HomeCiekawostki

Czerwiec ’76 w Radomiu. Pamięć o proteście nie umiera!

Czerwiec ’76 w Radomiu. Pamięć o proteście nie umiera!

Choć od wydarzeń Czerwca 1976 minęły 44 lata, to nadal pojawią się relacje kolejnych świadków, powstają filmy i publikacje. Niezmienna pozostaje pamięć o krzywdach zadanych przez komunistyczne władze.

 

Wydana przez Instytut Pamięci Narodowej książka „Czerwiec 1976 w materiałach archiwalnych” jest zbiorem dokumentów, składają się na nią materiały Milicji Obywatelskiej i Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, notatki, informacje i protokoły z posiedzeń Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, dyrektywy Komitetu Centralnego, tezy na wiece, rezolucje, teksty wystąpień, raporty Prokuratury Wojewódzkiej w Radomiu. Jest też zapis telekonferencji z sekretarzami Komitetów Wojewódzkich przeprowadzonej w Warszawie 11 sierpnia 1976 roku.

Podwyżka cen bez konsultacji
Profesor Jerzy Eisler, twórca opracowania, przypomina też genezę wydarzeń pisząc: „W czwartek 24 czerwca 1976 roku na plenarnym posiedzeniu Sejmu premier Jaroszewicz zgłosił społeczeństwu „pod konsultacje” projekt podwyżki cen. W rzeczywistości jednak poinformował je o fakcie dokonanym. W tym samym bowiem dniu do wszystkich województw rozesłano w zaplombowanych workach wydrukowane zawczasu nowe cenniki. Podwyżka miała wejść w życie od 28 czerwca, a zatem na „konsultacje” i ewentualne wyciągnięcie z nich wniosków pozostawały dwa dni. Tworzono pozory dyskusji społecznej.

Podwyżka miała być bardzo drastyczna. I tak mięso i jego przetwory miały zdrożeć o 69 procent, drób – o 30 procent, masło i nabiał – o 50, cukier – nawet o 100. Zmiany cen miały częściowo równoważyć rekompensaty. To, co zaoferowano, było jednak skrajnie niesprawiedliwie – najwięcej pieniędzy – nawet 600 złotych, mieli otrzymać zarabiający powyżej 8000 złotych, najmniej – 240 złotych – ci, co zarabiali poniżej 1300 złotych. Profesor Jerzy Eisler nazywa takie stanowisko władz „arogancją” i „skrajną głupotą”. Zauważa: „Przypuszczalnie to właśnie skrajnie niesprawiedliwe rekompensaty przeważyły szalę i pchnęły robotników do protestów”.

Marsz ulicami miasta
Nieżyjąca już Marianna Krawczyk w czerwcu 1976 miała 37 lat, mieszkała w Radomiu, wychowywała pięcioro dzieci.

– Było biednie, bardzo biednie – opowiadała. – Mąż już wtedy praktycznie się nami nie interesował, zalegałam z czynszem, by przeżyć, musiałam nie tylko pracować jako sprzątaczka w Zakładach Metalowych, ale jeszcze dorabiać. Wczesnym rankiem roznosiłam mleko, popołudniami prałam na zlecenie spółdzielni…

25 czerwca, gdy przyszła rano do zakładów zobaczyła zbierających się na placu ludzi. Wiedziała, że buntują się przeciwko zapowiedzianym podwyżkom. Od razu postanowiła przyłączyć się do protestujących.

– Ludzie nie chcieli usłuchać partyjnych bonzów i związkowych działaczy, którzy nawoływali do spokoju. Co więcej, wysłane też zostały delegacje do sąsiednich zakładów. Po wyjściu za bramę dołączyły do nas zakłady materiałów ogniotrwałych oraz „blaszanka” – relacjonowała.

Z przemarszu ulicami Radomia najlepiej zapamiętała błogosławiącego im księdza Romana Kotlarza, którego znała osobiście. Potem znalazła się pod gmachem Komitetu Wojewódzkiego PZPR. – Dla mnie to nie był żaden gmach, tylko „pałac” – prostuje. – Legendy chodziły o tym, co się tam znajduje i jakie luksusy mają dygnitarze.

Wizyta w partyjnym komitecie
Stanisław Kowalski w 1976 roku mieszkał w Radomiu na Glinicach, miał 23 lata. Pracował w Zakładach Metalowych, ale pobierał stamtąd tylko pensję, bo tak naprawdę był bokserem „Broni”. Sportowa kariera doskonale się rozwijała, podpisał kontrakt na przejście do „Czarnych” Słupsk. „Broń” go za to zawiesiła, ale nie żałował decyzji – miał dostawać cztery razu większe pieniądze co miesiąc i bardzo duże pieniądze za sam transfer.

25 czerwca idąc rano ulicą Żeromskiego zobaczył jadących wózkiem akumulatorowym oraz maszerujących z flagami robotników.

