Para z Florydy usłyszała zarzuty w związku ze skrajnie nieprzystępnymi warunkami panującymi w ich domu, w którym przebywało także małe dziecko i ponad 80-letni senior. Według policjantów, owady dosłownie chodziły po śpiącym niemowlęciu.
32-letni Nikolas Cummings i 31-letnia Tashaya Brown zostali aresztowani w tym tygodniu pod zarzutem znęcania się nad dzieckiem i zaniedbania osoby starszej.
Szokujące warunki panujące w ich domu jako pierwsi odkryli wezwani na miejsce ratownicy medyczni. „Flagler County Fire Rescue odpowiedziało na wezwanie do domu, a na miejscu ratownicy zauważyli warunki, które były całkowicie nieodpowiednie” – przekazał Rick Staly, szeryf powiatu Flager. W związku z zastaną sytuacją ratownicy wezwali zastępców szeryfa na oficjalną kontrolę dobrostanu.
W policyjnym raporcie podano, że w domu poza aresztowaną parą mieszkało także roczne dziecko oraz mężczyzna po osiemdziesiątce, który niedawno opuścił szpital. Ponadto – jak opisano – było to miejsce o „odrażającym i gnijącym zapachu”, ze „stosami gruzu, śmieci i resztek” porozrzucanych wszędzie oraz „owadami we wszystkich kierunkach”. Według szeryfa Staly’ego karaluchy miały swobodnie chodzić nawet po śpiącym niemowlęciu.
„Powiedziałbym, że był to jeden z najgorszych domów. Widziałem gorsze, ale widziałem też zdecydowanie lepsze” – ocenił.
Brown usiłowała tłumaczyć się policjantom. Twierdziła m.in., że każdej nocy „odwraca łóżeczko dziecka do góry nogami, aby strząsnąć owady”, następnie wkłada niemowlę z powrotem do środka i spryskuje podstawę szczelnym kręgiem środka owadobójczego Raid.
„Rozumiem, że to Floryda. Mamy tu owady, ale nie w takiej skali” – komentował jej zeznania szeryf.
Zaniedbany był także starszy mężczyzna, „ledwo zdolny do poruszania się na tyle, by dojść do przenośnej toalety oddalonej o trzy–cztery stopy”. Zgodnie z raportem – z jego skarpet również wychodziły karaluchy, a na nogach widoczne były strupy.
Po aresztowaniu Brown i Cummingsa senior trafił do szpitala, a dziecko zabrali urzędnicy Florida Department of Children and Families, którzy następnie przekazali je pod opiekę członkom dalszej rodziny.
Red. JŁ