Obserwatorzy Donalda Trumpa w Kalifornii również będą pod obserwacją. Władze Kalifornii zapowiedziały, że praca federalnych inspektorów podczas przyszłotygodniowych wyborów będzie monitorowana przez kontrolerów stanowych. Prokurator generalny stanu zaznaczył, że będą oni jedynie pilnować, aby urzędnicy federalni działali w granicach obowiązującego prawa.
„Nie będą mogli ingerować w sposób, którego prawo zabrania” – zapewnił podczas zdalnej konferencji prasowej prokurator Rob Bonta.
Bonta ocenił, że wysyłanie federalnych obserwatorów może być elementem przygotowań Trumpa do podważania wyników przyszłorocznych wyborów śródokresowych do Kongresu. „Wszystko wskazuje [na to], że to zapowiedź czegoś bardziej niebezpiecznego w wyborach śródokresowych 2026 roku – i później” – stwierdził.
W piątek prokurator generalna USA Pamela Bondi ogłosiła, że Departament Sprawiedliwości USA skieruje swoich przedstawicieli do lokali wyborczych w Kalifornii i New Jersey, aby – jak podała – „zagwarantować najwyższe standardy uczciwości wyborów”. Gubernator Kalifornii Gavin Newsom określił decyzję Trumpa jako „akt zastraszania wyborców”.
Wybory w Kalifornii obejmują m.in. referendum nad Propozycją 50, dotyczącą nowych granic okręgów kongresowych. Zmiana ta, według szacunków Demokratów, mogłaby przynieść im pięć dodatkowych mandatów w Izbie Reprezentantów – tyle samo, ile uzyskaliby republikanie, gdyby Teksas zrekonstruował granice swoich okręgów.
Red. JŁ