Jena-Lisa Jones, jedna z wielu ofiar Jeffreya Epsteina, skrytykowała piątkową publikację akt Departamentu Sprawiedliwości USA, określając ją jako „absolutne minimum”. Jak oceniła, liczne zaczernienia i brak kontekstu w dokumentach ukrywają dziesięciolecia skarg oraz tuszowanie sprawy. Jones miała 14 lat, gdy po raz pierwszy spotkała Epsteina w jego domu w Palm Beach pod pretekstem „masażu”, podczas którego miało dojść do napaści seksualnej.
„To kolejny żart i celowe przeciąganie sprawy” – powiedziała Jones w rozmowie z CNN. Kobieta, obecnie aktywna rzeczniczka ofiar finansisty, podkreśliła frustrację i niepokój, jakie wywołała wśród poszkodowanych publikacja dokumentów pozbawionych przejrzystości i szczegółów.
Ujawnione materiały obejmowały akta sądowe, dokumenty Departamentu Sprawiedliwości USA, listy lotów, dziennik kontaktów Epsteina oraz listę ponad 200 „masażystek” – całkowicie ocenzurowaną. W zbiorze znalazły się także tysiące zdjęć, często bez daty i kontekstu, a wiele z nich było całkowicie zaczernionych.
Najważniejszym ujawnionym elementem były skargi składane wobec Epsteina sięgające co najmniej 1996 r. Jones zaznaczyła, że gdyby te zgłoszenia potraktowano poważnie, „setki dziewcząt” mogłyby uniknąć przemocy. Zwróciła uwagę, że istnieją dowody na próby ujawnienia sprawy przez dziennikarzy wiele lat temu, które zostały zablokowane przez media, co umożliwiło Epsteinowi kontrolowanie narracji i dalsze unikanie odpowiedzialności.
Jones określiła przeciąganie sprawy jako „naprawdę przerażające” i ponownie zaapelowała o pełne, nieocenzurowane ujawnienie wszystkich akt.
Red. JŁ