Ekspert: Pretensje co do zabezpieczenia gali z Trumpem są nieuzasadnione. Trump: To zamachowiec był niekompetentny, ochrona wykonała dobrą robotę

Popularne

Strony Internetowe / SEO
Realizacja w jeden dzień!
TEL/SMS: +1-773-800-1520

Krytyka zabezpieczeń sobotniej gali korespondentów akredytowanych przy Białym Domu nie jest uzasadniona, a wielopoziomowy system ochrony zadziałał prawidłowo – ocenił w rozmowie z PAP KC Campbell, ekspert ds. bezpieczeństwa i były oficer wywiadu wojskowego USA.

Udaremniony zamach na prezydenta Trumpa podczas sobotniej gali w hotelu Washington Hilton wywołał w USA kolejną falę debaty – i krytyki – zabezpieczeń imprezy z udziałem prezydenta i najważniejszych osób w państwie.

Na to, że środki bezpieczeństwa nie były wystarczające zwracało uwagę wielu uczestników imprezy. Republikański kongresmen Mike Lawler wskazał na „rażące luki w zabezpieczeniach”, w tym brak wymogu okazywania dokumentu tożsamości ze zdjęciem, brak zweryfikowanej listy uczestników oraz brak wykrywaczy metalu przed wejściem na salę balową. Senator Demokratów John Fetterman stwierdził, że obiekt „nie był przystosowany do imprezy, w której uczestniczy cała linia sukcesji prezydenckiej”.

Sam niedoszły zamachowiec, Cole Allen, w swoim manifeście – którego treść ujawnił w niedzielę dziennik „New York Post” – drwił z poziomu zabezpieczeń hotelu. Allen pisał, że spodziewał się „kamer na każdym rogu, podsłuchiwanych pokoi hotelowych, uzbrojonych agentów co trzy metry i wykrywaczy metalu na każdym kroku”, tymczasem – jak stwierdził – nie było „żadnej ochrony: ani w transporcie, ani w hotelu, ani na imprezie”. Dodał, że gdyby był irańskim agentem, mógłby z łatwością przemycić karabin maszynowy.

Jednak zdaniem Campbella, byłego funkcjonariusza wywiadu wojskowego DIA, Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (NSA)oraz eksperta w kwestiach ochrony VIP-ów, krytyka zabezpieczeń nie jest uzasadniona. – Nie uważam, by te zastrzeżenia miały podstawy – powiedział, odnosząc się do fali krytyki, jaka przetoczyła się po tym, jak 31-letni Cole Tomas Allen z Kalifornii, uzbrojony w strzelbę, pistolet i noże, sforsował punkt kontrolny Secret Service w lobby waszyngtońskiego hotelu Hilton, oddając strzały w kierunku agentów.

Jak powiedział Campbell w rozmowie z PAP, rezultaty pracy Secret Service – zatrzymanie napastnika tuż za punktem kontrolnym – pokazały, że system zadziałał jak trzeba, a zamachowiec był zbyt pewny siebie.

Ekspert wyjaśnił, że fundamentem ochrony takich wydarzeń jest system koncentrycznych warstw bezpieczeństwa – wewnętrznej, środkowej i zewnętrznej. – Każdy wchodzący do hotelu musiał okazać zaproszenie Stowarzyszenia Korespondentów Białego Domu (WHCA), przepustkę hotelową albo bilet na jedno z pozostałych wydarzeń w hotelu. To stanowi to zewnętrzną warstwę ochrony, która nie przestaje nią być tylko dlatego, że przed wejściem do hotelu nie ustawiono wykrywaczy metalu – argumentował Campbell.

Ekspert zaznaczył, że taki model zabezpieczeń stosowano podczas poprzednich edycji gali, i dodał, że „nierealistyczne byłoby oczekiwanie, by hotel nie przyjmował rezerwacji gości w trakcie kolacji WHCA”. Zwrócił też uwagę, że szybko zadziałały protokoły Secret Service, a wszyscy urzędnicy administracji zostali ewakuowani z miejsca.

Campbell odniósł się też do pojawiającego się pytania, czy tak wielu wysokich rangą urzędników – prezydent, wiceprezydent, sekretarze stanu i obrony, szef FBI, prokurator generalny – powinno przebywać jednocześnie w tym samym miejscu poza Białym Domem.

– Nie widzę w tym problemu – stwierdził, wskazując, że rząd federalny traktuje kwestię ciągłości władzy bardzo poważnie. – W przeszłości, gdy kilku urzędników z linii sukcesji prezydenckiej uczestniczyło w tym samym wydarzeniu, zawsze wyznaczano „designated survivor”, który przebywał w osobnym, niejawnym miejscu” – wyjaśnił.

Campbell zastrzegł jednak, że za niewskazane uważa wspólne podróże lotnicze wysokich rangą urzędników, przywołując przy tym katastrofę smoleńską. – Katastrofa samolotu przewożącego (…) członków polskiej delegacji do Rosji w kwietniu 2010 roku to niestety przykład złego lub nieistniejącego planowania ciągłości władzy – powiedział.

