Nieobecność Polski wśród krajów europejskich, których przedstawiciele przyjechali w poniedziałek do Waszyngtonu na rozmowy o Ukrainie, mogła dziwić – ocenia „Le Figaro”. Zdaniem dziennika powodem są podziały polityczne między premierem Donaldem Tuskiem i prezydentem Karolem Nawrockim.
We wtorkowej relacji na temat wydarzeń wokół Ukrainy „Le Figaro” zauważa, że nieobecność Polski mogła dziwić, „zwłaszcza ze względu na obecność prezydenta Finlandii”, graniczącej z Rosją.
„Nieobecność Polaków wyjaśnić może przede wszystkim fakt podziału politycznego między przywódcami” – uważa dziennik, wymieniając Tuska i Nawrockiego. Podziały polityczne – według „Le Figaro” – dotyczą także „wojny w Ukrainie i relacji z Moskwą”.
Gazeta nadmienia przy tym, że prezydent Finlandii Alexander Stubb jest „bardzo dobrym golfistą i (sportowym – PAP) partnerem (prezydenta USA) Donalda Trumpa”. Według dziennika prezydent Finlandii należy do tych, którzy mogą szczerze rozmawiać z Trumpem, ponieważ pomógł mu wygrać mecz golfowy (w marcu obaj grali w golfa na Florydzie – PAP).(PAP)
„W rozmowach w Waszyngtonie powinien był uczestniczyć premier Tusk”
W poniedziałkowych rozmowach w Waszyngtonie ws. zakończenia wojny w Ukrainie powinien był uczestniczyć premier Donald Tusk – uważają politycy PiS. Podkreślają, że dotąd w tzw koalicji chętnych to on reprezentował Polskę. Według nich Donald Tusk jest odbierany w USA jako persona non grata.
Prezydent USA Donald Trump rozmawiał w poniedziałek w Białym Domu prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego. Następnie obaj spotkali się z przybyłymi do Waszyngtonu liderami europejskimi: przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen, sekretarzem generalnym NATO Markiem Rutte, prezydentem Francji Emmanuelem Macronem, kanclerzem Niemiec Friedrichem Merzem, premierem Wielkiej Brytanii Keirem Starmerem, premier Włoch Giorgią Meloni oraz prezydentem Finlandii Alexandrem Stubbem.
Szef klubu PiS Mariusz Błaszczak mówił na wtorkowej konferencji prasowej, że polskie stanowisko w rozmowach w Waszyngtonie powinien był reprezentować premier Donald Tusk, a jego nieobecność jest oznaką, że „szef polskiego rządu jest ignorowany przez naszych partnerów z zachodniej Europy”.
– Wczoraj w Waszyngtonie była tzw. koalicja chętnych, w której Polska była reprezentowana przez Donalda Tuska. Przypomnę, że jeszcze w ostatnią niedzielę zastępca Donalda Tuska Radosław Sikorski w ramach koalicji chętnych ustalał stanowisko dotyczące rozmów, jak rozumiem, które miały się odbyć następnego dnia w Waszyngtonie. Donald Tusk na te rozmowy nie pojechał, w tych rozmowach nie uczestniczył – powiedział Błaszczak.
Poseł PiS Andrzej Śliwka dodał, że „Donald Tusk jest odbierany jako persona non grata w Stanach Zjednoczonych”.
Błaszczak przypomniał, że 3 września prezydent Karol Nawrocki ma spotkać się z prezydentem Trumpem w Białym Domu. – Prezydent Karol Nawrocki dzięki swoim kontaktom z prezydentem Donaldem Trumpem, dba o interesy polskie, o pozycję Polski na arenie międzynarodowej, czego dowodem wizyta, jaka będzie miała miejsce za dwa tygodnie – wizyta bilateralna, rozmowy dwustronne polskiego prezydenta z prezydentem USA – powiedział szef klubu PiS.
Posłowie PiS dopytywany, czy prezydent mógł wziąć udział w poniedziałkowym spotkaniu w Waszyngtonie odpowiadali, że Nawrocki „poleci tam za dwa tygodnie” a „wczoraj powinien polecieć Donald Tusk”.
