Ekspert: Młodzi nie spotykają się z dilerami, narkotyki zamawiają online [WYWIAD]

Popularne

Policja nie może być wszędzie, dlatego liczymy na społeczną czujność w sprawie dostępności narkotyków. Często sygnały od obywateli pozwalają nam reagować szybciej – powiedział PAP naczelnik wydziału narkotykowego CBŚP Michał Aleksandrowicz.

PAP: Czy wciąż głównym miejscem handlu narkotykami w Polsce jest internet?

Michał Aleksandrowicz, naczelnik Wydziału do Zwalczania Zorganizowanej Przestępczości Narkotykowej Centralnego Biura Śledczego Policji: Tak, w dużej mierze. Handel detaliczny przeniósł się do sieci – zarówno do otwartego internetu, jak i darknetu. Wykorzystywane są też komunikatory, bo umożliwiają szybką wymianę informacji i płatności, np. Telegram. Nie oznacza to jednak, że klasyczna uliczna sprzedaż zanikła, wciąż istnieje, ale jej udział w rynku spada.

PAP: W jaki sposób narkotyki docierają do odbiorców?

M.A.: Używane są różne formy przesyłek, również automaty paczkowe i usługi kurierskie. Nie ma powodu stygmatyzować konkretnych firm. To po prostu wygodne narzędzia logistyczne. Dla przestępców ważne jest, by pozostać anonimowym, a systemy automatycznego odbioru przesyłek im to ułatwiają.

PAP: Coraz popularniejsza metoda sprzedaży polega na tym, że kupujący dostaje od dilera pineskę z miejscem, gdzie są opłacone przez niego narkotyki. Tutaj ręka policji już nie sięga.

M.A.: Ręka policji sięga wszędzie, żaden przestępca nie może czuć się pewnie. Taki sposób działalności przestępczej jest znany od lat i – proszę mi wierzyć – również w tych przypadkach sprawcy przestępstw są identyfikowani i zatrzymywani.

PAP: Jakie substancje dominują na rynku?

M.A.: W Polsce od lat popularne są stymulanty. Dominują syntetyczne katynony, jak klefedron i klofedron. W tym roku zabezpieczyliśmy już ponad 26 ton narkotyków, więcej niż w całym ubiegłym roku, kiedy było ich 21 ton. Wśród zabezpieczeń przeważają właśnie syntetyczne katynony.

Są tanie i łatwo dostępne. Efekt działania jest zbliżony do kokainy, ale cena kilkukrotnie niższa. Sprawia to, że są atrakcyjne dla młodych ludzi.

PAP: Czy do Polski trafia fentanyl, który pustoszy USA?

M.A.: Nie obserwujemy epidemii fentanylu. Zabezpieczone ilości to pojedyncze przypadki. Najczęściej niewielkie gramatury pochodzące z odzysku z wyrobów medycznych. Nie mamy produkcji nielegalnego fentanylu w takiej skali, jak w Stanach Zjednoczonych czy w Meksyku.

PAP: A tzw. polska heroina, czy wciąż jest w obrocie?

M.A.: Nie, ona praktycznie zniknęła z rynku ponad 20 lat temu. Zastąpiły ją inne opioidy i leki o podobnym działaniu. Rynek poszedł w stronę syntetyków – prostszych do wytwarzania i bardziej dochodowych.

PAP: Czy marihuana, którą można kupić na ulicy, jest wzmacniana chemicznie?

M.A.: Tak, niestety. Marihuana często jest doprawiana syntetycznymi kanabinoidami, by zwiększyć jej moc. Użytkownik nie potrafi tego rozpoznać. Zdarza się, że dilerzy pryskają susz lakierem do włosów, żeby lepiej wyglądał. Prowadzi to do zatruć i poważnych problemów zdrowotnych. Marihuana nie jest niewinna – to narkotyk jak każdy inny, w dodatku jest niejako wstępem do zażywania innych, twardszych środków psychoaktywnych.

PAP: Czy zajmujecie się ściganiem handlu grzybkami halucynogennymi lub ich syntetycznymi odpowiednikami?

M.A.: Nasz wydział koncentruje się na przestępczości zorganizowanej. Jeśli w danej sprawie występuje handel na dużą skalę, wchodzimy w to. Takim rodzajem przestępczości narkotykowej zajmują się regionalne jednostki policji, koordynowane przez Biuro Kryminalne Komendy Głównej Policji. W laboratoriach, po badaniach, widzimy czasami syntetyczne zamienniki substancji naturalnych, np. psylocybiny.

PAP: Czy można wskazać typowy profil osoby wchodzącej w zorganizowany świat narkobiznesu?

M.A.: Nie ma jednego wzorca. To ludzie szukający szybkiego zysku. Często mają doświadczenie kryminalne, ale coraz częściej trafiają tam też osoby młode, które wchodzą w to z pozornie technicznych ról, np. obsługi komunikatorów, płatności, transportu. Te kariery są krótkie i zwykle kończą się więzieniem.

PAP: Telegram uchodzi dziś za główny kanał dystrybucji narkotyków w Polsce. Czy to prawda?

M.A.: Rzeczywiście, komunikatory i darknet są wykorzystywane, ale trudno wskazać jeden dominujący kanał. Skala jest rozproszona. Sam fakt, że platforma jest zagraniczna, nie oznacza od razu wojny hybrydowej. To po prostu kwestia narzędzia.

PAP: Jak wygląda współpraca CBŚP z innymi służbami?

M.A.: Bardzo dobrze. Współpracujemy z innymi jednostkami policji w kraju, Strażą Graniczną, Krajową Administracją Skarbową, a także z prokuraturą. Policja działa jak system naczyń połączonych – wymieniamy się informacjami i koordynujemy akcje. Często też sygnały od obywateli pozwalają nam reagować szybciej.

PAP: Co może zrobić zwykły obywatel, który widzi na ulicy np. QR-kody reklamujące narkotyki?

M.A.: Najlepiej zrobić zdjęcie i przekazać informację do najbliższej jednostki policji. Takie zgłoszenia są naprawdę ważne. Policja nie może być wszędzie, dlatego liczymy na społeczną czujność.

PAP: Czy zalegalizowanie narkotyków mogłoby ograniczyć czarny rynek?

M.A.: Nie. Doświadczenia z USA pokazują, że nawet po legalizacji marihuany czarny rynek pozostaje aktywny, bo cena legalnego produktu jest wyższa. Ludzie kupują tam, gdzie taniej. Naszym zadaniem nie jest ocena prawa, tylko jego egzekwowanie.

Rozmawiała Mira Suchodolska (PAP)

 

mir/ joz/ aba/ lm/

Podobne

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ostatnio dodane