4 września 2026 r. w Sejmie doszło do wydarzenia, które powinno zostać ocenione nie tylko w kategoriach istniejącego ostrego sporu politycznego. Prezes Rady Ministrów Donald Tusk, występując bezpośrednio przed głosowaniem dotyczącym prezydenckiego weta do ustawy o rynku kryptoaktywów, odczytał fragmenty materiałów pochodzących z toczacego się śledztwa dotyczącego Zondacrypto – czytamy w obszernej analizie prok. Andrzej Golec. Prawnik alarmuje, że: „powstaje wrażenie ścisłego sprzężenia postępowania prokuratorskiego z bieżącą strategią polityczną władzy”.
W trakcie piątkowego (4 września) posiedzenia Sejmu, podczas swojego wystąpienia premier Donald Tusk odczytał fragmenty protokołu przesłuchania Przemysława Krala, szefa Zondacrypto. W ten sposób ujawnił część materiału dowodowego z toczącego się śledztwa. Tusk przyznał, że otrzymał go od prokuratora generalnego Waldemara Żurka.
To co się wydarzyło przeanalizował prokurator Andrzej Golec, do niedawna szef Niezależnego Stowarzyszenia Prokuratorów „Ad Vocem”.
Poniżej przytaczamy wpis prawnika, który w oryginale dostępny jest TUTAJ
W publicznej wypowiedzi Premiera znalazły się fragmenty protokołu zeznań/wyjaśnień, odnoszące się do Zbigniewa Ziobry, Patrycji Koteckiej, finansowania fundacji oraz rzekomych ustaleń dotyczących ingerencji w postępowania karne i przyszłego ułaskawienia. Media identyfikują źródło tych informacji jako wypowiedzi Przemysława Krala.
Problem prawny, który pragnę kolejny raz przybliżyć, nie zależy od tego, czy twierdzenia zawarte w przytoczonym materiale okażą się prawdziwe. Jeżeli istnieją dowody popełnienia przestępstw, powinny zostać wszechstronnie zweryfikowane przez prokuratora, a następnie — w razie skierowania aktu oskarżenia — ocenione przez niezależny sąd. To oczywiste. Mównica sejmowa nie jest jednak ani gabinetem prokuratora, ani salą rozpraw, a Premier nie jest organem procesowym uprawnionym do dokonywania publicznej oceny dowodów.
To właśnie ta różnica stanowi o istocie poruszonego przeze mnie problemu.
Art. 12 Prawa o prokuraturze — prawo do otrzymania informacji nie oznacza prawa do jej dowolnego rozpowszechniania
Donald Tusk powołał się na art. 12 ustawy — Prawo o prokuraturze, który pozwala Prokuratorowi Generalnemu, Prokuratorowi Krajowemu oraz upoważnionym przez nich prokuratorom przedstawiać organom władzy publicznej informacje dotyczące konkretnych spraw, jeżeli mogą być istotne dla bezpieczeństwa państwa lub jego prawidłowego funkcjonowania.
Nie ulega zatem wątpliwosci, że sam fakt przekazania informacji Prezesowi Rady Ministrów mógł być lege artis.
Nie oznacza to jednak automatycznie, że ten sam przepis stanowi blankietowe upoważnienie premiera do publicznego odczytywania materiałów śledztwa.
Trafnie zwróciło na to uwagę Niezależne Stowarzyszenie Prokuratorów Ad Vocem. Istota stanowiska Stowarzyszenia sprowadza się do fundamentalnego rozróżnienia: art. 12 może stanowić podstawę przekazania informacji premierowi, ale nie wskazuje premiera jako podmiotu uprawnionego do następczego publicznego rozpowszechniania materiałów procesowych. Ad Vocem oceniło, że premier, powołując się jedynie na art. 12, przedstawił w tym zakresie „pół prawdy”. Taką wykładnię wspiera również dr Piotr Turek, autor komentarza do Prawa o prokuraturze, wskazujący, że art. 12 jest wyjątkiem od zasady ochrony materiału postępowania przygotowawczego i jako wyjątek powinien podlegać wykładni ścisłej.
Co więcej, ustawodawca w art. 12 § 2 odrębnie reguluje przekazywanie informacji z toczących się postępowań środkom masowego przekazu przez Prokuratora Generalnego, kierowników jednostek prokuratury albo upoważnionego prokuratora. Konstrukcja przepisu nie jest przypadkowa: ustawodawca wskazał kto, w jakim charakterze i z uwzględnieniem jakiego interesu może dokonywać publicznego ujawnienia informacji procesowych.