Wicepremier, szef MSZ Radosław Sikorski napisał we wtorek na X, że na spotkaniu tzw. koalicji chętnych (z minionego weekendu) „nie było żadnego zgłaszania obecności” dotyczącej poniedziałkowego spotkania w Waszyngtonie. Dodał, że relację z telekonferencji otrzymał szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz. W poniedziałek natomiast szef MSZ napisał na X, że „na spotkania do Białego Domu zaprasza prezydent Stanów Zjednoczonych, z którym polscy przedstawiciele ruchu MAGA oraz osobiście Pan Prezydent Karol Nawrocki mają uprzywilejowane stosunki” i prosił ich, aby „używali ich na rzecz Polski i Europy”.
Z kolei wiceszef MSZ Marcin Bosacki stwierdził we wtorek, że rozmowy w Waszyngtonie były w tym samym formacie, co poprzednie narady liderów europejskich z Donaldem Trumpem, w związku z czym Polskę mógł reprezentować jedynie prezydent Karol Nawrocki. Natomiast według szefa BMP Marcina Przydacza, ustalenia ws. obecności w Waszyngtonie zapadały w sobotę i niedzielę na spotkaniach tzw. koalicji chętnych, a rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz uznał, że przedstawiciele rządu przerzucają na prezydenta odpowiedzialność za nieobecność przedstawiciela Polski w Waszyngtonie i że jest to niepoważne.
„Koalicja chętnych” została zawiązana 2 marca z inicjatywy premiera Wielkiej Brytanii Keira Starmera w celu opracowania kompleksowego planu wsparcia dla Ukrainy, zapewnienia jej stałych dostaw broni oraz podejmowania działań zmierzających do zakończenia rosyjskiej inwazji. Należą do niej 33 państwa, w tym Polska.
Prezydent Trump ogłosił w poniedziałek, po rozmowach z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim i przywódcami europejskimi, że zaaranżuje spotkanie Zełenskiego z Władimirem Putinem w sprawie zakończenia wojny. Wyraził też gotowość do udzielenia pomocy Europejczykom w zagwarantowaniu pokoju. (PAP)
„Jedyną możliwą opcją była obecność prezydenta Nawrockiego w Waszyngtonie”
Wiceszef MSZ Marcin Bosacki podkreślił, że rozmowy w Waszyngtonie były w tym samym formacie, co poprzednie narady liderów europejskich z Donaldem Trumpem; w związku z tym – jak ocenił – Polskę mógł reprezentować jedynie prezydent Karol Nawrocki. Przekazał, że we wtorek premier Donald Tusk weźmie udział w naradzie w gronie europejskim.
W poniedziałek prezydent USA Donald Trump przyjął w Białym Domu prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego. Następnie obaj rozmawiali z przybyłymi do Waszyngtonu liderami europejskimi: przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen, sekretarzem generalnym NATO Markiem Rutte, prezydentem Francji Emmanuelem Macronem, kanclerzem Niemiec Friedrichem Merzem, premierem Wielkiej Brytanii Keirem Starmerem, premier Włoch Giorgią Meloni oraz prezydentem Finlandii Alexandrem Stubbem. W spotkaniu nie uczestniczył przedstawiciel polskich władz.
Bosacki stwierdził we wtorek w TVN24, że Polska powinna być w tym gronie i że żałuje, iż tak się nie stało. Wskazał, że we wszystkich dotychczasowych rozmowach w ciągu ostatniego tygodnia z amerykańską administracją lub w gronie europejskim Polska była reprezentowana albo przez prezydenta Karola Nawrockiego, albo premiera Donalda Tuska, albo wicepremiera Radosława Sikorskiego.
– Żałuję, że w tym najważniejszym momencie prezydenta Nawrockiego nie było – powiedział wiceminister SZ. Dodał, że o powód nieobecności prezydenta należy pytać jego samego i jego współpracowników.
