Polska przegrała ze Słowenią!

Polska przegrała ze Słowenią!

Piłkarska reprezentacja Polski przegrała w Lublanie ze Słowenią 0:2 (0:1) w meczu 5. kolejki grupy G eliminacji mistrzostw Europy. To pierwsza porażka drużyny selekcjonera Jerzego Brzęczka w tych eliminacjach.

6 września nie był w XXI wieku dla reprezentacji Polski zwycięską datą. 2013 – 1:1 z Czarnogórą. 2011 – 2:2 z Niemcami (ze słynnym poślizgnięciem się Jakuba Wawrzyniaka i stratą bramki w końcowych sekundach). 2008 – 1:1 ze Słowenią. 2006 – 1:1 z Serbią. Ostatni mecz tego dnia wygraliśmy za kadencji Pawła Janasa, w 2003 roku (2:0 z Łotwą). Jeszcze gorzej kojarzy się nad Wisłą poprzedni wyjazd do Słowenii. W poniedziałek minie 10 lat od porażki 0:3 w Mariborze, po której ówczesny prezes PZPN Grzegorz Lato przed kamerami telewizyjnymi zwolnił Leo Beenhakkera. I tym razem nie skończyło się dobrze…

Jerzy Brzęczek nie zaskoczył składem. Narzekającego na kontuzję Kamila Glika zastąpił błyszczący formą w Turcji Michał Pazdan. Poza nim selekcjoner posłał do boju identyczną jedenastkę jak w czerwcowym meczu z Izraelem.

„Gramy u siebie!” i „Jesteśmy zawsze tam, gdzie nasza Polska gra!” – rozległo się po trybunach tuż po pierwszym gwizdku. Faktycznie, spora grupa Polaków potrafiła zagłuszyć fanów gospodarzy. Już w trzeciej minucie na chwilę zamarli, bo w środku pola brutalnie został potraktowany przez rywala Robert Lewandowski. Na szczęście skończyło się na strachu i kapitan naszej drużyny wrócił do gry.

Słoweńcy przed meczem zapowiadali, że zrobią wszystko, by urwać punkty faworyzowanym Polakom. Czekali na okazję do wykorzystani dynamicznych skrzydłowych. Po jednej z kontr groźnie uderzał Josip Ilicić, ale na posterunku był Łukasz Fabiański.

Bramkarz West Hamu nie miał za to szans w 35. minucie. Po rzucie rożnym najlepiej w polu karnym odnalazł się Aljaż Struna (młodszy brat znanego z gry w Cracovii Andraża) i dał Słowenii prowadzenie. Krycie zgubił Pazdan, a polski licznik czasu bez straty bramki w eliminacjach zatrzymał się na 395. minutach. Do przerwy wynik się już nie zmienił.

Aby myśleć o korzystnym wyniku, Polacy musieli odmienić grę w drugiej połowie. W pierwszej nie stworzyli sobie żadnej groźnej sytuacji pod bramką Jana Oblaka. Kompletnie niewidoczny był Krzysztof Piątek, który przestał strzelać gole również w Milanie. Niewiele wiatru z przodu robili też skrzydłowi, Kamil Grosicki i Piotr Zieliński. „Lewy” dwoił się i troił, podobnie jednak jak rywale wokół niego. Ostrą grą Słoweńcy powstrzymywali naszego kapitana daleko przed własnym polem karnym.

Po przerwie do szybkiego wyrównania nie doszło, po 65. minutach Polacy musieli gonić już dwubramkową stratę. Ilicić uruchomił Andraża Sporara, a ten wyprzedził Pazdana i z ostrego kąta zmieścił piłkę przy dalszym słupku.

Błyskawicznie odpowiedział Grosicki, który wykończył podanie Lewandowskiego, ale skrzydłowy Hull City faulował wcześniej rywala i sędzia bramki nie uznał. Po chwili „Turbo Grosik” zszedł z boiska razem z Mateuszem Klichem, a Brzęczek wprowadził Kubę Błaszczykowskiego i debiutującego w narodowych barwach Krystiana Bielika. Na ostatni kwadrans szansę dostał też inny zawodnik z kadry U-21 Czesława Michniewicza, Dawid Kownacki. Zastąpił on Piątka.

Rezerwowi wnieśli do gry drużyny trochę nowej jakości. Bez kompleksów zagrał Bielik, który kilka minut po wejściu na murawę stworzył najgroźniejszą sytuację dla Biało-Czerwonych. Po indywidualnej akcji zszedł z piłką do środka i mocno uderzył zza pola karnego. Oblak nie miał jednak problemów z obroną.

Końcówka nie przyniosła nawet honorowej bramki dla Biało-Czerwonych. „Klątwa 6 września” została niestety utrzymana. Wobec porażki ze Słowenią oraz wygranej Austrii z Łotwą Biało-Czerwoni nie zapewnią sobie awansu już we wrześniu. W poniedziałek mogą się jednak do niego zbliżyć. Na PGE Narodowym podejmiemy właśnie wicelidera naszej grupy.

Red. AIP Tomasz Dębek, Lublana



COMMENTS

WORDPRESS: 0