37-letni Aristides Fernandez Garcia, pochodzący z Kuby i do niedawna mieszkający na południu Florydy, został deportowany przez władze USA do… Republiki Środkowoafrykańskiej. Mężczyzna twierdzi, że nie wiedział, dokąd zostanie odesłany, a po przybyciu do Afryki trafił do budynku, którego – jak twierdzi – od ponad miesiąca nie może swobodnie opuszczać.
Garcia został zatrzymany przez służby imigracyjne 6 stycznia 2026 roku w Miami i przez około siedem miesięcy przebywał w areszcie imigracyjnym. Deportowano go 30 lipca. Jak relacjonuje w rozmowie z dziennikarzami, przed wylotem pytał funkcjonariuszy ICE o miejsce docelowe, ale nie uzyskał odpowiedzi. Dopiero po międzylądowaniu w innym kraju afrykańskim dowiedział się, że został wysłany do Republiki Środkowoafrykańskiej.
Mężczyzna przebywa obecnie w budynku, gdzie dzieli pokój z innym migrantem. Jak twierdzi, nie otrzymał dokumentów pozwalających mu na swobodne przemieszczanie się. „Jesteśmy tutaj bez dokumentów” – powiedział.
Republika Środkowoafrykańska nie jest uznawana za kraj bezpieczny – w USA jest objęta, czwartym, najwyższym poziomem ostrzeżenia przed podróżą. Powodem są m.in. wojna domowa, ryzyko porwań i terroryzm.
Departament Bezpieczeństwa Krajowego USA (DHS) przekazał, że władze działają zgodnie z prawem. „Stosujemy prawo w jego obecnym brzmieniu. Jeśli sędzia stwierdzi, że nielegalny imigrant nie ma prawa przebywać w tym kraju, zostanie on wydalony. Kropka” – przekazał department w oświadczeniu. Instytucja dodała w komunikacie, że pomaga realizować „największą operację deportacyjną w historii”. „Zgodnie z obietnicą prezydenta Trumpa” – podkreślają przedstawiciele DHS.
Garcia zamierza nadal prowadzić swoją sprawę azylową w USA. Nie wiadomo, jak długo pozostanie w Republice Środkowoafrykańskiej.
Red. JŁ