Bosacki zaznaczył, że rozmowy w Waszyngtonie były w tym samym formacie, jak poprzednie narady liderów europejskich z Donaldem Trumpem. Dlatego – jak dowodził – „to była jedyna możliwa opcja, (by prezydent pojechał do Waszyngtonu – przyp. PAP), ponieważ prezydent Zełenski zarówno w sobotę, jak i w niedzielę na telekonferencjach, informował, że format jest – na prośbę Amerykanów – taki, w jakim rozmawiała koalicja europejska z prezydentem Zełenskim i z prezydentem Trumpem”.
W jego ocenie „otoczenie prezydenta w tych kluczowych dniach, czyli w sobotę i w niedzielę, nie wykazało determinacji, żeby prezydent Nawrocki był w Waszyngtonie”. Zapewnił, że strona rządowa, w tym MSZ, interesowała się sprawą i „zachęcała obóz prezydencki do tego, żeby być bardziej aktywnym i że jeśli ktoś ma być z Polski, a taki jest nasz cel, to musi być to prezydent Nawrocki”.
Stwierdził też, że „nie wie, kto wprowadza prezydenta w błąd”, ale grupa europejskich przywódców, która spotkała się z Trumpem w Waszyngtonie, to nie była tzw. koalicja chętnych – bo w jej skład wchodzi ok. 30 krajów, w tym m.in. Australia, Japonia i Kanada.
Bosacki zauważył również, że w ub. tyg. otoczenie prezydenta „z dosyć niegodną satysfakcją” mówiło o tym, że „ograło” Donalda Tuska. Dodał, że teraz, kiedy prezydent „wypadł” z formatu rozmów liderów europejskich z Trumpem, prezydenccy ministrowie zarzucają, że jest to wina rządu.
Wiceszef MSZ zapewnił, że polska dyplomacja zrobi wszystko, by w kolejnych formatach rozmów uczestniczył przedstawiciel Polski: premier Tusk lub prezydent Nawrocki. Jednocześnie poinformował, że we wtorek ok. 13 w gronie europejskim zostaną omówione efekty rozmów z Waszyngtonu. Przekazał, że w tym formacie weźmie udział szef polskiego rządu.
– Mam nadzieję, że nastąpi pewne otrzeźwienie w otoczeniu prezydenta i większa determinacja w tym, żeby w formatach zarezerwowanych dla prezydenta, prezydent Nawrocki też uczestniczył – dodał Bosacki.
Prezydent Nawrocki powiedział w poniedziałek, że w formacie „koalicji chętnych” Polskę od dłuższego czasu reprezentuje rząd oraz że to „prezydent Zełenski zapraszał tych liderów europejskich, którzy mają być w Waszyngtonie”.
Szef MSZ Radosław Sikorski odpowiedział mu na X, że do Białego Domu zaprasza prezydent USA, wskazując, że prezydent Nawrocki ma z Trumpem „uprzywilejowane stosunki”.
Głos zabrał też w poniedziałek szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz. „Informuję, że dyskusja co do udziału we wspólnej z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim wizycie tzw. koalicji chętnych w USA odbywała się z udziałem ministra Radosława Sikorskiego. Minister Spraw Zagranicznych RP nie zgłosił gotowości Polski do udziału w tej wizycie” – napisał Przydacz na platformie X. Przypomniał przy tym, że prezydent planuje wizytę dwustronną w USA 3 września.
Prezydent Trump ogłosił w poniedziałek, po rozmowach z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim i przywódcami europejskimi, że zaaranżuje spotkanie Zełenskiego z Władimirem Putinem w sprawie zakończenia wojny. Wyraził też gotowość do udzielenia pomocy Europejczykom w zagwarantowaniu pokoju.(PAP)
Sikorski: na spotkaniu „koalicji chętnych” nie było żadnego zgłaszania obecności w Waszyngtonie
Wicepremier, szef MSZ Radosław Sikorski podkreślił we wtorek, że na spotkaniu tzw. koalicji chętnych „nie było żadnego zgłaszania obecności” dotyczącej poniedziałkowego spotkania w Waszyngtonie. Dodał, że relację z telekonferencji otrzymał szef prezydenckiego biura polityki międzynarodowej Marcin Przydacz.
