na Kijów, na skutek którego ucierpiała infrastruktura cywilna – oświadczył we wtorek prezydent Wołodymyr Zełenski.

„Miało miejsce także dość podłe uderzenie rakietami balistycznymi w Kijów – pięć rakiet, które trafiły w infrastrukturę cywilną. W przypadku tego ataku, niestety, nie było ostrzeżenia ze strony partnerów” – napisał ukraiński przywódca w serwisach społecznościowych.

„Dane wywiadowcze o wystrzeleniu rosyjskich rakiet balistycznych pomagają ratować ludzkie życie i jest to jedna z najbardziej kluczowych kwestii. To właśnie pomaga zapobiegać morderstwom – kiedy pojawia się ostrzeżenie o rakietach balistycznych” – podkreślił Zełenski w komunikatorze Telegram.

Prezydent wyliczył, że od poniedziałku Rosjanie zaatakowali Ukrainę ponad setką różnych środków napadu.

„W Charkowie zniszczony został zwykły budynek mieszkalny. Akcja ratunkowa trwała praktycznie przez całą noc — szukano ludzi pod gruzami. W wyniku tego ataku na budynek w Charkowie zginęły cztery osoby. Składam kondolencje wszystkim ich rodzinom i bliskim. Łącznie w ciągu jednego wieczoru, tylko w Charkowie, rannych zostało 41 osób” – napisał.

Zapewnił także, że w ciągu dwóch dób od ogłoszenia przez prezydenta USA Donalda Trumpa zawieszenia broni, dotyczącego uderzeń na obiekty energetyczne, Ukraina nie atakowała rosyjskich rafinerii ani sektora energetycznego.

„Ale Rosja nie posłuchała prezydenta USA. W tym czasie Rosjanie atakowali zarówno nasze obiekty energetyczne, jak i naszą infrastrukturę krytyczną oraz dali całkowicie jednoznaczne sygnały, że nie zamierzają powstrzymywać się od ataków na Ukrainę. W ciągu tych dwóch dób zaatakowanych zostało 19 regionów naszego kraju. Nasze stanowisko pozostaje niezmienne: Ukraina jest gotowa do wzajemnych kroków zmierzających do deeskalacji – i potrzebna jest skuteczna presja na Rosję, aby do deeskalacji doszło. Wojny kończą się wtedy, gdy agresor czuje, że nie ma możliwości ich przedłużania” – podkreślił Zełenski.

Oświadczył, że presja na Rosję służy przybliżeniu pokoju, zaś bezpośrednie lub pośrednie wspieranie Rosji, hamowanie pomocy dla Ukrainy i utrudnianie ochrony przed rakietami balistycznymi z pewnością nie służy pokojowi.

„Pokój jest potrzebny wszystkim. Potrzebne są silna Ameryka, silna Europa i silni partnerzy. Dziękuję wszystkim, którzy rzeczywiście pomagają!” – napisał Zełenski.

Dziennik „Financial Times” przekazał w niedzielę, że Stany Zjednoczone zapowiedziały krajom europejskim, że mogą zaprzestać sprzedaży broni Ukrainie za pośrednictwem NATO, jeśli Ukraina będzie nadal atakować rosyjskie rafinerie.

Ukraiński przedstawiciel relacjonował w piątek w rozmowie z portalem Axios, że podczas spotkania ukraińskiej delegacji z amerykańskimi negocjatorami w Miami wysłannicy prezydenta USA Donalda Trumpa, Steve Witkoff i Jared Kushner, zagrozili, że Trump może zaprzestać udostępniania amerykańskich danych wywiadowczych, jeśli prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski nadal będzie ignorował jego prośby.

Urzędnik z USA zaprzeczył tym doniesieniom, twierdząc, że Witkoff i Kushner powiedzieli Ukraińcom, że Stany Zjednoczone są silnym partnerem, dostarczającym amunicję i dane wywiadowcze, dlatego Ukraina nie powinna podejmować działań, które szkodzą amerykańskim konsumentom.

