HomeMałopolskie

Górale martwią się ewentualną zmianą w fotelu ministra rolnictwa. Nowy też da im dopłaty do owiec?

Górale martwią się ewentualną zmianą w fotelu ministra rolnictwa. Nowy też da im dopłaty do owiec?

Podhalańscy rolnicy mają w ostatnich dniach prawdziwy emocjonalny rollercoaster. Po tym jak w nocy z czwartku na piątek sejm odrzucił projekt ustawy zakazującej transportu konnego na trasie do Morskiego Oka, hodowcy tych zwierząt, w naszym regionie odetchnęli z ulgą. Chwilę później martwić zaczęli się jednak górale… hodujący owce.

Wszystko dlatego, że po sławetnym głosowaniu “polecieć ma głowa” ministra rolnictwa Jana Ardanowskiego. Ten sprzeciwił się Jarosławowi Kaczyńskiemu i zagłosował wbrew jego zaleceniom. Dla górali to kłopot bo minister kilka dni temu obiecał im pomoc finansową i nie wiadomo czy jego ewentualny następca złoży takie same deklaracje.

Hodowcy owiec z Podhala mocno ucierpieli przez koronawirusa. Ktoś może zapytać jak zaraza atakująca ludzi mogła zaszkodzić owcom? Okazuje się, że wcale nie zaszkodziła a gazdowie (góralscy rolnicy) cierpią dziś na… kłopot bogactwa czyli zbyt dużą liczbę baranów i owiec w swoich stadach. Na Podhalu nowe, młode owce kocą się zimą. W okolicach Wielkanocy jagnięta te są już na tyle duże, że można sprzedać je na mięso. Od lat głównym odbiorcą podhalańskiej jagnięciny są Włosi. Ci tradycyjnie jedzą bowiem jagnięta podczas Wielkanocy.

Odbywający się od lat 80 coroczny kontyngent młodych jagniąt na Półwysep Apeniński pozwala góralom z Podhala nie tylko zarobić, ale i utrzymać stałą liczbą owiec w swoim stadzie. Problem w tym, że w tym roku przez zamknięte granice eksport jagniąt się nie udał. Co gorsze w naszym kraju nie ma zbyt dużego popytu na jagnięcinę więc góralom niewiele zwierząt udało się sprzedać do rodzimych rzeźni. Suma summarum jagniątka więc dorosły i powiększyły dotychczasowe stada gazdów.

Właśnie to stanowi dla górali dziś problem. Więcej owiec oznacza konieczność powiększenia owczarni (tak by pomieściły zima wszystkie osobniki w stadzie), kupienia większej ilości paszy na zimę a latem opłacenia większej ilości pasterzy zajmujących się owcami. To wszystko kosztuje. Dlatego od wielu tygodni Regionalny Związek Hodowców Owiec i Kóz w Nowym Targu apelował do ministra rolnictwa o zapomogi dla gazdów. Ostatecznie na początku września ustalono, że te faktycznie się pojawią. – Każdy z hodowców, który w marcu miał w gospodarstwie od 10 do 20 sztuk rocznych samic, otrzyma po 1800 zł jednorazowej pomocy – tłumaczył kilka dni temu mediom Jan Jańczy, prezes związku.

– Dotacja z ministerstwa ma rosnąć wraz z wielkością stada. I tak owczarze, którzy mają od 21 do 30 owiec, mogą liczyć na 2,8 tys., a ci hodujący od 31-50 – 4,4 tys. zł. Każdy rolnik który ma 50 owiec i więcej dostanie 5,5 tysiąca złotych. Wnioski o te środki można składać przez internet. W piątek rano wielu górali wpadło jednak w popłoch. Po tym jak w sejmie przegłosowano zmiany w prawie o ochronie zwierząt nazwane “Piątką Kaczyńskiego” oficjalnie mówi się, że minister Ardanowski odejdzie ze stanowiska. On sam bowiem firmowanych przez prezesa Kaczyńskiego zmian w prawie bowiem nie poparł i zagłosował przeciw. Ma za to zostać nie tylko odwołany ze stanowiska ale i wyrzucony z partii.

– I teraz nie wiemy czy te pieniądze nam już obiecane faktycznie do nas dotrą – mówi Kazimierz Sala, hodowca owiec z Harbakuza na Podhalu. – Jak przyjdzie nowy minister to może zablokować te wypłaty i skierować pieniądze gdzieś indziej. Albo znów zacznie z naszym związkiem rozmowy bo będzie miał inny pomysł na pomoc owczarstwu. A tu przecież chodzi o czas. My tych pieniędzy potrzebujemy tu i teraz.

aip

COMMENTS