Maja Chwalińska pokonała rozstawioną z numerem 25. Dianę Sznajder 7:6 (7-4), 6:4 i awansowała do finału wielkoszlemowego turnieju French Open w Paryżu. Polska tenisistka o tytuł zagra w sobotę z inną Rosjanką – Mirrą Andriejewą.
Sznajder po awansie do półfinału mówiła, że w meczu z Chwalińską spodziewa się prawdziwej bitwy. Trudno powiedzieć, na ile była to tylko kurtuazja, ale nie pomyliła się, szczególnie w porównaniu do pierwszego półfinału. W nim w zaledwie 76 minut Andriejewa pokonała Ukrainkę Martę Kostiuk 6:1, 6:3.
Na trybunach sporo było polskich kibiców, wśród nich m.in. występujący w Paris Saint-Germain reprezentacyjny szczypiornista Kamil Syprzak, i Chwalińska mogła liczyć na wsparcie w trudnych momentach, jak i wielki aplauz po wygranych piłkach.
Pierwsza inicjatywę przejęła Polka. Spięta Sznajder popełniała błędy, co pozwoliło Chwalińskiej odskoczyć na 3:1. Rywalka szybko jednak podniosła poziom i zrobiło się 3:3. Od tego momentu nastąpiła seria gemów wygrywanych przez serwującą. Nie znaczy to jednak, że na korcie było nudno.
Niektóre wymiany były bardzo długie. Sznajder starała się zmieniać kierunek, grać wzdłuż linii, aby zmusić Polkę do biegania, ale ta w obronie często spisywała się fenomenalnie. Rosjanka w uderzenia wkładała mnóstwo siły, a niejednokrotnie i tak pozostało jej tylko bezradnie rozłożyć ręce.
Ostatecznie pierwszą partię rozstrzygnął tie-break. W nim Chwalińska prosty błąd popełniła przy stanie 1-2, gdy będąc blisko siatki przestrzeliła forhend. Zawodniczka BKT Advantage Bielsko-Biała nie pierwszy raz jednak w tym turnieju pokazała, jak szybko potrafi wyrzucić z pamięci nieudane zagranie. Od stanu 2-4 wygrała pięć punktów z rzędu i była w połowie drogi do finału.
Drugi set zaczął się od wzajemnych przełamań, ale na kolejnego break pointa trzeba było zaczekać aż do dziewiątego gema. Wcześniej, bo przy prowadzeniu Sznajder 4:3. Rosjanka poprosiła o przerwę medyczną. Położyła się na korcie, a fizjoterapeutka zajmowała się okolicą jej biodra i dolnej części pleców.
Po wznowieniu gry mecz nie trwał już długo. Najpierw Chwalińska serwując wyrównała, a potem przełamała Sznajder i była gema od finału. W nim sędzia stołkowa trzykrotnie musiała prosić publiczność o ciszę. Chwalińska po zwycięskim forhendzie padła na plecy. Sznajder przez chwilę zaczekała przy siatce, aby jej pogratulować aż w końcu zrobiła to po przejściu na drugą stronę kortu.
– Nie wiem, co się dzieje. Nie będę kłamała, fizycznie nie czuje się już rewelacyjnie, ale to Wielki Szlem, więc nie będę narzekała. W meczu starałam się zachować spokój, bo wiem, że wtedy jestem w stanie pokazać swój najlepszy tenis – powiedziała Chwalińska na korcie, rozmowę z nią poprzedziło gromkie „Maja, Maja, Maja”.
Polka, trenowana przez Czecha Jaroslava Machovsky’ego, do głównej drabinki awansowała z kwalifikacji; w Paryżu wygrała już dziewięć meczów. W turnieju głównym sprawia niespodziankę za niespodzianką. W 1. rundzie wygrała z mistrzynią olimpijską Chinką Qinwen Zheng 6:4, 6:0, a następnie w takim samym stosunku z rozstawioną z numerem 23. Belgijką Elise Mertens. W 3. rundzie pokonała Greczynkę Marię Sakkari 1:6, 6:3, 6:2, w 1/8 finału Francuzkę Diane Parry 6:3, 6:2, a w ćwierćfinale Rosjankę Annę Kalinską 7:6 (7-3), 6:3.
Chwalińska do Paryża przyjechała jako 114. zawodniczka rankingu. Nigdy nie była w najlepszej setce. Awans do finału oznacza, że w poniedziałkowym notowaniu będzie 21. Jeśli sięgnie po tytułu to wskoczy na 14. miejsce, a w rankingu The Race, obejmującym tylko ten sezon, na… 10. i zepchnie Igę Świątek z 11. na 12.
Awans do finału oznacza premię w wysokości 1,4 mln euro. Jego triumfatorka podwoi tę kwotę.
Wynik meczu 1/2 finału:
Maja Chwalińska (Polska) – Diana Sznajder (Rosja, 25) 7:6 (7-4), 6:4. (PAP)
Światowe media o sukcesie Chwalińskiej: niewiarygodna historia, tenisowa bajka (aktl.)