Z Kijowa Jarosław Junko (PAP)

jjk/ rtt/

Chicagowski policjant zabójcą 8-latki. Do zbrodni doszło w 1960 roku

0

Po ponad 65 latach ustalono, że sprawca zabójstwa 8-letniej dziewczynki to były chicagowski policjant. Gloria Kowalewicz zginęła w 1960 roku. Miała 8 lat.

 

Z ówczesnych doniesień prasowych wynikało, że została uprowadzona, gdy szła do kościoła. Jej ciało odnaleziono około dwie godziny po zaginięciu, 13 listopada 1960 roku, na terenie obszaru parkowego Palos Hills. Dziewczynka została dwukrotnie postrzelona w głowę. Oprócz ran postrzałowych na szyi ofiary stwierdzono również ślady stłuczeń.

Jak podawała wówczas prasa, policjanci na miejscu zdarzenia znaleźli tak dużą ilość krwi, że wysnuli wniosek, iż dziewczynka została zabita właśnie w parku, zanim porzucono tam jej ciało. Departament policji Chicago (CPD) poinformował, że ​​funkcjonariusze prowadzący dochodzenie zabezpieczyli dowody zarówno na miejscu zbrodni, jak i wzdłuż trasy prowadzącej z powrotem do miasta. Dowody – w tym pocisk, płaszcz Kowalewicz, jej buty oraz biała torebka komunijna z modlitewnikiem w środku – zostały starannie skatalogowane i zabezpieczone. Funkcjonariuszom udało się również pobrać odcisk palca z paska torebki.

CPD przekazało, że powołano specjalną grupę śledczą, a policjanci próbowali rozwiązać sprawę wypytując wielu okolicznych mieszkańców.  W ramach poszukiwań sprawcy morderstwa przesłuchano ponad 1300 osób, a kilkanaście z nich poddano badaniu wariografem. Mimo to sprawa morderstwa pozostawała nierozwiązana przez kolejne sześć i pół dekady. Policja w Chicago poinformowała, że ​​w tym roku – dzięki wykorzystaniu postępu w technologii analizy DNA zachowanego odcisku palca –wydział kryminalistyki CPD, przy wsparciu policji stanowej Illinois oraz FBI, zdołał ustalić, iż sprawcą zabójstwa Kowalewicz był Thomas F. McInerney Jr., były chicagowski policjant, który przeszedł na emeryturę w 1987 roku jako detektyw zajmujący się przestępstwami z użyciem przemocy.

Jak podała CPD, McInerney dopuścił się morderstwa krótko po tym, jak w 1959 roku wstąpił w szeregi tej formacji. Policja poinformowała, że ​​po odejściu ze służby McInerney przeprowadził się do Las Vegas, gdzie zmarł w 2006 roku w wieku 70 lat. „Jego odrażające czyny nie tylko pozbawiły życia ośmioletnie dziecko, ale też pogrążyły w rozpaczy jej rodziców oraz wszystkich, którzy ją znali i kochali i którzy bezskutecznie szukali odpowiedzi na nurtujące ich pytania” – czytamy w oświadczeniu CPD. „McInerney nigdy nie powinien był nosić odznaki CPD. Świadomość, że za życia nie został zidentyfikowany ani pociągnięty do odpowiedzialności, jest druzgocąca. Choć rodzice dziewczynki już nie żyją i nie doczekali sprawiedliwości w sprawie jej morderstwa, mamy nadzieję, że ta wiadomość przyniesie choćby częściowe ukojenie wszystkim, którzy znali Glorię i jej historię” – czytamy w komunikacie opublikowanym przez CPD.

 

BK

Gubernator Illinois JB Pritzker w trakcie swoich rządów wprowadził 63 podwyżki podatków i opłat

0

Za kadencji gubernatora JB Pritzkera ostatnie sześć lat budżetowych przyniosło sześć najwyższych obciążeń podatkami stanowymi w najnowszej historii Illinois. Tak dużych obciążeń Illinois nie notowało od ponad 30 lat.

