11-letni Brodie Terry z Pensylwanii wrócił już do domu po dramatycznym w skutkach ataku aligatora, do którego doszło podczas rodzinnej wyprawy na ryby na Florydzie. W wyniku ugryzienia chłopiec stracił dłoń.
Do zdarzenia doszło 27 czerwca w Nelson Fish Camp w pobliżu miejscowości Umatilla w powiecie Marion. Jak relacjonował członek rodziny Brodiego, chłopiec wędkował nad brzegiem jeziora. Kiedy nastąpił atak aligatora, 11-latek akurat wypuszczał z powrotem do wody jedną ze złowionych ryb.
Wyskakujący z wody gad z potężną siłą wgryzł się w dłoń chłopca. Ojciec Brodiego natychmiast wskoczył do wody i próbował otworzyć paszczę zwierzęcia, aby uwolnić syna. W trakcie szarpaniny aligator wykonał charakterystyczny obrót, zwany „death roll”, w wyniku którego doszło do oderwania dłoni od reszty ciała 11-latka.
Brodie trafił do szpitala, gdzie lekarze przeprowadzili serię operacji, próbując uratować jego rękę. Ostatecznie konieczna była amputacja kończyny na wysokości nadgarstka. W piątek chłopiec został wypisany ze szpitala, a w weekend wrócił do swojego domu w Pensylwanii. Obecnie przechodzi rehabilitację.
Po krwawym ataku jego sprawca, aligator mierzący 8 stóp i 6 cali , został zastrzelony przez funkcjonariusza Komisji Ochrony Ryb i Dzikiej Przyrody Florydy (FWC).
Po zdarzeniu FWC ponownie zaapelowała do mieszkańców i turystów o zachowanie szczególnej ostrożności w pobliżu zbiorników wodnych. Funkcjonariusze przypominają, by nie dokarmiać aligatorów, zachowywać bezpieczny dystans od tych zwierząt oraz uważnie obserwować otoczenie, zwłaszcza w cieplejszych miesiącach, kiedy gady są najbardziej aktywne.
Red. JŁ