Światowe media zgodnie oceniają jako sensację fakt, że kwalifikantka Maja Chwalińska awansowała do finału wielkoszlemowego turnieju French Open. Jej kolejne zwycięstwa na kortach im. Rolanda Garros nazywają „niewiarygodną historią” i „tenisową bajką”.
„Maja Chwalińska napisała stronę w historii Roland Garros. (…) Została pierwszą tenisistką, która przeszła kwalifikacje i dotarła do finału. Do tej pory wygrała tylko jeden mecz w Wielkich Szlemach. (…) Chwalińska jest bliska powtórzenia osiągnięcia Brytyjki Emmy Raducanu, która po przejściu kwalifikacji zdobyła tytuł w US Open w 2021 roku” – przypomniała hiszpańska agencja EFE.
Wskazano także, że Polka jest pierwszą od 2019 roku leworęczną zawodniczką w finale French Open – siedem lat temu znalazła się w nim Czeszka Marketa Vondrousova, która przegrała z Australijką Ashleigh Barty. Jako jedyna leworęczna po tytuł w stolicy Francji sięgnęła w 1992 roku Monica Seles.
Niemiecka agencja prasowa dpa podkreśliła, że polska zawodniczka, która dotychczas nie była nawet w czołowej setce światowego rankingu (w najnowszym notowaniu będzie już blisko pierwszej „20”), spełnia swoje marzenia.
„Maja Chwalińska upadła plecami na czerwony piasek, zakryła rękami twarz i nie mogła uwierzyć w swoją tenisową bajkę” – napisano.
O „tenisowej bajce” donosi również szwajcarski „Blick”.
„Kwalifikantka nadal zaskakuje na French Open. Docierając do finału Polka Maja Chwalińska zapisała się w historii tenisa” – zaczyna gazeta relację z Paryża.
Światowe media zwracają też uwagę na skomplikowaną przeszłość Chwalińskiej, szczególnie jej kłopoty ze zdrowiem psychicznym.
„W czasach juniorskich grała w deblu ze światową gwiazdą z Polski Igą Świątek, ale później ich kariery potoczyły się zupełnie inaczej – Świątek wygrała sześć turniejów wielkoszlemowych, a Chwalińska zmagała się z licznymi kontuzjami i depresją” – zauważono.
Także w czeskiej agencji CTK nie ma wątpliwości, że awans 24-letniej Polki do finału to ogromne zaskoczenie.
„O tytuł zagrają Andriejewa i sensacja turnieju” – zatytułowano depeszę. Także francuska AFP opisała Chwalińską słowami „polska sensacja” i dodała, że jest „nie do zatrzymania”.
Na stronie internetowej brytyjskiej stacji BBC zauważono, że Chwalińska stała się „ulubienicą tłumów”, a kibice skandowali jej imię, uniemożliwiając przez kilka chwil rozpoczęcie wywiadu na korcie.
„Kwalifikantka Maja Chwalińska jest o jedno zwycięstwo od bajkowego triumfu we French Open. Trzy tygodnie i dziewięć meczów po rozpoczęciu podróży po French Open padła na ziemię po 32. i ostatnim winnerze, kończącym kolejny błyskotliwy występ” – relacjonowano.
W skandynawskich mediach sukces Chwalińskiej traktowany jest jako „wiadomość dnia”, a sama tenisistka została nazwana „sensacyjną Polką, która w szokujący sposób podbija Paryż”.
„Bajka nieznanej szerzej Polki trwa w najlepsze i rozwija się w iście sensacyjny sposób” – skomentowała duńska telewizja publiczna DR , a dziennik „Ekstrabladet” nazwał Chwalińską „wielką sensacją turnieju”.
„Chwalińska wchodząc do finału po raz kolejny zszokowała światowy tenis i kontynuuje swoją podróż marzeń oraz podbój stolicy Francji” – zaznaczył kanał norweskiej telewizji publicznej NRK.
„Niesamowity jest sposób jako dotychczasowa numer 114, która musiała grać w kwalifikacjach, niczym walec likwiduje kolejne rywalki” – ocenił kanał szwedzkiej telewizji publicznej SVT .
Szwedzki dziennik „Expressen” podkreślił, że Chwalińska poprzez swoją niezłomna, sensacyjną grę pisze historię tej dyscypliny .
„Przyjechała do Paryża, aby grać w kwalifikacjach, lecz już wygrała dziewięć meczów z rzędu i teraz czeka ją ten najważniejszy, w wielkim finale prestiżowego turnieju” – przekazał islandzki dziennik „Visir”.
W sobotnim finale Chwalińska, która debiutuje w drabince głównej zawodów w Paryżu, zmierzy się z 19-letnią Rosjanką Mirrą Andriejewą, rozstawioną z numerem ósmym. (PAP)
kucz/ mm/ pp/