W środę w więzieniu we Florence w stanie Arizona stracony został Leroy McGill – oprawca pary, którą oblał „napalmem” własnej roboty. Zgon stwierdzono o godz. 10:26. Według władz więziennych egzekucja przez śmiertelny zastrzyk przebiegła bez komplikacji. W swoich ostatnich słowach McGill podziękował personelowi więzienia za uprzejme traktowanie, „Wkrótce wracam do domu” – dodał.
McGill traffił do celi śmierci za atak z 13 lipca 2002 roku w Phoenix. Jak ustalono w czasie śledztwa, mężczyzna oblał parę mieszanką benzyny i styropianu przypominającą napalm, a następnie podpalił ofiary. 21-letni Charles Perez zmarł dzień później wskutek odniesionych obrażeń, natomiast Nova Banta przeżyła, doznając poparzeń trzeciego stopnia na 75 procentach ciała.
McGill został skazany w 2004 roku za morderstwo pierwszego stopnia, usiłowanie morderstwa, podpalenie i narażenie życia innych osób. Sądy odrzuciły wszystkie apelacje jego obrońców, w których powoływano się m.in. na „trudne dzieciństwo” zabójcy.
Prokurator generalna Arizony Kris Mayes podkreśliła po egzekucji McGilla, że kara śmierci nadal obowiązuje w Stanie Wielkiego Kanionu. Była to trzecia egzekucja przeprowadzona za kadencji gubernator Katie Hobbs.
Red. JŁ