Premier nie staje się prokuratorem tylko dlatego, że informację od prokuratora otrzymał.
Art. 241 § 1 k.k. — zasadniczy problem odpowiedzialności karnej
Najpoważniejsza wątpliwość dotyczy art. 241 § 1 Kodeksu karnego. Przepis penalizuje publiczne rozpowszechnianie — bez zezwolenia — wiadomości z postępowania przygotowawczego, zanim zostały ujawnione w postępowaniu sądowym. Sankcja obejmuje grzywnę, karę ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch.
W wydarzeniu z 4 września trzy elementy znamion tego czynu wydają się co najmniej prima facie bezsporne: informacje pochodziły z postępowania przygotowawczego, zostały publicznie rozpowszechnione i nastąpiło to na transmitowanym posiedzeniu Sejmu. Sam premier wskazywał, że dysponuje informacją przekazaną przez Prokuratora Generalnego.
Pozostaje zatem element rozstrzygający:
czy Donald Tusk miał zezwolenie właściwego organu na publiczne rozpowszechnienie tych konkretnych wiadomości i czy zezwolenie obejmowało odczytanie fragmentów protokołu na jawnym posiedzeniu Sejmu?
To pytanie wymaga odpowiedzi.
Nie można utożsamiać dwóch odmiennych czynności prawnych: przekazania premierowi informacji na podstawie art. 12 § 1 Prawa o prokuraturze oraz udzielenia zezwolenia wyłączającego bezprawność jej publicznego rozpowszechniania w rozumieniu art. 241 § 1 k.k.
Również mec. Maciej Zaborowski zwrócił uwagę, że ocena odpowiedzialności zależy właśnie od istnienia i zakresu zgody prokuratury. Według dostępnych publicznie informacji rząd potwierdził przekazanie premierowi materiału, lecz podczas wystąpienia nie przedstawiono dokumentu jednoznacznie potwierdzającego zgodę na jego publiczne odczytanie. Jeżeli była to jedynie informacja udzielona premierowi w trybie art. 12 § 1, bez zezwolenia na publikację, istnieje realna podstawa do badania znamion art. 241 § 1 k.k.
Nie można jednak pominąć odmiennej interpretacji. Prezes Naczelnej Rady Adwokackiej Przemysław Rosati uważa, że po legalnym przekazaniu informacji organowi władzy publicznej brak przepisu wyraźnie zakazującego temu organowi jej dalszego ujawnienia i w konsekwencji nie dopatruje się przestępstwa. Sam jednocześnie określa obowiązującą konstrukcję art. 12 jako rozwiązanie patologiczne z punktu widzenia możliwości politycznego wykorzystywania informacji procesowych.
Ta różnica poglądów tym bardziej przemawia za koniecznością ustalenia rzeczywistego zakresu zezwolenia, a nie za zamknięciem dyskusji stwierdzeniem, że „art. 12 wszystko załatwia”.
Problem selektywnego ujawnienie materiału dowodowego
Jeszcze poważniejszy jest sposób wykorzystania informacji.
Nie przedstawiono pełnego protokołu, kontekstu wypowiedzi, pytań zadawanych przesłuchiwanemu ani materiału, który potwierdzałby lub podważał relację Przemysława Krala.
Opinii publicznej zaprezentowano wybrane, wyjątkowo obciążające fragmenty materiału procesowego (zeznań, wyjaśnień?) — i uczyniono to bezpośrednio przed głosowaniem.
Dr Michał Sopiński, członek Veritas et Ius w Służbie Narodowi, zwrócił uwagę, że dla odbiorcy zewnętrznego przedstawiony materiał jest obecnie „absolutnie nieweryfikowalny”. Nie jest bowiem znany pełny kontekst procesowy wypowiedzi, jej relacja do innych dowodów ani znaczenie, jakie przypisuje jej prowadzący postępowanie prokurator. Michał Sopiński zasadnie przesuwa też punkt ciężkości na pytanie, dlaczego państwo i jego służby przez lata nie były w stanie skutecznie wyjaśnić wątpliwości związanych z działalnością Zondacrypto.