Dołączył do nich, potem wraz z nimi znalazł się pod siedzibą Komitetu Wojewódzkiego PZPR.

– Sekretarz Prokopiak chciał, aby dać mu dwie godziny na skontaktowanie się z władzami centralnymi. Okazało się, że w tym czasie partyjniacy uciekli jak szczury różnymi kanałami – wspominał.

Czuli się oszukani, znalazł się w grupie tych, którzy wtargnęli do budynku. Zszokował ich widok gabinetów, stołówki, sklepu, szynek i kiełbas. Dobrobytu partyjnych kacyków. Jak sam przyznaje, zalała ich krew.

Zaczęło się wyrzucanie szynek przez okna, demolowanie budynku, potem stanął on w ogniu. Stanisław Kowalski zaczął odwrót w momencie, gdy nad Radomiem pojawiły się helikoptery i samoloty, a na ulicach miasta – uzbrojeni w tarcze i pałki milicjanci.

Atmosferę tego, co działo się 25 czerwca na ulicach Radomia oddaje stenogram rozmów przeprowadzonych w gabinecie Komendanta Wojewódzkiego MO, Mariana Mozgawy. Zapis ten ukazuje obraz protestu, widziany oczami pracowników aparatu bezpieczeństwa, odsłania też kulisy działań milicyjnych, w tym akcji wyprowadzenia z gmachu KW PZPR I sekretarza, Janusza Prokopiaka. Czytamy tam między innymi: „Józek – ile możesz podrzucić tam oficerów po cywilnemu, aby zapełnić halę naszymi ludźmi . Wiedzą, gdzie jest Komitet, niech podjadą tam, wyznacz dowódców podgrup. Tam jest mój zastępca. Hasło: 200, odzew: 100. Powinni wejść do Komitetu, jako robociarze, bez krawatów, bez niczego i niech tam dowódca skontaktuje się z Pierwszym”.

Wiece potępienia
Gdy stłumiono już rozruchy, rozpoczęły się represje i akcja napiętnowania tych, którzy brali udział w proteście. Działania te prowadzone dokładnie według przekazanych dyrektyw.

„Nieliczne w skali całego kraju nieodpowiedzialne grupy i chuligani nie mogą stanowić o polityce Partii i Rządu. Z całego kraju przekazywane są wyrazy poparcia dla Kierownictwa Partii oraz potępienia dla wypadków radomskich i ich prowodyrów. W najbliższych dniach odbędą się wojewódzkie wiece dla zamanifestowania pozytywnego stosunku większości społeczeństwa do proponowanych zmian” – zanotowano podczas posiedzenia Sekretariatu KW PZPR w Radomiu 26 czerwca 1976.

Zanim wiece się odbyły, opracowano tezy, które miały obowiązywać podczas wystąpień. Teza numer 3: „W niektórych zakładach Radomia, Ursusa i Płocka przebieg ogólnonarodowej debaty został zakłócony przez elementy warcholskie, anarchizujące i chuligańskie, które wykorzystały bierność i pobłażliwość części załóg fabrycznych, uniemożliwiły dyskusję, brutalnie naruszyły ład i porządek. Do szczególnie hańbiących aktów doszło w Radomiu, gdzie doszło do plądrowania i podpaleń gmachów publicznych, do zwyczajnego rabunku i bezprawia.” Padają też tam takie słowa jak „odcinamy się”, „surowo potępiamy”. Hasłem obowiązującym było „Jesteśmy z Wami, towarzyszu Gierek !”.

Surowe kary
Z meldunku Prokuratury Wojewódzkiej z 7 lipca 1976 roku wynikało, że od 25 czerwca zatrzymano 560 osób. Postępowania zostały wszczęte wobec 202 osób, tymczasowo aresztowano 149. Do sądu wniesiono akty oskarżenia przeciwko 188 osobom. W trybie przyspieszonym sąd rozpoznał sprawy 51 osób.

Stanisław Kowalski został aresztowany, przeżył ścieżki zdrowia, bicie i poniżanie. Proces toczył się w Radomiu, sąd skazał go na trzy lata więzienia. Opuścił je w styczniu 1977 roku po zmniejszeniu kary przez Sąd Najwyższy na 2 lata w zawieszeniu na 5 lat. Miał zrujnowane zdrowie, przerwaną karierę sportowca i chodził z piętnem warchoła, przestępcy.

Nagrody dla „swoich”
Tym, którzy zasłużyli się w sposób szczególny, uczestnicząc w wydarzeniach czerwcowych z drugiej strony barykady partia zdecydowała się przydzielić talony na samochody. Określono nawet marki pojazdów – pięć skód , cztery trabanty i jeden zaporożec. Talony otrzymał do dyspozycji Janusz Prokopiak.

Red. PolskaPress AIP

COMMENTS