Gol Saudyjczyka Hassana Altambaktiego w meczu niedzielnym meczu z Hiszpanią (0:4) był już ósmym samobójczym trafieniem w trwających piłkarskich mistrzostwach świata w USA, Kanadzie i Meksyku. Więcej – 12 – padło ich tylko w mundialu w Rosji w 2018 roku.
Rekord jest poważnie zagrożony, gdyż do zakończenia turniej za oceanem pozostało jeszcze 67 spotkań.
Pierwszy do własnej bramki w tegorocznych MŚ trafił w meczu z USA Paragwajczyk Damian Bobadilla. Później współgospodarze imprezy jeszcze raz skorzystali na takim zagraniu, a pechowcem okazał się Australijczyk Cameron Burgess.
Na liście zdobywców bramek samobójczych widnieją też nazwiska Egipcjanina Mohameda Hany’ego, Irakijczyka Aymena Husseina, Jordańczyka Yazan Al-Araba, Katarczyka Mohameda Manai oraz Szwajcara Miro Muheima, choć on dopiero po weryfikacji przez FIFA, gdyż w trakcie meczu z Katarem pierwotnie gola zapisano na konto Boualema Khoukhiego.
Irakijczyk Hussein już zapisał się w historii MŚ, gdyż przed nim było tylko dwóch piłkarzy, którzy w tym samym meczu trafili zarówno do własnej, jak i rywali bramki, a on dokonał tej sztuki w konfrontacji z Norwegią (1:4).
Łącznie w spotkaniach mistrzostw świata strzelono do tej pory 62 gole samobójcze, z czego prawie 13 procent padło w tegorocznym turnieju.
Premierową bramkę samobójczą uzyskał 18-letni Manuel Rosas z Meksyku w przegranym 0:3 meczu z Chile w pierwszych MŚ w 1930 roku.
Pięć turniejów tej rangi zakończyło się bez samobójczych trafień, ostatnio w 1990 roku na boiskach włoskich.
Dwa gole dla Stanów Zjednoczonych w tym roku to wyrównanie zdobyczy Francji z mundiali 2014 i 2018. „Trójkolorowi” to także największy beneficjent „swojaków” w historii MŚ – skorzystali na tym sześciokrotnie.
Najczęściej – cztery razy – do własnej bramki piłkę posyłali w MŚ zawodnicy Meksyku. Z kolei w jednym turnieju „rekord” – dwa trafienia – należy do piłkarzy Bułgarii z 1966 roku i Rosji z 2018 roku, gdy byli gospodarzem. (PAP)