Sikorski odniósł się w ten sposób do wcześniejszych słów Przydacza, według którego to w ramach tego formatu zapadały ustalenia co do obecności Polski na poniedziałkowym spotkaniu w Waszyngtonie z prezydentem USA Donaldem Trumpem i prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim, w którym udział wzięli niektórzy europejscy liderzy.
Przedstawiciele prezydenta wskazują, że ustalenia co do obecności polskiej delegacji zapadały w sobotę i w niedzielę na telekonferencji w ramach tzw. koalicji chętnych. Na nich Polskę reprezentował premier Donald Tusk oraz minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski. – W tym formacie decyzje i dyskusje prowadził premier Tusk i minister Sikorski i to oni nie zgłosili obecności Polski na rozmowach w Waszyngtonie – mówił Przydacz w RMF FM. Jak dodał, taką informację pozyskał „z wielu źródeł, także źródeł zagranicznych”.
Sikorski odniósł się do słów Przydacza we wtorek w mediach społecznościowych. „Wiceminister Przydacz dostał z MSZ szczegółową relację z telekonferencji Koalicji Chętnych i wie, że nie było tam żadnego zgłaszania obecności. Mamy transkrypt” – czytamy we wpisie wicepremiera na platformie X. „Nie będzie łatwo współpracować bez szacunku dla faktów i minimum dobrej woli” – dodał szef MSZ.
Na późniejszym briefingu rzecznik MSZ Paweł Wroński powiedział dziennikarzom, że „nie było czegoś takiego jak wcześniejsze układanie listy członków delegacji podczas wideokonferencji koalicji chętnych, w której brał udział wicepremier i szef MSZ Radosław Sikorski”.
Wroński relacjonował, że – z tego, co wie – na samym początku wideokonferencji Zełenski powiedział, że bardzo dziękuje tym politykom, którzy wyjeżdżają, i że jest to skład z rozmowy i łączenia z Donaldem Trumpem. Rzecznik MSZ zapewnił, że na wideokonferencji „nie było ustalania, zgłaszania czy wskazywania, kto jedzie, a kto nie”.
Zaznaczył, że w całej sprawie chodzi o załatwienie problemu, kwestii związanej z pokojem na Ukrainie, a nie o to, by – jak mówił – „dowartościować się zdobywaniem krzeseł” i stwarzaniem jednocześnie nowego pola konfliktu.
Wroński ocenił, że źle się stało, że w poniedziałek w Waszyngtonie nie było przedstawiciela Polski. Zaznaczył jednocześnie, że MSZ jest w trudnej sytuacji z uwagi na to, że choć samo informuje na bieżąco o wszystkich wydarzeniach, to informacja zwrotna ze strony KPRP jest, jak ocenił, bardzo skromna. Podkreślił, że jeszcze w poniedziałek rano przez pewien czas resort nie miał informacji, czy prezydent leci do Waszyngtonu, czy nie. „Później pojawiło się tłumaczenie, że dla prezydenta (Nawrockiego) kluczowe jest spotkanie w Waszyngtonie 3 września” – podkreślił.
Zaznaczył, że Przydacz był informowany o całym przebiegu wideokonferencji.
Mówił, że później pojawił się w przestrzeni publicznej zarzut, że polski charge d’affaires w Waszyngtonie Bogdan Klich nie zgłosił chęci wyjazdu Nawrockiego. Wroński stwierdził, że „trudno, by miał on umiejętności telepatyczne i wiedział, czego chce prezydent” .
Wroński wskazywał na konieczność współdziałania prezydenta i szefa MSZ. Tymczasem, mówił, dotąd nie doszło spotkania Nawrocki-Sikorski. Podkreślił, że „to nie minister wprasza się prezydentowi”, tylko prezydent zaprasza szefa MSZ – jeśli chce takiego spotkania.