Właśnie dlatego materiał postępowania przygotowawczego podlega ochronie.
Przedwczesne ujawnienie treści zeznań lub wyjaśnień może poinformować innych uczestników postępowania o kierunku śledztwa, umożliwić dostosowanie przyszłych relacji do ujawnionych faktów, wpływać na świadków, utrudnić weryfikowanie autentyczności ich późniejszych wypowiedzi oraz stworzyć w opinii publicznej obraz winy, zanim materiał dowodowy zostanie skonfrontowany i oceniony.
Zeznania/wyjaśnienia nie są jeszcze wyrokiem, a protokół nie jest prawdą objawioną czyli unus testis, nullus testis
Szczególnie niebezpieczne jest społeczne utożsamienie informacji znajdującej się w protokole z ustalonym faktem.
W postępowaniu karnym wypowiedź jednego uczestnika jest dowodem podlegającym ocenie, a nie końcowym ustaleniem. Jeżeli osoba składająca relację ma własny interes procesowy, oczekuje określonych korzyści albo występuje w charakterze podejrzanego współpracującego z organami ścigania, obowiązek jej wszechstronnej weryfikacji staje się jeszcze bardziej oczywisty.
Unus testis nullus testis– zgodnie z tą regułą dowodową, pochodzaca jeszcze z czasów rzymskich, a nawet biblijnych, zeznania tylko jednego świadka uznaje się za niewystarczające do udowodnienia faktu.
Nie przesądzamy w tym miejscu, jaka jest aktualna kwalifikacja procesowa wszystkich wypowiedzi Przemysława Krala. Właśnie brak pełnej wiedzy o jego statusie, zakresie współpracy z prokuraturą i treści całego materiału jest jednym z powodów, dla których budowanie publicznych oskarżeń na wybranych fragmentach protokołu jest niedopuszczalną metodologicznie drogą na skróty.
Państwo prawa funkcjonuje w odwrotnej kolejności: najpierw gromadzi się materiał, następnie poddaje go krytycznej weryfikacji, później formułuje zarzut, akt oskarżenia i dopiero sąd rozstrzyga o odpowiedzialności.
Domniemanie niewinności obowiązuje również premiera
Konstytucyjna zasada wyrażona w art. 42 ust. 3 Konstytucji RP stanowi, że każdego uważa się za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu.
Analogiczny, bardzo precyzyjny standard ustanawia dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/343. Jej art. 4 nakazuje państwom zapewnić, aby publiczne wypowiedzi organów władzy nie przedstawiały podejrzanego lub oskarżonego jako winnego przed prawomocnym rozstrzygnięciem. Dyrektywa wskazuje wprost, że pojęcie „public authorities” obejmuje także ministrów i innych funkcjonariuszy publicznych. Dopuszcza informowanie opinii publicznej o postępowaniu, ale tylko wtedy, gdy jest to ściśle konieczne, uzasadnione interesem publicznym i proporcjonalne; sposób przekazania informacji nie może tworzyć przedwczesnego wrażenia winy.
Europejski Trybunał Praw Człowieka od dawna przyjmuje, że domniemanie niewinności może zostać naruszone nie tylko przez sąd czy prokuratora, ale również przez premiera, ministra czy innego wysokiego funkcjonariusza państwa.
W sprawie Allenet de Ribemont przeciwko Francji (skarga nr 15175/89, wyrok z 10 lutego 1995 r.) ETPC podkreślił, że organy mogą informować o prowadzonych śledztwach, ale muszą czynić to ze szczególną powściągliwością.
Aktualne zestawienie orzecznictwa Trybunału wymienia wprost wypowiedzi premierów i ministrów jako objęte tym standardem.
I tak:
ETPC, Bavčar v. Slovenia, skarga nr 17053/20, wyrok z 7 września 2023 r., prawomocny 19 lutego 2024 r. jest szczególnie istotny i adekwatny, ponieważ dotyczył wypowiedzi ministra sprawiedliwości i premiera w czasie trwającego postępowania karnego. ETPC stwierdził naruszenie art. 6 § 2 EKPC.
ETPC, Butkevičius v. Lithuania, skarga nr 48297/99, wyrok z 26 marca 2002 r. — dotyczy wypowiedzi wysokich przedstawicieli władz publicznych przed prawomocnym rozstrzygnięciem sprawy. Trybunał analizował granicę pomiędzy informowaniem o ustaleniach śledztwa, a publicznym przesądzaniem o winie.