Opinia Campbella kontrastuje z głosami krytyki, które nasiliły się po sobotnim incydencie, jednak jest podobna do oceny urzędników administracji, w tym samego prezydenta Trumpa. Dyrektor Secret Service Sean Curran bronił przyjętego modelu ochrony, wskazując, że wielowarstwowy system zadziałał, bo napastnik został obezwładniony zanim dostał się na salę balową.

Campbell zwrócił uwagę na opublikowany przez „New York Post” manifest niedoszłego zamachowca. Jego uwagę zwróciła nie tylko przesadna pewność siebie, zwłaszcza jak na „samotnego wilka”, ale i jego uzasadnienie planowanej zbrodni. Oskarżając prezydenta Trumpa o zdradę, pedofilię i inne przestępstwa, tłumaczył, że musi działać, bo „nie widzi, by ktoś inny podejmował inicjatywę”.

– Ta osoba uważa, że nie ma innego wyboru i musi działać teraz. Widzę tę formę zachowania ostrzegawczego w prawie wszystkich manifestach osób planujących podobne ataki – zaznaczył ekspert.

Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)

 

Trump: to zamachowiec był niekompetentny, ochrona wykonała dobrą robotę

Prezydent USA Donald Trump ocenił w wywiadzie dla CBS, że zamachowiec, który zamierzał go zabić, był „niekompetentny”, zaś ochrona wykonała dobrą robotę. Trump wyraził też oburzenie z powodu zacytowania przez dziennikarkę CBS słów zamachowca, który nazwał go gwałcicielem i pedofilem.

W wywiadzie dla programu „60 Minutes” telewizji CBS na temat sobotniego udaremnionego zamachu, Trump odniósł się m.in. do zarzutów o niedostateczny poziom ochrony sobotniej gali korespondentów w hotelu Washington Hilton. Na słaby – jego zdaniem – poziom zabezpieczeń zwrócił uwagę również sam niedoszły zabójca Cole Allen, który napisał w swoim manifeście o „szalonej niekompetencji” Secret Service.

– Cóż, on też jest niekompetentny, bo dał się złapać. I dał się złapać dość łatwo. Powiedziałbym więc, że to on jest dość niekompetentny – powiedział prezydent USA. – Wiesz, mogę wziąć każde wydarzenie związane z bezpieczeństwem czy czymkolwiek innym, zawsze znajdę w nim jakiś błąd. Ale ci goście zrobili wczoraj świetną robotę – dodał.

Wezwał przy tym prowadzącą wywiad dziennikarkę Norę O’Donnell, by powiedziała organizatorom gali, żeby ponownie zorganizowali imprezę w ciągu miesiąca.

– Wtedy będą mieli jeszcze lepsze zabezpieczenia i większe zabezpieczenia obwodowe, będzie dobrze. Ale powiedz im, żeby to zrobili jeszcze raz. Nie możemy pozwolić (…) Myślę, że to bardzo ważne, żeby to zrobili jeszcze raz – zaznaczył.

Prezydent z wyraźnym oburzeniem zareagował, kiedy O’Donnell poprosiła go o komentarz do słów zamachowca z manifestu, który powiedział, że „nie zamierza dłużej pozwalać pedofilowi, gwałcicielowi i zdrajcy na obciążanie go swoimi zbrodniami”.

– Cóż, czekałem, aż to przeczytasz, bo wiedziałem, że to zrobisz. Bo jesteście, jesteście okropnymi ludźmi. Okropnymi ludźmi. Tak, rzeczywiście to napisał. Nie jestem gwałcicielem. Nikogo nie zgwałciłem – powiedział Trump. Kiedy dziennikarka zapytała, czy myśli, że Allen miał na myśli jego mówiąc o gwałcicielu, prezydent dodał, że nie jest pedofilem.

– Przeczytałeś te bzdury jakiegoś chorego człowieka (…) powiązano mnie z czymś, co nie ma ze mną nic wspólnego. Zostałem całkowicie oczyszczony z zarzutów. Twoi przyjaciele po drugiej stronie to ci, którzy byli zamieszani, powiedzmy, w aferę Epsteina czy inne sprawy – powiedział Trump. – Powinnaś się wstydzić, że to czytasz, bo ja nie jestem żadną z tych rzeczy. Przepraszam, nie powinnaś tego czytać w „60 minut”. Jesteś haniebna – dodał.

Pytany o moment, w którym prezydent upadł podczas wyprowadzania go przez służby, Trump przekonywał, że spowalniał akcję służb, bo chciał zobaczyć, co się dzieje. Dodał też, że eskortujący go funkcjonariusze polecili, aby on i jego małżonka, Melania, położyli się na ziemi.

Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)

Podobne

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ostatnio dodane