W poniedziałek prezydent USA Donald Trump przyjął w Białym Domu prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego. Następnie obaj rozmawiali z przybyłymi do Waszyngtonu liderami europejskimi: przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen, sekretarzem generalnym NATO Markiem Rutte, prezydentem Francji Emmanuelem Macronem, kanclerzem Niemiec Friedrichem Merzem, premierem Wielkiej Brytanii Keirem Starmerem, premier Włoch Giorgią Meloni oraz prezydentem Finlandii Alexandrem Stubbem. W spotkaniu nie uczestniczył przedstawiciel polskich władz.
Prezydent Trump ogłosił w poniedziałek, po rozmowach z prezydentem Ukrainy i przywódcami europejskimi, że zaaranżuje spotkanie Zełenskiego z Władimirem Putinem w sprawie zakończenia wojny. Wyraził też gotowość do udzielenia pomocy Europejczykom w zagwarantowaniu pokoju. (PAP)
Piekarski o spotkaniu w Waszyngtonie: Nawrocki stracił szansę na udział w historycznym wydarzeniu
Prezydent Karol Nawrocki nie udając się do Waszyngtonu stracił szansę na udział w historycznym wydarzeniu; spotkanie pomiędzy nim a Donaldem Trumpem 3 września odnotują tylko polskie media – powiedział PAP b. ambasador Polski w Izraelu i b. Dyrektor Protokołu Dyplomatycznego MSZ Jan Wojciech Piekarski.
W poniedziałek w Waszyngtonie prezydent USA Donald Trump spotkał się z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim. Amerykański przywódca zapowiedział podczas spotkania, że będzie omawiać kwestię gwarancji bezpieczeństwa Ukrainy, podobnych do zawartych w art. 5 traktatu o NATO. Zasugerował też wsparcie dla ewentualnych europejskich sił gwarantujących pokój w Ukrainie. Następnie Trump i Zełenski spotkali się z przywódcami europejskimi. Prezydent USA na początku tego spotkania powiedział, że Władimir Putin zgodził się na gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy.
Wcześniej w piątek Trump spotkał się z prezydentem Rosji Władimirem Putinem na Alasce. Wizycie tej towarzyszył ceremonialny przelot amerykańskich myśliwców nad głowami obu liderów, a z samolotów, którymi przylecieli, do wspólnego podium ciągnął się czerwony dywan. Na końcu przywódcy wsiedli do wspólnej limuzyny i udali się na spotkanie.
Jak powiedział PAP były szef protokołu dyplomatycznego MSZ Jan Wojciech Piekarski, spotkanie na Alasce w dużej mierze odbiegało od norm protokolarnych – natomiast wizyta Zełenskiego w Waszyngtonie była przeprowadzona znacznie lepiej.
– Prezydent Donald Trump po krytycznych – praktycznie w całej światowej prasie – uwagach dotyczących formatu protokolarnego spotkania w Anchorage w Alasce, tym razem dołożył starań, aby wydarzenie w Waszyngtonie przebiegło w bardzo eleganckiej formie protokolarnej. Limuzyny dla przywódców europejskich, czy powitanie ze sztandarami przez szefową protokołu. Widać było szczególną atencję wobec gości oraz bardzo serdeczne przywitanie prezydenta Ukrainy – ocenił b. ambasador.
Piekarski podkreślił, że najważniejszym aspektem wynikającym ze spotkania liderów jest wstępna chęć zapewnienie Ukrainie gwarancji bezpieczeństwa przez USA i Europejczyków oraz nieeksponowanie kwestii wymiany terytoriów z Rosją. – Ważne jest, że wbrew zapowiedziom ze strony amerykańskiej, nie była eksponowana sprawa tzw. koncesji terytorialnych wobec Rosji, a skupiono się na sprawach bezpieczeństwa Ukrainy jako takiej – podkreślił Piekarski.
– Wydaje mi się, że Trump zaczął się uczyć Rosji i wie, że jest to partner bardzo trudny, na którego nie wystarczy jedynie osobista relacja pomiędzy nim a Putinem. Koniecznie jest pokazanie Putinowi wspólnego stanowiska świata zachodniego, reprezentowanego przez prezydenta USA i czołowych liderów europejskich. Ale także w szerszej formule „koalicji chętnych”, przez liderów krajów pozaeuropejskich takich jak: Japonia, Korea Południowa czy Australia – podkreślił b. ambasador.