Warto również wskazać sprawę Daktaras v. Lithuania, skarga nr 42095/98. To jedno z podstawowych orzeczeń rozwijających standard, w myśł którego należy odróżniać wypowiedź stwierdzającą winę od wypowiedzi opisującej jedynie istniejące podejrzenie; ETPC podkreśla też znaczenie języka i kontekstu wypowiedzi przedstawiciela państwa.
Dla analizy sejmowego wystąpienia Donalda Tuska z 4 września 2026r. orzeczenie Bavčar v. Slovenia jest nawet bardziej adekwatne niż Allenet de Ribemont, ponieważ przedmiotem oceny Trybunału były właśnie wypowiedzi premiera oraz ministra sprawiedliwości.
Powyższe orzecznictwo jednoznacznie wskazuje na regułę, która powinna obowiązywać władzę wykonawczą: materiał obciążający nie może być przedstawiany społeczeństwu w taki sposób, jak gdyby jego wiarygodność została już procesowo rozstrzygnięta.
Co więcej, zdziwienie budzi fakt, iż ta władza, z MSPG Waldemarem Żurkiem na czele, która tak sobie ceni stanowiska trybunałów europejskich, nie była uprzejma dostrzec wskazanych wyżej judykatów i wyciągnąć z nich stosownych wniosków.
Czy w grę mogą wchodzić także art. 231 i art. 266 k.k.?
Nie należy mnożyć kwalifikacji prawnych tylko dlatego, że sprawa ma wymiar polityczny. Dwie dodatkowe normy wymagają jednak przynajmniej odnotowania.
Art. 231 § 1 k.k. przewiduje odpowiedzialność funkcjonariusza publicznego, który przekraczając uprawnienia albo nie dopełniając obowiązków działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego. Samo stwierdzenie przekroczenia kompetencji nie wystarczy — niezbędne byłoby wykazanie wszystkich znamion, w tym konkretnego narażenia prawnie chronionego interesu. Sąd Najwyższy konsekwentnie podkreśla znaczenie tego ostatniego elementu.
Art. 266 § 2 k.k. penalizuje z kolei ujawnienie przez funkcjonariusza publicznego osobie nieuprawnionej informacji uzyskanej w związku z czynnościami służbowymi, jeżeli jej ujawnienie może narazić na szkodę prawnie chroniony interes. Zagrożenie wynosi do trzech lat pozbawienia wolności. Możliwość zastosowania tego przepisu oraz jego ewentualnego zbiegu z art. 241 § 1 k.k. wymagałaby jednak znacznie dokładniejszych ustaleń dotyczących charakteru informacji i podstawy jej udostępnienia premierowi.
Dlatego właśnie art. 241 § 1 k.k. pozostaje obecnie najbardziej bezpośrednim punktem odniesienia.
Co należy teraz ustalić?
Kilku obiektywnie sprawdzalnych okoliczności:
– kto przekazał Donaldowi Tuskowi protokół lub informację zawierającą jego treść;
– na jakiej dokładnie podstawie prawnej to nastąpiło;
– czy wydano odrębne zezwolenie na publiczne rozpowszechnienie wiadomości;
– kto je wydał, w jakiej formie i jaki był jego zakres;
– czy obejmowało odczytanie fragmentów protokołu na jawnym posiedzeniu Sejmu; ; – czy publiczne ujawnienie mogło wpłynąć na dalszy tok śledztwa.
Bez odpowiedzi na te pytania nie sposób odpowiedzialnie przesądzić odpowiedzialności karnej Donalda Tuska.
Można natomiast stwierdzić już teraz, że samo powołanie art. 12 Prawa o prokuraturze nie usuwa problemu art. 241 § 1 k.k.
Immunitet nie rozstrzyga, czy czyn był legalny
Donald Tusk pozostaje jednocześnie posłem. Art. 105 ust. 2 Konstytucji przewiduje immunitet formalny, zgodnie z którym poseł co do zasady nie może zostać pociągnięty do odpowiedzialności karnej bez zgody Sejmu, chyba że sam wyrazi na to zgodę.
