1:1 z szóstą drużyną rankingu FIFA. Biało-czerwoni już od 11 lat pozostają bez wygranej z Holandią

Popularne

Strony Internetowe / SEO
Realizacja w jeden dzień!
TEL/SMS: +1-773-800-1520

– Byliśmy bliżej zwycięstwa – przynał trener reprezentacji Jan Urban po meczu z Holandią w eliminacjach mistrzostw świata. Po dobrej grze jego zespół zremisował 1:1 z szóstą drużyną rankingu FIFA. Biało-czerwoni już od 11 lat pozostają bez wygranej z rywalem ze światowej czołówki w meczu o stawkę.

11 października 2014 drużyna narodowa prowadzona przez Adama Nawałkę na tym samym PGE Narodowym pokonała 2:0 Niemcy, ówczesnego mistrza globu, a stawką były punkty eliminacji Euro 2016, do którego obie jedenastki awansowały.

To był „mit założycielski” tamtej kadry, która dwa lata później na francuskich boiskach odniosła największy sukces w polskim futbolu reprezentacyjnym w tym stuleciu, docierając do ćwierćfinału mistrzostw Europy.

Jednak nawet wtedy nie udało się pokonać żadnego znacznie wyżej notowanego przeciwnika – w grupie było 0:0 z Niemcami, a w batalii o półfinał remis 1:1 i przegrane karne z ósmą wtedy w świecie Portugalią, późniejszym triumfatorem turnieju. Z plasującą się na 15. pozycji Szwajcarią w 1/8 finału karne okazały się zwycięskie (po 120 minutach gry było 1:1), a pokonana na zakończenie fazy grupowej Ukraina (1:0), pomijając fakt, że już bez szans na awans i skłócona wewnętrznie, zajmowała wtedy 19. lokatę.

W eliminacjach mundialu 2018 najgroźniejszym przeciwnikiem biało-czerwonych były Rumunia i Dania, wówczas – odpowiednio – 34. i 50. zespół świata, więc wygrane z nimi nie zapisały się na trwałe w historii polskiego futbolu.

Z kolei turniej finałowy w Rosji to porażki z Senegalem i Kolumbią oraz zwycięstwo w „meczu o honor” nad Japonią, która wtedy była na 60. miejscu w klasyfikacji drużyn narodowych FIFA.

Po MŚ w Rosji stery kadry z rąk Nawałki przejął Jerzy Brzęczek. Pierwszym sprawdzianem jego i drużyny była rywalizacja w premierowej Lidze Narodów. To właśnie te rozgrywki dały polskim piłkarzom, którzy w kolejnych edycjach także grali w najwyższej dywizji (aż do spadku w 2024 roku), okazję do regularnych sprawdzianów z najlepszymi w Europie.

Szans na odniesienie zwycięstwa nad ekipą powszechnie uznawaną za lepszą od nich mieli łącznie 16 i… żadnej nie wykorzystali. W LN po cztery razy rywalizowali z Włochami, Holandią i Portugalią, a po dwa razy z Belgią i Chorwacją. Pięć z tych meczów zremisowali, a 11 przegrali.

A zaczęło się obiecująco. 7 września 2018 roku, w debiucie Brzęczka w roli selekcjonera, Polacy zremisowali na wyjeździe z Włochami 1:1, tracąc gola w 78. minucie z rzutu karnego. W kolejnym miesiącu nastroje znacznie się pogorszyły – kadra przegrała oba mecze w Chorzowie – 2:3 z Portugalią i 0:1 z Włochami.

To oznaczało, że przed listopadowym starciem w Guimaraes z Portugalczykami piłkarze Brzęczka nie mieli już szans uniknięcia ostatniego miejsca w grupie, natomiast gospodarze byli pewni pierwszego. Spotkanie, w którym zabrakło największych gwiazd obu ekip Cristiano Ronaldo i Roberta Lewandowskiego, skończyło się remisem 1:1. Portugalczycy triumfowali później w turnieju finałowym LN.

Tymczasem biało-czerwoni, mimo ostatniej pozycji w grupie A3, nie spadli do niższej dywizji. W 2019 roku Komitet Wykonawczy UEFA zdecydował bowiem o powiększeniu elity z 12 do 16 drużyn.

Te spotkania pozwoliły przygotować się kadrze do eliminacji Euro 2020, w których rywalizowali m.in. z Austrią i Słowenią. Z tą drugą doznali jedynej porażki, ale obu rywali trudno zaliczyć było, zwłaszcza wtedy, do kontynentalnej czołówki.

W drugiej edycji LN (2020/21) reprezentacja Polski z czołówki trafiła na Holandię i Włochy. W momencie losowania, czyli na początku marca 2020, te drużyny były, odpowiednio, na 14. i 13. pozycji w rankingu FIFA.

Utrzymanie w kontynentalnej elicie dały ekipie Brzęczka dwie wygrane z dużo niżej notowanymi Bośniakami, ale w konfrontacji z faworytami miała ona niewiele do powiedzenia. Z „Pomarańczowymi” dwukrotnie przegrała – 0:1 na wyjeździe i 1:2 u siebie, a z Italią zdobyła łącznie jeden punkt (0:0 u siebie i 0:2 na wyjeździe). Wszystkie te mecze rozegrano od września do listopada 2020 roku, czyli w czasie dużych obostrzeń związanych z pandemią COVID-19.