Piekarski wyraził ubolewanie, że na spotkaniu w Waszyngtonie nie zjawił się żaden z przedstawicieli Polski. Jak dodał, winą za taki stan rzeczy obarcza kancelarię prezydenta, która – jego zdaniem – zdecydowała o niewzięciu udziału w spotkaniu ze względów politycznych. – Szalenie szkoda, że brak było Polski na tym spotkaniu. Jego uczestnikiem miał być prezydent Karol Nawrocki, bo to był format poprzedniej telekonferencji, w której na życzenie Amerykanów, od strony polskiej rozmówcą był prezydent, a nie premier. Kancelaria prezydenta, wydaje mi się, że bardziej ze względu na rozgrywki wewnętrzne, zrzuca w tej sprawie odpowiedzialność na rząd – ocenił ekspert.
Jak podkreślił Piekarski, nieobecność Nawrockiego – jego zdaniem – może wynikać z obawy o różnice zdań z prezydentem USA. – Może prezydent nie był gotowy na występ w tak elitarnym gronie, może się trochę tego obawiał, a może obawiał się, że może dojść do konfrontacji i rozbieżności pomiędzy Donaldem Trumpem a jego europejskimi gośćmi i miałby kłopot jak się w tej sytuacji znaleźć, stanowisko której ze stron wspierać – ocenił Piekarski.
– Prezydent stracił szansę na udział w historycznym wydarzeniu, które przykuło uwagę całego świata. Wizyta 3 września i rozmowy pomiędzy Trumpem a Nawrockim, zostanie odnotowana tylko w polskich mediach. W niektórych jako historyczna, a w innych bardziej realistycznie – mówił Piekarski.(PAP)
Leśkiewicz: przerzucanie odpowiedzialności na prezydenta za nieobecność w Waszyngtonie – niepoważne
Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz ocenił, że przerzucanie odpowiedzialności przez przedstawicieli rządu na prezydenta Karola Nawrockiego za nieobecność na rozmowach w Waszyngtonie jest „niepoważne”. Prezydent „nigdy nie brał udziału w pracach koalicji chętnych” – wskazał minister w KPRP Marcin Przydacz.
W poniedziałek prezydent USA Donald Trump przyjął w Białym Domu prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego. Następnie obaj rozmawiali z przybyłymi do Waszyngtonu liderami europejskimi: przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulą von der Leyen, sekretarzem generalnym NATO Markiem Rutte, prezydentem Francji Emmanuelem Macronem, kanclerzem Niemiec Friedrichem Merzem, premierem Wielkiej Brytanii Keirem Starmerem, premier Włoch Giorgią Meloni oraz prezydentem Finlandii Alexandrem Stubbem. W spotkaniu nie uczestniczył przedstawiciel polskich władz.
W ocenie przedstawicieli rządu, m.in. wiceszefa MSZ Marcina Bosackiego, Polskę na rozmowach w Waszyngtonie mógł reprezentować jedynie prezydent Karol Nawrocki, co wiąże się z tym, że były one w tym samym formacie, co poprzednie narady liderów europejskich z Donaldem Trumpem.
Leśkiewicz, pytany we wtorek rano w radiowej Jedynce o nieobecność Polski w poniedziałkowych rozmowach w Waszyngtonie powiedział, że chęci uczestnictwa w spotkaniu w Waszyngtonie nie zgłoszono w trakcie spotkań koalicji chętnych, na których miały odbywać się dyskusje dotyczące poniedziałkowych rozmów. Rzecznik prezydenta zauważył, że udział w tych spotkaniach brał premier Donald Tusk oraz wicepremier, minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski.
Ponadto ocenił, że przerzucanie odpowiedzialności przez przedstawicieli rządu na prezydenta w kontekście nieobecności w Waszyngtonie jest „niepoważne”. – Tę dyskusję, te przepychanki wywoływane przez polski rząd, obserwują zarówno nasi przyjaciele, jak i nasi wrogowie i bez wątpienia, taka sytuacja, w której rządzący mówią, że pan prezydent powinien się pojawić w Waszyngtonie, (…) nie służy interesowi Polski – dodał.