 

Od momentu objęcia urzędu Pritzker wprowadził 63 podwyżki podatków i opłat. Łączne obciążenie podatkowe w okresie jego rządów – wliczając prognozy do końca roku budżetowego 2026 – wzrosło o blisko 86 miliardów dolarów. Tylko w minionym roku budżetowym mieszkańcy i biznesy w Illinois zapłacili o 15,2 miliarda dolarów więcej z tytułu podatków stanowych, niż zapłaciliby przy stawkach obowiązujących przed objęciem władzy przez Pritzkera.

W roku podatkowym 2026 wpływy z podatków stanowych stanowiły równowartość 6,1% PKB Illinois, co oznacza trzeci najwyższy poziom obciążenia podatkowego w naszym stanie w ciągu ostatnich 30 lat. W okresie dziesięciu lat poprzedzających objęcie urzędu przez Pritzkera wpływy z podatków stanowych w Illinois wynosiły średnio 4,8% PKB stanu.

Za kadencji Pritzkera sześć ostatnich lat podatkowych odnotowało najwyższe poziomy obciążenia podatkowego w Illinois na przestrzeni ponad 30 lat. Pritzker osiągnął ten wynik, wprowadzając od 2019 roku 63 podwyżki podatków i opłat. Podwyżki te obejmują m.in. podatek od paliwa, którego stawka podwoiła się w 2019 roku, wzrastając z 19 do 38 centów za galon. Obecnie wynosi ona 48,3 centa za galon. Wprowadzony w 2020 roku podatek od usług parkingowych, ustalający stawkę 6% dla parkowania rozliczanego godzinowo, dziennie i tygodniowo oraz 9% dla parkowania w systemie miesięcznym i rocznym (przewidziano pewne wyjątki, obejmujące m.in. obiekty prowadzone przez administrację publiczną).

Do podwyżek podatków zawartych w ostatnim budżecie zatwierdzonym przez Pritzkera należą: podatek w wysokości 15% od przychodu netto operatorów organizujących tzw. gry typu „fantasy” (wirtualne rozgrywki sportowe). Ponadto jest też podwyżka podatku od osób prawnych (CIT), szacowana na 300 mln dolarów, wynikająca z ograniczenia możliwości odliczania strat operacyjnych netto. Polityka finansowa Pritzkera jest nie tylko kosztowna, ale pociągnęła za sobą również skutki odczuwalne na szczeblu lokalnym.

Za jego rządów podatki od nieruchomości wzrosły o 27%. Choć o wysokości tych podatków decydują władze lokalne, polityka stanowa – zwłaszcza w zakresie finansowania świadczeń emerytalnych i szkolnictwa – wywarła presję na samorządy i przyczyniła się do tych podwyżek. Pod rządami Pritzkera Illinois wypada najgorzej na tle innych stanów pod względem kluczowych wskaźników, co wynika w dużej mierze z wysokiego obciążenia podatkowego.

W latach 2018–2025 zatrudnienie w sektorze prywatnym w Illinois wzrosło o mniej niż 0,1%. Podczas pierwszej kadencji Pritzkera z Illinois „odpłynęły” dochody osobiste o wartości ponad 35 miliardów dolarów. Rosnące obciążenie podatkowe jest objawem szerszego problemu, jakim są nadmierne wydatki Illinois. Stan stoi w obliczu narastającego kryzysu fiskalnego, spowodowanego chronicznym przekraczaniem budżetu, co hamuje wzrost gospodarczy i zagraża długoterminowej kondycji ekonomicznej regionu.

Władze Illinois nie mogą już dłużej próbować rozwiązać problemu ogromnych deficytów budżetowych poprzez podnoszenie podatków, nie pogłębiając jednocześnie zjawiska odpływu mieszkańców do stanów o niższym opodatkowaniu. Takie działania szkodzą lokalnym społecznościom, uszczuplają bazę podatkową i dodatkowo osłabiają konkurencyjność gospodarczą Illinois.

 

BK