W poniedziałek Maduro i jego żona po raz pierwszy staną przed sądem w USA. Jakie dalsze losy Wenezueli?

Popularne

Strony Internetowe / SEO
Realizacja w jeden dzień!
TEL/SMS: +1-773-800-1520

Obalony przywódca Wenezueli Nicolas Maduro i jego żona Cilia Flores zostaną w poniedziałek doprowadzeni do sądu federalnego na Manhattanie, by formalnie usłyszeć zarzuty związane z narkoterroryzmem. Będzie to początek procesu, który może trwać długi czas.

Maduro i Flores zostali schwytani przez amerykańskie siły specjalne w sobotę nad ranem w Caracas i jeszcze tego samego dnia trafili do aresztu w Brooklynie. W poniedziałek zostaną przewiezieni do budynku sądu federalnego na Manhattanie, gdzie w południe czasu lokalnego (godz. 18 w Polsce) zostaną formalnie zatrzymani i usłyszą zarzuty. Podczas krótkiej rozprawy dyktator i jego żona powiedzą, czy przyznają się do zarzucanych czynów. Sąd też zdecyduje o dalszym areszcie dla pary do czasu rozpoczęcia procesu.

Będzie to początek potencjalnie długiego procesu, a dalsze kroki nie są jeszcze jasne. Choć zarzuty przeciwko parze wniosła prokuratura Południowego Dystryktu Nowego Jorku, proces może odbyć się też na Florydzie i w Waszyngtonie, gdzie również wniesiono powiązane sprawy. Decyzję w tej sprawie podejmie sąd. Sprawa została przydzielona 92-letniemu sędzi Alvinowi Hellersteinowi, choć nie oznacza to koniecznie, że to on ostatecznie poprowadzi proces.

Jak ocenia „New York Times”, proces karny może rozpocząć się nawet za rok lub później. Gazeta zaznacza, że w federalnym sądzie w Nowym Jorku sądzeni byli inni znani narkoprzestępcy, w tym Juan Orlando Hernandez, były prezydent Hondurasu. Hernandez został w ub.r. skazany na 45 lat więzienia za udział w przemycie setek ton kokainy do USA przez meksykańskie kartele narkotykowe, lecz w grudniu ub.r. został ułaskawiony przez prezydenta Donalda Trumpa. Hernandez trafił do amerykańskiego aresztu w kwietniu 2022 r., a wyrok w jego sprawie ogłoszono w marcu 2024 r.

W sobotę nowojorska prokuratura federalna opublikowała nowe zarzuty dla pary, stanowiące dopełnienie zarzutów postawionych po raz pierwszy jeszcze w 2020 r. Na Maduro i jego żonie – oraz trzem innym osobom z ich otoczenia, którzy pozostali na wolności – ciążą cztery zarzuty, w tym najcięższy uczestnictwa w zmowie narkoterroryzmu. Pozostałe to przemyt kokainy do USA oraz dwa zarzuty posiadania karabinów maszynowych lub innej zabronionej broni.

Były przywódca oskarżony jest o wieloletnie prowadzenie przemytu kokainy do USA, w tym również w ramach współpracy z organizacjami uznanymi przez USA za organizacje terrorystyczne: kolumbijskimi bojówkami FARC i ELN, meksykańskimi kartelami Sinaloa i Zetas oraz wenezuelskim gangiem Tren de Aragua. Zarzuty te obciążone są karą od 30 lat więzienia do dożywocia.

Według śledczych, Maduro był zaangażowany w proceder od 1999 r., kiedy jeszcze był deputowanym do wenezuelskiego parlamentu i kontynuował działalność przestępczą w późniejszych rolach jako szef MSZ i prezydent kraju. Oskarżony jest o przewodzenie „Cartel de los Soles” (hiszp. Kartelowi Słońc).

W dokumencie wymienione są konkretne przypadki zarzucanych Maduro czynów, jak np. świadome wydawanie paszportów dyplomatycznych szmuglerom narkotyków czy przejęcie przez jego żonę łapówki wartej setki tysięcy dolarów, by zaaranżować spotkanie przemytników z dyrektorem urzędu antynarkotykowego. Obydwoje mieli również przemycać narkotyki zarekwirowane przez wenezuelskie służby, z pomocą prorządowych gangów nazywanych „colectivos”.