O spotkaniu w Waszyngtonie mówił również w poniedziałek rano w RMF 24 szef prezydenckiego biura polityki międzynarodowej Marcin Przydacz. Jak ocenił, poniedziałkowe rozmowy dotyczyły gwarancji międzynarodowych dla Ukrainy, a te – jak wskazał – oznaczałyby wysłanie wojsk na Ukrainę. Również zdaniem Przydacza ustalenia ws. obecności w Waszyngtonie zapadały w sobotę i niedzielę na spotkaniach tzw. koalicji chętnych.
– Pan prezydent do tej pory nie brał udziału w pracach koalicji chętnych, nie zgłaszał udziału Polski akurat w takim formacie. Tam reprezentował Polskę pan premier, to pan premier dyskutował, jak rozumiem, w ramach koalicji chętnych o kwestii wojsk polskich na Ukrainie. Prezydent powiedział, na wojnę chłopców polskich nie wyśle – stwierdził Przydacz.
W późniejszym wpisie szef MSZ Radosław Sikorski napisał w mediach społecznościowych, że „nieprawdą jest (…), jakoby w Koalicji Chętnych brały udział tylko kraje, które chcą wysłać wojska do Ukrainy”.
Szef prezydenckiego biura polityki międzynarodowej podczas wtorkowej rozmowy był też proszony o ocenę, czy po poniedziałkowych rozmowach jest bliżej do zawarcia pokoju w Ukrainie. Jego zdaniem jest to „proces, który trwa i na każdym etapie może wypaść z torów”. – Mam graniczące z pewnością przekonanie, że Władimir Putin nie chce zawarcia pokoju (…). Mówię o swojej wiedzy i o mojej, wynikającej też z doświadczenia, intuicji – mówił Przydacz. – Jeśli chodzi o warunki pokoju, oczywistym jest, że dyskusja dotyczy z jednej strony terytoriów i Rosji, która już zajęła te terytoria, ani myśli się z nich wycofać – dodał.
Odniósł się również do medialnych doniesień, według których Putin miał zaoferować rozejm za wycofanie się Ukrainy z reszty obwodu donieckiego. – Tam są kluczowe twierdze, powiedzmy. (…) Oddanie tych terytoriów otwiera absolutnie drogę na Kijów – mówił Przydacz. – Władimir Putin nie jest w stanie ich militarnie zdobyć, więc wymyślił sobie, że będzie starał się zdobyć te terytoria w sposób dyplomatyczny, w tym sensie w rozmowach dyplomatycznych. W moim przekonaniu Ukraina się na to nie zgodzi – dodał i ocenił, że z perspektywy jej bezpieczeństwa, takiej zgody wyrazić nie powinna.
Leśkiewicz ocenił, że poniedziałkowe spotkanie w Waszyngtonie to „dopiero początek całego procesu zmierzającego do zawarcia trwałego pokoju na Ukrainie” i nie zapadły na nim „żadne kluczowe, konkretne decyzje”, które to – w jego ocenie – będą zapadały po spotkaniu m.in. Zełenskiego z Putinem.
– My, jako najbliższy sąsiad Ukrainy, dysponujący też tym hubem logistycznym w Jasionce, będziemy obecni na każdym etapie kluczowych rozmów pokojowych, a takim kluczowym momentem (…) będzie rozmowa pana prezydenta (Nawrockiego z Trumpem – przyp. PAP) w Białym Domu – dodał. Wizyta Nawrockiego w USA jest planowana na 3 września.
Prezydent Trump ogłosił w poniedziałek, po rozmowach z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim i przywódcami europejskimi, że zaaranżuje spotkanie Zełenskiego z Władimirem Putinem w sprawie zakończenia wojny. Wyraził też gotowość do udzielenia pomocy Europejczykom w zagwarantowaniu pokoju. (PAP)
nl/ sdd/ lm/