HomePOLSKA

W 75 lat po Rzezi Woli, jednej z największych niemieckich zbrodni okresu II wojny światowej, wspomnienia świadków wciąż bolą

W 75 lat po Rzezi Woli, jednej z największych niemieckich zbrodni okresu II wojny światowej, wspomnienia świadków wciąż bolą

W 75 lat po Rzezi Woli, jednej z największych niemieckich zbrodni okresu II wojny światowej, wspomnienia powstańców warszawskich i świadków tamtej tragedii są wciąż żywe. Między 5 a 7 sierpnia Niemcy zabijali mieszkańców dzielnicy w masowych egzekucjach, mordowali rannych w szpitalach i dopuszczali się gwałtów. W ten sposób, według historyków, zginęło od 40 do 60 tysięcy osób. Dokładna liczba ofiar Rzezi Woli pozostaje wciąż nieznana. 

Na uroczystość przy pomniku Pamięci 50 tysięcy Mieszkańców Woli Zamordowanych przez Niemców podczas Powstania Warszawskiego 1944 przyszła Hanna Gutkowska “Wilga”, łączniczka z Batalionu “Miłosz”. “Przychodzę na te uroczystości od wielu, wielu lat. Raz, że to było wielkie morderstwo, a dwa, że straciłam babcię i wujka. Nawet nie wiemy gdzie zginęła babcia, wujek został zamordowany w piwnicy, kiedy Niemcy rzucili granaty” – wspominała w rozmowie z Polskim Radiem Hanna Gutkowska.

Na uroczystość przybyli też dyplomaci i przedstawiciele niemieckich władz. W tym burmistrz wyspy Sylt Nikolas Häckel, gdzie w latach 50. i 60. jego poprzednikiem był Heinz Reinefarth, który kierował operacją eksterminacji Woli. “Napawa nas przerażeniem, że człowiek odpowiedzialny za masowe mordy mógł zostać burmistrzem Westerlandu i zrobić karierę polityczną jako deputowany do Landtagu Szlezwika-Holsztynu. Ja sam czuję wstyd i konfrontując się z przeszłością, staram się temu podołać (…) W poczuciu pokory proszę o przebaczenie oraz pojednanie naszych połączonych przez los społeczeństw” – mówił Nikolas Häckel.

Obecność przedstawicieli niemieckich władz pozytywnie ocenia Jolanta Kolczyńska, pseudonim Klara, łączniczka Zgrupowania “Chrobry II”. “Niemcy tu już kilkakrotnie byli pod pomnikiem, przyznają się do tego, co się stało, to jednak jest już następne pokolenie, dobrze, że o tym pamiętają” – powiedziała członkini zarządu Związku Powstańców Warszawskich.

Powstaniec warszawski Janusz Komorowski “Antek” był na Ochocie, gdzie ludność cywilną pacyfikowały oddziały Rosyjskiej Wyzwoleńczej Armii Ludowej. Oddziały te podlegały SS-Gruppenführerowi Heinzowi Reinefarthowi, który kierował operacją wymordowania ludności cywilnej Woli i Ochoty. “Na Ochocie szalały oddziały RONA i oni pacyfikowali ludność. Ludzie siedzieli po piwnicach, to żeby ich wykurzyć z tych piwnic rzucali granaty, były grabieże, mordy, gwałty. Wszystko, co najgorsze, to tam się działo w nocy. Zbierało się pomordowanych i wynosiło się pod kościół na placu Narutowicza. To była rzeź, nie da się tego opowiedzieć” – opowiadał Janusz Komorowski.

Ksiądz Stanisław Kicman mieszkał na ulicy Dworskiej na Woli. Miał 7 lat, kiedy wybuchło Powstanie. Duchowny wspominał, że to, co działo się podczas pacyfikacji, było przerażające. “Ósmego sierpnia wpadli do naszego domu, strzały na klatkach schodowych, rzucanie granatów do mieszkań, serie z automatów, przerażenie. W końcu w naszych drzwiach stanął żołdak z automatem, krzyknął tylko – raus! Tak jak staliśmy, wyszliśmy z mieszkania” – mówił Polskiemu Radiu ksiądz Stanisław Kicman. Jak opowiada, najbardziej wstrząsającym momentem było wyrzucenie jego młodszego kolegi z trzeciego piętra przez niemieckiego żołnierza. “Dosłownie pod naszymi nogami mój kolega skonał na bruku” – wspominał duchowny. Ksiądz Kicman wraz z matką ocalał z rzezi, ale został wywieziony w głąb Niemiec do obozu pracy.

W sierpniu i wrześniu 1944 roku zginęło lub zostało zamordowanych około 180 tysięcy mieszkańców stolicy.

Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/ # Karol Darmoros & Witold Banach/sjo

COMMENTS