Zdaniem Elliego Hoeniga, byłego prokuratora i eksperta prawnego CNN, zarzuty wniesione przeciwko Maduro wydają się silne. Hoenig zaznaczył jednak, że w sprawach tego typu często trudno udowodnić jest udział w procederze osobom stojącym na czele organizacji przestępczych, i że zwykle w takich sprawach potrzebne są zeznania innych uczestników zmowy. Według eksperta obrona będzie starała się doprowadzić do unieważnienia zarzutów, argumentując, że Maduro został uchwycony z pogwałceniem zasad prawa międzynarodowego.

Mimo to, Maduro nie będzie pierwszym przywódcą obcego państwa w podobnej sytuacji. 3 stycznia 1990 r. siły USA schwytały przywódcę Panamy Manuela Noriegę po inwazji na ten kraj. Proces Noriegi, również oskarżonego o przemyt narkotyków, rozpoczął się we wrześniu 1991 r. i zakończył w lipcu 1992 r., skazaniem go na 40 lat więzienia.

Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)

 

Eksperci: spektakularny pokaz siły militarnej USA nie rozstrzyga o losach Wenezueli

Aresztowanie w Caracas prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro przez USA w wyniku operacji wojskowej było spektakularnym pokazem siły militarnej. Według ekspertów nowojorskiego think-tanku, Council on Foreign Relations (CFR), nie rozstrzyga to jednak o przyszłości tego kraju.

Analitycy Council on Foreign Relations ostrzegają, że fizyczne usunięcie przywódcy wenezuelskiego reżimu nie oznacza automatycznej demokratyzacji Wenezueli. Brak jasnego planu politycznego, marginalizacja opozycji i koncentracja na ropie mogą pogłębić chaos oraz niestabilność w regionie.

W opinii ekspertów, aresztowanie Nicolása Maduro jest sukcesem taktycznym, lecz nie gwarantuje trwałej zmiany politycznej w Wenezueli. Choć reżim stracił swojego lidera, realna władza pozostaje w rękach jego lojalistów, wojska oraz aparatu bezpieczeństwa, których struktury są osłabione, skorumpowane i rozdrobnione.

Shannon K. O’Neil podkreśla, że państwo nie ma dziś monopolu na przemoc, a porównania do Panamy z 1989 roku są mylące. Obok wojska w Wenezueli funkcjonują milicje colectivos oraz grupy partyzanckie, co grozi długim okresem fragmentacji i niepewności. Jak zaznacza O’Neil, „to nie koniec, lecz początek nowych wyzwań dla Wenezueli i tych, którzy chcą przywrócenia demokracji”.

Kluczowym problemem pozostaje los demokratycznej opozycji. Choć cieszy się ona poparciem większości społeczeństwa, jej liderzy – prezydent-elekt Edmundo González oraz laureatka Pokojowej Nagrody Nobla María Corina Machado – przebywają poza krajem. Eksperci wskazują, że bez jednoznacznego wsparcia USA i realnej kontroli nad terytorium nawet ich powrót nie gwarantuje przejęcia władzy.

Elliott Abrams ostro krytykuje sygnały płynące z Waszyngtonu, zwłaszcza deprecjonowanie noblistki oraz gotowość do rozmów z wiceprezydent Delcy Rodríguez. Jego zdaniem tylko poparcie dla legalnie wybranego przywództwa daje szansę na transformację. – Jeśli Stany Zjednoczone będą rozmawiać z resztkami reżimu, katastrofa jest pewna – ostrzega.

Z kolei Max Boot zwraca uwagę na brak planu „dnia następnego”. Choć operacja wojskowa była – jego zdaniem – wzorcowa, to bez spójnej strategii politycznej może powtórzyć się scenariusz znany z Iraku i Libii. „Sukces taktyczny nie musi przełożyć się na zyski strategiczne” – wyznaje Boot.

Roxanna Vigil zwraca uwagę na fakt, że administracja USA koncentruje się na odbudowie sektora naftowego. Brak zapowiedzi wyborów i marginalizowanie Machady uznaje za odejście od demokratycznych aspiracji Wenezuelczyków. Jej zdaniem „bez jasnej mapy drogowej dla demokracji Stany Zjednoczone rozpoczynają otwartą, długotrwałą obecność skoncentrowaną głównie na ropie”, co może zwiększyć niestabilność i presję migracyjną w regionie.

CFR zastrzega, że tekst reprezentuje wyłącznie poglądy i opinie autorów. Think-tank jest wydawcą dwumiesięcznika „Foreign Affairs”.

Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski (PAP)

Podobne

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Ostatnio dodane