Odrębnym problemem jest immunitet materialny z art. 105 ust. 1 Konstytucji. Nie można jednak automatycznie zakładać, że każda wypowiedź osoby będącej posłem, tylko dlatego że pada w gmachu Sejmu, stanowi działalność wchodzącą w zakres sprawowania mandatu. Donald Tusk występował przede wszystkim jako Prezes Rady Ministrów dysponujący informacją uzyskaną od Prokuratora Generalnego w związku z funkcjonowaniem władzy wykonawczej. Kwestia zakresu immunitetu materialnego wymagałaby więc osobnej analizy.
Immunitet jest przeszkodą procesową dotyczącą sposobu egzekwowania odpowiedzialności. Nie jest prawem do popełnienia czynu zabronionego ani normą legalizującą zachowanie.
Odpowiedzialność konstytucyjna — wariant skrajny, ale istniejący
Konstytucja przewiduje również odpowiedzialność członków Rady Ministrów przed Trybunałem Stanu za naruszenie Konstytucji lub ustawy oraz za przestępstwa popełnione w związku z zajmowanym stanowiskiem. Zgodnie z art. 156 Konstytucji uchwała Sejmu wymaga wniosku Prezydenta RP albo co najmniej 115 posłów i większości 3/5 ustawowej liczby posłów.
Na obecnym etapie byłoby zdecydowanie przedwczesne twierdzenie, że przesłanki takiej odpowiedzialności zostały spełnione. Jest to jednak kolejny powód, dla którego ustalenie podstawy prawnej i zakresu zgody na ujawnienie materiału nie jest kwestią publicystyczną, lecz ustrojową.
Najgroźniejszy skutek: prokuratura jako zaplecze frontu politycznej walki dla rządu
Całe wydarzenie ma jeszcze jeden wymiar, wykraczający poza odpowiedzialność jednego polityka.
Jeżeli Prokurator Generalny przekazuje Prezesowi Rady Ministrów wybrane fragmenty materiału dowodowego, a następnie premier wykorzystuje je w bezpośrednim sporze parlamentarnym przeciwko politycznym przeciwnikom, powstaje wrażenie ścisłego sprzężenia postępowania prokuratorskiego z bieżącą strategią polityczną władzy.
Na problem takiego sprzężenia działań prokuratorskich i medialnych wskazywali przedstawiciele Veritas et Ius również w poprzedzających wystąpienie analizach dotyczących Zondacrypto.
To sytuacja szczególnie niebezpieczna dla instytucji prokuratury.
Jutro role polityczne mogą się odwrócić.
Norma, którą dziś uznajemy za zbędną dlatego, że ujawniony materiał obciąża naszego przeciwnika, jutro może chronić nas samych. Zasada legalizmu ma sens właśnie wtedy, gdy obowiązuje również w sprawach politycznie niewygodnych.
Nie sposób na podstawie obecnie publicznie dostępnych informacji kategorycznie stwierdzić, że Donald Tusk popełnił 4 września 2026 r. przestępstwo z art. 241 § 1 k.k. Do takiego wniosku konieczne jest przede wszystkim ustalenie, czy właściwy organ udzielił mu zezwolenia na publiczne rozpowszechnienie wiadomości z postępowania przygotowawczego i jaki był zakres tego zezwolenia.
Można natomiast sformułować wniosek znacznie bardziej stanowczy.
Art. 12 § 1 Prawa o prokuraturze nie może być traktowany jako nieograniczona licencja Prezesa Rady Ministrów na polityczne wykorzystywanie akt śledztwa będącego w toku.
Prawo prokuratora do przekazania organowi państwa informacji i prawo polityka do uczynienia z materiału dowodowego amunicji politycznej są dwiema różnymi zagadnieniami. Nie ma tu części wspólnej.
Jeżeli zgody na publiczne rozpowszechnienie nie było — kwestia odpowiedzialności z art. 241 § 1 k.k. staje się realnym problemem prawnokarnym.
Jeżeli zgoda była — opinia publiczna powinna poznać jej podstawę prawną, autora, formę i zakres.
Należy również wyjaśnić, dlaczego interes postępowania przygotowawczego wymagał właśnie odczytania wyselekcjonowanych fragmentów protokołu przez Prezesa Rady Ministrów z mównicy sejmowej tuż przed politycznym głosowaniem.
I właśnie dlatego wydarzenie z 4 września 2026 r. wymaga wyjaśnienia — przez pryzmat prawa, a nie politycznej użyteczności ujawnionych zeznań.







