HomePomorskie

Możecie zdjąć maseczki – mówił proboszcz. “Poszedłem zbyt szeroko i zostałem pouczony”

Możecie zdjąć maseczki – mówił proboszcz. “Poszedłem zbyt szeroko i zostałem pouczony”

Jak podał portal gazeta.pl, podczas niedzielnej mszy św. w Sanktuarium Kalwaryjskim w Wielu (woj. pomorskie), ks. Jan Flisikowski namawiał wiernych do ściągnięcia maseczek. Powoływał się na przepis, mówiący o prawie dyrektora zakładu do zdjęcia obowiązku ze swoich pracowników. – Możecie zdjąć maseczki – mówił proboszcz. Teraz bije się w pierś i prostuje swoje słowa. – Poszedłem zbyt szeroko i zostałem pouczony. Nigdy nie kwestionowałem zarządzeń władz – tłumaczy.

 

– Rozumiem wprowadzone ograniczenia. Są podyktowane troską o nasze zdrowie, dobro i przyszłość – przekonywał nas ks. Jan Flisikowski. – Mamy duży kościół, więc na każdej mszy może być obecnych 70 osób. Zdarzało się, że było więcej. Wtedy prosiliśmy o zaczekanie na kolejną mszę na cmentarzu. Ludzie to rozumieją. Media obiegł przekaz o księdzu, który w jednej z kaszubskich parafii miał namawiać wiernych do zdjęcia maseczek. Powoływał się na prawo dyrektora zakładu, który może zdjąć obowiązek ze swoich pracowników. Proboszcz ‌stwierdził, że gdyby uznać go za dyrektora świątyni, może wówczas pozwolić na ściągnięcie okryć twarzy.

 

Zadzwoniliśmy, by porozmawiać z zarządcą parafii pw. św. Mikołaja w Wielu. Proboszcz przyznał, że poszedł za daleko, ale został pouczony, a niektórzy źle go zrozumieli. Miał na myśli jedynie uchylenie maseczki w celu przyjęcia komunii świętej. – Sam noszę maseczkę w miejscach publicznych, a nawet w czasie przejścia z plebanii do sanktuarium – zapewnił. – Noszę, choć jestem po zawale i ze schorzeniami kardiologicznymi, więc nie musiałbym. Respektuję jednak zarządzenia i chcę być przykładem dla wiernych.

 

Po doniesieniach portalu gazeta.pl, które wskazywały, że w czasie homilii ks. Flisikowski krytykował brak uczestnictwa w eucharystii “na żywo”, duchowny bije się w pierś i zapewnia, że nie widzi nic złego w przeżywaniu mszy świętej za pośrednictwem internetu. Wskazuje też, że jego parafia już przed trzema laty zamontowała w kościele kamerę i transmitowała wydarzenia online. – Zrobiliśmy to dla wiernych przebywających za granicą. Dziś rozumiem, że niektóre osoby: w stanie błogosławionym, chore i inne, boją się wizyty w kościele, dlatego zostają w domu – zapewnił nas proboszcz sanktuarium.

 

Na pytanie o wygodę wiernych i ewentualny spadek frekwencji w kościele, odpowiedział z przekonaniem, że w innych regionach Polski ewangelizowanie przez internet może nieco rozleniwić katolików. Jego zdaniem wiara Kaszubów jest jednak tak silnie ugruntowana, że jeśli tylko będzie to bezpieczne, wybiorą oni wizytę w kościele. Jako przykład podaje frekwencję w parafii św. Mikołaja, gdzie przed pandemią w niedzielnych uroczystościach uczestniczyło średnio 67-68 proc. członków wspólnoty.

 

Naszą rozmowę proboszcz Sanktuarium Kalwaryjskiego zakończył metaforą, w której porównał rodzinę, parafię i ojczyznę do łódki, w której znajduje się wiele osób. Przebywający na pokładzie mogą się od siebie różnić, ale antagonizmy muszą likwidować, by łódka nie kołysała zbyt mocno. – Nie myli się ten, który nic nie robi – zakończył bijący się w pierś proboszcz parafii w Wielu.

 

 

AIP

COMMENTS