W powiecie San Diego w Kalifornii potwierdzono pierwszy przypadek choroby Chagasa nabytej lokalnie, a nie podczas pobytu za granicą. Lokalni urzędnicy ds. zdrowia publicznego wskazują, że zakażenie wiąże się z pojawieniem się w regionie pluskwiaków z podrodziny Triatominae, nazywanych potocznie „kissing bugs” („całujące robaki”), które mogą przenosić pasożyta wywołującego tę chorobę.
„Kissing bugs” to niewielkie czarno-brązowe owady żywiące się krwią ludzi oraz zwierząt – domowych i dzikich. Nazwa pochodzi od ich skłonności do gryzienia ludzi w okolice ust i oczu. Chorobę Chagasa wywołuje pasożyt Trypanosoma cruzi, który według danych występuje w organizmie około 55 proc. tych owadów, żyjących w Stanach Zjednoczonych.
Do zakażenia dochodzi najczęściej przez kontakt z odchodami owada pozostawionymi w pobliżu miejsca ukąszenia. Możliwe jest również przeniesienie pasożyta podczas transfuzji krwi, przeszczepu narządów lub z matki na dziecko w czasie ciąży.
We wczesnej fazie zakażenia choroba często przebiega bezobjawowo. Jeśli objawy się pojawiają, mogą przypominać grypę i obejmować m.in. gorączkę, ból głowy, kaszel, bóle brzucha, zmęczenie, wysypkę, biegunkę, wymioty oraz obrzęk w miejscu ukąszenia lub powieki. W fazie przewlekłej, która może rozwinąć się po 10-30 latach, u około jednej trzeciej zakażonych występują poważne powikłania kardiologiczne, w tym zaburzenia rytmu serca, niewydolność serca lub nagła śmierć, a u około jednej dziesiątej – schorzenia układu pokarmowego.
Choroba może zostać całkowicie wyleczona jedynie we wczesnym stadium za pomocą leków benznidazol lub nifurtimoks. W późniejszej fazie możliwe jest wyłącznie leczenie powikłań. Lekarze zwracają uwagę, że choroba jest często nierozpoznawana z powodu nielicznych lub niespecyficznych objawów. Według szacunków, na świecie z pasożytem żyje ponad 7 mln osób, a choroba powoduje ponad 10 tys. zgonów rocznie. American Heart Association ocenia, że w Stanach Zjednoczonych chorobę Chagasa może mieć około 300 tys. osób.
Red. JŁ