Biało-czerwoni cel zrealizowali, ale nie uchroniło to Brzęczka od zwolnienia. W styczniu zastąpił go Portugalczyk Paulo Sousa.

Pod jego wodzą Polacy rozegrali połowicznie udane eliminacje do mistrzostw świata 2022, w których jedynemu „firmowemu” przeciwnikowi, jakim byli Anglicy, ulegli 1:2 na Wembley w Londynie i w ostatniej chwili urwali punkty w Warszawie, remisując 1:1 po trafieniu Damiana Szymańskiego tuż przed końcowym gwizdkiem.

Sousa poprowadził reprezentację również w przełożonych o rok z powodu pandemii ME. Najlepiej w rozrzuconym po całej Europie turnieju Lewandowski i koledzy zaprezentowali się remisując 1:1 w Sewilli z faworyzowaną Hiszpanią, ale porażki ze Słowacją (1:2) i Szwecją (2:3) nie pozwoliły przebrnąć fazy grupowej.

Portugalczyk rozwiązał pod koniec roku umowę z PZPN i w styczniu 2022 zastąpił go Czesław Michniewicz. To był szczególny rok, ponieważ mundial w Katarze odbył się dopiero późną jesienią, więc mecze fazy grupowej Ligi Narodów rozgrywano między czerwcem a wrześniem. Polska trafiła do grupy A4 z Holandią, Belgią i beniaminkiem – Walią.

Teoretycznie najsłabszego rywala z Wysp Brytyjskich biało-czerwoni dwukrotnie pokonali – w czerwcu we Wrocławiu 2:1, a we wrześniu w ostatniej kolejce w Cardiff 1:0 i dzięki temu utrzymali się w najwyższej dywizji, znów zajmując trzecie miejsce w swojej grupie.

W pozostałych meczach, zgodnie z przewidywaniami, było znacznie trudniej o punkty. Z Belgami polscy piłkarze dwukrotnie przegrali – w Brukseli aż 1:6, a w Warszawie 0:1, natomiast z Holendrami zremisowali w Rotterdamie 2:2 (gospodarze w końcówce zmarnowali rzut karny), a w Warszawie ulegli 0:2.

Wcześniej Michniewicz wykonał najważniejsze zadanie, czyli ograł Szwedów w eliminacyjnym barażu i zakwalifikował się do MŚ. Występ w Katarze był oceniony różnie, bo z jednej strony Polacy po raz pierwszy od 1986 roku wyszli z grupy i znaleźli się w „16” najlepszych drużyn globu, ale z drugiej ich gra mogła męczyć oglądających, a furorę zrobiło jej określenie mianem „lagi na Robercika”.

Z czołowych jedenastek globu w Katarze biało-czerwoni zmierzyli się z późniejszymi zwycięzcami turnieju – Argentyńczykami, którym na koniec fazy grupowej ulegli 0:2, choć Wojciech Szczęsny obronił rzut karny Lionela Messiego, a w 1/8 finału nie sprostali Francuzom (1:3), którzy następnie doszli do finału.

Rok 2023 to krótka selekcjonerska kadencja Portugalczyka Fernando Santosa. Jednym z nielicznych przebłysków dobrej gry i nadziei na przyszłość było czerwcowe zwycięstwo nad Niemcami 1:0 na PGE Narodowym, ale spotkanie było towarzyskie, a zakontraktowano je, by uhonorować żegnającego się oficjalnie z drużyną narodową Jakuba Błaszczykowskiego, więc trudno je zaliczyć do „historycznych osiągnięć” polskich piłkarzy. Tym bardziej, że kilka dni później przegrali mecz eliminacji ME z Mołdawią 2:3 i… czar prysł.

Ostatnia edycja Ligi Narodów, już pod wodzą Michała Probierza, zaczęła się od zwycięstwa w Szkocji 3:2, czyli nad rywalem o porównywalnej klasie, a później… było tylko gorzej. Z Chorwacją 0:1 i 3:3, z Portugalią – 1:3 i 1:5, a wreszcie strata gola na 1:2 w rewanżu z Wyspiarzami w Warszawie, który oznaczał spadek na niższy szczebel tych rozgrywek.

Kolejne dwie szanse, by pokonać rywala z górnej półki, przyniosły trwające eliminacje mistrzostw świata. Z faworyzowaną Holandią polscy piłkarze, już w obu meczach pod trenerską wodzą Urbana, zremisowali 1:1. I choć, szczególnie w piątek, zaprezentowali się korzystnie, to kibice co najmniej do przyszłorocznego lata i mundialu za oceanem muszą poczekać na zwycięstwo nad drużyną ze ścisłej światowej czołówki, gdyż w marcowych barażach raczej takich Polacy unikną.(PAP)

pp/ msl/ bia/

Podobne

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ostatnio dodane